Zbrodnia islamofobii, walka o islamski rząd dusz

Na świecie żyje 1,8 mld muzułmanów, z czego ok 1,4 mld to sunnici, a ok. 400 mln to szyici (fot. PAP/EPA/Sedat Suna)

18 grudnia w malezyjskim Kuala Lumpur rozpocznie się „szczyt islamski”. Nie będzie to jednak manifestacja jedności świata muzułmańskiego, lecz inicjatywa związana z ostrą rywalizację o przywództwo. Służy temu też walka z urojoną islamofobią.

Chybiona strategia antyirańska [OPINIA]

USA nakładając na Iran sankcję zakładają, że albo uda im się w ten sposób zmusić władze tego kraju do renegocjacji porozumienia w sprawie...

zobacz więcej

Muzułmanie na świecie Do Kuala Lumpur mają przyjechać goście z 52 państw, w tym przywódcy czterech krajów muzułmańskich: prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, premier Pakistanu Imran Khan, emir Kataru Tamim bin Hamad al-Thani oraz prezydent Iranu Hasan Rowhani.

Dokładnej listy gości nie można jednak znaleźć na stronie tej konferencji. Pokazane jest tylko jej kierownictwo, w skład którego obok 94-letniego premiera Malezji Mahathira Mohamada (inicjatora tego forum), wchodzi matka emira Kataru oraz zięć Erdogana Berat Albayrak.

Poza tymi osobami i innymi Malezyjczykami są też członkowie islamskich ruchów z Algierii i Mauretanii. Nie ma natomiast nikogo z Organizacji Współpracy Islamskiej (OIS - oficjalnego forum jedności muzułmańskiej), egipskiego uniwersytetu Al Azhar (tradycyjnie uznawanego za intelektualne centrum muzułmańskie), a także oficjalnej delegacji z jakiegokolwiek kraju arabskiego poza Katarem.

Konferencja ta jest bowiem organizowana w opozycji do zdominowanej przez Arabię Saudyjską OIS, a Al Azhar znajduje się w sprzymierzonym z Arabią Saudyjską Egipcie. Ponadto nieco zaskakiwać może udział prezydenta szyickiego Iranu w sytuacji gdy w wielu państwach relacje szyicko-sunnickie są bardzo napięte.

Według Pew Research na świecie żyje 1,8 mld muzułmanów, z czego ok 1,4 mld to sunnici, a ok. 400 mln to szyici. Choć islam kojarzy się przede wszystkim z Bliskim Wschodem i Arabami to największymi krajami muzułmańskimi są kraje niearabskie, przede wszystkim Indonezja, w której żyje ok. 220 mln muzułmanów, w zasadzie wyłącznie sunnitów.

Wszystkich Arabów jest jednak 450 mln, w tym ok. 400 mln to sunnici. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę wszystkie kraje arabskie oddzielnie to największy z nich tj. Egipt znajduje się dopiero na 6 pozycji na liście krajów o największej populacji islamskiej (85 mln). Również i w tym wypadku są to w zasadzie wyłącznie sunnici.  

Czy turecka inwazja zabije chrześcijaństwo w północnosyryjskiej dolinie Khaburu?

Dolina rzeki Khabur była niegdyś chrześcijańskim zagłębiem w Syrii. Mieszkający tam Asyryjczycy przywędrowali na te tereny kilkadziesiąt lat temu,...

zobacz więcej

Znacznie więcej muzułmanów mieszka w Pakistanie (ok. 185 mln, w tym ok. 25 mln szyitów). Natomiast w Turcji żyje ok. 70 mln sunnitów. Oficjalnie jest ich tam więcej ale tylko dlatego, że nie uznaje się za odrębną religię alewitów (których przynależność do islamu jest wielce wątpliwa). W pierwszej dziesiątce krajów muzułmańskich jest też Iran ale populacja sunnicka jest tam niewielka, za to jest on największym państwem szyickim.

Gdzie jest serce islamu?

Dotychczas jednak to nie populacja decydowała o pozycji poszczególnych państw muzułmańskich w świecie islamu, lecz położenie najświętszych miejsc tej religii, a te znajdują się głównie w Arabii Saudyjskiej. Jest to przede wszystkim Mekka, do której pielgrzymka jest obowiązkiem każdego muzułmanina (co najmniej raz w życiu), a także Medyna.

W krajach arabskich znajduje się też większość islamskich instytucji religijnych takich jak kairski Al-Azhar Uniwersytet Islamski w Medynie, Umm al-Qura w Mekce oraz Uniwersytet Muhammada ibn Sauda w Rijadzie. Saudyjskie uczelnie koraniczne reprezentują przy tym najbardziej ekstremistyczną wersję tej religii – wahabizm.

Przez kilka ostatnich dekad saudyjskie pieniądze zasilały też instytucje islamskie na całym świecie: meczety, szkoły koraniczne, organizacje charytatywne itp., czyniąc z Arabii Saudyjskiej lidera w świecie muzułmańskim.

„Albo większe wsparcie od UE, albo otworzymy uchodźcom drzwi do Europy”

– Turcja będzie musiała otworzyć syryjskim uchodźcom drzwi do Europy, jeśli Unia Europejska nie udzieli Ankarze wystarczającego wsparcia –...

zobacz więcej

Ostatnio jednak pojawiają się sygnały o infiltracji instytucji finansowanych przez Saudów przez osoby lojalne wobec tureckiego ministerstwa religii tj. Dijanetu.

Wydawałoby się, że Turcja niezbyt nadaje się na kraj, który mógłby podjąć rywalizację o przywództwo w świecie islamu. Nie posiada ona ani takich środków jak Arabia Saudyjska, ani też żadnych ważnych instytucji religijnych oraz świętych miejsc.

Wprawdzie przez 400 lat rezydujący w Stambule sułtan był również kalifem ale wówczas cały świat arabski ze swoimi świętymi miejscami oraz instytucjami znajdował się w granicach jego imperium. Nowożytna Turcja została natomiast zbudowana na laickich fundamentach. Tyle, że zmieniło się to w 2002 r. gdy do władzy doszedł Recep Tayyip Erdogan i jego islamistyczna Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP).

Kalif Recep walczy z islamofobią

Erdogan jest dziś skłócony niemal z całym światem arabskim. Wyjątkiem jest malutki, choć bogaty Katar (również skłócony z arabskimi kuzynami) oraz nic nie znaczący rząd Libii ledwo trzymający się w Trypolisie. Jednocześnie jednak Erdogan ma ambicje stania się liderem całego świata muzułmańskiego. Dlatego musiał znaleźć na to jakiś przepis. Świetnie nadaje się do tego walka z islamofobią, głównie urojoną.

Muzułmanin zabił chrześcijankę, bo nie chciała przejść na islam

Pakistański muzułmanin zamordował chrześcijankę, ponieważ nie chciała przejść na islam i wyjść za niego. Do tragedii doszło w Fajsalabadzie we...

zobacz więcej

Turecki prezydent od dawna oskarżą Europę o rzekomą islamofobię, reagując w ten sposób na wszystkie zarzuty kierowane pod adresem jego dyktatorskich rządów oraz krytykę jego współpracy z ekstremistycznymi organizacjami dżihadystycznymi.

Po zamachu w nowozelandzkim Christchurch, gdzie ofiarą rasistowskiego terrorysty padło 51 muzułmanów, Erdogan grzmiał, że islamofobiczny terroryzm jest w tej chwili największym zagrożeniem na świecie, domagając się uznania go za taki sam problem jak antysemityzm po Holokauście.

Trudno dopatrzyć się jednak równie energicznych potępień ze strony Erdogana w odniesieniu do zamachów organizowanych przez dżihadystów, np. mającego miejsce 2 miesiące po Christchurch ataku wielkanocnego na Sri Lance, gdzie zginęło 258 osób.

Nawet zamachy dokonane przez dżihadystów w samej Turcji, np. w Suruc w lipcu 2015 r., gdzie zginęły 33 osoby, nie spotkały się z tak ostrą reakcją tureckiego prezydenta, co zresztą wynikało z tego, że ofiarami byli lewicowi, negatywnie do niego nastawieni, prokurdyjscy aktywiści.  

Kurdowie atakowani z dwóch stron

Przy granicy syryjsko-tureckiej toczą się ciężkie walki między posuwającymi się do przodu siłami tureckimi a zdominowanymi przez Kurdów Syryjskimi...

zobacz więcej

Feministki na erdoganowskiej liście płac

Zamach w Christchurch był oczywiście godny zdecydowanego potępienia jednak turecki przywódca odwraca proporcje. Dżihadystyczny terroryzm wymierzony w „niewiernych” jest jawną strategią ekstremistycznych organizacji islamistycznych takich jak choćby Al Kaida czy Państwo Islamskie.

Nie ma natomiast, całe szczęście, podobnej organizacji o charakterze islamofobicznym, której istnienie uprawniałoby do jakiegoś symetrystycznego podejścia w tym zakresie. Chodzi przy tym nie o symetryzm odnoszący się do samych religii, bo przeciętny muzułmanin nie ponosi odpowiedzialności za dżihadystyczny terroryzm, lecz o występowanie czegoś w rodzaju „islamofobicznej Al Kaidy”.

Ponadto Erdogan wykazuje się skrajną hipokryzją przypisując Europejczykom odpowiedzialność za zamach w Christchurch, a jednocześnie zarzucając islamofobię każdemu kto mówi o radykalnym islamie jako inspiracji terroryzmu.

Motywacją Erdogana nie jest przy tym chęć kształtowania wizerunku islamu jako religii pokoju ale pokazanie setkom milionów muzułmanów jasnego wroga w postaci Zachodu, który jakoby prześladuje islam (i to bez żadnego powodu), a ci którzy go powinni bronić (Arabia Saudyjska, OIC itp.) nic nie robią. Zostaje tylko jeden obrońca: Turcja. I strategia ta, przynajmniej częściowo, działa.

Były poseł, który ostro krytykował muzułmanów... przeszedł na islam

Były skrajnie prawicowy holenderski poseł Joram van Klaveren, przez wiele lat zagorzały przeciwnik muzułmanów, kompletnie zaskoczył holenderską...

zobacz więcej

Turcja może liczyć w tej walce na nieoczekiwanego sojusznika tj. niektóre zachodnie (w tym w szczególności europejskie) środowiska liberalne. Na przykład dla związanego z AKP tureckiego instytutu SETA, wydającego corocznie raport o „islamofobii w Europie”, pisze wielu europejskich autorów, deklarujących się jako liberałowie czy feministki, co nijak się ma do stanu praw człowieka w rządzonej przez tą AKP Turcji.

Raport ten, podobnie jak wszystkie inne działania propagujące tezę o strasznym zagrożeniu jakim jest islamofobia, ma służyć pozycjonowaniu Turcji i Erdogana jako liderów świata islamu, swoistego nowego Salladyna, sprawiedliwego obrońcy islamskiego świata, odpędzającego współczesnych krzyżowców krzywdzących muzułmanów.

Narrację tą oczywiście mocno wspiera katarska Al Jazeera i nie jest przypadkiem to, że należy ona do katarskiej rodziny królewskiej, która opiera swe bezpieczeństwo na pomocy Turków i która obficie finansuje różne ekstremalne organizacje islamskie.

Triumwirat obrońców islamu

We wrześniu 2019 r. Erdogan postanowił pójść krok dalej i na forum ONZ wezwał do uznania islamofobii za zbrodnię przeciwko ludzkości. Znalazł przy tym wsparcie ze strony Malezji i Pakistanu.

Ponad połowa Niemców uznaje islam za zagrożenie

Z opublikowanego właśnie raportu niemieckiej fundacji Bertelsmanna wynika, że około połowy Niemców uznaje islam za zagrożenie. Jedynie jednej...

zobacz więcej

Warto przy tym przypomnieć, że w Pakistanie żyje 4 mln chrześcijan, którzy nawet w najbardziej fantazyjnych snach nie śmieliby marzyć o takich samych prawach jakie mają muzułmanie w tej strasznie islamofobicznej Europie.

Asia Bibi, biedna chrześcijanka z jednej z wiosek w pakistańskim Pundżabie, przesiedziała 10 lat w więzieniu za to, że jakoby obraziła Mahometa po tym jak miejscowe muzułmanki odmówiły jej prawa napicia się wody ze studni, gdyż jakoby jako chrześcijanka w ten sposób ją „zanieczyści”.

Za tę „zbrodnię” miliony Pakistańczyków domagały się kary śmierci dla Asi Bibi. I próżno szukać jakieś wypowiedzi Erdogana w jej obronie. Zresztą w samej Turcji chrześcijanie nie są traktowani na równi z muzułmanami, a od powstania Republiki Tureckiej w 1923 r. zniszczono setki kościołów, a wzniesiono raptem jeden. Jak to się ma do liczby meczetów wzniesionych w tym czasie w Europie? To oczywiście pytanie retoryczne.

Przywódcy Turcji, Pakistanu i Malezji postanowili również wspólnie stworzyć międzynarodowy kanał telewizyjny, którego celem byłoby zwalczanie islamofobii. Konferencja w Kuala Lumpur jest więc kontynuacją tej „antyislamofobicznej” ofensywy. Wymierzona jest ona jednak nie tylko w Zachód ale i w większość państw arabskich z Arabią Saudyjską na czele.

Wtargnęli do meczetu i zaczęli strzelać. 16 ofiar zamachu w Burkina Faso

W piątkowym ataku na modlących się w Wielkim Meczecie w osadzie Salmossi, w prowincji Oudalan na północy Burkiny Faso, zginęło 16 osób, jest też...

zobacz więcej

Rijad z dużą niechęcią przygląda się temu wydarzeniu. Jeszcze niedawno zapowiadano, że obok Malezji, Turcji, Kataru i Pakistanu, będzie to też inicjatywa Indonezji. Ale w ostatniej chwili prezydent Indonezji wycofał się i wysłał delegację niższej rangi. Na tydzień przed szczytem w Kuala Lumpur Imran Khan profilaktycznie postanowił odwiedzić też Arabię Saudyjską by nie psuć sobie relacji z Rijadem.

Immunitet dla niektórych

Sięganie przez Erdogana po światowe przywództwo sunnitów może napotkać jednak jeszcze inne problemy. Po pierwsze, Erdogan stając w opozycji do rządów państw arabskich odwołuje się do antyizraelskich resentymentów arabskiej ulicy oraz radykalnych organizacji, często nielegalnych, takich jak Bractwo Muzułmańskie czy różne ruchy dżihadystów.

Problem w tym, że w tych kręgach panują też mocno antyirańskie i antyrosyjskie nastroje, związane z rolą jaką te dwa kraje odegrały w Syrii. Również sunnici w Jemenie, Iraku czy Libanie mają zdecydowanie mało przyjazny stosunek do Iranu. Tymczasem związki Erdogana z Putinem są coraz ściślejsze. I dla wielu z tych, których poparcia w świecie islamu szuka Erdogan, obecność prezydenta Iranu na szczycie w Kuala Lumpur będzie co najmniej zgrzytem.

Nieprawdziwym byłoby stwierdzenie, że nigdzie na świecie muzułmanie nie cierpią prześladowań. Jest bowiem kraj, w którym m.in. zmuszani są do jedzenia wieprzowiny i zakazuje im się obchodzić ramadan. Ten kraj jednak nie leży w Europie. To Chiny. Problem w tym, że całej „antyislamofobicznej” trójcy zależy na jak najlepszych relacjach z Państwem Środka więc wolą zająć się islamofobią urojoną niż realną.

Mieli prać brudne pieniądze i finansować terroryzm. Imam wśród 10 zatrzymanych [WIDEO]

Włoska policja zatrzymała na terenie regionu Abruzzo 10 osób współpracujących z dżihadystami w Syrii. W komórce organizacji terrorystycznej...

zobacz więcej

Antyislamofobiczny triumwirat może zdobyć duże wpływy w Europie, gdyż zarówno Pakistańczycy jak i Turcy stanowią bardzo duży odsetek miejscowych muzułmanów. Erdogan, w trakcie niedawnego pobytu w Londynie, brał zresztą udział w otwarciu nowego, największego meczetu w tym mieście. A co najmniej co piąty muzułmanin w Londynie ma pakistańskie pochodzenie.

Nie ma też wątpliwości, że celem walki o muzułmański rząd dusz w odniesieniu do muzułmanów w Europie ma nie tylko na celu dominację w świecie islamu ale również uzyskanie narzędzi wpływu na miejscowe rządy.

Na zakończenie warto dodać, że rzeczywista islamofobia oczywiście istnieje również w Europie. Każdy ma prawo lubić lub nie lubić kogo chce, pod warunkiem, że nie przybiera to wyrazu fizycznej lub werbalnej agresji. Tyle, że w Europie znacznie częściej obrażane są uczucia religijne chrześcijan niż muzułmanów.

Osobiście jestem przy tym przeciwnikiem szydzenia z wiary, profanowania symboli czy też zakłócania ceremonii jakiejkolwiek religii. Sceptyczny jestem jednak wobec karania za to, gdyż szybko mogą się pojawić nadużycia naruszające wolność słowa. Tyle, że nie może być tak, że spalenie Biblii jest formą ekspresji artystycznej, a spalenie Koranu zbrodnią przeciwko ludzkości.

źródło:
Zobacz więcej