Prowansja – lawendowe serce Francji

Południe Francji ma do zaoferowania wiele rzymskich zabytków (fot. Archiwum prywatne)

Marsylia, stolica Prowansji, od wieków była dla Francji bramą na świat. To pięknie położone portowe miasto dziś uchodzi za jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie, choć nie można odmówić mu piękna. Najpierw jednak w oczy rzuca się bieda i bród. Aby zanurzyć się w świecie pachnącym ziołami i lawendą trzeba pojechać do wiosek i małych miasteczek. Arles – ulubione miasto Vincenta Van Gogha, i papieskie Awinion – przenoszą do czasów, które już dawno zniknęły w mrokach historii.

Suzdal – malownicza rosyjska perełka, coraz bardziej doceniana przez turystów [GALERIA]

Miasto – skansen, skarbnica architektury rosyjskiej, jedna z najważniejszych dawnych osad słowiańskich. Suzdal maleńkie, malowniczo położone...

zobacz więcej

– Schowaj ten telefon, bo zaraz możesz go stracić – ostrzega mnie uprzejma kelnerka jednej z przytulnych kawiarni nieopodal dworca głównego w Marsylii. Posłusznie biorę telefon ze stołu i chowam w najgłębszej kieszeni. Jest ciepłe popołudnie, ludzie wracają z pracy, a na ulicach spory ruch. Piję mrożoną herbatę i przyglądam się otoczeniu.

Pierwsze, co mi się rzuca w oczy, to śmieci. Miasto jest brudne, ale nikt się tym nie przejmuje. Na schodach prowadzących do dworca zbiera się czarnoskóra młodzież. Nastolatki słuchają muzyki, palą papierosy, śmieją się i dyskutują.

Dopijam herbatę i kieruję się w stronę starego portu - Vieux Port. Stary Port jest wizytówką Marsylii i to w jego okolicach jest najwięcej zabytków. Miasto ma długą i bogatą historię, a Stary Port jest jego sercem. Dostępu do portu strzegą ogromne średniowieczne forty: św. Mikołaja i św. Jana. Najpierw jednak muszę tam dotrzeć…

Multikulturowy tygiel

Idę jedną z głównych ulic i po drodze mijam mnóstwo barów typu fast-food – nie tylko z kebabami, ale także z marokańskim jedzeniem. Witryny sklepowe kuszą kolorowymi, orientalnymi sukienkami dla muzułmańskich kobiet. Ale są też sukienki dla Europejek. Przeważnie długie, kolorowe, z dobrych materiałów. Nie mogę się opanować. Wchodzę do środka.

– Dzień dobry, po ile ta czerwona sukienka? – pytam młodą i uśmiechniętą sprzedawczynię. – Przepraszam, ale nic tu pani nie kupi – odpowiada mi lekko zmieszana dziewczyna.- To sukienki tylko na sprzedaż do dużych sklepów. Na całej ulicy tak jest. Ale dwie ulice dalej są sklepy, w których na pewno coś pani znajdzie dla siebie – dodaje.

Baśniowy Radżastan maharadżów - kolorowy stan Indii

Pustynny, orientalny, pachnący kadzidłami. Radżastan – najbardziej kolorowy stan Indii jest jednym z najchętniej odwiedzanych regionów w Indiach....

zobacz więcej

Na razie rezygnuję i idę dalej w stronę starego miasta. Skręcam w boczne uliczki i przez chwilę zastanawiam się, gdzie jestem. Mijam wiele czarnoskórych kobiet w bajecznie kolorowych ubraniach i muzułmanki w hidżabach. Przez chwilę mam wrażenie, jakbym znalazła się w Maroku, zwłaszcza, że restauracje wokół oferują marokańskie specjały. Trudno tu o francuską kuchnię. Gdy przyglądam się menu, podchodzi do mnie sympatyczny – jak się później okazało – Marokańczyk.

– Nie wiesz, co wybrać? Polecam afrykańskie dania, mogę ci zamówić. Są naprawdę smaczne – mówi uprzejmie. Grzecznie odmawiam, bo jeszcze głodna nie jestem.

Bieda, imigranci i narkotyki

Statystyki podają, że w Marsylii ponad 40 proc. osób poniżej 18. roku życia ma afrykańskie korzenie, głównie z Maghrebu. W mieście mieszka ponad 200 tys. muzułmanów; to niemal jedna czwarta wszystkich mieszkańców. Niestety, wielu z nich ma problem z asymilacją. Bezrobocie wśród młodych ludzi przekracza 40 proc. Lokalne media donoszą, że w skrajnej biedzie w imigranckich dzielnicach żyje nawet co piąty mieszkaniec.

Największym problemem są handlarze narkotyków. Zdarzają się rozboje, kradzieże, a nawet zabójstwa. Z dworca głównego Gare Routiere Saint-Charles do Starego Portu są zaledwie 2 kilometry.

Nawigacja pokazuje mi, że dotrę do celu za kwadrans. Przechodzę obok Afrykanina, który w obdartym ubraniu i bez butów pali papierosa. Bezdomnych jest tu naprawdę dużo. Mijam rodzinę z dwójką dzieci, która przed sklepem przy ruchliwej ulicy rozłożyła brudny materac i kilka toreb. To cały ich dobytek.

Flandria – klimatyczna i tajemnicza północ Belgii [GALERIA]

Brukowane uliczki, maleńkie sklepy z pralinami, kolorowe średniowieczne kamienice, gotyckie katedry. Flandria – dawna część Niderlandów jest coraz...

zobacz więcej

W końcu docieram do eleganckiego deptaka, który prowadzi mnie do Starego Portu. To zupełnie inny świat. Mnóstwo turystów, dość czysto i nareszcie tradycyjne francuskie jedzenie. Niemal każda restauracja ma w ofercie owoce morza - w tym przede wszystkim mule podawane na wiele sposobów.

– Tu można poczuć taką prawdziwą Francję. Są zabytkowe kamienice, świątynie i wiele wspaniałych zabytków. Nie jest to chyba najchętniej wybierane miasto przez turystów, a szkoda, bo jest tu, co podziwiać. Uroku dodaje rybny targ. W końcu jesteśmy nad morzem – mówi mi z uśmiechem napotkana turystka z Polski.

Miasto z charakterem

Język polski słyszę także w dzielnicy artystów Le Panier. To moje ulubione miejsce w Marsylii. Wchodzę w labirynt wąskich, klimatycznych uliczek. Kolorowe murale na ścianach, urocze kawiarenki, małe zakłady krawieckie. Mieszkańcy bez pośpiechu piją kawę, a dookoła jest cicho i spokojnie. Nad ulicami suszy się pranie, a wejścia do domów i galerii sztuki zazwyczaj ozdobione są kwiatami i ziołami – głównie lawendą. W jednym z maleńkich sklepików zaczepia mnie sprzedawca i pyta, skąd pochodzę.

– Jesteś z Polski? To świetnie. Byłem u was wiele razy. Po towary jeździłem. Podoba ci się Marsylia? Jest wspaniała, prawda? - pyta z uśmiechem. - Podoba mi się. Choć słyszałam, że jest tu bardzo niebezpiecznie – mówię z zakłopotaniem.

– A to już zależy od tego, gdzie chodzisz – mruga do mnie okiem. – Nie można odwiedzać północnych dzielnic. Tam jest niebezpiecznie i tam może zdarzyć się wszystko. Ale poza tym jest bardzo bezpiecznie. To miasto z charakterem – zapewnia sympatyczny sprzedawca.

Apulia – niezwykły obcas Italii

Rzym, Florencja, Wenecja i Mediolan – to najchętniej wybierane przez turystów włoskie miasta. I choć trudno odmówić im piękna, zabytków i...

zobacz więcej

Pachnące lawendą Arles i Vincent Van Gogh

Niespełna godzinę jazdy od Marsylii jest już zupełnie inny świat. Spokojne i mało znane przez polskich turystów miasteczko Arles zachwyca. Założyli je Grecy ponad 2 tys. lat tamu, ale później podbili je Celtowie, Fenicjanie; na koniec trafiło pod panowanie Rzymian.

– To typowo włoskie miasteczko w samym sercu Prowansji – śmieje się Ewelina, turystka z Polski. I rzeczywiście. O dawnej świetności miasta przypominają m.in. ogromna arena, ruiny amfiteatru i łaźni miejskich. Nie bez powodu miasteczko nazywane jest Małym Rzymem. W starożytności było kolonią Juliusza Cezara.

Wśród turystów przeważają Francuzi i Włosi. Przechadzam się krętymi uliczkami, podziwiam dzieła ulicznych malarzy i wdycham zapach lawendy – mam wrażenie, że czuję go wszędzie. Niemal każdy sklepik oferuje produkty lawendowe począwszy od mydeł, przez olejki i perfumy. Ale choć miasteczko ma do zaoferowania wiele rzymskich zabytków, tłumy odwiedzają Arles głównie dla Vincenta Van Gogha.

To tutaj ten wielki holenderski malarz spędził ostatnie chwile. To w Arles powstała większość jego najbardziej znanych obrazów i ujawniła się choroba psychiczna. To właśnie w tym niewielkim miasteczku stracił ucho.

Malarz mieszkał w Arles przez ponad rok. Przez mieszkańców był oceniany jako dziwak, a dziś jego dziełami zachwyca się cały świat. W Arles turyści mogą wybrać nawet wycieczkę śladami Van Gogha i zjeść obiad w jego ulubionej kawiarni – która przetrwała do dziś. Artysta uwiecznił ją na obrazie „Taras kawiarni w nocy”.

Czarnogóra – nadal nieodkryta bałkańska piękność

Bujna roślinność, urokliwe zatoki, malownicze średniowieczne miasta i gościnni mieszkańcy. Czarnogóra – choć jest jednym z najmłodszych krajów...

zobacz więcej

– Nie polecam tam niczego do jedzenia – mówi poważnie właściciel prywatnej przechowalni bagażu. – Dlaczego? – Pytam zdumiona. Miałam zamiar zjeść coś małego w kultowej kawiarence. Mężczyzna kręci głową.

– Jest tam drogo i niezbyt smacznie. Wierz mi. Dookoła znajdziesz dużo lepsze jedzenie – mówi z przekonaniem.

Miał rację. Kawiarnia świeci pustkami, mimo że kafejki dookoła nie mogą narzekać na brak klientów. Ale każdy turysta chętnie robi sobie zdjęcie na tle sławnej kawiarni. A ja, spacerując po tym urokliwym miasteczku, nie mogę oprzeć się pokusie i próbuję lawendowych lodów – w końcu jestem w Prowansji. Smakują wyśmienicie.

Awinion – dawna stolica papieży

Około 20 minut pociągiem dzieli Arles od Awinionu - kolejnej architektonicznej perełki Prowansji. Choć miasto znane jest na całym świecie jako dawna stolica papieży i może pochwalić się długimi na 4 km murami obronnymi, turystów spoza Francji nie jest wielu. Wyjątkiem jest Letni Festiwal Teatralny, który przyciąga tłumy odwiedzających z całego świata.

– To urocze miasteczko. Można przenieść się do średniowiecza, ale historia Awinionu jest znacznie dłuższa. Dużo o nim czytałem – mówi dumnie turysta z Niemiec. – Jest tu spokojnie i klimatycznie. A Pałac Papieski robi wrażenie – dodaje.

Rośnie poziom mórz. Interaktywna mapa pokazuje zagrożone tereny

Wzrost poziomu mórz zagraża trzy razy większej liczbie ludzi, niż dotąd sądzono. Naukowcy przygotowali interaktywną mapę, która pokazuje, jakie...

zobacz więcej

Pałac Papieski w Awinionie jest najstarszym gotyckim zamkiem w Europie. W średniowieczu przez konflikt w Stolicy Apostolskiej rezydowało w nim siedmiu papieży – wszyscy byli podporządkowani Koronie francuskiej. Ten okres nazywany jest przez historyków niewolą awiniońską.

Odbywały się tu huczne festyny, ceremonie religijne, przyjeżdżali do niego władcy z całej Europy. Ale oprócz pałacu ogromną popularnością cieszy się kamienny most im. św. Benedykta na rzece Rodan.

Pochodzi z XII wieku. W średniowieczu miał prawie kilometr długości i łączył oba brzegi rzeki. Nie wytrzymał ekspansji Katarów i ogromnych powodzi. Do dziś go nie odbudowano. Mimo to, jest jednym z najsłynniejszych mostów na świecie, a przez wieki był inspiracją dla malarzy i poetów.

– Wszyscy we Francji kojarzą most w Awinionie dzięki piosence dla dzieci, która pochodzi z szesnastego wieku. Na moście mieli tańczyć ludzie. To bardzo fajna i wesoła piosenka – podkreśla Amelie, turystka z Bordeaux. W rzeczywistości zabawy odbywały się na wyspie pośrodku rzeki.

Stoję na środku mostu i spoglądam na Rodan. Wiatr dość mocno wieje i już teraz rozumiem, dlaczego Awinion nazywany jest wietrznym miastem. Wystawiam twarz ku słońcu i delektuję się chwilą. Mówią, że Prowansja to najbardziej malowniczy region we Francji. I chyba coś w tym jest...

źródło:
Zobacz więcej