„Pomaganie to nasza codzienność”. Tak wygląda szkoła dla biednych dzieci w Indiach

– Hindusi są bardzo tolerancyjni, a dzieci dogadują się fantastycznie (fot. Archiwum prywatne)

Energiczna, przebojowa i twardo stąpająca po ziemi. Zuzanna Gupta z Choszczna zrezygnowała z wygodnego życia, aby wspólnie z indyjskim mężem poprowadzić szkołę dla biednych dzieci w Agrze. Zajęcia odbywają się w bliskim sąsiedztwie jednego z najpiękniejszych zabytków świata - mauzoleum Taj Mahal w indyjskim stanie Uttar Pradesh.

Finał Szlachetnej Paczki. Setki rodzin znalazły swoich darczyńców

Wszystkie rodziny z województwa świętokrzyskiego, biorące udział w tegorocznej edycji Szlachetnej Paczki, znalazły swoich darczyńców. Jest ich...

zobacz więcej

Agnieszka Wasztyl: Jak to się stało, że podjęliście decyzję o prowadzeniu szkoły oddalonej od Polski o prawie 6 tys. km?

Zuzanna Gupta: Wyjechaliśmy do Indii po śmierci teścia. Zostawił po sobie majątek, w tym szkołę, którą założył w latach 60. i prowadził przez całe życie. Brat mojego męża nie byłby w stanie sam wszystkiego dopilnować, potrzebna była pomoc. Mój mąż Anil nie chciał zmarnować dorobku ojca. Nie chciał nawet myśleć o tym, co by się stało, gdyby nagle te wszystkie dzieci zostały zostawione same sobie, bez szans na zakończenie edukacji. Postanowił wrócić – a ja razem z nim.

Nie miałaś żadnych wątpliwości związanych z wyjazdem tak daleko?

– Cóż, nie ukrywam, że to była trudna decyzja. Mogłam oczywiście żyć na dwa domy, ale nie widziałam w tym sensu. Uważam, że rodzina zawsze musi trzymać się razem, inaczej to wszystko nie miałoby sensu. Anil przyjechał do Polski na studia doktoranckie prawie 30 lat temu. Związał się z Polską, ale wiadomo – tęsknił za Indiami. Postanowiliśmy się tu przenieść razem z dziećmi, wszyscy razem. W Agrze mieszkamy już ponad dwa lata.

I jak ci się mieszka? Przyzwyczaiłaś się?

– Nie mogę narzekać. Mój mąż wszystko mi zapewnił. Anil razem z bratem prowadzi sklepy m. in. z wyrobami z marmuru, biżuterią i odzieżą. To nasze źródło utrzymania. Ludzie są tu bardzo otwarci i gościnni. Problemem jest oczywiście bieda mieszkańców i śmieci, choć państwo stara się chronić środowisko. Wiadomo, że do swojego kraju ma się zawsze największy sentyment i tęskni się.

Moje dzieci są zachwycone nowym krajem, bardzo im się tu podoba. Wcześniej mieszkaliśmy w Niemczech, ale dzieci mówią, że wolą mieszkać w Indiach. Tu mają dużo nauki, ale też dużo wolności. Do tej pory największym ich osiągnięciem jest znajomość czterech języków obcych: polskiego, niemieckiego, angielskiego i hindi.

Ile dzieci uczy się w waszej szkole?
(fot. Archiwum Prywatne)

„Tak, pomagam!”. Rusza akcja Caritas Polska

Pod hasłem „Tak, pomagam!” w piątek i sobotę Caritas Polska we współpracy z Caritas diecezjalnymi przeprowadzi w supermarketach, sieciach...

zobacz więcej

– Mamy ponad 400 uczniów w różnym wieku. Zatrudniamy 18 nauczycieli. Mamy 14 klas – od przedszkolnych bo maturalne. Prowadzimy przedszkole, zerówkę, szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. Nasi uczniowie są w wieku od trzech do 20 lat. Są to dzieci drobnych sklepikarzy, robotników, osób sprzątających, pracowników fabryk zatrudnionych na niskich stanowiskach, sprzedawców lodów itp. Staramy się im pomagać, stworzyć szanse na dalszą edukację i przez to na lepsze życie.

Macie jakiekolwiek wsparcie od rządu lub lokalnych urzędników?

– To prywatna szkoła. Nie dostajemy żadnej pomocy od państwa czy urzędników. Wszystko musimy opłacić sami, zaczynając od pensji nauczycieli, przez opłaty za media, remonty i opłaty państwowe. Oczywiście rodzice uczniów starają się płacić za naukę swoich dzieci, ale wiadomo, z tym to bardzo różnie bywa.

Pobieramy minimalne opłaty od 40 do 100 dolarów rocznie. Wsparcie dostajemy od przyjaciół, którzy nas odwiedzają – ich przyjaciół i znajomych. Zdarza się, że pomagają nam całkiem obce osoby. Dostarczają prezenty dla dzieci, przybory i artykuły szkolne. Za każdą pomoc jesteśmy wdzięczni.

Jak wyglądają zajęcia w waszej szkole?

– Godziny lekcji różnią się w zależności od pory roku. Podczas upałów zajęcia rozpoczynają się już o 7 rano i trwają do godz. 12. Im bliżej zimy, tym zajęcia przesuwane są na późniejsze godziny. Rano jest jeszcze ciemno i bywa zimno, a to duży dyskomfort dla dzieci. Czasami w porze letniej z powodu monsunu zajęcia w szkole są odwołane.

Indyjski ksiądz dziękuje Polakom za wspieranie chrześcijan w jego kraju

Przebywający z wizytą w Polsce duchowny z Indii, ksiądz Madan Sual Singh, w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową wyraził wdzięczność Polakom za...

zobacz więcej

Każdy dzień w szkole zaczyna się tak samo. Rano jest apel, który zaczyna się modlitwą. Każde dziecko modli się o dobrą naukę. To ogólna modlitwa, nie jest wymieniany żaden konkretny bóg. Następnie odśpiewany jest hymn Indii. Dzieci mają także gimnastykę. Lekcje trwają po pół godziny i są oparte na rządowym programie. W sumie jest ich osiem, ale oczywiście dzieci mają przerwę na lunch w połowie zajęć.

Do waszej szkoły chodzą dzieci wielu wyznań. Jak się dogadują?

– Hindusi są bardzo tolerancyjni, a dzieci dogadują się fantastycznie. Obchodzimy w szkole różne święta, takie jak hinduskie Divali Holi, Dzień Republiki czy Dzień Dziecka. 6 grudnia dzieci dostają także prezenty od Mikołaja – co było na początku dla nich dużym zaskoczeniem - i na Boże Narodzenie. Nasi uczniowie mają także...studniówkę. Oczywiście nie wygląda ona jak w Polsce, robimy ją w trakcie lekcji. Dzieci w tym dniu ubierają się odświętnie w kolorowe stroje, wymyślają gry i zabawy, organizują także dla innych poczęstunek.

Jakie są największe potrzeby szkoły? Czego brakuje najbardziej?

– Potrzeby naszych uczniów są ogromne. Dzieci w domach nie mają praktycznie niczego, nawet zabawek. Staramy się w miarę naszych możliwości umilić im dzieciństwo i podwyższać poziom nauczania. Udało nam się doprowadzić prąd do wszystkich klas w szkole i zbudować pracownię chemiczno-biologiczną, gdzie dzieciaki mogą przeprowadzać doświadczenia.

Mamy też dwa komputery. Oczywiście na taką liczbę dzieci to za mało, ale zawsze coś. Mamy już też telewizor. Robimy, co możemy z naszymi przyjaciółmi. Najzdolniejsze dzieci wspieramy stypendiami i nagrodami, np. w postaci roweru, który dla wielu jest nieosiągalnym marzeniem. Biedniejszym dzieciom kupujemy książki, mundurki czy wspieramy je finansowo. Nie czujemy się bohaterami, robimy to z potrzeby serca. To dla nas codzienność.

A jak można wam pomóc?

– Naszym uczniom można pomóc kupując książki, przybory szkolne, odzież czy zabawki. Najlepiej to zrobić na stronie AliExpres i przesłać do Indii darmową przesyłką.

źródło:
Zobacz więcej