RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Falenta niepoczytalny? Biznesmen zostanie poddany badaniom

Marek Falenta jest podejrzanym w aferze finansowej (fot. arch.PAP/Bartłomiej Zborowski)

Prokuratura wysyła Marka Falentę na badania psychiatryczne. Biegły zbada poczytalność biznesmena, który ujawnił nagrania z restauracji Sowa&Przyjaciele – informuje „Rzeczpospolita".

Falenta przed Sądem Najwyższym. Jest decyzja ws. wniosku o kasację wyroku

Sąd Najwyższy oddalił kasację obrony Marka Falenty, głównego bohatera tzw. afery podsłuchowej. Adwokaci biznesmena wnioskowali o jego...

zobacz więcej

Od ubiegłego roku biznesmen – skazany za zlecenie podsłuchów w restauracjach – jest także podejrzanym w śledztwie dotyczącym tzw. małej afery finansowej. Postępowanie prowadzi ta sama Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która w 2016 r. oskarżyła Falentę za taśmy.

Teraz ciąży nam nim sześć zarzutów, w tym dotyczące „bezprawnego założenia i posłużenia się urządzeniem podsłuchowym w celu uzyskania informacji, do której nie był uprawniony”. – Pięć kolejnych dotyczy ujawnienia innym osobom tychże informacji – wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Marcin Saduś.

Prokuratura nadal zajmuje się taśmami Falenty, bo dotyczą nagrań, których istnienie wyszło na jaw już po zamknięciu głównego śledztwa. Stało się to za sprawą mediów, które opublikowały nieznane nagrania z restauracji Sowa&Przyjaciele. Dlatego podejrzanym jest też jeden z detektywów, który – według prokuratury – miał przekazać taśmy tym mediom.

Śledczy przez wiele miesięcy analizowali dokumentację medyczną biznesmena i uznali, że biegły musi ocenić jego poczytalność. Jeśli okaże się, że był on niepoczytalny w momencie popełnienia przestępstwa, będzie musiała umorzyć śledztwo przeciwko niemu. Gazeta zwraca uwagę, że decyzja ta może być kontrowersyjna dla oceny prawnej całej afery taśmowej.

„Rz” dowodzi, że Marek Falenta mógł usłyszeć zarzuty w tzw. małej aferze taśmowej dzięki temu, iż oskarżając go w głównym śledztwie przyjęto niekorzystną dla niego koncepcję. Według tej tezy biznesmen, zlecając nagrywanie, nie działał w tzw. czynie ciągłym, ponieważ na zlecenie biznesmena nagrywano różne osoby, w różnych konfiguracjach i czasie. – Gdyby to był czyn ciągły, to nawet w razie pojawienia się nowych taśm, Falenta nie mógłby usłyszeć nowych zarzutów – byłoby to traktowane jako jedno przestępstwo – wskazał jeden ze śledczych.

źródło:
Zobacz więcej