Ardanowski: Przypadek z ASF? Nie sądzę 

„Bez odstrzału dzików nie poradzimy sobie z ASF” (fot. Shutterstock/Deyana Stefanova Robova)

Do Czech ASF przyjechał w resztach jedzenia z Ukrainy, gdzie tego wirusa nikt nie zwalcza. Dlatego mają u nas zakaz przywożenia swojego mięsa, a i tak starają się je przywieść – mówi tygodnikowi „Wprost” minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski.

KO chce „szybszej redukcji dzików”. Przed rokiem mówili o „plutonach egzekucyjnych”

Wśród zaproponowanych przez posłów KO pomysłów rozwiązań sprawy epidemii wirusa ASF jest m.in. „szybsza, planowana redukcja dzików, które są...

zobacz więcej

Minister rolnictwa i rozwoju wsi był pytany o to, co się dzieje w Polsce, jeśli chodzi o walkę z afrykańskim pomorem świń.

– Już wydało się, że sprawę mamy opanowaną, bo ognisk w gospodarstwach jest absolutnie mniej niż było. W zeszłym roku było ich około 110, a teraz jest 48 – stwierdził Ardanowski. I – nagle pojawiają się ogniska chorych dzików w Polsce Zachodniej – dodał.

– Obecnie grodzimy te tereny. Do tej pory postawiliśmy ponad 100 km płotu – to są ogromne koszty. Przeczesujemy lasy, wybijamy dziki, szukamy padliny. Chcemy za wszelką cenę ustalić, skąd ten wirus wziął się u nas. Przecież nie mogły go przenieść zarażone dziki, które znajdują się 330 km od ogniska ASF na Wschodzie. A może choroba przyszła do nas nie przez przypadek. Nie byłoby to takie dziwne, bo do Czech ASF przyjechał w resztach jedzenia z Ukrainy, gdzie tego wirusa nikt nie zwalcza. Dlatego mają u nas zakaz przywożenia swojego mięsa, a i tak starają się je przywieść, przyjeżdżając do pracy. Mimo wszystko bez odstrzału dzików nie poradzimy sobie z ASF – stwierdził minister.

Ardanowski w rozmowie odniósł się również do pytania, czy dopłaty z UE nie są już zagrożone.

– Nie, ale trzeba uprościć procedury. Okazuje się, że w działaniach przeznaczonych dla rolników czy przetwórców jest wiele szczegółowych wymagań, załączników, dodatkowych dokumentów. I nie wiadomo, czy Unia aż tyle wymaga, czy to tylko słynne polskie przeregulowanie – ocenił szef resortu rolnictwa.

– Na dodatek dyrektorzy boją się odpowiedzialności i podejmowania decyzji. Na wszystko chcą mieć opinię prawników. Czy to znaczy, że nie mają kompetencji, że muszą podpierać się prawnikami? Podjąłem więc decyzję, że w wojewódzkich biurach prawników nie będzie. Pozostaną tylko w centrali – zadeklarował Ardanowski.

źródło:

Zobacz więcej