Krwawe protesty w Iraku i ich międzynarodowe tło

Istnieje długa tradycja obarczania Iranu odpowiedzialnością za rozlew krwi w Iraku, zarówno słusznie jak i niesłusznie (fot. PAP/EPA/MURTAJA LATEEF)

Eskalacja antyrządowych protestów w Iraku nie doprowadzi do ograniczenia wpływów irańskich w tym kraju. Skutek może być dokładnie odwrotny, również w przypadku odejścia Iraku od demokracji. Tymczasem USA traci tam wpływy na własne życzenie, a Kurdowie nie są zainteresowani tym, by protesty zakończyły się sukcesem.

Nieznani sprawcy ostrzelali manifestację. Zginęło 15 osób

15 osób zostało zastrzelonych przez nieznanych napastników podczas antyrządowych protestów w stolicy Iraku, Bagdadzie – poinformowała agencja AP,...

zobacz więcej

Destabilizacji Iraku pragnie wielu

Według niektórych doniesień w trwających od ponad dwóch miesięcy protestach zginęło już ponad 450 osób, a ponad 20 tys. zostało rannych. To skala niespotykana od czasu, gdy siły irackie w końcu 2017 r. wyparły Państwo Islamskie z ostatnich terenów w tym kraju. Protestujący obarczają winą za ten rozlew krwi premiera Adela Abdul Mahdiego oraz szyickie Oddziały Ludowej Mobilizacji (PMF). Nie jest to jednak takie oczywiste i zarówno wojsko, policja, jak i PMF odrzucają te oskarżenia.

Na destabilizacji Iraku zależy wielu państwom i Iran nie znajduje się na czele tej listy. Większość sunnickich państw arabskich, z Arabią Saudyjską i Katarem na czele, odpowiedzialna jest za wspieranie dżihadystów w Iraku po upadku Saddama Husajna. Niejasna jest też rola plemion w tych wydarzeniach. Niektórzy plemienni szejkowie wsparli protesty, zarzucając Iranowi kierowanie ich krwawą pacyfikacją. Trzeba jednak pamiętać, że to właśnie plemiona są najbardziej anarchizującym i destabilizującym czynnikiem w Iraku, a rząd Adela Abdel Mahdiego uznał za terroryzm takie praktyki plemienne, jak np. dikka, czyli zbrojne zajazdy na dom osoby, którą dane plemię stara się zmusić do poddania się sądownictwu plemiennemu.

PMF natomiast zaczął rozbrajać nielegalne grupy zbrojne, często powiązane właśnie z plemionami. Jeden z najwybitniejszych socjologów irackich Ali al Wardi pisał, że im silniejsze są plemiona, tym słabsze jest państwo i że plemiona wykorzystują osłabienie państwa, by budować swoją siłę. Plemiona były konieczne do zwalczenia najpierw Al-Kaidy, a następnie Państwa Islamskiego, ale potem same stały się zagrożeniem dla spójności Iraku.

Iran pokazał nową rosyjską broń. Parada w Dzień Armii

Irańska armia pochwaliła się w niedzielę najnowszym nabytkiem – rosyjskimi zestawami przeciwlotniczymi S-300, które w mijającym tygodniu przybyły...

zobacz więcej

Iran samo zło

Istnieje długa tradycja obarczania Iranu odpowiedzialnością za rozlew krwi w Iraku, zarówno słusznie jak i niesłusznie. W 1991 r., gdy wybuchło powstanie na południu Iraku, propagowana była teza, że to nie iraccy szyici się zbuntowali, ale na Irak napadli Irańczycy przebrani za Irakijczyków. Oczywiście było to bzdurą, ale do dziś wielu sunnitów irackich w to wierzy. O krwawe tłumienie protestów PMF oskarżają też Amerykanie, którzy wyraźnie je popierają. Tyle że PMF i Iran oskarżają z kolei USA o to, że to Amerykanie stoją za protestami i rozlewającą się przemocą, bo chcą, by Irak pogrążył się w chaosie. Ciekawe jest też to, że protesty odbywają się wyłącznie na terenach szyickich, a ewentualna wojna domowa miałaby charakter szyicko-szyicki.

Oczywiście nie oznacza to, że Iran i niektóre szyickie milicje nie mają nic wspólnego z tym, co się dzieje. Irak może wkrótce znaleźć się na krawędzi nowej wojny domowej (choć nie jest to przesądzone) i już toczą się walki między różnymi grupami. Choć protesty zaczęły się pokojowo, to obecnie przemoc występuje już po wszystkich stronach, a często dochodzi też do prowokacji ze strony „nieznanych sprawców”. 28 listopada oraz 1 grudnia w Nadżafie, czyli religijnej stolicy Iraku, dwukrotnie doszło do spalenia irańskiego konsulatu. W mieście tym doszło też do ataku na pielgrzymów i kleryków, a także na mauzoleum Muhammada Bakira al-Hakima, twórcy milicji Badr walczącej po stronie Iranu w wojnie z Irakiem w latach osiemdziesiątych.

O zlecenie zabicia Al-Hakima w sierpniu 2003 r. oskarżano Sadra. Rodzina Hakimów odgrywa w Iraku ogromną rolę zarówno w wymiarze religijnym, jak i politycznym i znajduje się w opozycji do rządu Mahdiego, wspierając protesty. Ciekawe jest również to, że według nieoficjalnych informacji rodzina Hakimów miała poprosić władze irackie oraz Irańczyków o pomoc w odparciu tego ataku, ale spotkała się z odmową. 5 grudnia w Bagdadzie zorganizowana została natomiast kontrmanifestacja wspierana przez siły proirańskie i doszło do starć między obiema grupami. Dwa dni później w Bagdadzie zginęło 20 protestujących oraz 4 policjantów. Jednocześnie w Nadżafie niezidentyfikowany dron ostrzelał dom Muktady as-Sadra. Według komentarzy miała to być zemsta sił proirańskich za to, że Sadr wysłał swoją milicję Saraya al-Salam, by ochraniała protestujących. Być może to prawda, ale smaczku dodaje tu fakt, że sam Sadr od września przebywa w Iranie, a uszkodzenia spowodowane ostrzałem były nieznaczne.

Rosyjskie systemy przeciwrakietowe dotarły do Iranu

Otrzymaliśmy pierwszą partię systemów S-300 – poinformował w poniedziałek Hossein Jaber Ansari, szef irańskiej dyplomacji. Kontrakt na dostawy...

zobacz więcej

Interesy Iranu w Iraku

Nie ulega też wątpliwości, że Iran nie pozwoli na to, by władza w Iraku znalazła się w rękach kogoś, kto nie będzie mu bliski. I zapewne nie przegra tej rozgrywki. Podstawowym problemem protestów jest bowiem to, że choć ich postulaty są słuszne, to brak przywództwa i niejasność, jak miałyby być spełnione żądania, by demonstracje ustały, powoduje, że nie mają one większych szans na powodzenie. Faktem jest bowiem to, że Irak zżerany jest przez korupcję, a stan usług publicznych jest fatalny. I faktem jest też, że przez pierwszy rok rządów Abdel Mahdiego niewiele się zmieniło. To nie zmienia jednak faktu, że nie można spełnić żądań protestujących z dnia na dzień. A im bardziej Irak stacza się w chaos, tym trudniej będzie rozpocząć jakiekolwiek reformy.

Dla Iranu Irak jest bardzo ważny z wielu powodów m.in., dlatego że wiedzie przez niego szlak do Morza Śródziemnego, a także dlatego, że jest też on furtką dzięki której Teheran może omijać sankcje amerykańskie. Z tych samych powodów Irak jest ważny dla USA i dlatego utrzymują one pięciotysięczny wojskowy kontyngent w tym kraju. Ma to miejsce na podstawie umowy iracko-amerykańskiej, której wypowiedzenia domaga się coraz większa (ale niewystarczająca) liczba irackich deputowanych. Amerykanie tymczasem zachowują się jak słoń w składzie z porcelaną. Gdy Donald Trump przyleciał do Iraku odwiedził tylko bazę USA i chciał, by to premier Iraku przyjechał tam na spotkanie z nim. Pod koniec listopada w Iraku pojawił się też wiceprezydent Pence, który poza bazą poleciał też do kurdyjskiego Erbilu. Bagdad znów został zignorowany.

Eksplozja w Iraku. Trzech żołnierzy ciężko rannych

Pięciu włoskich żołnierzy zostało rannych, w tym trzech ciężko, w eksplozji materiałów wybuchowych w Iraku, do której doszło w niedzielę podczas...

zobacz więcej

Iran boi się silnego Iraku tak samo jak inne państwa regionu, w tym jego wrogowie, tacy jak Arabia Saudyjska. Irak ma szybko zwiększającą się populację, którą łatwo wykorzystać militarnie. Ponadto rosnąca liczba szyitów w Iraku może spowodować odebranie Iranowi przywództwa w świecie szyickim. A to wstrząsnęłoby irańską strategią geopolityczną opartą na budowaniu tzw. szyickiego półksiężyca. Duchowieństwo w Nadżafie nie kryje swojego sceptycyzmu wobec przywództwa religijnego Alego Chameneia, faktycznego władcy Iranu. Ale Iran nie chce też, by Irak pogrążył się w chaosie i wojnie domowej, gdyż zagraża to jego bezpieczeństwu. Dlatego właśnie Iran mocno wspierał walkę z Państwem Islamskim.

Gra Muktady as-Sadra

Rywalizacja o przywództwo w świecie szyickim między irackim Nadżafem i irańskim Qom może przesądzić o przyszłości Iraku. Najważniejszy iracki duchowny ajatollah Ali Sistani popiera protesty i choć sam jest z pochodzenia Irańczykiem, to odnosi się negatywnie do rosnących wpływów irańskich w Iraku, a także do samodzielnego (poza strukturami wojskowymi) funkcjonowania PMF. Wydawałoby się, że podobne zdanie ma rodzina Hakimów, a także Muktada as-Sadr. Ten ostatni starał się przejąć kontrolę nad protestami, co częściowo mu się udało. Tyle, że jego wyjazd do Iranu i spotkanie z Chameneiem daje do myślenia. Ojciec Muktady, Muhammad Sadiq al-Hakim, który miał tytuł mardżi (najwyższa pozycja wśród duchowieństwa szyickiego) był skonfliktowany z Sistanim i całą hierarchią duchowną Iraku.

Muktada też jest w pewnym sensie outsiderem i nie ma szans na zdobycie w Nadżafie tytułu mardżi, choć bardzo mu na tym zależy. Być może więc szuka w Iranie wsparcia dla swoich osobistych ambicji w zamian za gwarancję interesów irańskich w Iraku. Warto pamiętać, że Sadr jest jeszcze bardziej antyamerykańsko nastawiony niż jego szyiccy konkurenci tj. liderzy politycznej frakcji Fatah w parlamencie irackim, związani z PMF i popierający obecny rząd.

Liban: Polscy żołnierze znów na misji ONZ

zobacz więcej

Kurdowie nie wspierają protestów

Iran może liczyć w Iraku na wsparcie jeszcze jednej, bardzo poważnej siły – Kurdów. To znów paradoks, gdyż po kurdyjskim referendum niepodległościowym PMF natarło na kurdyjską Peszmergę i do dziś Kurdowie iraccy darzą PMF głęboką niechęcią. Uczucia uczuciami, a ważniejsze są interesy. Iran (w osobie gen. Qasema Sulejmaniego) przedstawił Kurdom propozycję nie do odrzucenia – w zamian za popieranie proirańskiego rządu w Bagdadzie, rząd ten zgodził się na niekorzystną dla strony irackiej metodę rozliczania sprzedaży ropy kurdyjskiej i przekazywania części budżetu federalnego.

Efekt jest taki, że Basra dopłaca do Kurdystanu, a jakby protesty zakończyły się sukcesem, to by się to skończyło. Ponadto protestujący domagają się zmiany konstytucji, wprowadzenia systemu prezydenckiego i odejścia od etniczno-sektariańskiego systemu dzielenia posad we władzach (tzw. muhasasa). Wszystko to osłabia natomiast pozycję Kurdów w Bagdadzie, która obecnie jest najsilniejsza od 2003 r.

Dlatego bez względu na to, kto wygra tę rozgrywkę, Sadr czy PMF, Iran utrzyma swoje wpływy, a być może nawet je zwiększy. Na początku grudnia do dymisji podał się Adel Abdel Mahdi i być może zastąpi go któryś z czołowych polityków związanych z PMF tj. Falih al-Fayadh lub Hadi al-Ameri. Nie można jednak wykluczyć nowych wyborów parlamentarnych, które jednak nie wstrząsną obecnym układem. Rozgrywka o władzę toczyć się będzie miedzy Sadrem a PMF, a Kurdowie poprą tego, kto zagwarantuje im utrzymanie status quo, a nie reformy, których domagają się protestujący.

źródło:
Zobacz więcej