Płoną paśniki dla dzikiej zwierzyny. Wandale mogą doprowadzić do tragedii

W Górach Izerskich płoną paśniki dla dzikiej zwierzyny. Nieznani sprawcy spalili już trzy takie leśne stołówki i zniszczyli dwie ambony. Zdaniem leśniczych i myśliwych to skrajna głupota, bo spalenie tylko jednego paśnika powoduje, że zimą kilkaset saren i jeleni zostaje bez pożywienia.

Kilka niedopalonych drewnianych belek, popiół i gwoździe – tyle zostało z paśnika na górze Opaleniec koło Świeradowa Zdroju. Spalony został cały zapas siana. Zdaniem myśliwych było to celowe podpalenie.

W Górach Izerskich leży już śnieg, dlatego myśliwi w „leśnych stołówkach” gromadzą pożywienie dla dzikiej zwierzyny. Budowa paśnika kosztuje od trzech do nawet dziesięciu tysięcy złotych.

Zdaniem leśników paśniki w górach są niezbędne, szczególnie kiedy zalega tu prawie dwumetrowa warstwa śniegu. – Zatrzymujemy zwierzynę w lesie. Ona nie schodzi gdzieś do miast, tak jak zdarza się to w ostatnim czasie, kiedy mamy trudne warunki w lesie – mówi Lubomir Leszczyński, nadleśniczy ze Świeradowa.

Przeciwnicy organizowania polowań zarzucają myśliwym, że ci strzelają do zwierzyny przy paśnikach; myśliwi zaprzeczają. – W pobliżu paśników nie wykonuje się w ogóle polowania. Jest to teren wyłączony z obwodu jako ostoja zwierzyny –zapewnia Dariusz Szczepański, podłowczy Koła Łowieckiego z Wrocławia.

Spalonych paśników myśliwi już nie odbudują w tym sezonie. Już teraz zamontowane zostały natomiast fotopułapki, które mają zidentyfikować podpalaczy.

źródło:
Zobacz więcej