Jak zagrać z Putinem i nie przegrać? Zełenski przed życiowym występem w Paryżu

Ukraiński prezydent domaga się wycofania rosyjskich wojsk z Donbasu (Photo by Pavlo Gonchar/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

W poniedziałek w Paryżu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski będzie rozmawiał o uregulowaniu konfliktu w Donbasie, w ramach tzw. czwórki normandzkiej, z przywódcami Francji, Niemiec i Rosji. Cel jest jeden – zmuszenie Moskwy do wycofania się z ukraińskich terytoriów. Może się to jednak okazać niezwykle trudnym zadaniem, gdyż Władimir Putin nie został dotychczas przyparty przez Zachód do muru, co oznacza, że zapewne to on będzie chciał rozdawać w Paryżu karty. Jest to tym bardziej prawdopodobne, gdyż w spotkaniu uczestniczyć będą Angela Merkel i Emmanuel Macron, którzy od dłuższego czasu robią wszystko, by przypodobać się władcy Kremla.

Zestrzelenie malezyjskiego boeinga: Rosja odmawia ekstradycji dowódcy

Rosja odmówiła ekstradycji Wołodymyra Cemacha, dowódcy brygady obrony przeciwlotniczej w opanowanej przez separatystów części obwodu donieckiego,...

zobacz więcej

Szczyt we francuskiej stolicy będzie pierwszym w tym formacie od 2016 roku, a przy tym pierwszym osobistym spotkaniem między Wołodymyrem Zełenskim, byłym aktorem i satyrykiem, a rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, byłym agentem KGB i szefem FSB.

Zakończenie wojny na wschodzie Ukrainy jest jednym z głównych celów, jakie postawił przed sobą nowy ukraiński prezydent. Rosja oficjalnie też wyraża chęć zakończenia konfliktu – chociaż, jak podkreśla na każdym kroku, nie bierze w nim udziału, gdyż jest to wewnętrzny, ukraiński spór. Ale wiadomo, jest gotowa pomóc w zakończeniu konfliktu, który w rzeczywistości sama wywołała i który wciąż podsyca.

Kreml chce, by najpierw w Donbasie odbyły się wybory, a dopiero następnie region wszedł w skład Ukrainy. Można się łatwo domyślić, jaki przebieg miałby taki plebiscyt organizowany pod karabinami separatystów i Rosjan i jaki byłby jego ostateczny wynik. Przykład Krymu i tamtejszego referendum, mówi sam za siebie.

Tego, oczywiście, chce uniknąć Kijów. Poprzedni prezydent Ukrainy Petro Poroszenko domagał się, by najpierw ukraińskie władze przejęły kontrolę nad odcinkiem ukraińsko-rosyjskiej granicy, a dopiero potem odbyły się wybory. Zełenski również popiera to stanowisko i domaga się pełnego wycofania sił rosyjskich i separatystów ze wschodnich rejonów kraju.

O tym, że nie ustąpi z tego stanowiska, może świadczyć też symboliczny ruch, jaki wykonał w piątek, gdy odwiedził żołnierzy w obwodzie donieckim, gdzie jeszcze raz mógł zapewnić, że w Paryżu będzie twardo bronił interesów kraju.

Przypomnijmy - do walk doszło po zwycięstwie prozachodniej rewolucji w Kijowie, w efekcie której doprowadzono do obalenia prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. W następstwie tego wspierani przez Rosję separatyści proklamowali w Donbasie dwie samozwańcze republiki ludowe – doniecką i ługańską.

Od tego czasu w walkach w regionie zginęło ponad 13 tysięcy ludzi. Moskwa po wywołaniu konfliktu na wschodniej Ukrainie i anektowaniu Krymu wciąż podsyca konflikt w Donbasie i wykorzystuje go do wpływania na sytuację na Ukrainie, a także w relacjach z Zachodem.

Rosja naciska na ten kraj, poprzez militaryzację Krymu, wspieranie nowoczesnym uzbrojeniem separatystów, umocnieniem sił przy wspólnej granicy, kolejnymi manewrami w rejonie Morza Czarnego, cyberatakami i szerzeniem antyukraińskiej propagandy. Wraz z Niemcami buduje również Nord Stream 2, którego celem jest ominięcie tranzytu gazu przez ukraińskie terytorium.

Szef ABW dla portalu tvp.info: Celem Rosji jest zakłamanie sytuacji politycznej Polski

Musimy być gotowi – wraz z innymi służbami – do zapobiegania nie tylko zagrożeniom już nam znanym, ale i do reagowania na te do niedawna jeszcze...

zobacz więcej

Moskwa otwiera się również na współpracę polityczno-gospodarczą z Niemcami i Francją, które są najbardziej wpływowymi państwami UE i wchodzą w skład tzw. czwórki normandzkiej, co budzi obawy o ich postawę w trakcie negocjacji w Paryżu, a także w relacjach UE – Rosja.

Również część ukraińskiej opozycji obawia się, że wciąż niedoświadczony na scenie politycznej Zełenski może zostać zmanipulowany przez władcę Kremla i przyjąć niekorzystne dla kraju warunki. Aby tego uniknąć, ze wszystkich stron ukraińskiej sceny politycznej płyną pod jego adresem „dobre rady”.

Poprzednik Zełenskiego – Petro Poroszenko, który uczestniczył we wcześniejszych spotkaniach formatu normandzkiego, przekazał mu w artykule zalecenia opublikowane w gazecie internetowej Ukrainska Prawda.

Poradził mu, by powrócił w Paryżu do rozmów o berlińskiej mapie drogowej, której kluczowym aspektem jest kwestia bezpieczeństwa zawarta w porozumieniach mińskich, włączając w to wycofanie z Ukrainy rosyjskich wojsk. Zwrócił przy tym uwagę na sprawę sił pokojowych ONZ, które są, w jego ocenie, nieodłącznym elementem uregulowania konfliktu w Donbasie, poprzez ochronę wyborów w tym regionie i sprawowania kontroli nad granią z Rosją.

Poroszenko podkreślił również, że nie można pozwolić Rosji na sformowanie niekorzystnego dla Ukrainy „kompromisu”, zakładającego pójście na ustępstwa polityczne w zamian za uzyskanie „taniego gazu”. „Jeszcze nic w historii współczesnej nie kosztowało nas tak wiele, jak tani rosyjski gaz” – podkreślił Poroszenko.

„I porada najważniejsza: nie wierzyć Putinowi. Nigdy i w niczym. Putin manipuluje wszystkim: treścią, faktami, liczbami, mapami, emocjami. On nienawidzi Ukrainy i Ukraińców i nie widzi dla nas miejsca na mapie politycznej Europy” – zaznaczył.

Były prezydent ocenił przy tym, że Putin nie potrzebuje ani Krymu ani Donbasu, tylko chce całej Ukrainy.

„Kruchy pokój nastanie tylko po wycofaniu przez Rosjan swoich żołnierzy i sprzętu (...) i wstrzymaniu finansowania bojowników. Stały pokój nadejdzie tylko wówczas, gdy Ukraina wejdzie do NATO. Tylko ta strategia doprowadzi do pełnych gwarancji naszego bezpieczeństwa i niepodległości” - napisał Poroszenko.

Kraje apelują do Rosji odblokowanie dostępu do ukraińskich portów na Morzu Azowskim

Ministrowie spraw zagranicznych Estonii, Litwy, Szwecji i Ukrainy zaapelowali we wtorek do Rosji o odblokowanie dostępu do ukraińskich portów na...

zobacz więcej

Ciężko się nie zgodzić z analizą zaprezentowaną przez byłego prezydenta, chociaż wiadomo, że jako przeciwnik polityczny Zełenskiego, rzeczywistym celem Poroszenki jest wykorzystanie sprawy negocjacji do punktowania rywala.

Z kolei administracja obecnego prezydenta również napina muskuły i zapewnia, że nie cofnie się ani o krok w obronie interesów narodowych. - Jeśli nie zobaczymy gotowości Federacji Rosyjskiej do procesu pokojowego, do realizacji porozumień mińskich, będziemy budowali mur i żyli dalej. Mamy przyjaciół, których doświadczenie możemy wykorzystać. Mówię przede wszystkim o Izraelu – powiedział kilka dni temu, występując w Królewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych Chatham House w Londynie, doradca prezydenta Andrij Jermak.

- Nie będziemy tracić czasu, jeśli zobaczymy, że strona rosyjska nie chce realizować „Mińska”. Nie będziemy czekali latami, wyznaczyliśmy na to określony termin – dodał.

Po pięciu latach konfliktu na wschodzie kraju, Ukraińcy chcieliby już jego zakończenia. Pytaniem jest, jak wysoką cenę są za to gotowi zapłacić. Większość z nich zdaje już sobie sprawę, że ich armia nie jest w stanie wyrzucić z tych terenów separatystów i wspierających ich Rosjan, a także odzyskać w ten sposób Krymu. Wiedzą również, że „wsparcie” Zachodu – w szczególności Niemiec i Francji – by w pozamilitarny sposób odzyskać te terytoria, jest wątpliwe. Oba państwa bardziej myślą już o kolejnych kontraktach podpisanych w Moskwie, niż o tym, jaka przyszłość czeka ten kraj.

Przykład Nord Stream 2, a także kolejne wystąpienia prezydenta Emmanuela Macrona podważające NATO i sojusz z USA są tego najlepszymi przykładami. USA również jedynie w ograniczony sposób wspierają Kijów i nie są zainteresowane większym zaangażowaniem w tym regionie. Waszyngton jednak w porównaniu do postawy Berlina i Paryża prezentuje jasne proukraińskie stanowisko w tym konflikcie. To jednak za mało, by odzyskać to, co zagrabione.

Ukraińcy są również świadomi słabnącego zainteresowania UE tym konfliktem, a także coraz silniejszymi tendencjami w kolejnych państwach członkowskich do tego, by złagodzić sankcje lub w ogóle z nich zrezygnować.

Czynniki te sprawiają, że nie można się dziwić wynikom badań ogłoszonych właśnie przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii. Niemal 73 procent respondentów powiedziało, że jest gotowych zaakceptować kompromis z Rosją i separatystami. Z czego 58,5 proc. popiera takie rozwiązanie, ale z zaznaczeniem, że są „granice w kompromisach”, a 14,4 proc. uważa, że należy iść na wszelkiego rodzaju ustępstwa.

Niecałe 16 proc. jest zdania, że konflikt można uregulować jedynie siłą, zaś niewiele ponad 11 proc. nie potrafiło określić swego stanowiska w tej sprawie.

Sencow w Strasburgu ostrzega europosłów: Nie ufajcie Putinowi, na pewno was oszuka

Ukraiński reżyser Ołeh Sencow zaapelował do europosłów w PE w Strasburgu, aby pamiętali o więzionych przez Rosję Ukraińcach, gdy będą rozważali...

zobacz więcej

Z badań wynika, że rosyjska dezinformacja również na samej Ukrainie odniosła duży sukces, gdyż jedynie 45,3 proc. pytanych jest zdania, że konflikt na wschodzie kraju jest rosyjską agresją wobec Ukrainy z wykorzystaniem separatystów, 17,4 procent sądzi, że jest to konflikt wewnątrz kraju, w którym Moskwa wspiera jedną ze stron, 13 procent jest przekonanych, że jest to wojna Rosji z Zachodem, toczona na terenie ich ojczyzny, a 11,7 procent uważa, że jest to konflikt wewnętrzny.

O tym, że Donbas powinien wrócić do Ukrainy na takich samych warunkach jak przed konfliktem przekonanych jest z kolei 62 procent respondentów. 12 procent pytanych chciałaby, by miał on większą niezależność od władz w Kijowie, a trochę powyżej 10 procent, że powinien otrzymać autonomię. Za niepodległością tego regionu opowiada się jednie 2,5 procent pytanych.

Władimir Zełenski będzie miał bardzo ciężkie zadanie w Paryżu. Jeśli wróci z niczym – straci, gdyż społeczeństwo jest zmęczone konfliktem, a jego wyborcy uwierzyli mu, gdy zapewniał ich, że wie jak zakończyć wojnę. Sukcesy związane z wymianą jeńców – m.in. powrotem do domu marynarzy i reżysera Olega Seńcowa – wzmocniły nadzieje.

Brak sukcesu osłabi również jego pozycję na ukraińskiej scenie politycznej, gdyż da argumenty przeciwnikom oskarżającym go o brak wyrobienia politycznego. Zbytnie ustępstwa zaś sprawią, że ponownie będzie oskarżany o to, że jest kontrolowany przez Kreml.

Szanse na rzeczywisty sukces Zełenskiego są minimalne, gdyż sama Ukraina nie jest w stanie wywrzeć na Moskwę na tyle silnego nacisku, by zakończyć konflikt w Donbasie. Musi mieć zdecydowane wsparcie Zachodu – ale takie, by Kremlowi w oczy zajrzało widmo klęski. Dopóki ten warunek nie zostanie spełniony, dopóty Putin będzie mógł dalej szachować Kijów, a także Zachód.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej