RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Decyzja sędziego Juszczyszyna zrujnowała rolnika. Krewna opowiada o dramacie i śmierci

Sędzia Paweł Juszczyszyn (fot. PAP/Tomasz Waszczuk)

Pan Zbigniew Parowicz, właściciel gospodarstwa rolnego, którego do ruiny doprowadziła m.in. decyzja sędziego Pawła Juszczyszyna, w ostatnich latach przed śmiercią nie tylko nie miał pieniędzy na życie, ale i zapadł na zdrowiu. Przykuty do wózka inwalidzkiego, „nie był w stanie opłacać czynszu za zajmowany lokal, który był wilgotny i niedogrzany, a zimą musiał zaklejać gazetą okna, żeby choć trochę ochronić się od zimna” – relacjonuje portalowi tvp.info krewna pana Zbigniewa.

Drugie oblicze sędziego Juszczyszyna. Nadzorował sprzedaż gospodarstwa za wadium

W kilkudziesięciu miastach w Polsce odbyły się w niedzielę demonstracje pod hasłem „Solidarni z sędziami”. To reakcja na cofnięcie przez...

zobacz więcej

W kilkudziesięciu miastach w Polsce odbyły się w niedzielę demonstracje pod hasłem „Solidarni z sędziami”. To reakcja na cofnięcie przez Ministerstwo Sprawiedliwości delegacji olsztyńskiemu sędziemu Pawłowi Juszczyszynowi. Decyzja wspieranego przez opozycję sędziego doprowadziła do ruiny właściciela gospodarstwa rolnego pana Zbigniewa Parowicza. Po wielu latach zmagań z wymiarem sprawiedliwości mężczyzna zmarł.

Portalowi tvp.info udało się skontaktować z krewną pana Zbigniewa. Jak podaje kobieta, pokazywana w mediach zrujnowana posiadłość jeszcze niedawno była w zupełnie innym stanie. W zadbanym gospodarstwie pan Zbigniew hodował drób, konie, inne zwierzęta. Takie gospodarstwo zostało wystawione na licytację przez komornika.

Kiedy mężczyzna stracił będące źródłem jego dochodów gospodarstwo, zamieszkał w lokalu komunalnym, w którym wcześniej mieszkali jego rodzice, a potem niepełnosprawna siostra. Początkowo pan Zbigniew próbował utrzymywać się z pracy chałupniczej. Jak podaje jego krewna, „mimo wyższego wykształcenia rolniczego podjął się produkcji dewocjonaliów, które osobiście dystrybuował na terenie całej Polski”.

Z czasem mężczyzna zapadł jednak na zdrowiu i nie mógł opuszczać znajdującego się na drugim piętrze mieszkania. Wcześniej jego siostra z powodów zdrowotnych trafiła do ośrodka opiekuńczego – ze względu na własne, piętrzące się problemy, Zbigniew Parowicz nie tylko nie mógł wywiązywać się z finansowych obowiązków opieki nad siostrą, ale (sam przykuty do wózka inwalidzkiego) nie mógł zabierać jej choćby sporadycznie do domu rodzinnego.

Olsztyński portal: Juszczyszyn „broni praworządności”, bo zbliżał się finał jego dyscyplinarki

„Wykreowanie się na obrońcę porządku konstytucyjnego przez sędziego Pawła Juszczyszyna z Olsztyna prawdopodobnie ma związek z tym, że zbliżał się...

zobacz więcej

„Nie był w stanie opłacać czynszu za zajmowany lokal, który był wilgotny i niedogrzany, a zimą musiał zaklejać gazetą okna, żeby choć trochę ochronić się od zimna. Ów lokal był częścią większego mieszkania, w którym ze wspólnego korytarza wchodziło się do poszczególnych pomieszczeń, zajmowanych przez różne, obce rodziny” – relacjonuje krewna. Jak dodaje, nie było stać go na rehabilitację, ani leczenie.

Stan pana Zbigniewa się pogarszał. Jako rosłego mężczyznę, w przypadku wizyt u lekarza z drugiego piętra znosić go musiały dwie ekipy karetek pogotowia.

Pod koniec życia pan Parowicz otrzymał zastępcze mieszkanie na parterze – suche i wyremontowane. „Cieszył się, że będzie mógł w końcu wyjeżdżać na dwór na spacery; niestety śmierć pokrzyżowała te plany” – kończy swoją relację krewna pana Zbigniewa. Mężczyzna zmarł w marcu 2019 r.

Jak zrujnowano właściciela gospodarstwa rolnego

W 2015 r. sprawą pana Parowicza zajęli się dziennikarze TTV. Jak podawali, po tym jak ceny jaj poważnie spadły mężczyzna zadłużył się na ponad 50 tys. zł. Udało mu się spłacić ponad połowę tej kwoty, po czym sprawa trafiła do komornika. Wierzyciele zaproponowali, że resztę środków na spłatę długu można pozyskać poprzez sprzedaż samochodu lub części działki Parowicza. Komornik jednak zwlekał, a zadłużenie rosło.

Rzeczoznawca, nie wchodząc nawet na posesję Parowicza, wycenił posiadłość na nieco ponad 300 tys. zł. Jak twierdził jeden z miejscowych rolników, sama znajdująca się tam obora była warta więcej. Ostatecznie gospodarstwo sprzedano za 200 tys. zł.

Sędzia, rolnik i krzyki Frasyniuka

Okazuje się, że wystarczyło trochę pogrzebać w archiwach mediów – i to mediów z grupy mocno zaangażowanej we wspieranie oporu przeciw zmianom w...

zobacz więcej

„Jednak taka kwota była zapisana tylko na papierze. Komornik wraz z nadzorującym go sędzią, nie czekając na dopłacenie pozostałej sumy, uznali egzekucję za zakończoną. Nabywca z tego skorzystał i przejął gospodarstwo za cenę samego wadium (32 tys. zł) nie wpłacając brakujących 180 tys. zł. Przez to zabrakło pieniędzy na spłatę stosunkowo niewielkiego zadłużenia” – zauważali autorzy reportażu TTV.

Parowicz przez lata pytał sąd, co stało się z brakującymi 180 tys. zł – bezskutecznie. Po interwencji posłanki PO Lidii Staroń, Sąd Rejonowy w Olsztynie wydał decyzję, aby kupiec wpłacił ustaloną kwotę. Ponieważ jednak przez ten czas dług urósł, zwrócone środki nie wystarczyły na spłatę wierzycieli. Parowicz przeniósł się do mieszkania komunalnego i podupadł na zdrowiu.

Sprawa komornika, który go zrujnował, trafiła do prokuratury. Prokuratura uznała ostatecznie, że gospodarstwo było warte ponad 500 tys. zł. Sprawę jednak – z niewiadomych powodów – umorzono. – Wszystko się toczyło zgodnie z przepisami prawa – powiedział telewizji komornik. Z kolei Juszczyszyn rozmawiać nie chciał.

źródło:
Zobacz więcej