Jak gołębica załogę bombowca uratowała

Gołębica Winkie została uhonorowana Medalem Dickin (fot. IWM)

Niemcy zestrzeliwują brytyjski bombowiec nad Morzem Północnym, członek załogi opuszcza wrak, pokonuje setki kilometrów i przekazuje informację o towarzyszach. Rusza akcja ratunkowa, która kończy się sukcesem. Bohaterski żołnierz otrzymuje medal, choć bardziej ucieszyłoby go kilka ziaren pszenicy. Chwała należy się bowiem gołębicy o imieniu Winkie. To tylko jeden z epizodów Operacji Columba polegającej na wykorzystaniu tych fascynujących ptaków przez aliantów podczas II wojny światowej.

Gdy wybuchła wojna, Brytyjczycy uśpili tysiące kotów i psów

Zaraz po wypowiedzeniu wojny Niemcom Brytyjczycy przystąpili do masowego usypiania swoich pupili. W wyniku wydarzeń określanych przez anglosaskich...

zobacz więcej

Operacja Barbarossa, Overlord, Mincemeat – w trakcie II wojny światowej nie brakowało przedsięwzięć, które do dziś pobudzają wyobraźnię badaczy i miłośników historii. Konflikt ten obfitował także w cały szereg operacji o mniejszym zasięgu, ale trudno nie pokusić o stwierdzenie, że wiele z nich było nie mniej fascynujących, imponujących pomysłowością. Do takich należy choćby Operacja Columba wykorzystująca gołębie pocztowe między innymi do utrzymywania kontaktu z terenami podbitymi przez Niemców.

Gołębie pocztowe to niezwykłe zwierzęta, obdarzone przez naturę imponującymi umiejętnościami, które na szczeblach ewolucji wcale nie stoją niżej od tego, czym natura obdarzyła ssaki. Wyróżniają się nie tylko szybkim i wytrwałym lotem, ale przede wszystkim niesamowitym zmysłem orientacji oraz zmysłem powrotnolotności, czyli zdolnością powracania z nie znanego sobie miejsca do rodzinnego gniazda, w którym przyszły na świat i wyrosły.

Zdumiewające umiejętności

Ptaki te są nieodłącznie związane z gołębnikiem – gdziekolwiek zostałyby wypuszczone, zawsze starają się wrócić jak najszybciej do swojego gniazda. Posiadający wspaniałą pamięć przestrzenną, której mechanizmy wciąż nie są dla nas jasne i niesiony tęsknotą gołąb pocztowy potrafi pokonać dziennie setki kilometrów. Ląduje po drodze tylko jeżeli jest już mocno wyczerpany, musi się posilić, napoić lub wypocząć nocą.

Dla starego gołębia mordęgą jest życie w cudzym gołębniku, nigdy do niego nie przywyknie, będzie starał się uciec i gdy mu się to uda, zawsze odnajdzie kierunek do domu. Nic nie jest w stanie odwieść go od tego, o ile nie natrafi na przeszkody nie do pokonania – jak burza bądź atak drapieżników jak jastrzębie czy sokoły. Na ziemi podczas odpoczynku zagrażają mu natomiast przede wszystkim koty, kuny, łasice i tchórze.

Z zaprzęgu św. Mikołaja na okręt podwodny. Wojenna epopeja reniferzycy Pollyanny

Żadne zwierzę nie kojarzy się równie mocno ze świętami Bożego Narodzenia, co renifer. Wprawdzie próżno szukać go w Biblii, ale automatycznie...

zobacz więcej

Człowiek bardzo wcześnie udomowił gołębie. Przypuszczalnie ptaki te były hodowane już w neolicie, choć zapewne jedynie w celach konsumpcyjnych. Na pochodzących z około 5 tys. lat przed naszą erą tabliczkach glinianych sporządzonych przez starożytnych mieszkańców Mezopotamii znaleziono pierwsze obrazy gołębi żyjących z ludźmi. Fascynującą cechę powrotnolotności odkryto zapewne później, wiadomo, że korzystali z niej starożytni Persowie i Egipcjanie.

Wiemy, że już w XXIX wieku przed naszą erą gołębie wypuszczano ze statków wiozących ważnych gości płynących do Egiptu, także sami faraonowie informowali za ich pomocą o swoich intronizacjach oraz uroczystościach dworskich. Również egipscy marynarze wybierając się na morze często zabierali ze sobą gołębie, które potem wysyłali do domu z wiadomością o powrocie. W Biblii właśnie gołębia wypuścił z Arki Noe, żeby się przekonać, czy wody potopu zaczęły ustępować.

Symbol pokoju na wojnie

Pocztę gołębią wcześnie zaczęto wykorzystywać w celach militarnych, co nie zmienia faktu, że w wielu mitach i religiach ptaki te były symbolem pokoju, harmonii i dobrej woli. Już w czasach Mojżesza wojska egipskie przesyłały za ich pomocą wiadomości. W 2350 roku przed naszą erą król Sargon Wielki władający Imperium Akadyjskim nakazał swoim posłańcom nosić gołębie pocztowe. Ptaki miały być wypuszczane w chwili, gdy posłaniec miał być schwytany – gdy gołąb wracał było wiadomo, że trzeba wysłać kolejnego posłańca.

Starożytni Grecy wykorzystywali je między innymi jako posłańców przekazujących informacje o zwycięzcach Igrzysk Olimpijskich bądź wygranych bitwach. Tę praktyczną metodę przejęli Rzymianie. Rzymski historyk Marek Terencjusz Warron w swoich dziełach powstałych u schyłku republiki wskazał, że gołębie pocztowe służyły do przekazywania wiadomości o wynikach wyścigów konnych, o zwycięstwach gladiatorów oraz do wysyłania zaproszeń.

Teksty źródłowe informują również, że w XII wieku podczas wojen krzyżowych muzułmanie używali gołębi do wzywania pomocy w przypadku cięższych walk z siłami Królestwa Jerozolimskiego. W zasadzie aż do wynalezienia telegrafu gołębie pocztowe były najszybszym i najpewniejszym środkiem komunikacji.

Załoga bombowca urządziła kolację dla Winkie (fot. IWM)

Gołąb Armando poleci do Chin. Nabywca dał za niego 1,25 mln euro

Za rekordową kwotę 1 mln 252 tys. euro sprzedano gołębia wyścigowego o imieniu Armando podczas niedzielnej aukcji w belgijskiej Flandrii. Nabywcą...

zobacz więcej

Ale nawet gdy telegraf już się przyjął, ptaki te nadal służyły nieocenioną pomocą. Tak było choćby podczas oblężenia Paryża przez Prusaków na przełomie 1870/1871 roku. Oblegający przecięli odkrytą linię telegraficzną do Rouen, Francuzi wysyłali więc gołębie pocztowe, które następnie, wraz z pocztą, wypuszczano, a te wracały do Paryża. Łatwo nie było, gdyż Niemcy wysyłali przeciwko posłańcom sokoły. Jeszcze większą chwałą okryły się na frontach I wojny światowej, nierzadko ciężko ranne przenosiły wiadomości, ratujące życie wielu żołnierzy.

Zagubiony Batalion

Najsłynniejszym skrzydlatym żołnierzem była Cher Ami, która w październiku 1918 roku zdołała uratować amerykański Zagubiony Batalion majora Charlesa White'a Whittleseya. Jednostka została otoczona przez Niemców i znalazła się pod ogniem własnej artylerii w czasie bitwy pod Argonne. Dwa pierwsze gołębie zostały zestrzelone, ale Cher Ami, mimo utraty oka, odstrzelonej nogi i rany w piersi pokonała 40 km i przekazała informację o treści: „Jesteśmy na drodze równoległej do 274.1. Nasza artyleria wali ogień zaporowy prosto na nas. Na litość boską, przerwijcie to”. Poświęcenie ptaka uratowało życie 194 żołnierzy.

Cher Ami została bohaterką 77. Dywizji Piechoty. Lekarze uratowali jej życie i dorobili drewnianą protezę nogi. Dzielna gołębica została odznaczona francuskim Croix de Guerre z amerykańskimi liśćmi dębowymi, co oznacza, że krzyż wojenny otrzymała dwukrotnie. Zmarła w lipcu 1919 roku w Fort Monmouth w stanie New Jersey. Wypchaną można do dziś oglądać w Smithsonian Institute w Waszyngtonie, w towarzystwie pitbulla Stubby'ego, jedynego psa awansowanego do stopnia sierżanta na polu bitwy.

Gołębie były też naturalnie wykorzystywane podczas II wojny światowej, przez obie strony konfliktu. Niemcy już w 1940 roku zarekwirowali wszystkie gołębie pocztowe hodowane przez Polaków. Z kolei lubujący się w organizowaniu alternatywnych metod prowadzenia walki Brytyjczycy zorganizowali całą operację poświęconą wykorzystaniu tych wyjątkowych stworzeń w warunkach bojowych. Otrzymała ona kryptonim Columba, nieszczególnie wyszukany, gdyż wyraz ten oznacza po łacinie właśnie gołębia.

Operacja Mincemeat. Jak trup wywiódł Hitlera w pole

Morze wyrzuca na brzeg zwłoki brytyjskiego oficera, który ma przy sobie ściśle tajne dokumenty zdradzające plany alianckiej inwazji. W Abwehrze...

zobacz więcej

Operację przygotowano na początku lat 40. Początkowo Brytyjczycy i Amerykanie wykorzystywali ptaki od hodowców, którzy przekazali na cele wojskowe tysiące gołębi. Później zorganizowano wojskowy program hodowli gołębi pocztowych. Strategia była prosta. Zrzucano ptaki w niewielkich pojemnikach, do których był przyczepiony spadochron. Lokalni mieszkańcy, którzy znajdowali ptaki przekazywali je ruchowi oporu, a ten odsyłał do Wielkiej Brytanii informacje ukryte w małych pojemnikach przywiązanych do nóg ptaka albo pleców. Donoszono między innymi o niemieckich siłach i ich ruchach w danym regionie.

Skrzydlaci szpiedzy

Zgodnie z danymi wojskowymi, w 1943 roku większość gołębi została zrzucona nad północną Francją. W 1941 roku spośród 690 ptaków powróciło 150, z czego 82 przyniosły z powrotem informacje wywiadowcze. Rok później wysłano już 2044 gołębie. Do gołębników powróciło 276 z 146 wiadomościami. W 1943 roku, podczas przygotowań do inwazji na Europę, wysłano 5814 gołębi, powróciło zaś 634 z 366 wiadomościami. O skali zaangażowania Amerykanów w tę branżę świadczy fakt, że podczas II wojny światowej do służby z gołębiami zaangażowano 150 oficerów i 3 tys. żołnierzy, którzy zajmowali się łącznie 54 tys. ptaków.

Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji i polowali na skrzydlatych wywiadowców. Wiedzieli, że gołębie nie tylko przekazują cenne wiadomości, ale także dodają otuchy mieszkańcom podbitych terenów i dają im szansę zaangażowania się przeciwko najeźdźcy. Okupanci rozklejali plakaty informujące, że trzymanie gołębi nieznanego pochodzenia będzie traktowano jak szpiegostwo, za które w przypadku złapania grozi kara śmierci. Skuteczność takich odezw była zwykle niewielka, choć kary takie faktycznie wymierzano.

Oczywiście przy tak dużej liczbie ptaków nie mogło nie dochodzić do wyjątkowych epizodów. Nie brakowało sytuacji, które przy całym okrucieństwie II wojny światowej należałoby mimo wszystko nazwać humorystycznymi. Tak było choćby zimą 1944 roku, gdy Amerykanie wysłali nad Cassino we Włoszech gołębicę o imieniu Lucia di Lammermoor. Wróciła z informacją, a jakże. Jej treść zaskoczyła i zapewne rozbawiła aliantów. „Zwracamy wam gołębia. Mamy co jeść. – Niemieccy żołnierze”.

Likwidacja Baghdadiego: ranny psi komandos wrócił do służby

Jednym z bohaterów operacji amerykańskich komandosów, która doprowadziła do śmierci przywódcy tzw. Państwa Islamskiego Abu Bakra al-Baghdadiego,...

zobacz więcej

Do najbardziej chwalebnych należała natomiast misja gołębicy o imieniu Winkie. Zdarzyło się, że w lutym 1942 roku Niemcy zestrzelili nad Morzem Północnym bombowiec Bristol Beaufighter Królewskich Sił Lotniczych powracający z misji nad Norwegią. Maszyna opadła na zamarzające morze. Załoga nie była w stanie przekazać drogą radiową swojej pozycji i wezwać pomocy. Na szczęście na pokładzie była gołębica Winkie, numer służbowy NEHU 40 NSL.

Wybawieni od śmierci

Ptak był jedyną nadzieją brytyjskich lotników, tylko on mógł wybawić ich od śmierci w lodowatych odmętach Morza Północnego. Po wypuszczeniu Winkie przeleciała w niezwykle trudnych warunkach około 200 km i doleciała do swojego gołębnika w Broughty Ferry, dzielnicy szkockiego Dundee. Ubrudzonego olejem i całkowicie wyczerpanego ptaka odnalazł właściciel stada George Ross.

Ross poinformował o przybyciu gołębicy bazę RAF-u w Leuchars w hrabstwie Fife, oceniając, że z samolotem mogło stać się coś niedobrego. Zaalarmowane dowództwo zdołało oszacować pozycję bombowca na podstawie harmonogramu misji, godziny znalezienia ptaka, kierunku wiatru, a nawet prędkości ptaka, którą porachowano na podstawie rozmycia plam oleju na skrzydłach. Natychmiast wysłano samolot, który odnalazł załogę już po piętnastu minutach poszukiwań. Uratowani lotnicy z wdzięczności zorganizowali kolację na cześć wybawicielki.

W grudniu 1943 roku Winkie została uhonorowana Medalem Dickin. Wyróżnia się nim zwierzęta, które wykazały się szczególnym bohaterstwem i poświęceniem w służbie w siłach zbrojnych oraz cywilnych służbach ratunkowych brytyjskiej Wspólnoty Narodów. O jego randze świadczy fakt, że jest zwierzęcym odpowiednikiem najwyższego brytyjskiego odznaczenia wojennego, Krzyża Wiktorii. Na medalu są wybite hasła: „Za Dzielność” oraz „My również służymy”.

Winkie została odznaczona za „dostarczenie wiadomości w wyjątkowo ciężkich okolicznościach i tym samym przyczynienie się do uratowania załogi samolotu podczas służby w RAF-ie w lutym 1942 roku”. Po śmierci gołębicy Ross przekazał jej ciało wraz z medalem do Dundee Art Galleries and Museum.

Szpieg w czepku urodzony. Zwodził NKWD, uratował setki jeńców i więźniów

Pilot bombowca, który został szpiegiem. Żołnierz, który pod przykrywką dyplomaty spenetrował niemieckie i sowieckie obozy i uratował około tysiąca...

zobacz więcej

Bohater USA43SC639

Łącznie w latach 1943–1949 Medal Dickin przyznano 54 razy. Uhonorowano nim między innymi osiemnaście psów, trzy konie i kota okrętowego. Najczęściej odznaczano gołębie – w uznaniu ich odwagi i poświęcenia przyznano im aż 32 medale. Wśród nagrodzonych był choćby G.I. Joe, inny bohater II wojny światowej.

G.I. Joe, numer służbowy USA43SC639, służąc w amerykańskiej armii uratował setki istnień ludzkich w trakcie Kampanii Włoskiej. 18 października 1943 roku brytyjska 169. Brygada Piechoty zdobyła przed czasem miasteczko Calvi Vecchia w Kampanii, które zajęła 56. Dywizja Piechoty. Wcześniej jednak wezwano dowództwo aliantów do wykurzenia Niemców poprzez zbombardowanie miasteczka.

Brytyjczycy nie byli w stanie połączyć się z dowództwem drogą radiową i odwołać nalot. Wysłano więc G.I. Joe, ten z przytroczoną informacją pokonał 30-kilometrowy odcinek do dowództwa w imponujące 20 minut. Dotarł na miejsce, gdy amerykańskie bombowce przygotowywały się do startu. Gdyby doszło do bombardowania mogły zginąć setki osób – mieszkańcy Calvi Vecchia oraz brytyjscy żołnierze, zaś miasteczko obróciłoby się w ruiny.

Już po wojnie, G.I. Joe został odznaczony Medalem Dickin przez gen. mjr. Charlesa Keightleya. Uroczystość odbyła się londyńskim Tower. W uzasadnieniu wskazano, że ptak wykonał najbardziej zadziwiający lot gołębia armii Stanów Zjednoczonych podczas II wojny światowej. Był pierwszym niebrytyjskim gołębiem pocztowym uhonorowanym w ten sposób. Jak widać, bohaterstwo niejedno ma imię, co jest przyjemnym tematem do refleksji, gdy się ogląda kuzynów Winkie czy G.I. Joe dziobiących ziemię. Warto spojrzeć na nie z należnym szacunkiem i dokarmiać, nie tylko zimą.

źródło:
Zobacz więcej