Opozycja jako protest song

Partiom opozycyjnym opłaca się podtrzymywanie nastroju społeczno-politycznego stanu wyjątkowego (fot. arch.PAP/Mateusz Marek)

Partiom opozycyjnym opłaca się podtrzymywanie nastroju społeczno-politycznego stanu wyjątkowego. Każda sprawa jest dobra: od dzika po sędziego Pawła Juszczyszyna.

Wołodźko ostrzega: Lewica jedno mówi (w opozycji) drugie robi (u władzy)

W czasach słusznie minionych największą ambicją krajów tak zwanej demokracji ludowej było „doścignąć i prześcignąć” państwa kapitalistycznego...

zobacz więcej

Lewicowo-liberalnej części opinii publicznej umknął uwadze niedawny masowy odstrzał dzików w lasach Trójmiasta. Strzelano dużo i celnie, ale w mediach społecznościowych było o tym cicho. Nikt nie przyozdabiał zdjęć profilowych okolicznościowym wizerunkiem zwierzęcia. W liberalnych mediach nie wajrakowano na okoliczność krwawego, masowego odstrzału. Cicho było w tej sprawie, jakby zimowym lasem anioł przeleciał.

Nie powinni państwo być tym faktem zaskoczeni. Obrona dzików grasujących w Gdańsku, Sopocie i Gdyni nie zyskałaby odpowiedniej rangi i charakteru. No bo jak bronić demokracji z dzikiem na ustach, jak dawać odpór pisowskiej władzy, skoro rzecz cała odbywała się „we włościach” prezydent Aleksandry Dulkiewicz?

W takich okolicznościach obrona dzików nosiłaby znamiona faszystowskiej prowokacji. Przecież tylko faszysta mógłby się przeciwstawiać demokratycznemu odstrzeleniu trójmiejskich dzików, dybiących na porządek panujący w mieście, o które tak troszczył się swego czasu śp. Paweł Adamowicz. Taka to dialektyka: kiedy dzik nadaje się do odstrzału, a kiedy nie – decydują okoliczności polityczne. I brak lepszego tematu wśród opozycji dla podtrzymania atmosfery stanu wyjątkowego.

Wiadomo, „wolne sądy” są lepsze niźli dziki, by walczyć z „pisowskim reżimem”. Że sądy były niegdyś znacznie bardziej wolne niż obecnie, wie każde KOD-owskie dziecko. Nawet takie, na które tatuś nie chce płacić alimentów. I jeszcze sprawiedliwsze niż obecnie były te sądy... Co prawda Jan Śpiewak, było nie było – człowiek lewicy, ma na temat sądów w Polsce zdecydowanie inne zdanie niż lewicowo-liberalny ogół, ale większość w tym towarzystwie woli zbyć go, przypinając łatkę „pisowskiej V kolumny”.

Filokomunizm, czyli choroba elit III RP

Filokomunizm to neologizm, który możemy zdefiniować jako chorobliwe umiłowanie komunizmu. Czy na tę przypadłość cierpią również politycy Koalicji...

zobacz więcej

Warszawski społecznik mało sobie z tego robi, regularnie piętnując patologie w prawniczo-sądowym światku III RP i pokazując hipokryzję ludzi, którym bardzo wygodnie jest mylić demokrację z własną znakomitą pozycją pośród establishmentu III RP. Choć, niestety, Śpiewak ma mocno pod górkę. I to właśnie w sądach.

Znów słychać tu i ówdzie, że „reżim pisowski” się wali, bo środowiska opozycyjne, wsłuchane w płomienny głos sędziego Pawła Juszczyszyna, wyszły na ulice. Bardzo ładnie oddano to w depeszy Polskiej Agencji Prasowej: „W protestach (...) uczestniczyli sędziowie, prawnicy, artyści i grupy obywateli”.

Nie chcę zabrzmieć złośliwie, ale naprawdę bardzo bym się zdziwił, gdyby oni wszyscy, łącznie z „grupami obywateli”, na ulice jednak nie wyszli. Wtedy bym się zmartwił, że dopadła ich wszystkich grypa lub inny katarek.

A skoro wyszli na ulice, to znaczy, że czują się świetnie, że korzystają ze swoich praw i długo jeszcze będą korzystać. Opozycyjny dzień jak co dzień – a to protest, a to pikieta, tu nowa szturmówka, tam transparent jeszcze z jesieni 2015 r., a to skandowanie, a to nóżkami tupanie i okrzyki, okrzyki: „DE-MO-KRA-CJA!”, „KON-STY-TU-CJA!”, „wolne dziki!”. I takie tam.

Ktoś powie, że za dużo ironii w tym felietonie. Ale czasem naprawdę nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, patrząc na to widowisko. Opozycja w Polsce jest jak jeden wielki protest song. Niespecjalnie nawet dziwię się tej taktyce – po części wynika ona ze znacznej polaryzacji nastrojów społecznych, po części ze specyfiki najnowszych mass mediów.

Wino, cygara i pogarda

Strategię przedwyborczą liberalnej opozycji opisano krótko: wino i cygara. Dodajmy jeszcze pogardę.

zobacz więcej

A w mediach społecznościowych, bo o nich mowa, żyją tylko te tematy, które są odpowiednio gorące. Coraz trudniej jest o ważnych sprawach dyskutować spokojnie – bo większości to w ogóle nie zainteresuje. Potrzebny jest nastrój wrzenia, bo ono przytrzymuje dłużej uwagę miłośników spektaklu. A wszyscy nimi jesteśmy – szczególnie, gdy od większości nie wymaga to wcale wyjścia na ulicę.

Wystarczy konto w społecznościówkach, ozdobienie zdjęcia profilowego okolicznościową ikonką, udostępnienie mema, fake newsa. Prawo wielkich liczb wykona za nas całą robotę: opozycyjny protest song (lub prorządowy mem) liczy się wtedy, gdy ma zasięg. A do tego potrzeba rozbudzić społeczne emocje.

Opozycja nie wyrobiłaby żadnych zasięgów, gdyby jej przekaz brzmiał: „demokracja w Polsce nie jest zagrożona, ale nie zgadzamy się z rządowymi reformami, gdyż nie odpowiadają naszym pomysłom na kraj. Uważamy, że dobrze było, jak było, nie mieliśmy powodu do narzekań, szczególnie gdy to my wygrywaliśmy wybory, więc po co te wszystkie zmiany?”. Można powiedzieć wiele krytycznych uwag o opozycji, ale przyznają państwo, że nawet oni są na tyle bystrzy, by zorientować się, iż tak nudnego przekazu nikt by nie kupił. Nawet, gdyby był prawdziwy.

Łudzili się mocno politycy PiS, sądząc, że nowa kadencja Sejmu przyniesie kres „totalnej opozycji”. Opozycja nie tylko śpiewa swój protest song. Ona stała się protest songiem, to określa rację jej politycznego i medialnego bytu. Gdyby politycy lewicowo-liberalnej opozycji przyznali, że Polsce nie zagraża żaden autorytarny przewrót, straciliby mnóstwo zainteresowania.

źródło:
Zobacz więcej