RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

PRL w krzywym zwierciadle. „Alternatywy 4” śmieszą od 33 lat

Gospodarz domu Stanisław Anioł, jego żona Miećka, hodowca gołębi Balcerek, docent Furman, dźwigowy Kotek – doskonale pamiętamy postaci z „Alternatywy 4”. Ten 9-odcinkowy serial po raz pierwszy był wyemitowany w 1986 roku, a pierwszy odcinek widzowie zobaczyli 30 listopada.

„Bareja chciał, żeby na planie buzowało”. Spotkanie aktorów „Alternatywy 4” po latach

Serial „Alternatywy 4” powstał w 1983 roku. Od razu został zablokowany przez cenzurę. Widzowie zobaczyli go kilka lat później. W czwartek aktorzy...

zobacz więcej

Absurdy PRL-owskiej rzeczywistości, satyra na narodowe przywary, posunięta czasem aż do surrealizmu – oto cechy charakterystyczne dla tej produkcji. Serial „Alternatywy 4” Stanisław Bareja zaczął kręcić w 1981 r. Zanim poznali go widzowie, przeleżał parę lat na półce.

Emisji (w wersji okrojonej przez cenzurę) „Alternatywy 4” doczekały się dopiero na przełomie 1986 i 1987 roku, zyskując ogromną sympatię widzów. Kolejne emisje serialu gromadziły każdorazowo rzesze sympatyków przed telewizorami. – Staszek Bareja jest historykiem PRL-u – mówiła o reżyserze Bożena Dykiel, odtwórczyni roli Mietki Aniołowej.

W serialu zagrała plejada wybitnych aktorów, m.in. Roman Wilhelmi, Wojciech Pokora, Kazimierz Kaczor, Zofia Czerwińska, Bożena Dykiel, Ewa Ziętek, Witold Pyrkosz, Stanisława Celińska, Jerzy Bończak czy Janusz Gajos.

Miło na planie

– To, że się lubiliśmy, to widać. I to do dzisiaj. Poza tym, był tam zestaw bardzo dobrych aktorów. Każdy był takim, którego warto było naśladować, podglądać. A poza tym charakterologicznie to byli wspaniali ludzie, dowcipni. Dlatego na planie było miło. A o tamtych czasach, myślę, że nie warto wspominać – mówił PAP Kazimierz Kaczor.

W serialu, jak w krzywym zwierciadle, odbijała się cała PRL-owska rzeczywistość. A ta wcale nie była tak różowa. Sposób funkcjonowania spółdzielni mieszkaniowej, bolączki dnia codziennego, pomysłowość Polaków w radzeniu sobie np. z małym metrażem, brakiem ogrzewania – to śmieszyło, bo było wszystkim bliskie i dobrze znane.

Sława aktorów serialu miała też swoją kontynuację w życiu codziennym. Kazimierz Kaczor, serialowy dźwigowy Kotek, przyznał, że zdobył legalnie papiery na... operatora dźwigu. – Taki był wtedy obyczaj, zaproszono mnie z końcem lat 80. na spotkanie aktora z załogą. Zostałem zaproszony do Huty Stalowa Wola. Pojechałem więc do tej Stalowej Woli, zostałem tam miło przyjęty – opowiadał.

– Oni akurat mieli przerwę śniadaniową. I mówią mi tak: „proszę pana, tu jest załoga, mają chwilę czasu, ja pana zapytam, niech pan mówi prawdę. Czy pan naprawdę prowadził tego Colesa?” Ja mówię: „tak”. „A czy pan umie obsłużyć ten dźwig?” Ja mówię: „tak”. „I pan go obsługiwał na filmie?”. „Tak”. „Proszę bardzo: niech pan przeniesie ten ciężar stąd tu”. Było to jakieś 300 kg, taki specjalny ciężarek z uchem. Ustawiłem ramię tego dźwigu no i „pyk”, zaczepiłem i wolniutko, bo wolniutko, bo się bałem, przeniosłem – wspominał.

Na koniec całego wydarzenia, gdy robotnicy przekonali się, że Kaczor rzeczywiście umie obsługiwać dźwig, nie tylko jeździć, ale i przenosić ciężary, główny inżynier wręczył aktorowi dyplom kierowcy i operatora dźwigu Coles 30. – I z huty Stalowa Wola dostałem taki papierek! – mówił Kaczor z dumą.


źródło:

Zobacz więcej