RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Żeńskie końcówki idą na wojnę

Posłanki Lewicy po spotkaniu z Marszałkinią Sejmu Elżbietą Witek ws. stosowania feminatów w oficjalnych materiałach sejmowych (fot. PAP/Radek Pietruszka)

Kilka dni temu posłowie i posłanki lewicy wywalczyli w Sejmie prawo do używania formy „posłanka” na oficjalnych drukach sejmowych. Słowo „posłanka” funkcjonuje w języku od lat, nie budzi właściwie kontrowersji, jedne panie, zasiadające w sejmie, życzyły sobie być „posłami”, inne „posłankami” i pomijając mało ambitne żarty o „poślicach” nie budzi to żadnych problemów. Pewne zmiany w języku dokonują się same, jest to bowiem mechanizm żywy. Gorzej, gdy próbuje się zmieniać język narzędziami mniej finezyjnymi niż pióro, ostatnio zaś można odnieść wrażenie, że pewne tendencje upycha się co najmniej kolanem. I nie piszę tego z pozycji przeciwnika tego zjawiska, ponieważ dla publicysty i publicystki feminatywy to… żyła złota.

Lewica wciąż o żeńskich końcówkach. „Może lepiej mówić posło”

Parlamentarzystki Lewicy spotkały się z marszałek Sejmu Elżbietą Witek. Chcą, by przy ich stałych miejscach w sali sejmowej zostały przytwierdzone...

zobacz więcej

W tekstach pisanych na potrzeby internetu liczba znaków ma znaczenie trochę bardziej umowne niż w tych przeznaczonych do druku. Tu nie rozsypie się układ strony od kilku liter więcej lub mniej. Na ogół jednak piszący lub pisząca, jeśli oczywiście robi to zawodowo, przyjmuje wierszówkę, w której poszczególne stawki stopniowane są na podstawie liczby znaków. Jak już Państwo zauważyli, za każdym razem, kiedy przywołuję dziś nazwę zawodu lub wykonawcy czy wykonawczyni dowolnej czynności, robię to posługując się formą męską i żeńską. Od pewnego czasu jest to częstych chwytem polityków i polityczek, zwracających się szczerze, z troską i zrozumieniem do „Polek i Polaków”. Kiedyś aż tak silnie tego nie różnicowano, a przynajmniej nie zawsze, chociaż, na przykład, generał Wojciech Jaruzelski w swoich przemówieniach zwracał się do „towarzyszek i towarzyszy”.

Pytanie, gdzie przebiega granica między kulturą i szacunkiem dla odbiorców obu płci, a gdzie zaczyna się ideologiczna demonstracja, komunikat, że mówca w sposób szczególny zauważa problemy kobiet, od początku wystąpienia odwołując się do nich jako odrębnej grupy. Jeśli dziennikarz i dziennikarka, publicysta i publicystka, felietonista i felietonistka każdy swój plik wypełnią tą literową masą podwójnych odwołań i przywołań, teksty spuchną, a choć nie dostaną zapewne dodatkowej kolumny na te nowoczesne formy pisarskie, to przynajmniej będzie im się pisało łatwiej i szybciej. Dwa razy więcej wybranych słów, więc i liter, myślenia zaś trochę mniej, praca więc przyjemniejsza.

Krytycy zjawiska zauważają, że z niektórymi żeńskimi formami pojawia się problem, ponieważ czasem wymawia się je mało wygodnie („chirurżka”), czasem brzmią po prostu sztucznie, choć powielają istniejące słowa w formach męskich zgodnie z regułami słowotwórstwa, wreszcie zaś ich miejsce zajęły już inne znaczenia tak samo brzmiących wyrazów, które odbierają im powagi (jak „pilotka” czy „dyplomatka”). I tu zaczyna się cały komiczny wymiar tej językowej ewo- i rewolucji zarazem.

„Język jest ważny”. Posłanki Lewicy spotkają się z marszałek Sejmu ws. „żeńskich końcówek”

Posłanki klubu Lewicy spotkają się w środę z marszałek Sejmu Elżbietą Witek ws. tzw. „żeńskich końcówek”, czyli stosowania feminatywów w...

zobacz więcej

Na fali dyskusji o żeńskich końcówkach wypowiedziała się również Rada Języka Polskiego, która do zmian podchodzi pozytywnie i z entuzjazmem narzuca swój punkt widzenia z wyżyn autorytetu pracowników Polskiej Akademii Nauk. „Większość argumentów przeciw tworzeniu nazw żeńskich jest pozbawiona podstaw. Jednakowe brzmienie nazw żeńskich i innych wyrazów, np. »pilotka« jako kobieta i jako czapka, nie jest bardziej kłopotliwe niż np. zbieżność brzmień rzeczowników pilot »osoba« i pilot »urządzenie sterujące«. Trudne zbitki spółgłoskowe, np. w słowie »chirurżka«, nie muszą przeszkadzać tym, którzy wypowiadają bez oporu słowa »zmarszczka« czy »bezwzględny« (5 spółgłosek).” Ostatni argument jest mocno fałszywy, co łatwo stwierdzić, próbując wypowiedzieć wspomniane słowa na głos.

Cóż, teoretycznie połamanie sobie języka to tylko przenośnia, a klawiatury czy nawet długopisy są bardzo cierpliwe. Rozumiejąc ogólny sens zmian, których heroldem (heroldką?) postanawia być Rada, napotykam jednak na kolejne problemy. Jeżeli chciałbym napisać, że decyzję podjęło gremium składające się z profesorów i profesorek, znów rozbijam się o ścianę znaczeń, które w mowie potocznej zajęły sobie miejsce niejako przez zasiedzenie. „Profesorka” nie kojarzy się bowiem w moim i kilku sąsiednich pokoleniach z kobietą-profesorem, a raczej ze znerwicowaną nauczycielką z liceum, to pojęcie bardziej ze szkolnego slangu niż z szanującego równouprawnienie płciowe słowotwórstwa.

„Posłanka” zamiast „posła”. CIS: Niewykluczone, że sprawą zajmie się prezydium Sejmu

Nie można wykluczyć, że sprawa tabliczek na sali sejmowej i formy „poseł”, „posłanka” będzie dyskutowana na jednym z kolejnych Prezydiów Sejmu –...

zobacz więcej

Kiedy schodzimy niżej po drabinie tytułów i stopni naukowych, nie jest wcale lepiej. „Doktorka” to w ogóle jakiś językowy dziwoląg, w którym wyczuć można nutę lekceważenia, zauważmy, że nikt tej formy oficjalnie nie używa, nawet w środowiskach feministycznych trudno na nią natrafić. Zostaje „magisterka”. „Magisterka” to praca magisterska i znaczenie to jest tak oczywiste i powszechne, że nie wykształciło się nawet to drugie, analogiczne do „doktorki” i „profesorki”, slangowe, lekceważące, nie mające w sobie ładunku szacunku i godności. Te mają w sobie „pani magister”, „pani doktor”, „pani profesor”.

Być może ktoś wprawny w opisywaniu problemów z dziedziny gender studies znalazłby tu pole do popisu, analizując tę językową, patriarchalną opresję, która naturalne i zgodne z mechanizmami rozwoju języka formy zepchnęła na pozycję upośledzoną względem ich „naturalnych”, męskich odpowiedników. Co ciekawe, gdy wczytać się w skład RJP, można zauważyć, że nawet jej członkini nie uciekła od tego problemu. Bo chociaż wszyscy uczestnicy tego gremium schowali się za wygodnymi w tej sytuacji skrótami „dr” i „prof.”, to jednak pani dr. hab. Danuta Krzyżyk przedstawia się jako członkini prezydium i jego… sekretarz. I jak z tego wybrnąć, skoro sekretarz i sekretarka mają znów trochę inne znaczenie, nie zawsze ze sobą tożsame? Poradź nam, mądra Rado i sama sobie, przede wszystkim, poradź. A i samo „dr” takie bezpieczne nie jest, bo przecież skrót ten piszemy bez kropki dlatego, że składa się z pierwszej i ostatniej litery. Czyli że panie współtworzące Radę Języka Polskiego, które upominają się o językowe prawa chirurżek i pilotek, same pozostają w swej skromności doktorami, gdyby bowiem zostały „doktorkami” (lub inaczej wybrnęły z tego językowego zmartwienia), jak psu buda należała by im się kropka po „r”.

Napisała, że będzie „gościnią” programu. Prowadzący: To ja mogę być gościńcem

Posłanka Magdalena Biejat z partii Lewica Razem napisała na Twitterze, że będzie „gościnią” w programie „Minęła 20”. Wpis wywołał dyskusję,...

zobacz więcej

„Nie ośmieszajcie siebie i nas. Jestem laryngologiem nie laryngolożką, bo to ostatnie brzmi jakbym występowała w cyrku. A wykonuję poważny zawód niezależny od płci. Kobieta laryngolog mi wystarczy.” – pisze na jednym z portali pani Ola, komentująca stanowisko Rady. Może wiec jednak nic na siłę, zwłaszcza że, przynajmniej na razie, również większość form, kończących się na „…ożka” bardziej wpisuje się w nurt „profesorki” i „doktorki”, niż „posłanki” czy „przewodniczącej”, a nawet „aktorki”, „kelnerki” czy „studentki” (ale już nie „szoferki”, choć tu też mamy kolejny wyjątek – w przypadku „reżyserki” z istnienia dwóch znaczeń nikt dramatu nie robi, znaczenie zależy jedynie od kontekstu).

Ponieważ jednak jest to tekst publicystyczny, nie naukowy, wystarczy już testowania cierpliwości czytelników i czytelniczek. Możemy uznać kwestie języka za temat całkowicie zastępczy i zżymać się, że właśnie na to swój czas, opłacany przecież w dużym stopniu naszymi pieniędzmi, poświęcają politycy i, niech im będzie, polityczki. Możemy też zobaczyć w tym element szerszej rewolucji, która zmiecie za chwilę znany nam porządek społeczny i ruszy z posad bryłę świata. W nadchodzącej kadencji debata przesunie nam się w lewo, ponieważ mamy w parlamencie lewicę, a i w dotychczasowym centrum więcej jest dziś myślenia lewicowego w wymiarze obyczajowym. Znakiem tego jest choćby fakt, że z dwójki prezydenckich kandydatów Platformy Obywatelskiej, jeden (Jacek Jaśkowiak) prezentuje poglądy bliższe lewicy niż centrum – i znajduje to pewien posłuch wśród wyborców Koalicji Europejskiej. Kwestie takich lub innych końcówek będziemy jeszcze wspominać z rozrzewnieniem, kiedy na dobre wróci kwestia aborcji, a wraz z nią całej agendy określanej czasem jako „plan Rabieja” z dołożoną jeszcze przez prezydenta Jaśkowiaka eutanazją. Czy konserwatyści i konserwatystki są już przygotowani na to coraz bardziej nieuniknione cywilizacyjne starcie?

źródło:
Zobacz więcej