Wołodźko ostrzega: Lewica jedno mówi (w opozycji) drugie robi (u władzy)

Zmęczenie widoczne w Platformie i wewnętrzne konflikty działają na korzyść lewicy (fot. PAP/Paweł Supernak)

W czasach słusznie minionych największą ambicją krajów tak zwanej demokracji ludowej było „doścignąć i prześcignąć” państwa kapitalistycznego Zachodu. Dziś, przynajmniej na naszym podwórku, lewica stawia sobie skromniejsze cele. Chce doścignąć i prześcignąć Platformę Obywatelską i zostać drugą siłą polityczną w Polsce.

Poseł Lewicy: Jeszcze parę tygodni i będziemy drugą siłą polityczną w Polsce

Parlamentarzyści Lewicy spodziewają się, że niebawem zmieni się lider opozycji. Palmę pierwsza ma w ich ocenie utracić Koalicja Obywatelska. –...

zobacz więcej

Szczerze w to wierzy cytowany niedawno przez portal tvp.info Krzysztof Śmiszek z Wiosny. Jak mówi: „Jeszcze parę tygodni i będziemy drugą siłą polityczną w Polsce, jeśli chodzi o sondaże, ponieważ Lewica jest konsekwentna. Nie boi się mówić o prawach socjalnych i o prawach człowieka. Wyborcy i wyborczynie widzą, że w nas mają oparcie”.

Przyznam szczerze, trochę mnie zdziwiła wypowiedź posła Śmiszka, ponieważ nie jest to człowiek aż tak młody (urodził się pod koniec lat 70.), powinien zatem pamiętać, że z tą konsekwencją lewicy w kwestiach społecznych bardzo różnie bywa. Owszem, jest pryncypialnie prosocjalna, gdy grzeje w Sejmie opozycyjne ławy. Któż nie pamięta Leszka Millera skrupulatnie wyliczającego w czasach rządów Akcji Wyborczej „Solidarność” każdego zamarzniętego bezdomnego w zimowych miesiącach.

Ten sam Leszek Miller chętnie twierdził, że rynek ma zawsze rację. I taką właśnie politykę jego rząd prowadził. Żadna to tajemnica: antyspołeczny, ultraliberalny charakter SLD całkiem jeszcze niedawno chętnie podkreślali, gdzie się da czy to Adrian Zandberg, czy to Marcelina Zawisza, obecnie poseł i posłanka Lewicy.

Mówiąc publicystycznym skrótem: Lewica w opozycji, która dużo obiecuje w sprawach socjalnych i jest pod tym kątem arcy-pryncypialna wobec rządzących, to nigdy w III RP nie jest ta sama lewica, co u władzy – choć twarze jakby te same. Zresztą, Wiosna, z którą słusznie kojarzymy pana Śmiszka, nawet w środowiskach lewicowo-liberalnych uważana jest za lewicę „mocno rozcieńczoną”, budującą swój lewicowy wizerunek nie na drugim i trzecim szeregu, ale na postaci lidera, Roberta Biedronia, który też nigdy nie słynął z przesadnej socjalnej wrażliwości.

Lewica wciąż o żeńskich końcówkach. „Może lepiej mówić posło”

Parlamentarzystki Lewicy spotkały się z marszałek Sejmu Elżbietą Witek. Chcą, by przy ich stałych miejscach w sali sejmowej zostały przytwierdzone...

zobacz więcej

To wszystko nie znaczy jednak, że Lewicy nie uda się prześcignąć Platformy Obywatelskiej. W realiach demokracji napędzanej przekazem medialnym pamięć krótkoterminowa (to metafora nawiązująca do pierwotnego znaczenia terminu) ma o wiele większe znaczenie niż pamięć długoterminowa.

Szczególnie dla młodszych roczników nie ma większego znaczenia, jakie były realia władzy Sojuszu Lewicy Demokratycznej w latach 90. i w pierwszej dekadzie millenium. Dla części z nich postkomunizm nie jest żadnym problemem politycznym czy ustrojowym. Boleśnie przekonało się o tym właśnie Razem, przynajmniej u swoich początków próbując postawić na inną od SLD politykę historyczną. Okazało się to jednak dla większości wyborców Lewicy mało istotne.

Lewicę napędza jej wyrazistość w sprawach obyczajowych i pryncypialna krytyka czterech lat rządów Prawa i Sprawiedliwości – mniej oklepana niż to, co mają do zaoferowania politycy Platformy Obywatelskiej. Dużym walorem jest też wrażenie świeżości – choć do Sejmu powróciła również stara SLD-owska gwardia, widać wyraźnie, że to nie ona nadaje ton, przynajmniej w ramach politycznego spektaklu. Politycy PiS również będą musieli nauczyć się dyskutować i szukać argumentów w polemice z tym nowym lewicowym zaciągiem.

Z całą pewnością zmęczenie widoczne w Platformie i wewnętrzne konflikty działają na korzyść Lewicy. Problem będzie miał jednak bardziej liberalny gospodarczo elektorat PO. Jeśli Lewica zdecydowanie postawi na przekaz, jaki proponuje Adrian Zandberg, niemała część wyborców Platformy poczuje się zagrożona w swoich realnych lub wyobrażonych interesach.

„Lewica być może przejmie część upadającej Platformy Obywatelskiej”

– Rzeczywiście Lewica – SLD i Wiosna – być może przejmie część upadającej Platformy Obywatelskiej. Część lewicy, którą podkupił Grzegorz Schetyna...

zobacz więcej

Polityczne wybory polskiego społeczeństwa od lat pokazują jedno: nie popieramy partii, których retoryka jest radykalnie ultraliberalna, jesteśmy też coraz bardziej sceptyczni wobec prywatyzacji tego, co jeszcze zostało w domenie publicznej, ale też alergicznie reagujemy na wszystko, co kojarzy się z nadmierną ingerencją państwa w reguły rynkowe. Choć wiele można dyskutować nad tym, co znaczy „nadmierna ingerencja” w kraju, w którym trzeba odbudowywać z ruin choćby autobusową komunikację publiczną.

W każdym razie: wyborca Platformy boi się „socjalizmu” i „bolszewizmu”, utożsamianych z Adrianem Zandbergiem i starszymi i młodszymi posłami i posłankami sejmowej lewicy, chyba jeszcze bardziej niż socjal-konserwatywny elektorat Prawa i Sprawiedliwości. I ten elektorat nigdy na lewo nie przejdzie, chyba że ktoś zacznie do niego solidnie mrugać okiem, że na serio jest tylko konieczność odsunięcia PiS od władzy, a reszta to żart. Taka opcja w relacjach PO-SLD też jest możliwa: choć znamy ją dotąd raczej z życia samorządów, niźli polityki na szczeblu krajowym.

Prawdopodobne jest, że poparcie dla Lewicy i PO osiągnie dość podobne rozmiary. I ustabilizuje się na wyrównanym poziomie w nadchodzących latach. Nie wyklucza to koalicji PO-SLD za cztery lata. Dlatego dziś Prawo i Sprawiedliwość powinno raczej szukać dobrych argumentów (najlepiej w formie realnie prowadzonej polityki) w dyskusjach z młodą lewicą, a nie oglądać się jedynie na słabości Platformy i konflikty między Lewicą a PO.

źródło:
Zobacz więcej