Gdy wybuchła wojna, Brytyjczycy uśpili tysiące kotów i psów

W ciągu tygodnia uśpiono ok. 750 tys. zwierząt (fot. W. G. Phillips/Phillips/Getty Images)

Zaraz po wypowiedzeniu wojny Niemcom Brytyjczycy przystąpili do masowego usypiania swoich pupili. W wyniku wydarzeń określanych przez anglosaskich historyków mianem „brytyjskiej masakry zwierząt domowych” zginęły tysiące psów, kotów i gryzoni.

Szeregowy pawian. Jak Jackie żołnierzy w okopach ratował

Okopy frontu zachodniego podczas I wojny światowej stały się synonimem najbardziej nieludzkich warunków, w jakich przyszło walczyć żołnierzom. To...

zobacz więcej

Przed południem 3 września 1939 r. na jednym z głównych placów w Londynie zebrał się pokaźny tłum ludzi. Wszyscy czekali w skupieniu na radiową audycję premiera Neville’a Chamberlaina.

15 minut po godz. 11 szef brytyjskiego rządu wygłosił z sali posiedzeń swojego gabinetu na Downing Street 10 historyczne przemówienie. Z nieskrywanym żalem stwierdzał w nim, że prowadzona dotąd polityka ustępstw wobec Adolfa Hitlera okazała się nieskuteczna.

– Dziś rano ambasador brytyjski w Berlinie wręczył rządowi niemieckiemu końcową notatkę stwierdzającą, że jeśli przed godz. 11 nie otrzymamy potwierdzenia, iż Niemcy są gotowi od razu wycofać swoje wojska z Polski, nasze państwa znajdą się w stanie wojny. Muszę wam teraz powiedzieć, że nie otrzymaliśmy takiego zobowiązania i w konsekwencji nasz kraj jest w stanie wojny z Niemcami – wyjaśniał Chamberlain.

– Jego [Hitlera] działania jednoznacznie pokazują, że nie można oczekiwać od tego człowieka, iż kiedykolwiek porzuci on swoją politykę użycia siły i narzucania innym swojej woli. Można go powstrzymać tylko siłą. Mamy czyste sumienie. Zrobiliśmy wszystko, co każdy kraj może zrobić, aby zachować pokój. Sytuacja, w której nie można ufać żadnemu słowu przywódcy Niemiec i nikt nie może czuć się bezpieczny, jest jednak nie do zaakceptowania – oświadczył szef brytyjskiego rządu.

Po przemówieniu premiera puszczono z głośników syreny alarmu przeciwlotniczego. W jednej chwili mieszkańcy Londynu rozproszyli się i zbiegli do schronów, myśląc, że właśnie rozpoczął się niemiecki nalot. Alarm okazał się fałszywy, jednak – jak pokazały późniejsze wypadki – w Wielkiej Brytanii to nie ludzie mieli być pierwszymi ofiarami tego konfliktu.

Rządowy apel

Mniej znanym aspektem przygotowań Brytyjczyków do wojny była masowa akcja usypiania zwierząt, która przeszła do historii pod nazwą „british pet massacre” („brytyjskiej masakry zwierząt domowych”). Rząd – mając w pamięci bombardowanie Anglii przez niemieckie zeppeliny w 1915 r. – niepokoił się, że i tym razem pojawi się konieczność racjonowania żywności.

„Niedźwiedź Wojtek” na deskach teatru. Bohater spod Monte Cassino – bohaterem sztuki

Pomagał naszym żołnierzom pod Monte Cassino, dostawał ordery za zasługi, a teraz został bohaterem sztuki. Niedźwiedź Wojtek, przygarnięty przez...

zobacz więcej

Na najwyższym szczeblu zaczęto debatować wówczas nad problemem ochrony zwierząt w czasie wojny. Brytyjski establishment martwił się, że właściciele kotów i psów nie będą racjonalnie magazynować prowiantu, lecz przeznaczą go w nadmiernej ilości na wykarmienie swoich czworonogów. Istniało też ryzyko, że zwierzęta będą cierpiały z głodu lub zostaną porzucone przez ludzi, którzy nie zdołają ich utrzymać.

Aby temu zapobiec, powołano specjalną instytucję państwową: Narodowy Komitet ds. Ochrony Zwierząt Podczas Nalotów. Jedną z pierwszych decyzji tej jednostki było wydanie broszurki pt. „Porady dla właścicieli zwierząt”.

W rządowej instrukcji stwierdzano: „Jeśli masz możliwość, wyślij swoje zwierzęta na wieś przed pojawieniem się zagrożenia (strategicznym celem nalotów bombowych są bowiem ośrodki miejskie – red.). Jeśli nie możesz tego zrobić, naprawdę najlepszym rozwiązaniem będzie je uśpić”.

W broszurce znalazła się również reklama pistoletu bolcowego, w której przekonywano, że to bardzo skuteczna broń do humanitarnego zabijania zwierząt.

„Wywieźć dzieci i zabić kota”

Na efekty rządowego apelu nie trzeba było długo czekać. Określenie dokładnej liczby zwierząt domowych zabitych w ramach brytyjskiej akcji jest dziś praktycznie niemożliwe, ale przyjmuje się, że w tydzień uśpiono ok. 750 tys. z nich. Według ostrożnych szacunków anglosaskich historyków w ciągu czterech dni zabito w Londynie ok. 400 tys. czworonogów, co stanowiło 25 proc. całej populacji zwierząt domowych w tym mieście.

Brytyjski premier Neville Chamberlain przez długi czas prowadził politykę ustępstw wobec Adolfa Hitlera (fot. NAC)

Polacy uwielbiają czarne koty. Kolejna galeria waszych mruczków [GALERIA]

Dzięki wielkiemu zaangażowaniu naszych czytelników udało nam się zebrać mnóstwo zdjęć z okazji wczorajszego Dnia Czarnego Kota. Serdecznie...

zobacz więcej

– Dla większości ludzi to było coś, co po prostu musieli zrobić po wybuchu wojny. Wywieźć dzieci, szczelnie zasłonić okna i zabić kota, który stał się zbędnym luksusem – wyjaśniała w radiu BBC brytyjska historyk Hilda Kean, autorka książki „Wielka masakra kotów i psów. Prawdziwa historia nieznanej tragedii II wojny światowej”.

Pip Dodd, starszy kustosz w National Army Museum, tłumaczył z kolei, że „ludzie martwili się przede wszystkim zagrożeniem bombowym i niedoborami żywności”. – Z tych powodów uważali, że w czasie wojny posiadanie „luksusu” w postaci zwierzęcia jest po prostu nie na miejscu – podkreślał.

Do naszych czasów zachowały się liczne wspomnienia ludzi, którzy zdecydowali się na ten rozpaczliwy krok oraz publikowane w prasie nekrologi kotów, psów i papug. Obywatelka Betty Morell przekonywała, że jej matka zabiła kota, ponieważ bała się, że zwierzę będzie szwendać się po ulicach w poszukiwaniu pożywienia. Właściciel 11-letniego persa wyjaśniał natomiast, że nie zniósłby, gdyby jego pupil dostał się podczas wojny w nieodpowiednie ręce.

W jednej z ówczesnych gazet można było przeczytać m.in. takie pożegnanie z kotem: „Szczęśliwie wspominamy Lolę, naszą słodką i wierną przyjaciółkę, która została ułożona do snu 4 września 1939 r., aby oszczędzić jej cierpień (...). Miała krótkie, ale szczęśliwe życie, które trwało 2 lata i 12 tygodni. Wybacz nam, nasza mała towarzyszko”.

Trauma weterynarzy

Kliniki weterynaryjne i stowarzyszenia opieki nad zwierzętami próbowały wzywać ludzi do zachowania spokoju. Bezskutecznie. Wielu właścicieli nie pukało nawet do drzwi gabinetów, ale zostawiało swoje czworonogi tuż przed wejściami do budynków.

Brytyjska broszurka z reklamą pistoletu bolcowego (fot. National Archives/CC BY-SA 4.0)

Słonica zabiła swojego opiekuna. Za karę powieszono ją na „szubienicy”

Społeczność małego amerykańskiego miasteczka Erwin w stanie Tennessee do dziś próbuje się uporać ze swoją przeszłością. Ponad 100 lat temu wykonano...

zobacz więcej

Z powojennych relacji weterynarzy wynika, że zwierząt do uśpienia było nieraz tak dużo, iż ze względu na brak personelu musieli oni pracować po kilkanaście godzin dziennie. „Rozległ się dźwięk syren, po czym w ratuszu West Ham zapanowała panika, która doprowadziła do zagłady zwierząt” – zanotowała na początku września jedna z brytyjskich rad weterynaryjnych.

Nie nadążano też z paleniem zwłok, przez co w okolicach klinik zaczęły piętrzyć się stosy martwych psów i kotów. Dla wielu weterynarzy wydarzenia te były traumą, którą wspominali jeszcze wiele lat po wojnie.

Na domiar złego akcja szybko wymknęła się spod kontroli. Chociaż rządowa instrukcja jasno określała, że usypianie dotyczy jedynie zwierząt domowych, odnotowano niepokojące incydenty w ogrodach zoologicznych, gdzie zabito kilka tygrysów, niedźwiedzi polarnych i małpiatek.

Jeszcze w 1939 r. wydano specjalny raport o „masowej eutanazji zwierząt”, w którym stwierdzano, że „usypianie kotów i psów było prowadzone dniami i nocami”. Reakcja społeczeństwa na rządowy apel zaskoczyła nawet sam Narodowy Komitet ds. Ochrony Zwierząt Podczas Nalotów, który w następnych tygodniach prosił obywateli, aby dokładnie przemyśleli decyzję o uśpieniu swoich pupili.

Rozmiary tragedii byłyby z pewnością jeszcze większe, gdyby nie interwencje organizacji pozarządowych i inicjatywy prywatne. Battersea Dogs and Cats Home – jedno z najstarszych schronisk dla zwierząt w Wielkiej Brytanii – zaoferowało wszystkim zainteresowanym całodobową opiekę nad czworonogami, ratując w ten sposób przed śmiercią ok. 145 tys. psów. O niezwykłej determinacji pracowników schroniska świadczy najlepiej fakt, że podczas wojny zatrudniało ono zaledwie czterech opiekunów.

Księżna Nina Douglas-Hamilton uratowała ok. 100 tys. zwierząt (fot.Domena publiczna/Richard N. Speaight)

Pies wykopał dziurę w ogrodzie. Właściciel obciął mu przednie łapy

Mężczyzna pod wpływem środków odurzających odciął dwie przednie łapy swojemu psu. Była to „kara” za wykopanie przez zwierzę dołu w ogrodzie....

zobacz więcej

Godna podziwu była również postawa znanej miłośniczki kotów, księżny Niny Douglas-Hamilton, która na wieść o akcji masowego usypiania przyjechała do Londynu prosto ze Szkocji.

– W kraju pilnie potrzebne są domy dla kotów i psów, inaczej zwierzęta te mogą zostać zabite lub umrzeć z głodu – apelowała na antenie radia BBC. Z jej inicjatywy na terenie ogrzewanego lotniska w hrabstwie Dorset powstał istniejący do dziś rezerwat dla czworonogów o nazwie Ferne Animal Sanctuary. Do końca września 1939 r. księżna przygarnęła ok. 100 tys. zwierząt.

Zapomniana tragedia

Mimo ogromnych rozmiarów akcji masowego usypiania, nie utrwaliła się ona na dobre w brytyjskiej pamięci zbiorowej. Zdaniem Hildy Kean jest to spowodowane tym, iż uchodzący za naród miłośników zwierząt Brytyjczycy nie chcą pamiętać, że „po pierwszych oznakach wojny poszli zabić kotka”.

Niektórzy weterynarze z tamtego okresu starali się potem usprawiedliwiać swoje działania, argumentując, że w przeciwieństwie do obywateli Zjednoczonego Królestwa Niemcy zabijali zwierzęta z bardziej lichych powodów. Medycy ci przypominali, że zimą 1940 r. doszło w Berlinie do masowej rzezi psów, które zostały następnie zjedzone przez ludzi. Według lekarzy nie było to spowodowane brakiem żywności, ale tym, że Niemcy „po prostu lubili smak psiego mięsa”.

W międzyczasie rząd brytyjski opracował drobiazgowy plan dystrybuowania żywności. Wynikało z niego, że rozsądne racjonowanie pozwoli spokojnie wyżywić zarówno ludzi, jak i zwierzęta. Wielu obywateli miało wtedy żal do polityków, że z powodu ich wcześniejszych, fatalistycznych apeli musieli niepotrzebnie uśpić swojego ukochanego psa lub kota.

Chociaż masowa akcja usypiania zwierząt ustała już po kilku tygodniach, pod drzwiami klinik weterynaryjnych nadal znajdywano porzucone psy i koty. W listopadzie 1939 r. dziennik „The Times” alarmował:

„Każdego dnia pojawiają się informacje, że wciąż zabijana jest duża liczba psów. Świadczy to tylko tym, że wielu ludzi woli pozbyć się zwierzęcia, zamiast wziąć za nie odpowiedzialność”.

Po kilkunastu miesiącach od wypowiedzenia wojny Hitlerowi ziściły się najgorsze obawy tysięcy obywateli – pod koniec 1940 r. na Londyn zaczęły systematycznie spadać niemieckie bomby. Tłumy Brytyjczyków ponownie wyruszyły wówczas w kierunku gabinetów weterynaryjnych, aby uśpić swoje zwierzęta...

źródło:
Zobacz więcej