RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Na wojnie z symbolami

W Żyrardowie sprawę udało się zresztą załatwić i to w sposób, który finalnie wszystkim może wyjść na zdrowie (fot. Google streetview)

Wyjeżdżając na wakacje z warszawskiej Ochoty w 1990 r., ostatni raz miałem okazję przejechać przez ul. Wery Kostrzewy. Kiedy po kilku tygodniach wróciłem do domu, minąłem już Bitwy Warszawskiej. Nie przypominam sobie rozdzierania szat w mediach, protestów mieszkańców, ba, nawet żadnych konsultacji społecznych. Był to najwyraźniej krótki moment, gdy pewne sprawy wydawały się oczywiste.

„Usunięcie z nazw ulic nazwisk dwóch wielkich patriotów uważamy za działanie niegodne”

Kolegium IPN wyraziło „głęboką dezaprobatę” wobec decyzji rad miejskich w Białymstoku i Żyrardowie. Chodzi o zmianę nazw ulic płk. Zygmunta...

zobacz więcej

Tropiciele teorii spiskowych, jeżeli interesowałby ich ten temat, zapewne uznają, że pozwolono na kilka zmian w symbolice, żeby nie zmieniło się nic poza nią. Oczywiście, ocalały liczne ulice tych komunistów, którzy służyli wiernie, lecz niekoniecznie w pierwszym szeregu, zasłużyli się więc poprzedniemu ustrojowi na tyle, by przyznać im ulice czasem krótkie, czasem długie, jednak na mapach zaznaczane kolorem białym, nie przypisanym arteriom – żółtym. I temu chyba zawdzięczamy, że Świerczewski nie towarzyszył aż do czasów współczesnych Duraczowi, a Marchlewski – Modzelewskiemu i Rzymowskiemu.

Jak wiemy, potem sprawy zaczęły się rozmywać, dawne wartości – relatywizować, a towarzystwo z dwóch stron dawnych barykad bardzo się między sobą wymieszało. Wojnie o nazwy ulic i sabotowaniu przez samorządy, czasem też niekompetencji i niefrasobliwości wojewodów, poświęciłem już niejeden tekst.

W ostatnich tygodniach temat wrócił, kiedy w Żyrardowie ulica Fieldorfa „Nila” stała się na powrót ulicą Jedności Robotniczej, w Białymstoku zaś radni uznali, że nie należy honorować ulicą „Łupaszki”. W Żyrardowie sprawę udało się zresztą załatwić i to w sposób, który finalnie wszystkim może wyjść na zdrowie.

Czy radni faktycznie dali się zmanipulować, czy tylko uznali, że bardziej niż presja lokalnych lewicowców starej daty zagraża im krytyczne zainteresowanie całej Polski, to sprawa drugorzędna. „Nil” ma swoją ulicę, a młodzież z tego miasta ma szansę na najlepszą w kraju edukację na temat tego bohatera. „Łupaszko” wraca dzięki decyzji wojewody, jednak nie jest pewne, czy jego silni i wpływowi przeciwnicy nie zdecydują się na drogę sądową.

A sądy, cóż, specjalnie się przecież nie zmieniły, o czym przekonujemy się prawie codziennie i kiedy ponownie staną przed nimi Wyklęci, być może usłyszą bardzo podobne do tych sprzed lat wyroki. To konkluzja mało optymistyczna, jednak potrzebna, by uzmysłowić sobie, ile mamy przed sobą pracy.

Wojewoda unieważnił uchwałę ws. zmiany nazwy ulicy majora „Łupaszki”

Wydanym w poniedziałek rozstrzygnięciem nadzorczym wojewoda podlaski stwierdził nieważność uchwały Rady Miasta Białystok, dotyczącej zmiany nazwy...

zobacz więcej

W tle tego sporu wraca temat wybudowania łuku triumfalnego na setną rocznicę Bitwy Warszawskiej 1920 r. Z jednej strony mamy projekt, który, mówiąc szczerze, w obecnej formie nie powala, nie jest jednak za późno, by go dopracować. Ze strony drugiej zaś – absolutną negację sfery symbolicznej, postulat, żeby budować rzeczy potrzebne mieszkańcom, żłobki, przedszkola i szpitale.

Argument, którego próżno szukać, jeśli mowa o inwestycjach w rodzaju strefy relaksu czy setkach projektów niepotrzebnych, drogich, lecz dziwnym trafem opłacalnych dla tych, którzy zawsze potrafią przy podobnych okazjach się pożywić.

Miasto nie realizuje swoich podstawowych funkcji, począwszy od regularnego i zgodnego z harmonogramami odbioru śmieci, w efekcie niedługo do ścieków i odpadów dołączy kolejny problem – szczury. Ratusz zapowiada podwyżkę opłat za nierealizowane zadania, choć skoro śmieci, które mają być zabierane co tydzień, odbierane są dwa razy rzadziej, znaczy to, że realnie stawka wzrosła już dwukrotnie.

Podobny wzrost cen usług zapowiadają też inne miasta, oczekując przy tym, że ich zadania weźmie na siebie rząd, razem z każdą krytyką i brakiem podziękowań (tu znów kłania się nieszczęsna Czajka).

Nie chodzi jednak tylko o to, żeby ktoś coś za nich zrobił, zapłacił i nie czekał na żadne „dziękuję”. Kiedy chodzi o symbolikę, stanowisko władz samorządowych związanych z PO, sprowadza się do „nie, bo nie”. W Gdańsku archeologom, szukającym szczątkom polskich żołnierzy na Westerplatte (i znajdującym je!) nie tylko nie pomagano, ale czasem wręcz utrudniano prace, traktując jak intruzów.

Radni PiS apelują do wojewody o szybkie uchylenie uchwały ws. ulicy im. „Łupaszki”

Były uchybienia regulaminowe przy podejmowaniu przez Radę Miasta Białystok uchwały o zmianie nazwy ulicy im. majora Zygmunta Szendzielarza...

zobacz więcej

W Warszawie jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że po latach stania w miejscu, wreszcie uda się odbudowa Pałacu Saskiego. Władze stolicy deklarowały zgodę na przeprowadzenie tej inwestycji, lecz już nie na jej współfinansowanie. Można było być jednak pewnym, że przy dużej determinacji prezydenta Andrzeja Dudy i polityków PiS, sprawę uda się doprowadzić do końca.

Odbudowany pałac miał stać się siedzibą Senatu. Utrata izby wyższej może, o czym chyba jeszcze nikt nie wspomniał, poważnie utrudnić to dzieło, mające być kontynuacją obchodów 100–lecia niepodległości.

Jednak na razie atak przyszedł z zupełnie innej strony. Najpierw w mediach społecznościowych pojawił się absurdalny projekt nowego urządzenia placu Piłsudskiego, pozbawiający okolice Grobu Nieznanego Żołnierza jego patriotyczno–reprezentacyjnego charakteru, a zaraz potem Rafał Trzaskowski zakwestionował sens odbudowy pałacu.

Symbole, które powinny łączyć, nie wszystkim są dziś najwyraźniej na rękę. Lecz i całkowita negacja wszelkich symboli, jest symbolem, być może nawet symbolem najmocniejszym. Wydaje się, że niektórzy nigdy się tej prostej prawdy nie nauczą.

źródło:
Zobacz więcej