Bossowie „Pruszkowa” chcieli okraść rosyjskich mafiosów, a napadli na ojca z dziećmi

O tym, co naprawdę się stało na Łuckiej, opowiedział szczecińskim śledczym Marcin M. (fot. arch. PAP/Marcin Bielecki)

Bossowie „Pruszkowa” chcieli w 2016 r. okraść rosyjskich gangsterów, ale pomylili samochody i napadli na ojca z dwoma synami – wynika z ustaleń śledztwa szczecińskich prokuratorów, którzy rozpracowywali reaktywowany gang. Do szczegółów sprawy dotarł portal tvp.info. W ataku na przypadkowe osoby mieli wziąć udział: „Słowik”, Leszek D. ps. „Wańka” wraz z synem Adamem K. oraz Janusz P. ps. „Parasol”. To jedno z najdziwniejszych przestępstw, za jakie będą odpowiadać przed stołecznym Sądem Okręgowym.

Bossowie „Pruszkowa” będą wolni za kaucje od 150 do 400 tys. zł

Bossowie mafii pruszkowskiej: Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka oraz Janusz P. Parasol, oskarżeni m.in. o udział w wyłudzeniach VAT,...

zobacz więcej

Wydarzenia z czerwca 2016 r. na ul. Łuckiej w Warszawie, przypominały sceny rodem z „Chłopców z ferajny”. Prokuratura odtworzyła je na podstawie zeznań pokrzywdzonych i nagrania z monitoringu.

Śledczy, którzy oglądali film z zajścia, byli zaskoczeni, że tak „poważni” gangsterzy dopuścili się ordynarnego napadu. W dodatku bossowie pomylili się i zamiast przejąć towar rosyjskich mafiosów, usłyszeli prokuratorskie zarzuty uszkodzenia ciała i usiłowania rozboju. Gangsterzy twierdzą, że są niewinni.

„Pruszków” w akcji

Tomasz G. (inicjały zmienione) przyjechał land roverem w okolice szkoły jednego z synów przy ul. Łuckiej. Wsiadł później wraz z dzieciakami do samochodu; w tym momencie do auta podszedł Leszek D. ps. „Wańka”. Gangster zapytał kierowcę i jego synów: co tu robicie? Rozglądając się po aucie, pruszkowski boss kazał całej trójce się wynosić.

Gdy próbował wejść do samochodu, jeden z chłopaków go odepchnął. Rozsierdzony gangster chwycił dzieciaka za koszulkę i zaczął się z nim szarpać. Na pomoc synowi ruszył wtedy Tomasz G., który wdał się w szarpaninę z „Wańką”. Mafioso ostrzegał mężczyznę, że zaraz on i jego synowie „dostaną”.

Na „ratunek” Leszkowi D. przybyli Andrzej Z. ps. „Słowik”, Janusz P. ps. „Parasol”, Adam K. ps. „młody Wańka” oraz Filip B. Gangsterzy zaczęli bić i kopać Tomasza G. i jego starszego syna. Obaj napadnięci zostali solidnie poturbowani. Przed końcem bójki, napastnicy wyjęli torbę jednego z synów. Wyrzucili na ziemię ubrania, portfel i telefon komórkowy, po czym wyraźnie zawiedzeni, przestali bić swoje ofiary. Następnie spokojnym krokiem odeszli niezadowoleni.

Bossowie „Pruszkowa”: Jaka z nas mafia. Ot grupa kolegów

– Znaleźliśmy się na ławie oskarżonych, bo jeden cwaniak chciał odzyskać wolność i podał nasze nazwiska. Bo są znane. Padaliśmy ofiarą mówień –...

zobacz więcej

Z nagrania, które zabezpieczyli śledczy, wynika, że Tomasz G. zaparkował swojego land rovera przed takim samym autem. Trzy godziny po napadzie, obok tego drugiego pojazdu zaparkowała taksówka. Jej kierowca wyciągnął z auta jakiś pakunek, po czym wrócił do swojego samochodu i odjechał.

Nie wiedział, z kim ma do czynienia

Początkowo sprawę prowadziła jedna ze stołecznych prokuratur rejonowych. Tomasz G. nie miał pojęcia, że napastnikami byli ludzie, których gang w latach 90. siał postrach w całej Polsce. Po jakimś czasie ktoś rozpoznał na filmie Leszka D., a pokrzywdzony rozpoznał gangstera na tablicach poglądowych. Później śledztwo trafiło na krótko do mazowieckich „pezetów”.

Wiadomo, że Leszkowi D. miały zostać przedstawione zarzuty usiłowania rozboju. Jednak okazało się, że „Wańka” i reszta jego towarzyszy z Łuckiej są rozpracowywani przez Prokuraturę Regionalną w Szczecinie. I to właśnie ta jednostka przedstawiła zarzuty wszystkim gangsterom uczestniczącym w pobiciu Tomasza G.

O tym, co naprawdę się stało na Łuckiej, opowiedział szczecińskim śledczym Marcin M., który po zatrzymaniu poszedł na współpracę z prokuraturą. Otóż bossowie „Pruszkowa” dowiedzieli się, że w tym miejscu rosyjscy gangsterzy mieli sfinalizować transakcję narkotykową. Towar miał się znajdować w land roverze.

„Pruszków” reaktywacja, czyli bossowie zatrzymani za fikcyjny eksport kawy

Trzej bossowie mafii pruszkowskiej Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka i Janusz P. ps. Parasol wraz z najbliższymi wspólnikami zostali...

zobacz więcej

Zapis z monitoringu dowiódł, że mafiosi mieli dobre informacje, ale z niewiadomych przyczyn skupili się na aucie Tomasza G., ignorując stojący obok samochód tej samej marki.

„Skruszony” twierdził w czasie śledztwa, że niedługo po zajściu „Wańka” nakłaniał go, aby ustalił, czy pokrzywdzeni zawiadomili policję. Dopiero w trakcie procesu dowiemy się, czy Marcin M. to zrobił.

Ojciec chrzestny nie odpuszcza

Pruszkowscy gangsterzy odpowiedzą także za usiłowanie rozboju w styczniu 2017 r., niedługo przed tym jak zostali zatrzymani. Poszło o bmw 320 model E91, które w grudniu 2016 r. kupił Andrzej W. pracownik jednego z warsztatów samochodowych. W. już 5 stycznia 2017 r. sprzedał auto Krzysztofowi O. ps. „Kręcony” za ponad 30 tys. zł. Samochód był ponoć przeznaczony dla syna gangstera.

Według prokuratury 12 dni później do Macieja S. (właściciela warsztatu) zadzwonił „Kręcony”. Oświadczył, że auto spaliło się podczas jazdy i zażądał, aby Andrzej W. zwrócił mu pieniądze. W twierdził, że auto było sprawne i odmówił reklamacji.

Na reakcję „Kręconego” nie trzeba było długo czekać. Jeszcze tego samego dnia miał przyjechać do warsztatu ze „Słowikiem”, „Wańką” i Sławomirem F. ps. Fabian. Takie nagromadzenie mafijnych bossów nie wróżyło niczego dobrego Andrzejowi W. „Fabian” pytał nieszczęśnika, „czy wycenia swoje życie na 30 tys. zł”. Andrzej Z. zaś oskarżył W. o sprowadzenie rozbitego samochodu, w którym została zainstalowana felerna lampa, co oznacza, że sprzedający chciał zabić syna „Kręconego”.

Na nic zdały się próby mediacji właściciela warsztatu. Krzysztof O. zaproponował coś w rodzaju ugody: Andrzej W. odda mu 20 tys. zł, a on zrobi tzw. przeszczep (wykorzysta oryginalne dokumenty i pole numerowe auta do zalegalizowania kradzionego pojazdu), a potem podzielą się ze sprzedaży zalegalizowanego samochodu.

Według prokuratury na to jednak nie zgodził się „Słowik”, który miał oświadczyć, że nie odpuści, bo jest ojcem chrzestnym syna „Kręconego”. Swoje trzy grosze dołożył „Wańka”, grożąc zniszczeniem warsztatu, a „Fabian” zapowiedział, że Andrzejem W. zajmą się „chłopaki z Mokotowa”.

Do realizacji gróźb nie doszło, bo niespełna dwa tygodnie później gangsterzy trafili za kraty.

źródło:
Zobacz więcej