Michalkiewicz ujawnił dane ofiary księdza gwałciciela

„Kolejny raz wiedział, co zrobić, aby mnie zabolało” – komentuje zachowanie Michalkiewicza pani Katarzyna (fot. arch.PAP/Jakub Kamiński)

Ofiara księdza gwałciciela wygrała proces z publicystą Stanisławem Michalkiewiczem, który nazwał ją „panienką, która była molestowana przez księdza erotomana”. Wyrok zapadł zaocznie, a sąd przyznał kobiecie 150 tys. zł zadośćuczynienia. Michalkiewicz na swojej stronie internetowej zapewnił, że o wyroku dowiedział się po tym, jak komornik zajął jego konto bankowe. Jednocześnie we wpisie ujawnił prawdziwe dane ofiary.

Twitter planuje zmiany w konwersacjach i oznaczaniu wpisów

Już w przyszłym roku użytkowników Twittera mogą czekać zmiany w korzystaniu z podstawowych funkcjonalności serwisu – możliwości podawania dalej...

zobacz więcej

Pani Katarzyna – takim imieniem została nazwana przed laty w jednym z reportaży, by zapewnić jej anonimowość – w dzieciństwie była gwałcona przez księdza z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Rok temu sąd w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok wcześniejszej instancji, który przyznawał Katarzynie milion złotych zadośćuczynienia i dożywotnią rentę.

„Wiele pań za mniejsze pieniądze podciąga spódniczki, a tu milion i dożywotnia renta” – komentował wówczas wyrok publicysta Stanisław Michalkiewicz w internetowym filmie zatytułowanym „Za milion złotych panienki płci obojga przypominają sobie wszystko na wyścigi!”. Jak mówił, miliona złotych „taka panienka jedna z drugą przez całe życie mogą nie zarobić”. Bagatelizował także traumatyczne doświadczenia ofiary, nazywając ją „panienką, która była molestowana przez księdza erotomana”. W rzeczywistości była ona wielokrotnie gwałcona, co stwierdził sąd.

Lekarze zdiagnozowali u kobiety zespół stresu pourazowego i zespół depresyjny. Katarzyna kilkukrotnie chciała też popełnić samobójstwo. Za słowa Michalkiewicza wytoczyła publicyście proces, a sąd przyznał jej 150 tys. zadośćuczynienia. Jak twierdzi kobieta, wyrok zapadł zaocznie, bo Michalkiewicz nie odbierał wezwań do sądu.

Ściągnięciem zasądzonych pieniędzy zajął się komornik – wtedy też o wyroku miał dowiedzieć się Michalkiewicz. „14 listopada zajrzałem na konto (…) i z przerażeniem stwierdziłem, że zostało wyzerowane. Obawiałem się, że okradli mnie jacyś hakerzy, więc pojechałem do banku, gdzie wyjaśniło się, że to nie hakerzy, tylko komornik sądowy, który nakazał zablokować konta” – napisał na swojej stronie internetowej publicysta.

Zaznaczył, że jest zaskoczony całą sytuacją, która spowodowała, że został „odcięty” od środków do życia. Jednocześnie w swoim wpisie ujawnił prawdziwe dane ofiary.

Protesty po skandalicznym wyroku ws. gwałtu zbiorowego na 14-latce

Kilka tysięcy Hiszpanek, głównie działaczek organizacji feministycznych, wzięło udział w sobotnich wiecach i marszach przeciwko decyzji sądu w...

zobacz więcej

Michalkiewicz będzie próbował odwołać się od wyroku sądu, choć – jak twierdzi – „wiele sobie po tym nie obiecuje”.

Jak tłumaczy pani Katarzyna, pozwała publicystę, bo nie była „żadną k***ą, tylko dzieckiem, kiedy gwałcił ją ksiądz”. „Skrzywdził mnie nie tylko ten człowiek swoimi słowami, ale również po jego wypowiedzi wiele osób z jego kręgu życzyło mi śmierci, pisali, że dobrze, że mi się to stało i wiele innych obraźliwych słów” – napisała na Facebooku. Kobieta podkreśla, że bała się kolejnego procesu i „bała się, czy udźwignie go psychicznie”, ale nie mogła pozwolić, aby Michalkiewicz za swoje słowa nie poniósł konsekwencji.

Poszkodowana twierdzi, że ujawnienie jej danych osobowych to zemsta publicysty. „Kolejny raz wiedział, co zrobić, aby mnie zabolało” – dodała.

Michalkiewicz planuje teraz zbierać pieniądze od swoich czytelników.

źródło:
Zobacz więcej