Ulubiony lekarz stołecznego półświatka przed sądem. „U C. można było wszystko załatwić”

W lipcu tego roku w związku z poświadczeniem nieprawdy w dokumentach medycznych śledczy zatrzymali 14 osób (fot. policja.waw.pl)

Co najmniej 12 razy Wiesław C., były biegły sądowy, pomógł warszawskim przestępcom w utrudnianiu prowadzonych przeciwko nim procesów i śledztw – wynika z ustaleń stołecznej Prokuratury Okręgowej. Dzięki zaświadczeniom wystawionym przez medyka jeden z przestępców uniknął aresztowania, a znana oszustka o mało co nie uniknęła dziesięcioletniej odsiadki. Mało tego, na podstawie obdukcji dokonanej przez C. dwóch policjantów oskarżono o pobicie drobnego przestępcy.

Biegły sądowy pomagał przestępcom unikać więzienia. Są nowe zarzuty

Wiesław C., były biegły sądowy, który według prokuratury miał pomagać przestępcom uniknąć uwięzienia, usłyszał kolejne zarzuty – dowiedział się...

zobacz więcej

Proces Wiesława C. toczy się przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Woli. Były biegły i lekarz sądowy odpowiada za 12 przestępstw, w większości związanych z poświadczeniem nieprawdy w wystawianych przez niego zaświadczeniach. Zarzuty dotyczą lat 2013-2017 i pomocy siedmiorgu podejrzanym.

Według Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie fikcyjnych zaświadczeń medycznych dla przestępców, na szczególną uwagę zasługuje „pomoc” jakiej Wiesław C. udzielił Agnieszce W., znanej stołecznej oszustce. Nad kobietą wisiała groźba odbycia dziesięcioletniego wyroku. Jednocześnie w dwóch prokuraturach i trzech sądach trwały przeciw niej postępowania. Aby wybrnąć z takich tarapatów, nie wystarczyło zwykłe zwolnienie. Wiesław C. wystawił więc obszerną opinię, z której wynikało, że kobieta nie może trafić teraz do więzienia, ani uczestniczyć w czynnościach procesowych, ponieważ „w trybie pilnym musi się poddać operacji tętniaka”. Mało tego, pośpiech ten miał związek nie tylko z zagrożeniem zdrowia i życia Agnieszki W., ale także z tym, że „pacjentka” ma być dawcą krwi dla swojej córki, która oczekuje na przeszczep serca. Z dokumentu wystawionego przez podejrzanego lekarza wynikało, że dziewczynka cierpi na tzw. HLHS, czyli Zespół Hipoplazji Lewego Serca. To bardzo ciężka wada serca.

Po zatrzymaniu Agnieszka W. przyznał się do tego, że nakłoniła medyka do wystawienia fałszywej opinii. Powołani przez warszawskich biegli stwierdzili, że córka oszustki nie ma HLHS i nigdy nie była wpisana do Krajowej Listy Oczekujących na Przeszczepienie. Zaś tętniaka Agnieszki W. zoperowano już po jej zatrzymaniu. Kobieta spędziła w szpitalu raptem dwa dni.

Lekarze specjaliści pomagali unikać kary groźnym przestępcom

Siedmiu lekarzy specjalistów m.in. psychiatrii i neurologii usłyszało zarzuty pomagania, skazanemu na karę 25 lat więzienia gangsterowi, w unikaniu...

zobacz więcej

Tajemnicza obdukcja, która pogrążyła policjantów

W kwietniu 2016 r. Bożena D. powiadomiła policję, o tym, że jej mąż Marek, został pobity przez funkcjonariuszy, którzy przyjechali do ich domu na interwencję. Do przestępstwa miało dojść, kiedy policjanci zawieźli mężczyznę na komendę. Pokrzywdzony dostarczył śledczym obdukcję dokonaną przez Wiesława C. 7 kwietnia w domu ofiary. Lekarz poświadczył „rozległe zasinienie obu pośladków na całej ich powierzchni”. Wyjazdowa „pomoc” biegłego kosztowała D. 400 zł, na co ten posiadał stosowny paragon.

Prokuratura wszczęła śledztwo, które zakończyło się oskarżeniem dwóch funkcjonariuszy o przekroczenie uprawnień i lekkie uszkodzenie ciała Marka D. Na nic zdała się informacja ze Stołecznego Ośrodka dla Nietrzeźwych (jak brzmi oficjalna nazwa izby wytrzeźwień przy ul. Kolskiej w Warszawie), że kiedy trafił tam rzekomy pokrzywdzony, nie miał żadnych obrażeń, ani na nic się nie skarżył. Także strażnicy miejscy, którzy odbierali D. z komendy, nie zauważyli, aby miał jakieś problemy z siedzeniem czy wysiadaniem z auta. Im też D. nie skarżył się na policjantów.

Prokuratura badająca działalność Wiesława C. ustaliła, że z analizy BTS (stacji przekaźnikowych sieci komórkowych) wynika, że lekarz nie mógł być 7 kwietnia w domu Marka D. Proces funkcjonariuszy wciąż trwa.


Początek epidemii w „Ożarowie”

Z usług Wiesława C. korzystali także, wg prokuratury, członkowie kryminalnego podziemia stolicy. Jednym z nich był Piotr S. ps. Sajur, uważany za bossa gangu ożarowskiego. W maju 2015 r. gangster wyszedł z więzienia, w którym odsiadywał ośmioletni wyrok. „Sajur” wiedział, że wolność może się w każdej chwili skończyć. Przed warszawskim Sądem Okręgowym trwał proces, w którym odpowiadał za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Postępowanie ciągnęło się od ponad siedmiu lat, m.in. z powodu chorób, na które co i rusz zapadali kolejni oskarżeni.

ABW zatrzymała lekarza sądowego, który miał pomagać przestępcom uniknąć aresztu

Wiesław C., były już lekarz sądowy i biegły Sądu Okręgowego w Warszawie, miał w zamian za łapówki, sięgające nawet kilkunastu tysięcy zł, wystawiać...

zobacz więcej

Pod koniec maja na zdrowiu podupadł i sam boss. Wiesław C. miał zdiagnozować u niego „zaburzenia korzeni rdzeniowych i splotów nerwowych” i wystawił zwolnienie od 27 maja do 9 czerwca 2015 r. Sąd uznał nieobecność za usprawiedliwioną i z wokandy spadło kilka terminów. Ostatecznie, w grudniu 2016 r. Piotr S. został skazany na 11 lat więzienia.

Stołeczna okręgówka jest przekonana, że „Sajurowi” nic nie dolegało, a zaświadczenie pomogło w przeciąganiu procesu. Tym bardziej, że C. miał pomóc jeszcze co najmniej jednemu członkowi „Ożarowa”. Robert U. (kuzyn bossa, który współpracuje z prokuraturą) opowiedział śledczym, że płacił lekarzowi po 400 zł za odpowiednie zaświadczenie.


Aby z aresztu zwolnić

Wiesław C. był biegłym i lekarzem sądowym od 31 stycznia 2008 r. Już wtedy miały się pojawić pierwsze wątpliwości co do prawdziwości jego opinii. Okręgowy Sąd Lekarski prowadził kilka spraw dotyczących działalności C. i aż trzy z nich zakończyły się w styczniu 2017 r. skierowaniem wniosków o ukaranie. Lekarz był osobą znaną w środowisku stołecznej palestry. Bardzo często wykonywał prywatne obdukcje na rzecz osób, którym zależało na udokumentowaniu obrażeń celem przedłożenia ich w odpowiednich instytucjach.

Na trop medyka wpadli śledczy ze stołecznej Prokuratury Okręgowej i ABW, prowadząc rozpracowując grupę zajmującą się wyłudzeniami nieruchomości w latach 2013-2016. Ofiarami gangu padały m.in. osoby starsze, chore i znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej. Jednym z członków ww. gangu był Wojciech S. zatrzymany w lutym 2016 r. Jego kompani bali się, że zacznie sypać i mieli się zwrócić o pomoc do Wiesława C. Według prokuratury, za 10 tys. zł medyk wystawił dokument: „opinia specjalistyczno-chirurgiczna o stanie zdrowia”. Wynikało z niego, że przyjął w październiku 2015 r. Wojciecha S. w swoim gabinecie na warszawskiej Woli i według dokumentacji medycznej pacjent nie może przebywać w areszcie. Sąd w Pruszkowie uznał zaświadczenie za wiarygodne, a Wojciech S. odzyskał wolność. Jednak w październiku 2016 r. S. został zatrzymany ponownie i tym razem trafił za kraty. Powołano biegłego, który stwierdził, że „nie ma przeszkód do udziału podejrzanego w postępowaniu, jak też do przebywania w areszcie śledczym”.

Depresja gangstera, czyli stomatolog przyprawił sąd o ból zębów

Zatrzymanie przez funkcjonariuszy CBŚ

zobacz więcej

Sam Wojciech S. wyjaśnił, iż nie był badany przez C. i nigdy się u niego nie leczył.

Śledczy walczyli o izolację lekarza

Podejrzane zaświadczenie Wiesława C. skończyło się zatrzymaniem lekarza 21 lutego 2018 r. Przedstawiono mu zarzuty związane m.in. z „chorobą” Wojciecha S. (to jedno z 12 przestępstw, za które obecnie odpowiada przed sądem). Kilka miesięcy wcześniej medyk został skreślony z listy biegłych sądowych przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Przestał także być lekarzem sądowym uprawnionym do wystawiania zaświadczeń. Sąd aresztował byłego biegłego na trzy miesiące. Na poczet grożących Wiesławowi C. kar zabezpieczono 20 tys. zł, które miał przy sobie.

W kwietniu 2018 r. sąd zmienił areszt na poręczenie majątkowe w wys. 100 tys. zł. Lekarz odzyskał wolność. Jednak jak się okazało, nie na długo.


11 kwietnia 2018 r. Wiesław C. został ponownie zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW. Tym razem w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie usłyszał cztery kolejne zarzuty. Dotyczyły one m.in. „poświadczenia nieprawdy w wystawionych przez niego jako lekarza sądowego zaświadczeniach” oraz „poświadczenia nieprawdy i poplecznictwa”. I ponownie trafił do aresztu, z którego został zwolniony przed kilkoma miesiącami.

Doktor spotyka „Batmana”

Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie kryje, że obecny proces byłego biegłego, to nie koniec jego kłopotów z prawem. – Badamy jeszcze dziesiątki zaświadczeń wydanych przez Wiesława C. Duża ich część była kwestionowana w czasie różnych procesów. Biegli, powoływani przez sądy lub prokuratury, podważali diagnozy podejrzanego. O łamaniu prawa przez C. zeznają także niektórzy jego klienci – mówi tvp.info śledczy z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Sądny rok dla stołecznego półświatka. Surowe wyroki dla mafii ożarowskiej

Na 11 lat więzienia skazał stołeczny sąd okręgowy Piotra S. ps. Sajur, bossa gangu ożarowskiego – dowiedział się portal tvp.info. Jego najbliżsi...

zobacz więcej

Śledczy badający sprawę Wiesława C. natrafili także na innych medyków, którzy za pieniądze pomagali przestępcom. W czerwcu tego roku ośmiorgu lekarzom (m.in. specjalistom z zakresu neurologii i psychiatrii) przedstawiono zarzuty „poświadczenia nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz poplecznictwa”. Aż siedmioro z nich miało pomagać skazanemu na karę 25 lat więzienia Dariuszowi D. ps. Strychu, w unikaniu powrotu do więzienia. Z opinii medyków wynikało, że gangster cierpi na udary pnia mózgu i jest bardzo złym stanie.

„Strychu” był jednym z czterech uczestników napadu na małżeństwo kantorowców w grudniu 1995 r. Napastnicy zaatakowali, gdy Zdzisław i Elżbieta S., dojeżdżali do swojego domu przy ul. Czerwonego Kapturka w Raszynie. Ostrzelali ofiary, raniąc mężczyznę w szyję, pierś i brzuch (zmarł w szpitalu 7 stycznia 1996 r.), a jego żonę w nogi. Napastnicy zrabowali równowartość 330 tys. zł. Zdzisław S. zdołał postrzelić w rękę jednego z bandytów – Rafała F. ps. Batman. Ranę miał opatrzeć znajomy lekarz „Strycha”. I tu kolejna niespodzianka.

W śledztwie przeciwko Wiesławowi C., jedna z kobiet zeznała, że „pod koniec 1995 lub 1996 r., opatrywał »Batmana« rannego podczas jakiegoś napadu”. Przesłuchiwany po zbrodni w Raszynie, lekarz miał powiedzieć, że Rafał F. rzeczywiście u niego był, ale już ze szwami na ranie. – Już wtedy było wiadomo, że u C. można wszystko załatwić – twierdziła kobieta.

źródło:
Zobacz więcej