Urzędniczkę posądzono o romans z wojewodą. Złożyła pozew i żąda stu tysięcy

To wyjątkowo krzywdząca, bo całkowicie nieprawdziwa sprawa - twierdzi pełnomocnik urzędniczki (fot. Shutterstock/Zolnierek)

Pracownica Urzędu Wojewódzkiego pozwała jeden z krakowskich portali za artykuł o swoim rzekomym romansie z wojewodą małopolskim. Serwis opublikował zdjęcia wydrukowanych kartek, przedstawiając je jako skany domniemanych maili z miłosnymi wyznaniami Piotra Ćwika. – To wyjątkowo krzywdząca, bo całkowicie nieprawdziwa sprawa – mówiła pełnomocniczka urzędniczki, mec. Monika Brzozowska-Pasieka. - Nie wiadomo, dlaczego dziennikarz wybrał akurat ją jako domniemaną partnerkę - dodaje. Pozew opiewa na 100 tys. zł.

Wojewoda zawiadomił policję o możliwości włamania na skrzynkę mailową

Wojewoda małopolski Piotr Ćwik zawiadomił policję o możliwości włamania na jego prywatną skrzynkę mailową i o spreparowaniu fikcyjnej...

zobacz więcej

Sprawa wybuchła w Krakowie w połowie września. Wówczas do biura prasowego wojewody Piotra Ćwika zgłosił się dziennikarz i jednocześnie redaktor naczelny portalu KRKnews.pl, Łukasz Mordarski. Spytał, czy podany prywatny adres mailowy należy do wojewody i czy z tej skrzynki wysyła on również pocztę służbową. Rzeczniczka potwierdziła tę informację.

– Zaprzeczyła jednak, by drugi podany prywatny adres należał do kobiety, którą potem obwołano „domniemaną kochanką” wojewody.

Wraz z kolejnym pytaniem portalu do wojewody trafiły skany maili, które przełożony miał rzekomo wysyłać do swojej podwładnej. Były w nich miłosne wyznania, pisane raczej sztucznym i wydumanym stylem. Znalazły się też informacje sugerujące, że pracownica, ciesząca się szczególnymi względami swojego szefa, pomagała mu w podejmowaniu decyzji o awansie czy podwyżkach innych osób zatrudnionych w małopolskim UW.

Domniemane schadzki obydwojga miały mieć miejsce m.in. podczas szkoleń i służbowych wyjazdów, za które płacił podatnik. Jednak zarówno wojewoda, jak i jego podwładna zaznaczają, że nigdy nie byli razem na jakimkolwiek szkoleniu.

Ze skanów maili wynikało, że rzekomy romans miał się rozpocząć jeszcze zanim Piotr Ćwik został głównym przedstawicielem rządu w województwie małopolskim.

Wojewoda nie podejmował rozmów z portalem. Natychmiast zawiadomił jednak policję, potem prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. Zwołał też konferencję prasową, w której powiadomił dziennikarzy o krążących plotkach. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożyła też sama urzędniczka.

Sprawa wydrukowanych maili ujrzała światło dzienne krótko przed wyborami parlamentarnymi, które Piotr Ćwik przegrał. On sam jednak nie przypuszcza, by ta sprawa miała szczególny wpływ na jego porażkę.

CERT ostrzega przed hakerami podszywającymi się pod kontrolę skarbową

Ostrzeżenie dla przedsiębiorców przed kolejną falą ataków hakerskich, polegających na przesłaniu zawirusowanych załączników w mailu dotyczącym...

zobacz więcej

Na przełomie października i listopada pojawiła się kolejna publikacja portalu ze specjalnym dopiskiem: „Ujawniamy pikantne maile”. W artykule znalazły się zdjęcia i zapis z cytatami wspomnianych maili.

W tym samym tekście pojawiło się także imię urzędniczki oraz czas, od kiedy została zatrudniona w urzędzie, kto ją awansował i jakie stanowisko zajmuje w urzędzie.

Sprawą zainteresowały się media ogólnopolskie. - Moja klientka została publicznie nazwana rzekomą kochanką wojewody. I to bez żadnych podstaw - mówi mec. Brzozowska-Pasieka. Według niej wszystkie maile, będące rzekomo korespondencją wojewody i urzędniczki, były jedynie skanami wydrukowanych maili.

Jej słowa potwierdził Łukasz Mordarski, redaktor naczelny KRKnews.pl. - Dysponowałem tylko wydrukami, które przekazałem prokuraturze.

Pełnomocnik urzędniczki nie ma wątpliwości, że podobne wydruki można w prosty sposób spreparować, a dziennikarz od początku wiedział, że adres w korespondencji, na którą się powoływał nie należy do jej klientki.

- Właściwie nie wiadomo, dlaczego wybrał akurat ją jako domniemaną partnerkę wojewody, bo na pewno z treści maila nie wynika jej tożsamość – tłumaczy mec. Brzozowska-Pasieka.

– Portal nigdy też nie próbował się skontaktować w tej sprawie z moją klientką, choć miał taką możliwość i kontaktował się z nią wcześniej w sprawach służbowych, które nie dotyczą tej intrygi – dodaje.

Redaktor, pytany o brak kontaktu z urzędniczką, przyznał, że w ogóle nie był nim zainteresowany.

„Nigdy nie byłem zainteresowany sprawą samego romansu. Mam dużą dozę tolerancji, jeśli chodzi o miłość i seks - nie interesuje mnie, kto z kim sypia, jeśli nie ma to wpływu na decyzje dotyczące pieniędzy podatników” - stwierdził w korespondencji z portalem tvp.info. Zaznaczył przy tym, że nie opublikował nazwiska urzędniczki.

Kobieta żąda 100 tys. zł odszkodowania. Pozew przeciwko portalowi złożył także mąż urzędniczki. Małżeństwo zastanawia się, czy nie złożyć kolejnego pozwu w imieniu ich dziecka.

źródło:
Zobacz więcej