Chaos w Boliwii. Liderka opozycji obwołała się tymczasowym prezydentem

Jeanine Anez Chavez chce szybko przeprowadzić wybory w Boliwii (fot. PAP/EPA/STRINGER)

Liderka boliwijskiej opozycji, wiceprzewodnicząca Senatu Jeanine Anez obwołała się tymczasowym prezydentem Boliwii. Deklaracja ta nastąpiła na sesji parlamentu mimo braku kworum w wyniku bojkotu obrad, przeprowadzonego przez lewicową partię byłego prezydenta Evo Moralesa.

„Wydarzenia w Boliwii to silny sygnał dla nielegalnych reżimów w Wenezueli i Nikaragui”

Prezydent USA Donald Trump oświadczył po ustąpieniu prezydenta Boliwii Evo Moralesa, że wydarzenia w tym kraju to silny sygnał dla nielegalnych...

zobacz więcej

Anez jest drugą wiceprzewodniczącą Senatu. Uznała, że z mocy konstytucji to jej należy się stanowisko tymczasowego prezydenta, bowiem ze swoich funkcji wcześniej zrezygnowali prawni zastępcy Moralesa – wiceprezydent Alvaro Garcia Linera oraz przewodniczący Senatu i pierwszy wiceprzewodniczący oraz przewodniczący Izby Deputowanych.

Przemawiając przed Wielonarodowym Zgromadzeniem Legislacyjnym, czyli parlamentem, Anez podkreśliła „potrzebę stworzenia klimatu pokoju społecznego”. – Chcemy jak najszybciej przeprowadzić wybory – powiedziała po obwołaniu się tymczasowym prezydentem. Obrady zbojkotowała lewicowa partia Moralesa Ruch na rzecz Socjalizmu (MAS).

Morales: To zamach stanu

Deklaracja Anez wywołała niemal natychmiastową reakcję Moralesa, który na Twitterze napisał, że jest to „zamach stanu”. „Nastąpił najbardziej przebiegły i najbardziej ohydny zamach stanu w historii: prawicowa senator ogłosiła się przewodniczącą Senatu, a następnie tymczasowym prezydentem Boliwii bez kworum legislacyjnego, otoczona grupą wspólników i chroniona przez wojsko i policję, które represjonują lud” – oświadczył Morales.

Wcześniej we wtorek Evo Morales, który dwa dni temu podał się do dymisji w obliczu utrzymujących się przez trzy tygodnie społecznych protestów, przyleciał do Meksyku, gdzie otrzymał azyl polityczny. O jego ustąpieniu przesądziła ostatecznie presja armii.

W niedzielę Morales, przed podaniem się do dymisji, zgodził się na rozpisanie ponownych wyborów prezydenckich po tym, jak Organizacja Państw Amerykańskich (OPA) opublikowała raport, kwestionujący oficjalne wyniki głosowania z 20 października, które Morales wygrał.

Raport OPA informował o wykryciu „wyraźnego manipulowania” komputerowym systemem liczenia głosów. Postuluje jednocześnie przeprowadzenie przez władze Boliwii dogłębnego śledztwa, które jest niezbędne w przypadku manipulacji o takich rozmiarach. Wzywa je też do uznania swej odpowiedzialności „w tej poważnej sprawie”.

Ogłoszenie reelekcji Moralesa po wyborach 20 października wywołało masowe protesty w całym kraju. Oficjalnie zdobył on 47,08 proc. głosów, a jego główny rywal, centrowy poprzedni prezydent Carlos Mesa 35,61 proc. Do wygrania wyborów już w pierwszej turze potrzebne jest uzyskanie ponad połowy wszystkich głosów lub przewagi co najmniej 10 punktów procentowych. Opozycja twierdziła, że władze sfałszowały wyniki głosowania.

W kraju dochodzi do zamieszek. Liczba ofiar wzrosła już do siedmiu, przy czym cztery osoby zginęły od strzałów z broni palnej. Wcześniej informowano o trzech ofiarach śmiertelnych.

źródło:
Zobacz więcej