Dlaczego neandertalczyk wymarł, a my żyjemy?

Być może ten stan rzeczy zmienia się na naszych oczach (fot. Encyclopaedia Britannica/Universal Images Group via Getty Images)

Czy to nie przejmujące, że wiemy dość dokładnie, dlaczego i jak 66 mln lat temu wymarły dinozaury, natomiast nadal nic pewnego nie da się powiedzieć na temat przyczyn wyginięcia naszego kuzyna neandertalczyka mniej niż 25 tys. lat temu? Być może ten stan rzeczy zmienia się na naszych oczach.

Neandertalczyk miał dłoń artysty, a nie kamieniarza

Niemieccy naukowcy szczegółowo zbadali dłonie neandertalczyków i naszych własnych, paleolitycznych przodków. To neandertalczycy mieli ręce jak...

zobacz więcej

Na tych łamach sporo już pisałam o neandertalczykach, bo doprawdy ostatnie lata przynoszą lawinę doniesień naukowych prostujących wiele naszych przesądów na jego temat. Przesądów, które wbijano nam do głowy w szkole. Dlatego mamy trudność w patrzeniu na niego jak na kuzyna (a właściwie w jakiejś mierze – ok. 5 proc. – matkę), równie inteligentnego, acz mniej fortunnego od nas. Przeważa w naszym myśleniu o neandertalczyku archaiczny konstrukt, gdzie to niemal małpa, a co najwyżej „kark w dresie z naszej dzielni”, z którym najchętniej nie mielibyśmy nic wspólnego.

Dlatego najnowsze badania naukowe, dzięki którym okazuje się, że narzędzia kamienno-drewniane czy kamienno-rogowe neandertalczyka były zespolone niezmiernie przemyślnym klejem, że jego ręce znamionowała raczej twórczość artysty, niż robociarski styl kamieniarza, że stworzył w dzisiejszej Hiszpanii malowidła naskalne już 65 tys. lat temu, wzbudzają wiele zainteresowania. Że nie wspomnę o pięknych pochówkach zmarłych, znamionujących wcale niepłytkie życie wewnętrzne. No tego wszystkiego byśmy się po nim nie spodziewali, nieprawdaż?

Na temat przyczyn, dla których neandertalczyka nie ma już wśród nas (jeśli nie liczyć tych 1-5 proc. genomu wszystkich ludzi poza rdzennymi Afrykańczykami), wylano już – od momentu znalezienia pierwszego szkieletu tego gatunku hominida w roku 1856 – morze atramentu. I czego tu nie było? Gigantyczne wybuchy wulkaniczne na Polach Flegrejskich koło Neapolu 39 tys. lat temu, kiedy to w powietrze wyleciało ok. 300 km³ popiołów i kawałków skał, a ziemia została zalana 200 kilometrami sześciennymi magmy.

Nosimy neandertalskie dziedzictwo. Na dobre i na złe

Od 2010 roku wiadomo, że neandertalczycy nie wymarli ok. 35 tys. lat temu tak bez reszty. Zostawili bowiem naszym przodkom, tzw. ludziom...

zobacz więcej

Szacuje się, że po tym wybuchu globalna temperatura spadła o 1–2 °C i przez wiele lat utrzymywała się post-superwulkaniczna super-zima. I to właśnie wg rosyjskich uczonych miało doprowadzić do apokalipsy neandertalczyka, gdy tzw. człowiek współczesny (czyli de facto mieszaniec z ok. 90 proc. DNA afrykańskiego człowieka współczesnego) przetrwał i rozwinął się bez konkurencji w Europie. Takie wytłumaczenie znajdziemy na łamach czasopisma „Current Antrhropologuy” z maja 2009 roku.

Kolejną koncepcję, która utrzymywała się dość długo, zawdzięczamy… ginekologom. Chodzi mianowicie o przekonanie, że spojenie łonowe i szerokość kanału rodnego, a zatem rozłożystość bioder kobiet (samic hominidów) ewoluowała, próbując zbalansować dwa przeciwstawne sobie mechanizmy selekcyjne.

Dwunożność wymagałaby jak najwęższej miednicy, zaś rodzenie dzieci o jak największej mózgoczaszce – a więc o jak najbardziej rozwiniętym mózgu – stawia wymaganie przeciwne. Biodra neandertalek były dość wąskie, a czaszki dzieci większe od współczesnych.

To miało doprowadzić do pogłębiającego się spadku przeciętnej dzietności neandertalskich kobiet. Jednak w październiku 2018 na łamach „Proceedings of the Royal Society B.” można było poczytać o przebadaniu miednic kobiet nie tylko europejskiech, ale bardziej globalnie, które wykazało, że takiej ewolucji, jak ją dla tej części ludzkiego szkieletu opisuje „dylemat ginekologiczny”, raczej nie było.

Naukowcy hodują mózg neandertalczyka. Stworzyli go z ludzkich neuronów

Wśród naszych matek były neandertalskie kobiety, które zostawiły w nas od 1 do 4 procent swojego DNA. Neandertalczykom zawdzięczamy: białą skórę,...

zobacz więcej

Wreszcie oczywiste spekulacje, choć naukowo niepoparte żadnym konkretnym znaleziskiem paleoantropologicznym, dotyczyły bezpośredniego zgubnego wpływu człowieka współczesnego na populację kuzyna neandertalczyka. Najczęstszej polegało to na dowodzeniu, że jako gatunek doskonalszy po prostu wyparliśmy neandertalczyka z jego siedlisk. Rzadziej sugerowano, że po prostu wytłukliśmy kuzyna tak sprawnie, jak poradziliśmy sobie z gigantycznym leniwcem – megaterium. Dzidą i kamieniem.

Dziś jednak na łamach „Nature Communications” pojawia się pogląd dr. Gili Greenbauma z Uniwerystetu Stanforda, że istotnie, to nasza wina, a jednak najbardziej jest to wina drobnoustrojów chorobotwórczych, które ze sobą przynieśliśmy z Afryki. Sama idea nie jest nowatorska – taki obrót spraw sugeruje się też dla konkwisty hiszpańskiej, gdy to na kontynent amerykański przyniesiono z Europy nieznanego tam wirusa grypy, zaś zabrano z powrotem nieistotny tam epidemiologicznie syfilis.

Efekt: Indianie amerykańscy przeżyli kolejne fale epidemiczne tylko cudem. Głównie dzięki izolacji amazońskiej i wysokogórskiej lub mieszania się z Europejczykami i powstawania potomstwa mniej wrażliwego na choroby zawleczone. W Europie zaś krętek blady najpierw doprowadził do epidemii kiły o wysokiej, aczkolwiek rozłożonej w czasie śmiertelności, a następnie się zadomowił.

Neandertalczycy mieli pojemne płuca

Dokonano cyfrowej rekonstrukcji klatki piersiowej neandertalczyków, naszych wymarłych krewniaków. Okazuje się, że neandertalczycy mieli dużą...

zobacz więcej

Sami autorzy komentują swoją koncepcję „powolnego wymierania neandertalczyka” następująco: „złożone wzory przekazywania chorób zakaźnych wyjaśniają nie tylko, jak człowiek współczesny zdołał przez zaledwie kilka tysięcy lat wyprzeć neandertalczyka z Eurazji, ale także, nawet bardziej zastanawiające zjawisko, że zagłada neandertalczyka nie nastąpiła wcześniej. […] Nasze badania sugerują, że choroby grały znacznie ważniejszą rolę w wyginięciu neandertalczyka, niż dotąd sądzono. Mogą one być również główną przyczyną, dla której człowiek współczesny pozostał jedynym żyjącym do dziś na naszej planecie hominidem.”

Badania ze Stanfordu są niezmiernie interesujące z wielu względów. Po pierwsze uwzględniają niedawne odkrycia archeologiczne wskazujące, że do pierwszego kontaktu miedzy neandertalczykiem a człowiekiem współczesnym doszło już 130 tys. lat temu i nie w Europie, a na terenie Azji, a dokładnie Lewantu (obszar ten obejmuje dzisiejszą Syrię, Jordanię, Liban oraz Izrael). Wg uczonych, podczas tego spotkania stało się oczywiste, iż wzajemny kontakt pociąga wzajemne ryzyko śmiertelnych chorób. Powstała tamże niewidoczna, wąska terytorialnie linia demarkacyjna, która oddzielała niemal szczelnie dwa spokrewnione gatunki człowieka przez tysiąclecia.

Pojawienie się, jak oceniają uczeni, ok. 60-65 tys. lat temu nielicznego mieszanego potomstwa zapewniło obu gatunkom wiele korzyści, pozwalających na życie w środowisku euroazjatyckim. W pierwszej zaś kolejności (poza kwestią rozjaśnienia skóry, co pozwalało temu potomstwu wydajniej produkować witaminę D i podbijać wyższe szerokości geograficzne, zamieszkałe dotąd wyłącznie przez neandertalczyka i denisowiańczyka) istotna była wymiana genów związanych z działaniem układu odporności. Ustalono na przykład już ponad rok temu, że 158 antywirusowych białek w naszym genomie pochodzi z DNA neandertalczyka.

Niepłodność możliwą przyczyną wyginięcia neandertalczyków

Spadek płodności mógł być decydującą przyczyną wyginięcia neandertalczyków, naszych bliskich krewniaków – informują naukowcy na łamach pisma „PLOS...

zobacz więcej

Tak oto zniknęła cienka czerwona linia wyznaczająca granicę, poza którą było ryzyko śmierci z powodu wzajemnie śmiertelnych chorób zakaźnych. Czy raczej trzeba powiedzieć – niemal zniknęła. Pozwoliło to nowemu afrykańskiemu przybyszowi – czy raczej powstałym z jego krzyżówek z neandertalczykiem owym mieszańcom, którymi i my jesteśmy – opuścić wreszcie Lewant i przeć w głąb Eurazji, na terytoria zajmowane przez kuzynów i dziadków od strony mamy. Tyle przynajmniej mówi stworzony przez biologów ze Stanfordu model matematyczny, opisujący przepływ genów oraz drobnoustrojów chorobotwórczych między tymi dwiema populacjami.

To, co stało się później pozostaje w sferze kompletnych spekulacji, bo wymaga założenia, którego nie da się na razie potwierdzić ani eksperymentalnie, ani analizą archaicznego DNA. Założenie owo mówi, że choroby tropikalne niesione przez człowieka współczesnego były groźniejsze (bardziej zakaźne, częściej śmiertelne, bardziej narażające dzieci i młodzież w wieku przedreprodukcyjnym) niż choroby strefy umiarkowanej, przed którymi zabezpieczony był neandertalczyk.

Nie wiadomo, jakie mogłyby to być dokładnie drobnoustroje. Takie bowiem badania, zwane archaiczną mikrobiologią, są dziś możliwe, aczkolwiek nikt nie próbował na aż tak starym materiale genetycznym (ponad 50 tys. lat). Wg uczonych wystarczy jednak tylko niewielka różnica w zakaźności czy śmiertelności owych chorób, by zanurzenie się przez człowieka współczesnego w świat neandertalczyka było znacznie groźniejsze dla tego drugiego.

Oczywiście warto zwrócić tu uwagę, że wiele chorób tropikalnych nie jest się w stanie rozwijać ani przenosić w warunkach chłodniejszego klimatu (np. malaria, febra etc). Dlatego tu jest chyba najsłabszy element całej tej tytanicznej pracy wykonanej przez Gili Greenbauma i jego kolegów po fachu.

Nowa, oparta o modelowanie populacyjne i epidemiologiczne, analiza dotycząca przyczyn wyginięcia neandertalczyka omija – i chyba słusznie robi – temat „wyższości cywilizacyjnej” naszego przodka w 95 proc. nad naszym przodkiem w 5 proc. Rośnie bowiem, jak wspomniałam, liczba twardych danych wskazujących, że neandertalczyk z pewnością nie wyginął, bo był – jak twierdzono – zbyt prymitywny, by przetrwać w zderzeniu z człowiekiem współczesnym.

źródło:
Zobacz więcej