Rosyjscy szpiedzy w Bułgarii. Hybryda znana też ABW

Operacje prowadzą policja i funkcjonariusze DANS (fot. shutterstock/Belish)

Pierwszy raz od 11 lat Bułgaria – kraj uważany za jeden z najbardziej przyjaznych Rosji w UE i NATO – wyrzuca rosyjskiego dyplomatę za szpiegostwo. Półtora miesiąca wcześniej kontrwywiad i prokuratura o szpiegostwo na rzecz Moskwy oskarżają lidera środowisk prorosyjskich w Bułgarii. W tle pojawia się rosyjska ingerencja w ostatnie wybory prezydenckie oraz ogromne pieniądze rosyjskich i bułgarskich biznesmenów.

Naczelnik orków trafi do kolonii. Tajemnicza historia hakerów z Łubianki

Mało kto w Rosji miał taką wiedzę o hakerach i prowadzonej przez rosyjskie służby działalności w cyberprzestrzeni. Były menedżer Kaspersky Lab i...

zobacz więcej

Co stoi za niespotykaną po 1989 roku falą wymierzonych w rosyjskie wpływy działań władz w Sofii? Być może wewnętrzne rozgrywki polityczne, ale też naciski służb specjalnych zachodnich sojuszników, zwłaszcza USA, postrzegających Bułgarię jako „słabe ogniwo”. Dlaczego jest to dziś tak ważne? Wraz z aneksją Krymu, okupacją części Donbasu, rosnącą obecnością wojskową Rosji na Morzu Czarnym i kryzysem w relacjach Zachodu z Turcją, rośnie strategiczne znaczenie Bułgarii.

Zabawa w kotka i myszkę

MSZ Bułgarii opublikowało 30 października komunikat, w którym poinformowało, że odmówiło wydania akredytacji kandydatowi na stanowisko attaché wojskowego Rosji w Sofii. Jeden z bułgarskich resortów, z którym uzgadniano kandydaturę, odmówił wydania akredytacji. Nie wiadomo, które ministerstwo powiedziało „nie” kandydatowi, którego danych nie podano. Nie wiadomo też, czy ma to związek ze szpiegowskim skandalem, który ujawniono dwa dni wcześniej. 28 października MSZ Bułgarii poinformowało, że Rosja odwołała z Sofii swojego dyplomatę, któremu miejscowa prokuratura wcześniej zarzuciła działalność szpiegowską. To pierwszy tego rodzaju przypadek od 2001 r. Wtedy Bułgaria wydaliła rosyjskiego attaché wojskowego Władimira Łomakina za powiązania z pracownikami bułgarskiego wywiadu wojskowego.

Także tym razem w dużym stopniu chodziło o kontakty z tą służbą specjalną. I także tym razem chodziło o dyplomatę wysokiej rangi. Jak ustaliła Państwowa Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (DANS), pierwszy sekretarz ambasady Rosji w Sofii miał zbierać materiały, stanowiące tajemnicę państwową, od września 2018 r. Regularnie spotykał się z bułgarskimi obywatelami, w tym osobą na kierowniczym stanowisku, mającą dostęp do tajnych informacji UE i NATO. Dyplomata miał być bezczelny i arogancki. Na spotkaniach z bułgarskimi oficerami niemal otwarcie obiecywał im zapłatę oraz awans służbowy w zamian za informacje wojskowe. Interesował się rodzajami broni, wydatkami na obronę, dyslokacją zbrojeń i nowym uzbrojeniem sojuszników. Po otrzymaniu tych informacji od kontrwywiadu prokuratura wszczęła przeciwko Rosjaninowi dochodzenie, które musiała jednak umorzyć ze względu na immunitet dyplomatyczny podejrzanego. Początkowo władze Bułgarii chciały załatwić sprawę po cichu. Ujawnienie sprawy mogło zaszkodzić toczącym się z Moskwą negocjacjom ws. dostaw gazu. Gdy do bułgarskiego MSZ dotarły informacje o podwójnej aktywności Rosjanina, zażądało od Moskwy jego odwołania. Ustalono, że wyjedzie 28 października. Tego dnia MSZ Bułgarii ogłosiło, że dyplomata opuścił kraj. Jednak następnego dnia, 29 października okazało się, że wciąż jeszcze nie wyjechał. Wtedy bułgarskie MSZ wezwało ambasadora i ogłosiło podejrzanego dyplomatę persona non grata, dając 24 godziny na wyjazd. Dopiero wówczas wyjechał.

Dopiero wtedy głos w tej sprawie zabrał premier Bojko Borisow. 1 listopada w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że rosyjski dyplomata próbował zwerbować dyrektora jednej ze służb, mającego dostęp do tajnych informacji (czyżby chodziło o wywiad wojskowy?). Dyrektor osobiście poinformował premiera o próbie, w związku z czym zostały podjęte niezbędne kroki. - Putin zna mnie dobrze i wie, że nie poddaję się presji. Kiedy wszyscy wydalali rosyjskich dyplomatów, nie wygnałem ani jednego [chodzi o wydalenie rosyjskich dyplomatów pracujących dla wywiadu przez szereg państw po zamach na Skripala – red.].

Dochodzenie ws. próby otrucia biznesmena. Brytyjskie służby specjalne w Bułgarii

Przedstawiciele brytyjskich służb specjalnych przybyli do Bułgarii, by pomagać w dochodzeniu w sprawie próby otrucia biznesmena z branży...

zobacz więcej

Lecz gdy przyłapano dyplomatę na wysokim stanowisku podczas próby werbowania moich ludzi, natychmiast zareagowałem – podkreślił premier. Skandal z dyplomatą, który nie spieszył się z opuszczaniem Sofii, wybuchł tydzień po wizycie szefowej bułgarskiej dyplomacji w Moskwie. Podczas rozmów Jekateriny Zachariewej z Rosjanami nie poruszano sprawy poprzedniej szpiegowskiej afery. Na początku września w Sofii zatrzymano bułgarskiego obywatela, któremu zarzucono szpiegostwo na rzecz Rosji. To Nikołaj Malinow, biznesmen i szef społecznego ruchu „Rusofile”. W związku z tą sprawą dwaj obywatele Rosji, były generał wywiadu Leonid Reszetnikow i oligarcha Konstantin Małofiejew dostali 10-letni zakaz wjazdu do Bułgarii.

Rusofile na celowniku

Na początku września bułgarska prokuratura zatrzymuje grupę osób znanych z prorosyjskich poglądów. Większość z nich zostaje tylko przesłuchana w charakterze świadków. Tak jak na przykład Jurij Borisow. 9 września rano policja i funkcjonariusze DANS wchodzą do domu byłego zastępcy redaktora naczelnego dziennika „Duma” (organ prasowy opozycyjnej postkomunistycznej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej). Przeprowadzają rewizję, konfiskują komputer i telefon komórkowy Borisowa, jego samego wyprowadzają w kajdankach. Jeszcze tego samego dnia wieczorem wychodzi na wolność. Jest świadkiem. Prawdziwym celem operacji jest jego przełożony, lider Narodowego Ruchu „Rusofile”, dawny wydawca dziennika „Duma’, biznesmen Nikołaj Malinow. On również zostaje zatrzymany 9 września. Ale inaczej niż pozostali, zostaje aresztowany decyzją sądu. Prokuratura oskarża go o pranie pieniędzy i szpiegostwo na rzecz Rosji. Grozi mu za to do 15 lat więzienia. Ale już następnego dnia Malinow wychodzi za kaucją (25 tys. euro) na wolność, otrzymując zakaz opuszczania kraju. Według prokuratury Malinow przyjmował korzyści majątkowe za przekazywanie państwowych tajemnic dwóm rosyjskim organizacjom. Chodzi o Rosyjski Instytut Studiów Strategicznych (RISS) oraz Towarzystwo Dwugłowego Orła. Sprawdzane są też powiązania Malinowa z przebywającym na emigracji byłym szefem Bułgarskiego Korporacyjnego Banku Handlowego, Cwetanem Wassiliewem.

Wassiliew to jeden z bułgarskich oligarchów nie tylko sympatyzujących z Rosją, ale też robiących z Rosjanami interesy. W tym wypadku ma chodzić o finansowe powiązania z Konstantinem Małofiejewem, rosyjskim oligarchą zaangażowanym od lat w hybrydowe działania Moskwy w różnych krajach (Ukraina, Czarnogóra, Serbia), a nawet regionach świata (na ostatnim szczycie Rosja-Afryka w Soczi zadeklarował mocne zaangażowanie na Czarnym Lądzie). Nikołaj Malinow jest uważany za osobę bliską bułgarskim oligarchom sympatyzującym z Rosją. Ten były deputowany postkomunistycznej partii nigdy nie krył, że jego celem jest maksymalne zbliżenie Bułgarii do Rosji. Jednym z powodów, dla których opuścił parę lat temu BSP była niedostatecznie jego zdaniem prorosyjska polityka partii. Nie podobało mu się choćby stanowisko popierające pozycję UE i USA w konflikcie z Rosją po 2014 r. - Chciałbym pozdrowić wszystkich prawosławnych Słowian z okazji zwycięstwa w Trzeciej Wojnie Krymskiej – takimi słowami w marcu 2014 roku zaczął swoje wystąpienie w talk-show telewizji poświęconemu aneksji Krymu.

Dziś Malinow stoi na czele założonego w 2003 roku Narodowego Ruchu „Rusofile”, który za swoją główną misję uważa „rozwijanie przyjaźni i współpracy między Bułgarią i Rosją w oparciu o tradycyjne prawosławne i słowiańskie idee i wartości”. To już znana i duża organizacja pozarządowa. Ma struktury w 35 miastach i dziesiątki tysięcy członków.

„Car finansów”, generał z Łubianki i syn Patruszewa. Ten rząd ma dokonać cudu

Nowy rząd Rosji różni się od starego w 40 proc. Ale ani premier, ani najważniejsi ministrowie się nie zmieniają. To ma być rząd menedżerski,...

zobacz więcej

Więcej szczegółów sprawy ujawnili kilka dni po zatrzymaniach – na forum parlamentu – szefowie prokuratury (Sotir Cacarow), MSW (Mładen Marinow) i kontrwywiadu DANS (Dimityr Georgijew). Minister spraw wewnętrznych Marinow poinformował, że w ramach dochodzenia zatrzymano w Sofii, Perniku i Brezniku łącznie osiem osób, które następnie przesłuchano. Szef DANS Georgijew powiedział, że podczas dochodzenia wykryto transfer środków do Bułgarii od rosyjskiej organizacji Dwugłowy Orzeł. - Schemat polegał na finansowaniu działań wymierzonych w bezpieczeństwo narodowe i mające na celu prowadzenie wojny hybrydowej przeciw Zachodowi – mówił w parlamencie szef kontrwywiadu. Główną rolę odgrywać miał Malinow, którego celem była zmiana polityki Bułgarii na zdecydowanie prorosyjską, m.in. przez budowę prorosyjskich mediów (telewizja, portale internetowe) i założenie nowej partii politycznej.

Akcja polityczna?

Prokuratura opublikowała materiał, który według niej mają stanowić dowód na działalność szpiegowską lidera ruchu Rusofile. Chodzi o notatkę znalezioną podczas rewizji w biurze Malinowa. Jest napisana po rosyjsku i adresowana do rosyjskich sponsorów ruchu. „Bułgaria powinna stać się państwem, które buduje swoją przyszłość z Rosją. Rosja jest silniejsza od nas i my zdajemy sobie sprawę, że bez niej nie przetrwamy” – podkreśla Malinow. „Geopolityczna orientacja Bułgarii na podstawie prawosławia, słowiańskiej kultury i tradycji, które niezmienne łączą nas z Rosją” wymaga jednak „stworzenia adekwatnej ekonomicznej podstawy naszej działalności”. Fundamentem finansowania projektu geopolitycznego przeorientowania Bułgarii ma być przejęcie operatora sieci komórkowej Vivacom. Inne aktywa to dwa duże zakłady zbrojeniowe oraz dwa kanały telewizyjne. W sumie mowa o firmach wartych łącznie około pół miliarda euro. Pieniądze mieli dostarczyć rosyjski oligarcha Konstantin Małofiejew i oligarcha bułgarski Cwetan Wassiliew. To jeden z największych biznesmenów w kraju. Ma polityczne kontakty w praktycznie wszystkich partiach. Był właścicielem upadłego w 2014 r. banku handlowego KTB, obecnie mieszka w Serbii. Wassilew zdementował doniesienia o jakimkolwiek swoim udziale w planach Rusofili, zaś eksperci i prawnicy wątpią, by opublikowany przez prokuraturę dokument dawał podstawy do postawienia zarzutu szpiegostwa. Z notatki nie wynika, by Malinow dysponował poufnymi danymi, zaś plany powołania partii politycznej lub nabycia mediów nie są przestępstwem. Albo więc śledczy mają na niego coś więcej, mocniejsze dowody, albo tak naprawdę nie chodzi wcale o złapanie szpiega, a jedynie wywołanie politycznej burzy.

Wśród zatrzymanych do przesłuchania osób był sympatyzujących z socjalistami socjolog Żiwko Georgiew. Był on w 2016 roku zaangażowany w w powstanie strategicznego politycznego raportu (autorstwa rosyjskiego ośrodka RISS), który pomógł w wyborze na prezydenta Rumena Radewa. Nic dziwnego, że Radew, pochodzący z przeciwnego rządzącej partii GERB obozu, obecny skandal szpiegowski nazywa absurdem. - Zostałem wybrany głosami dwóch milionów bułgarskich wyborców i takie zarzuty są obraźliwe dla tych wszystkich ludzi – powiedział prezydent. Na dodatek do przesłuchań w sprawie Malinowa doszło 9 września. Tego dnia miejscowi rusofile świętują dzień „wyzwolenia” Bułgarii. Bowiem to 9 września 1944 roku upadła monarchia bułgarska (sojusznik Niemiec w wojnie), po tym jak cztery dni wcześniej do kraju wkroczyła Armia Czerwona. Postkomunistyczna opozycja dostrzegła w akcji służb i prokuratury prowokację polityczną rządzącej centroprawicowej partii GERB i premiera Bojko Borisowa.

Rosyjski konsul wydalony z Polski. Kontrwywiad ABW ujawnił „hybrydowych” szpiegów

W wyniku działań pionu kontrwywiadu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w marcu br. wydalono z Polski wicekonsula Konsulatu Generalnego Federacji...

zobacz więcej

Prezydent Radew i szefowa Bułgarskiej Partii Socjalistycznej Kornelia Ninowa zażądali konkretnych dowodów. Premier odpowiedział, że nie miał wpływu na działania służb specjalnych, ale z uznaniem wyraził się o pracy kontrwywiadu, który wraz z innymi instytucjami państwowymi i „służbami partnerskimi” sprawnie uniemożliwił oligarchom rosyjskim realizację ich zamierzeń.

Zdaniem Atanasa Atanasowa, byłego szefa kontrwywiadu, a teraz lidera centroprawicowej, będącej w opozycji do GERB, partii Demokratyczna Bułgaria, cała sprawa miała przede wszystkim charakter przedwyborczy. Według niego, uderzając nagle, tuż przed wyborami samorządowymi, w środowiska prorosyjskie i postkomunistyczne, Borisow chciał zatrzymać proces odchodzenia prawicowego elektoratu od GERB. Atanasow uważa, na podstawie tego, co powiedziały i pokazały dotąd władze, że prokuratura nie ma podstaw, by stawiać zarzuty działalności szpiegowskiej. - Żeby być szpiegiem, trzeba mieć dostęp do tajnych informacji – wskazał. Jeśli prawdziwym celem operacji wymierzonej w Malinowa i socjalistów był wynik wyborów samorządowych 27 października, to trzeba przyznać, że Borisow osiągnął sukces. To prawda, że opozycja odbiła parę miast i zwiększyła generalnie swój stan posiadania we władzach samorządowych, ale GERB osiągnęła najlepszy wynik w skali kraju oraz obroniła największe miasta, ze stolicą na czele. Gdy Atanasow mówił o o walce o głosy prawicy, to właśnie o Sofię chodziło przede wszystkim. Dotychczasowa mer miasta, Jordanka Fandykowa (GERB) zdołała niewielką różnicą głosów obronić stanowisko w starciu z kandydatką lewicy. Pomogły głosy wyborców mniejszych ugrupowań prawicowych, niechętnych dziedzictwu komunizmu i Rosji, zmobilizowanych ostatnimi skandalami szpiegowskimi.

Dwugłowy orzeł wywiadu

Bułgarski premier, chwaląc swój kontrwywiad, podkreślił, że udział w rozpracowaniu Malinowa i jego powiązań miały też „służby partnerskie”. Jedną z nich jest polska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, mająca już całkiem bogate doświadczenia w zwalczaniu hybrydowych działań rosyjskiego wywiadu. Czyli takich, gdzie główną rolę odgrywa aktywność nie klasycznych szpiegów, a różnej maści „ekspertów”, „dziennikarzy” i „działaczy pozarządowych”. Dwa lata temu, na wniosek szefa ABW, z Polski wydalony został Dmitrij K. Pracował jako historyk na prywatnej uczelni wyższej w Pułtusku. Zdaniem polskiego kontrwywiadu, utrzymywał kontakt z rosyjskim służbami specjalnymi i zajmował się na ich zlecenie prowadzeniem wojny hybrydowej przeciwko Polsce (m.in. wciąganie do współpracy prorosyjskich naukowców, szerzenie poglądów zgodnych z celami Kremla itd.). Otóż Dmitrij K. był przedstawicielem Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych w Moskwie (RISS) – tego samego, który teraz wystąpił w roli głównej w aferze szpiegowskiej w Bułgarii. Nikołaj Malinow miał współpracować właśnie z RISS i Stowarzyszeniem „Dwugłowy Orzeł”. Oba te podmioty ściśle ze sobą współpracują, pierwszy zapewnia zaplecze analityczne i kadry, drugi – finansowanie. Dwie kluczowe tutaj osoby, to Leonid Reszetnikow i Konstantin Małofiejew. To oni dostali 10-letni zakaz wjazdu do Bułgarii.

Tak jak I Zarząd Główny KGB (wywiad) po prostu przemianowano na Służbę Wywiadu Zagranicznego (SWR), tak jego zaplecze naukowe, czyli Naukowo-Badawczy Instytut Problemów Wywiadowczych I Głównego Zarządu KGB przekształcono w Rosyjski Instytut Studiów Strategicznych (RISS). Decyzję podjął w 1992 roku ówczesny prezydent Borys Jelcyn. RISS przez długie lata działał jako analityczne wsparcie SWR.

Wilcza sotnia i nahajki na mundialu. Kim są „przebierańcy Putina”?

Według różnych szacunków jest ich od dwóch do siedmiu milionów. Odwołują się do tradycji sięgających XVII wieku, choć niewielu z nich ma do tego...

zobacz więcej

Dopiero w 2009 r. ośrodek podporządkowano administracji kremlowskiej, a na jego czele postawiono emerytowanego generała wywiadu Leonida Reszetnikowa. Przyszedł prosto ze stanowiska szefa zarządu informacyjno-analitycznego Służby Wywiadu Zagranicznego. Generał Reszetnikow to specjalista od Bałkanów, może się pochwalić rozbudowaną siecią kontaktów, głównie w Bułgarii, Grecji i byłej Jugosławii (bliskie relacje z rodziną Slobodana Miloševicia). Od lat RISS współpracuje na tym odcinku z Małofiejewem, a w tle pojawia się ważny wątek wojny z Ukrainą.

Na jesieni 2016 roku Reszetnikow przyjął w Moskwie „atamanów armii Bałkańskich Kozaków”, prorosyjskiego stowarzyszenia weteranów wojennych, powstałego w Kotorze. Na jego czele stanął Wiktor Zapłatin, przedstawiciel Związku Ochotników Donbasu na Bałkanach, weteran wojny w Donbasie, a przed wielu laty dowódca oddziału w wojnie w Bośni i Hercegowinie, do którego należał, znany z walk z Ukraińcami, Igor Girkin (Striełkow). Zapłatin w 2915 roku założył w Belgradzie serbski oddział Związku Ochotników Donbasu, wspólnie z Aleksandrem Borodajem (kolejna znana postać rebelii donbaskiej), człowiekiem Małofiejewa. Ekspertem RISS w Serbii jest Mladen Obradović, lider prorosyjskiej organizacji Obraz, której działalności – ze względu na ekstremizm – zakazał w 2012 roku Sąd Konstytucyjny Serbii.

Jednak Reszetnikow stracił stanowisko dyrektora RISS po kompromitacji rosyjskiego wywiadu w Czarnogórze. Prawdopodobnie to on bowiem wymyślił plan przeprowadzenia puczu i obalenia prozachodniego rządu w tej małej bałkańskiej republice. Wcześniej Reszetnikow wielokrotnie przewidywał rozlew krwi w związku z wejściem Czarnogóry do NATO. Na jesieni 2016 roku próba puczu, kierowanego przez oficerów GRU, a mającego być przeprowadzonym przez serbskich nacjonalistów, zakończyła się kompletnym fiaskiem. Większość spiskowców aresztowano, zaś ich powiązania z rosyjskim wywiadem wojskowym udało się ustalić m.in. dzięki działaniom ABW. Krótko po ujawnieniu próby puczu i wyrzuceniu oficerów GRU z Belgradu, Władimir Putin ogłosił zmianę na stanowisku dyrektora RISS. Reszetnikowa zastąpił były szef wywiadu Michaił Fradkow. Nie oznacza to jednak końca aktywności emerytowanego generała na Bałkanach – o czym przekonali się Bułgarzy.

Leonid Reszetnikow doskonale zna Bułgarię. Kiedyś tu się uczył, biegle mówi po bułgarsku, w Bułgarii wydano kilka jego książek o tematyce historycznej. W 2016 roku kierowany jeszcze wtedy przez niego RISS miał duży wkład w zwycięstwo prorosyjskiego kandydata na prezydenta, Rumena Radewa. Niedługo przed kampanią wyborczą Rosyjski Instytut Studiów Strategicznych dostał od bułgarskich socjologów bliskich postkomunistom zamówienie na przygotowanie analitycznego raportu dotyczącego poszukiwania kandydata na prezydenta z ramienia socjalistów, który najlepiej będzie odpowiadał celowi, jakim ma być zmiana orientacji Bułgarii na bardziej prorosyjską. Opisany w raporcie profil (pochodzenie, zawód, przekonania itd.) idealnie pasował do Rumena Radewa, generała lotnictwa w stanie spoczynku. Reszetnikow spotykał się też przed wyborami z szefową BSP Kornelią Ninową, rozmowy dotyczyły właśnie kandydata na prezydenta z ramienia socjalistów.

Kijów: Szojgu i Małofiejew sponsorami terrorystów z Donbasu; jest śledztwo

MSW Ukrainy wszczęło śledztwo przeciw ministrowi obrony Rosji Siergiejowi Szojgu i rosyjskiemu biznesmenowi Konstantinowi Małofiejewowi, ...

zobacz więcej

Ostatecznie Radew wygrał, ale później była wpadka w Czarnogórze i Reszetnikow musiał odejść z RISS. Pozostał jednak aktywny w Bułgarii – już jako wiceszef Stowarzyszenia „Dwugłowy Orzeł”. Szefem jest Konstantin Małofiejew, a o powiązaniach obu panów świadczy jeszcze jeden fakt: Reszetnikow jest przewodniczącym rady dyrektorów informacyjnej telewizji Cargrad, finansowanej przez Małofiejewa, a propagującej rosyjski imperializm, panslawizm i prawosławie. Ta właśnie telewizja, jak i sam Małofiejew, odgrywali ważną rolę w przygotowaniu gruntu pod pucz w Czarnogórze. We wrześniu 2014 roku na międzynarodowym zjeździe w Moskwie poświęconym „tradycyjnym wartościom rodzinnym”, rosyjski oligarcha gościł Strahinję Bulajicia, jednego z liderów antyzachodniej opozycji, który potem organizował protesty przeciwko „natowskiej mafii”. Cargrad TV przez cały rok 2016 dawała dużo czasu antenowego liderom opozycji, którzy potem znaleźli się na ławie oskarżonych o próbę przeprowadzenia puczu.

Małofiejew ma już zakaz wjazdu do UE za rolę w aneksji Krymu i wojnie w Donbasie (kluczowy sponsor „ochotników” rosyjskich walczących z Ukrainą). Małofiejew jest też założycielem rosyjskiej grupy inwestycyjnej Marshall Capital i największej prywatnej fundacji rosyjskiej: Wielkiej Dobroczynnej Fundacji św. Bazylego. Jest bardzo aktywny na całych Bałkanach. Rosyjski nacjonalista i zwolennik pansłowiańskiej wspólnoty prawosławnej ma swoje interesy w Serbii, organizował wizytę dużej grupy Kozaków w Banja Luce, stolicy Republiki Serbskiej, jako wyraz poparcia dla prezydenta Milorada Dodika. Zdaniem bułgarskiej prokuratury Małofiejew i jego stowarzyszenie odgrywają kluczową rolę w finansowaniu prorosyjskich środowisk i dążą do destabilizacji Bułgarii.

Zobacz więcej