Wszczął alarm, który okazał się fałszywy. Ale postąpił właściwie. Turyści mogli zaginąć w górach

Właściciel pensjonatu niepokoił się o turystów, którzy nie zeszli z Rysów (fot. pixabay JolEnka)

Szczęśliwie zakończyła się akcja poszukiwania dwójki turystów, którzy wybrali się na Rysy i nie wrócili na noc na kwaterę. Zaniepokojony właściciel pensjonatu zaalarmował TOPR. Nazajutrz okazało się, że turyści przenocowali w schronisku pod szczytem, ale nie mieli możliwości powiadomić o tym swojego gospodarza.

Turyści w Tatrach utknęli na szlaku na Rysy. Ratownicy TOPR-u w akcji

Ratownicy TOPR sprowadzają z tak zwanej grzędy Rysów dwóch turystów, którzy w niedzielę bez odpowiedniego sprzętu wyruszyli na najwyższy w Polsce...

zobacz więcej

Informację o domniemanym zaginięciu dwójki turystów centrala Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego otrzymała późnym wieczorem. Turyści przed południem – a więc dość późno, szczególnie biorąc pod uwagę krótki, jesienny dzień – pojechali samochodem do Palenicy Białczańskiej, skąd zamierzali wejść na Rysy.

W nocy ratownicy TOPR sprawdzili, czy poszukiwanych osób nie ma w schroniskach po polskiej stronie. Poprosili też Horską Zachranną Służbę o sprawdzenie, czy tacy turyści nie nocują w schroniskach nad Popradzkim Stawem i pod Rysami. Jednak z tego drugiego nie otrzymali odpowiedzi.

Rano okazało się, że samochód turystów wciąż stoi na parkingu na Łysej Polanie. Ratownik dyżurujący w schronisku nad Morskim Okiem wyruszył w stronę Rysów. Po godz. 11.30 napotkał schodzących ze szczytu, poszukiwanych turystów. Okazało się, że faktycznie przenocowali w Chacie pod Rysami.

Ponieważ w schronisku nie tam zasięgu, nie mieli jak poinformować właściciela pensjonatu. Ten jednak, nie wiedząc, co się faktycznie stało, postąpił rozsądnie i odpowiedzialnie zawiadamiając ratowników.

źródło:
Zobacz więcej