RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Apulia – niezwykły obcas Italii

Aby odkryć prawdziwe Włochy trzeba ruszyć na południe. Tak przynajmniej uważają sami Włosi (fot. Aga Wasztyl)
Aby odkryć prawdziwe Włochy trzeba ruszyć na południe. Tak przynajmniej uważają sami Włosi (fot. Aga Wasztyl)

Rzym, Florencja, Wenecja i Mediolan – to najchętniej wybierane przez turystów włoskie miasta. I choć trudno odmówić im piękna, zabytków i niezwykłej atmosfery, to aby odkryć prawdziwe Włochy trzeba ruszyć na południe. Tak przynajmniej uważają sami Włosi, którzy Apulię chętnie wybierają na miejsce swojego wypoczynku. Region od kilku lat jest coraz chętniej odkrywany także polskich turystów.

Agnieszka Wasztyl z Włoch

Piękne krajobrazy, kolorowe miasteczka, strome klify i urokliwe zatoki. Park Narodowy Cinque Terre co roku przyciąga miliony turystów z całego...

zobacz więcej

Bari, godzina trzynasta. Na lotnisku tłumy turystów z wielu krajów. Odkąd do Apulii zaczęły latać tanie linie lotnicze w regionie zaczął się boom turystyczny. Jest koniec lipca, temperatury już rano przekraczają tu 30 stopni. W ciągu dnia jest jeszcze cieplej. Wielu podróżnych wybiera zwiedzanie tego pięknego regionu koleją. My zdecydowaliśmy się wynająć samochód. Po ponad godzinnym oczekiwaniu na auto wreszcie ruszamy na podbój południowej Italii. Apulia – położona na obcasie włoskiego buta – przez wiele lat była zapomnianym regionem.

Było tu dużo biedniej niż w północnych częściach kraju, bezrobocie – zwłaszcza wśród młodych sięgało czasem nawet 70 procent. Ale nie zawsze tak było. W średniowieczu region przeżywał rozkwit. Był pomostem łączącym Europę Południowo-wschodnią z Italią Północną i Europą Środkową. Pod koniec XVI wieku Apulia straciła na znaczeniu i zubożała. Dziś – choć region do bogatych nie należy, to dzięki turystyce jakość życia mieszkańców polepszyła się. Ludzie żyją tu spokojniej, a cała Apulia słynie z gajów oliwnych i winnic. Małe, senne miasteczka, uśmiechnięci i pomocni mieszkańcy, a do tego wyborna kuchnia sprawiają, że wielu turystów wraca tu na kolejne wakacje.

Ostuni – włoskie Santorini

Wapienne białe budynki w promieniach słońca wyglądają magicznie. Jest wczesne popołudnie i upał mocno daje nam się we znaki. Chłodu próżno szukać w zacienionych uliczkach starego miasta. Ostuni położone jest na wzgórzu. Zabytkowa, najstarsza część miasta znajduje się na jego zboczach. Parapety mieszkań często są ozdobione kwiatami, a na schodkach leniwie przeciągają się koty. Ostuni to labirynty wąskich uliczek, przepięknych placów i kameralnych zaułków.

W średniowieczu miasteczko nawiedziła zaraza. Domostwa, które zostały nią dotknięte pomalowano na biało. Lokalna ludność przekonywała, że dzięki temu zaraza wokół tych mieszkań osłabła. Wielu dopatrywało się w tym boskiej ręki i cudu. I stąd pojawił się zwyczaj malowania domów na biało. Podobno odświeża się je co roku.

– Miasto robi niezwykłe wrażenie. Jest bardzo klimatyczne i po prostu piękne. Plątanina uliczek może nieraz sprowadzić człowieka na manowce. Mnóstwo tu ślepych zaułków i trochę wchodzenia pod górę, co w tym upale nie jest łatwe – śmieje się Agnieszka, turystka z Mazowsza, która w Apulii spędza kilka dni. – Spacerując uliczkami co jakiś czas można trafić na ciekawe kamienice, placyki czy dojść do kościołów – dodaje. Najsłynniejszym jest bez wątpienia gotycka katedra Santa Maria Assunta, która znajduje się na szczycie wzgórza.

Tajlandia wielu uśmiechów

Podobno jest ich trzynaście rodzajów i każdy wyraża co innego. Tajowie uśmiechają się prawie cały czas. Ludzie są serdeczni, gościnni i wydają się...

zobacz więcej

Ostuni to także urocze kawiarnie i restauracje serwujące smakowite owoce morza. Zdecydowaliśmy odpocząć i zjeść obiad na Piazza della Liberta – centralnym, głównym placu miasta. Już z daleka wita nas święty Oronzo. Barokowa kolumna ma aż 20 metrów wysokości. Stoi w tym miejscu nieprzerwanie od XVIII wieku. Wybieramy mule i pizzę. Za plecami mamy pochodzący z XIV wieku dawny klasztor franciszkanów. Dziś znajduje się w nim ratusz.

Po posiłku sympatyczny kelner namawia nas na mrożoną kawę z mlekiem migdałowym, która w tym regionie jest bardzo popularna. - Jest dobra na trawienie i upały – zapewnia. I do tego bardzo dobra. Po jej wypiciu znów mamy siłę, aby ruszyć w dalszą drogę.

Alberobello i domki jak u smerfów

Białe kamienne domy, spiczaste dachy i wąskie uliczki. Alberobello jest jednym z najchętniej odwiedzanych miast w południowych Włoszech. Rocznie odwiedza je blisko 1 milion turystów. A wszystko dzięki niezwykłym domkom trulli, które wielu podróżnym przypominają domki smerfów. W mieście jest ich 1,5 tysiąca. Niektóre z nich pochodzą z XV wieku.

- Nigdy nie widzieliśmy czegoś takiego. Miasteczko to absolutny unikat. Wygląda jak baśniowa kraina – zachwycają się turyści ze Stanów Zjednoczonych. - To fantastyczne, że w niektórych domkach ludzie mieszkają do dziś – mówi mi turystka ze Szwajcarii, która w Apulii jest pierwszy raz.

Trulli zbudowano z kamienia wapiennego na planie koła. Grube ściany miały zapewnić równowagę termiczną wewnątrz budynku. – Trulli były budowane w nietypowy sposób. Nie miały stałej zaprawy, miały sprawiać wrażenie tymczasowości. Chodziło o to aby uniknąć płacenia podatków – podkreśla historyk Robert Derewenda.

Dziś w wielu domkach są sklepy z pamiątkami, restauracje, a także hoteliki. Na dachach można zobaczyć namalowane wapnem symbole. Mieszkańcy wierzyli, że zapewniają ochronę przed złymi mocami. Część z nich wierzy w to do dziś.

Locorotondo i Martina Franca - nieodkryte perły Apulii

Kwitnące bugenwille, białe domy ozdobione ceramiką, drewniane okiennice i donice kwiatów. Zaledwie 10 km od Alberobello znajduje się klimatyczne, choć często pomijane przez turystów miasteczko. Locorotondo nie może pochwalić się dużą liczbą zabytków, ale ma w sobie coś tak magicznego, że nie chce się z niego wyjeżdżać. Choć miejscowość nie jest duża, to wąskimi uliczkami można spacerować godzinami. Urocze zakamarki, ukryte w zaułkach kawiarnie, małe kościoły i przyjaźnie nastawieni mieszkańcy sprawiają, że aż chce się delektować tym miastem bez końca.

Wietnamski smok i dobre duchy

Nalewkę z martwego węża strach wypić. Za to wino z kokosa smakuje wyśmienicie. Wietnam – kraj wielu smaków, krajobrazów, niezwykłej historii i...

zobacz więcej

Przy placu Vittorio Emanuele – popularnym miejscu spotkań mieszkańców można spróbować lokalnych win. Czas płynie tu inaczej. Wolno. Wszystko wokół wydaje się zwalniać. Nawet Włosi siedzący przed swoimi domami rozmawiają spokojnie, mało gestykulują. Starsi panowie grają w karty, kobiety siedzą na stołeczkach i uśmiechają się do przechodniów.

Zupełnie inna jest położna 7 km dalej Martina Franca. Po eleganckim Locorotondo najpierw nie wiedziałam co o niej myśleć. Stare miasto to labirynt wąskich uliczek, w których łatwo można się zgubić. Część budynków jest zaniedbana, nieodmalowana. Nie ma tu wielu uroczych kawiarenek, bujnej roślinności i wrażenia, że czujesz się jak w domu. Martina Franca jest surowa, wyniosła, ale w tym wszystkim do bólu prawdziwa. Piękne szerokie place, barokowe kamienice, kościoły i pałace trwają jakby od niechcenia.

Na Placu Rzymskim od razu rzuca się w oczy pochodzący z XVII wieku Pałac Dożów. Spacerując po mieście wzrok przykuwa także bazylika Świętego Marcina. Nad uliczkami wisi rozwieszone na sznurkach pranie, a mieszkańcy zdają się nie zwracać uwagi na turystów. Muszę przyznać, że ma to swój urok.

Gwarne Polignano i urokliwe Monopoli

W Polignano a Mare za miejskim parkingiem wita nas z otwartymi ramionami sam Domenico Modugno. Jego pomnik widoczny jest z daleka. To właśnie tu urodził się ten słynny włoski wokalista. Dziś miasto jest najbardziej popularnym kurortem w Apulii. Skaliste zatoki, punkty widokowe i plaże w wąwozach. Ta najbardziej popularna Cala San Giovanni oblegana jest przez miejscowych i turystów – choć w tłumie trudno się zrelaksować.

Plaża jest jednak pokazywana we wszystkich folderach, bo jej położenie rzeczywiście robi wrażenie. Niedaleko znajduje się most liczący niemal 2 tysiące lat. Kurort przyciąga śmiałków z całego świata, którzy biorą udział w międzynarodowych zawodach w skokach do wody. Polignano jest zatłoczone, głośne i drogie. Po zabytkowych uliczkach starego miasta trudno jest się poruszać.

Bardziej urokliwe jest Monopoli a Mare – małe portowe miasteczko oddalone od Polignano zaledwie o 15 minut jazdy samochodem. Jego sercem jest Plac Garibaldiego. Na starym mieście co kilka kroków można natknąć się na zabytek. Znajduje się tu ponad 20 kościołów, w tym wiele średniowiecznych. Najbardziej popularnymi są kościół Czyśćca, gdzie zabalsamowano 8 osób i katedra Maria Santissima della Madia. Turyści chętnie spacerują i robią zdjęcia wokół portu. Niebieskie łódeczki, na których rybacy wypływają w morze, nadają miastu wyjątkowy klimat.

Pokochał Polskę nad życie. W Tymbarku uczczono kpt. Tadeusza Paolonego

Biblioteka Publiczna Gminy Tymbark i Jednostka Strzelecka nr 2007 im. kpt. Tadeusza Paolonego ZS „Strzelec” OSW w Tymbarku byli organizatorami...

zobacz więcej

Cykady w Trani i popołudniowa sjesta w Giovinazzo

Cisza, spokój i relaks. W Trani – 50 km od Bari delektujemy się dobrym winem. Miasto rzadko jest odwiedzane przez turystów. W Polsce mało kto i nim słyszał. A szkoda, bo to kolejna ukryta perełka znajdująca się nad Adriatykiem. Trani to portowe miasto, które w średniowieczu było potęgą w regionie. Chętnie przyjeżdżali tu weneccy kupcy. Największym zabytkiem jest romańska katedra św. Mikołaja Pielgrzyma. Jest zbudowana z marmuru różowego i tufu wapiennego. Ściany świątyni nabierają intensywności gdy oświetlają je promienie słońca. Spacerując nabrzeżem można zachwycać się malowniczymi widokami, obserwować rybaków wracających z połowu ryb, zjeść pyszne lody w urokliwych kawiarenkach starego miasta.

Ludzie potrzebni od zaraz. Kusząca propozycja włoskich biznesmenów

Bony zakupowe w wysokości 3 tysięcy euro rocznie – to oferta biznesmenów z miasta Ragusa na Sycylii dla tych, którzy zamieszkają w jego...

zobacz więcej


My po zwiedzaniu postanowiliśmy odpocząć w parku położonym nad samym Adriatykiem. Zapach morza jest tu bardzo intensywny, a koncerty cykad naprawdę głośne. W ogóle nam to nie przeszkadzało. Choć na ulicach nie było tłumów, to w parku ludzi było całkiem sporo. Mieszkańcy tak jak i my postanowili schronić się przed palącym słońcem w cieniu drzew.

Czas wydaje się zwalniać także w kolejnym nadmorskim miasteczku – w Giovinazzo. Tu nawet w sezonie spotkanie turystów nie jest pewne. Mała, bardzo klimatyczna miejscowość momentami wydawała się wymarła. Fakt - przyjechaliśmy tu w porze sjesty, ale wrażenie wszechogarniającej ciszy było niesamowite. Jeszcze w żadnym miasteczku w czasie wspomnianej sjesty nie było tak jak tutaj. Gromadki młodych ludzi spotkaliśmy dopiero przy nabrzeżu i małym porcie. Reszta mieszkańców zapewne udała się na popołudniową drzemkę...

Królowa Bona, święty Mikołaj i chrześcijańscy rycerze

Naszym ostatnim przystankiem podczas podróży po malowniczych miasteczkach Apulii była stolica regionu – Bari. Już w starożytności było to ważne miasto portowe i jeden z kluczowych ośrodków handlowych. A w średniowieczu z tutejszego portu wypływały statki z chrześcijańskimi rycerzami, którzy brali udział w wyprawach krzyżowych. To w Bari w 1557 roku zmarła królowa Bona Sforza – żona Zygmunta Starego. Została pochowana w romańskiej katedrze świętego Mikołaja. To piękna budowla z białego kamienia, która na tle niebieskiego nieba prezentuje się niezwykle okazale. Wewnątrz znajdują się także relikwie świętego Mikołaja.

Turyści zachwycają się także romańskim kościołem św. Marka, Pałacem Sforzów i normańskim dwunastowiecznym zamkiem, który był siedzibą królowej Bony. Zdarza mi się usłyszeć język polski. Zagłębiamy się w uliczki starego miasta i wreszcie dochodzimy do Piazza Mercantile. To tu bije serce miasta. W restauracji zamawiamy pizzę i spaghetti. I tak poznajemy Kasię. Dziewczyna pracuje jako kelnerka i mieszka w Bari od kilku lat.

– Dużo jest tu Polaków? – pytam zaciekawiona. – Coraz więcej. Z roku na rok turystów przybywa, ale nadal jest to mało odkryty przez Polaków region Włoch. Bari jest specyficznym miastem. Jest duże, głośne i chaotyczne. Ale ma swój urok – mówi z uśmiechem. Każde z miasteczek w Apulii intryguje i zachwyca na swój sposób. Warto zatrzymać się w nich na dłużej. Poznawać je poza utartymi szlakami, zgubić się w labiryntach wąskich uliczek, zanurzyć się w czystych wodach Adriatyku i posłuchać śpiewu cykad. Wrażenia pozostaną niezapomniane.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej