Czekali na powrót Tuska, a tu wraca Schetyna

Czekali na powrót Tuska, a tu wraca Schetyna (fot. PAP/Mateusz Marek)

Kiedy po raz pierwszy mignęło mi gdzieś na Twitterze, że Donald Tusk nie będzie startował w wyborach prezydenckich, byłem przekonany, że link odeśle mnie do kolejnej analizy, prognozy, wyrażenia obaw lub nadziei. A jednak nie – naprawdę zrezygnował, „król Europy” wzgardził uczestnictwem w wyścigu po koronę zbuntowanej, krnąbrnej prowincji, jak zapewne myśli dziś o Polsce. Cóż, już kilka lat temu chciał się odseparować od polskich spraw, a przecież z punktu widzenia Tuska dziś jest tylko gorzej. Mając w perspektywie prestiż kierowania największą europejską rodziną polityczną zostawia kolegów z ich bałaganem i, w wielu przypadkach, rozczarowaniem.

Żart Czarzastego. Zandberg liderem opozycji

Opozycja jest bardzo daleka od wyłonienia ze swojego grona wspólnego kandydata na prezydenta. Trudno za wiarygodne uznawać spekulacje, że...

zobacz więcej

Jest przy tym faktem, że Tusk dostał do rąk bardzo dobry argument, prawdziwą wymówkę, tym wiarygodniejszą, że przecież dla niego samego niezbyt wygodną. W zeszłym tygodniu kilkoro polityków opozycji reprezentujących różne jej frakcje mówiło o tym, że były premier nie ma dziś mocy zdobywania nieprzekonanego elektoratu, a bez niego wyborów prezydenckich nie da się wygrać w żaden sposób.

Tusk posłużył się bardzo podobną argumentacją, dodając, że ciąży na nim odpowiedzialność za trudne, niezbędne i niepopularne decyzje. Jest faktem, że pod jego reformą emerytalną dziś nie podpisuje się już ani Grzegorz Schetyna, ani nawet Władysław Kosiniak-Kamysz, który w swoim czasie dał jej twarz. Lecz choć dla prawie wszystkich taki finał sprawy wydawał się oczywisty, nie brakowało sympatyków, którzy czekali.

Hasło „Donald, musisz” przeżywało w wielu głowach i redakcjach drugą młodość, a jedna z dziennikarek pisała wręcz, że nie obchodzą jej nic a nic rozterki Tuska, ma wystartować i już. Tyle że Tusk chyba faktycznie zamówił sobie opisywany w poniedziałkowych mediach własny sondaż, który musiał rozczarować go na tyle mocno, by przerwać tę dziwną grę prowadzoną ze swoimi zwolennikami.

Zakończył tym samym ów specyficzny paraliż decyzyjny Platformy Obywatelskiej, w której, choć czas nagli, nie można było podjąć dotąd żadnej decyzji w sprawie wyborów prezydenckich – w każdej chwili unieważnić mógł ją bowiem sam Donald Tusk. Decyzja – jakkolwiek bez żadnej gwarancji ostateczności, bo nie w takich sprawach dawny premier zmieniał zdanie prawie z dnia na dzień – stawia Platformę w zupełnie nowej sytuacji. Zmienia się też, choć nie wiemy jeszcze do końca, w jaki sposób, pozycja jej lidera, Grzegorza Schetyny.

Kto, jeśli nie Tusk? Sondaż o kandydatach opozycji na prezydenta

Jeśli Donald Tusk nie będzie kandydatem opozycji na prezydenta, to będzie nim lider Wiosny Robert Biedroń – na taki scenariusz w wyborach...

zobacz więcej

Wybór najbezpieczniejszy

Dywagacje, czy postawić na Małgorzatę Kidawę-Błońską, Rafała Trzaskowskiego czy nawet Radosława Sikorskiego nagle przestały być tylko sztuką dla sztuki, ponieważ muszą – i to szybko – przełożyć się na decyzję, która z kolei zmienić ma, według oczekiwań ją podejmujących, polską politykę na wiele lat. Może na zawsze. Również wtedy, gdy sprawy nie ułożą się po myśli polityków Platformy. Zły wybór, którego konsekwencją byłby kiepski wynik jej kandydata lub rezygnacja z wystawienia reprezentanta PO już w pierwszej turze, to de facto dobrowolne wymazanie się z politycznej mapy w ciągu kilku następnych lat.

Kidawa-Błońska wydaje się być w tej chwili wyborem najbezpieczniejszym, jednak i inni kandydaci mają wpływowych sojuszników. Pojedynek może więc być krótki, lecz bardzo interesujący. Za Trzaskowskim ciągnąć się jednak będą jego warszawskie niepowodzenia, które, co prawda, samym warszawiakom zdają się w ogóle nie przeszkadzać, jednak mogą budzić obawy, jak poradziłby on sobie z całym krajem.

Nie wiemy też w tej chwili, czy afera, narastająca wokół zatrzymanego niedawno burmistrza warszawskich Włoch nie trafi rykoszetem w mazowieckich baronów Platformy i bliskich współpracowników Rafała Trzaskowskiego. Kandydatury Radosława Sikorskiego nie da się natomiast brać poważnie po taśmach, zaś niechęć wyborców nieprzekonanych budziłby zapewne w stopniu takim samym jak Tusk i myślę, że aby to stwierdzić, nie musiałby nawet zamawiać drogich prywatnych badań opinii społecznej.

A przecież politycy pozostałych sił opozycji nie stoją w tym czasie z założonymi rękoma, choć sytuacja na lewicy jest zupełnie inna niż u ludowców. W PSL wszystko jest już właściwie jasne. Władysław Kosiniak-Kamysz będzie kandydatem stronnictwa na prezydenta, choć nie jest już ponoć tak pewne, czy poprą go również przedstawiciele Kukiz’15, choć akurat to do wyborów może się jeszcze zmienić, znając niestabilność tego ugrupowania i jego lidera. Kosiniak-Kamysz zdaje się cieszyć poparciem Donalda Tuska, zaś kilku dziennikarzy już prowadzi mu kampanie wyborczą w swoich mediach, nawet się z tym nie kryjąc.

Będzie się działo! [OPINIA]

PiS z większością w Sejmie, bez większości w Senacie, parlament z reprezentacją wszystkich ogólnopolskich sił politycznych. Po mało ciekawej...

zobacz więcej

Przyjaźnie i spięcia

Ponieważ na szansach i ryzykach tej kandydatury skupiłem się w poprzednim komentarzu dla portalu tvp.info, a do tematu na pewno wielokrotnie będziemy jeszcze wracać, od razu przejdę do kolejnego punktu – stosunku polityków Platformy do koalicjanta w Senacie i potencjalnego partnera w wyborach prezydenckich. Nie da się nie zauważyć, że te relacje nie są w ostatnich dniach najlepsze i zdają się psuć proporcjonalnie do wzrostu wiary lidera ludowców we własne siły.

„Gdy przedstawiciel partii, która razem z pozostałościami po Kukiz'15, ma 8,5 proc. poparcia, kreuje się na prezydenckiego kandydata całej opozycji, to staje się trochę niepoważny” – mówiła Polskiej Agencji Prasowej już w weekend Izabela Leszczyna, dawna wiceminister finansów w rządzie koalicji PO-PSL. Pod koniec tygodnia twitterowe konta partii i ich poszczególni działacze docinali już sobie na całego, a na uspokojenie emocji nie wpływa na pewno fakt, że kilku polityków związanych z ludowcami, wywodzących się z Unii Europejskich Demokratów, ma z Platformą własne „rachunki krzywd”. A że dziś ludowcy w zamieszaniu po decyzji Tuska widzą szansę na wzmocnienie kandydatury swojego szefa, przez jakiś czas może dochodzić do podobnych spięć.

Kosiniak-Kamysz – od tęczy spółdzielców do św. Rity, czyli konserwatyzm pod kontrolą

Władysław Kosiniak-Kamysz zaczyna drażnić swoich sojuszników. Dotąd go znosili, bo niby „konserwa”, ale nasz, taki co to PiS-u nie znosi, „matka...

zobacz więcej

Na lewicy tymczasem sytuacja zaczyna trochę przypominać to, co dzieje się w Platformie. Wygląda bowiem na to, że Robert Biedroń już czuje się kandydatem na prezydenta, choć zapomniał o tym, że sporo zależy od kolegów. W tym samym czasie Biedroniowi sypie się własna partia, co znaczenie ma już tylko symboliczne w obliczu nieuchronnego rozpłynięcia się Wiosny w SLD. Jeśli jednak lewica, tak samo jak Platforma, przez dłuższy czas nie będzie w stanie wykreować kandydata na prezydenta, Kosiniak-Kamysz pozostanie jedynym pewnym kandydatem i, tak samo, jak Andrzej Duda, będzie mógł wykorzystywać czas, którego wszystkim, którzy zgłoszą się później, może zabraknąć.

SLD musi się jeszcze na nowo przeformatować, Platforma zaś decyzją Tuska pogrąża się w kolejnym stadium kryzysu przywództwa. Skoro bowiem Donald Tusk tak czytelnie odpuszcza, podpadając tym wielu sympatykom, Grzegorz Schetyna jako lider ugrupowania może poczuć się trochę pewniej, zaś jego młodzi konkurenci, którzy po cichu liczyć musieli na wsparcie z Brukseli, mogą zostać na lodzie. Być może pierwszą jaskółką przegrupowania sił w PO był czwartkowy wywiad radiowy posłanki Joanny Augustynowskiej, która swojego szefa nie mogła się wręcz nachwalić, słuchacze zaś musieli być w szoku, ponieważ wszyscy zapomnieliśmy już, że o ostatnio ciągle krytykowanym Schetynie można mówić tak dobrze.

Schetynę w doskonałym humorze zobaczyliśmy też podczas ogłaszania wspólnych kandydatów opozycji do prezydium Senatu (w przypadku PSL – jeszcze bez podania nazwiska). A skoro przewodniczący jest dziś tak bardzo zadowolony, zgadywać można, że są pokoje i biura poselskie, gdzie nastrój pogorszył się zdecydowanie i to bynajmniej nie na Nowogrodzkiej. Czekali na powrót Tuska, a tu wraca Schetyna.

źródło:
Zobacz więcej