Ostatnie 10 minut życia na Ziemi. Jak Rosja ćwiczyła wojnę jądrową

Rosyjskie dowództwo zakłada, że w razie atomowego ataku wroga będzie miało maksymalnie ok. 10 minut na wystrzelenie własnych rakiet (fot. Mikhail Svetlov/Getty Images)

Władimir Putin nacisnął przycisk na konsoli w supernowoczesnym centrum dowodzenia. I nic. Rakieta nie poleciała. Dobrze dla Kremla, że to była tylko symulacja wojny jądrowej. Czyli ćwiczenia pod kryptonimem Grom 2019.

„Stabilny moralnie”. Odtajniono akta Putina z KGB

Służba prezydenta Rosji Władimira Putina w KGB nie jest tajemnicą. Wiele danych na temat jego przeszłości w komunistycznej bezpiece pozostawała...

zobacz więcej

Choć rosyjskie ministerstwo obrony oficjalnie zapewniało, że to rutynowe, doroczne ćwiczenia mające sprawdzić gotowość nuklearnego komponentu sił zbrojnych, nie ma wątpliwości, że po raz pierwszy na taką skalę Rosja ćwiczyła wojnę nuklearną z USA. Świadczy o tym zarówno kalendarz (nie obowiązuje już traktat rozbrojeniowy INF, niedługo wygaśnie New START), ale też typy broni wykorzystane w Grom 2019, m.in. broń średniego zasięgu i rakiety manewrujące. „Taka wojna zacznie się od wykorzystania niestrategicznych środków (pociski manewrujące) i zakończy zmasowanym uderzeniem jądrowym, które będzie oznaczać koniec życia na planecie Ziemia” – pisze rosyjski analityk wojskowy Aleksandr Goltz. Rosyjskie dowództwo zakłada, że w razie atomowego ataku wroga będzie miało maksymalnie ok. 10 minut na wystrzelenie własnych rakiet. „Kluczową rolę odgrywa w tym wszystkim rosyjski przywódca. Nie ma tygodnia, żeby nie mówił o gotowości Rosji do wojny jądrowej. Broń atomowa stała się instrumentem polityki rosyjskiej. Co też czyni jej użycie coraz bardziej prawdopodobnym” – ocenia pesymistycznie Goltz.


Wpadka z „Riazaniem”
Okręt podwodny o napędzie atomowym K–44 Riazań (kod NATO: Delta–III) służy w sowieckiej, a teraz rosyjskiej flocie już od 1977 roku. To ostatnia pływająca jednostka tego typu. Równie stare ma uzbrojenie, czyli system D–9R, którego kluczowym elementem są wystrzeliwane z okrętów podwodnych pociski balistyczne (SLBM) R–29R Wysota. Każdy taki pocisk może być uzbrojony w trzy głowice atomowe o mocy 200 kiloton każda. Ma zasięg 6,5 tys. km. „Riazań” miał do spełnienia ważne zadanie podczas odbywających się w połowie października ćwiczeniach Grom 2019. Służący we Flocie Pacyfiku okręt miał z akwenu Morza Ochockiego wystrzelić dwa pociski R–29R w cele na poligonie na Kamczatce. Nie wiadomo, dlaczego akurat tak stary okręt ze starym uzbrojeniem dowództwo wybrało do wykonania tego zadania. Być może chodziło o pokazanie, że gotowe do walki są nie tylko najnowsze elementy rosyjskiego arsenału jądrowego?

W każdym razie, test się nie udał. Co gorsza, do wpadki doszło na oczach właściwie całej Rosji i całego świata. 17 października Władimir Putin osobiście, w moskiewskim Centrum Zarządzania Obroną Narodową, wydawał rozkazy wystrzelenia kolejnych pocisków z różnych miejsc i w różny sposób (silos lądowy, samoloty strategiczne, okręty podwodne). W przypadku „Riazania”, głównodowodzącego „posłuchała” tylko jedna z dwóch przygotowanych do odpalenia rakiet. Oczywiście winny nie może być Putin ani dowództwo w Moskwie. Jedynym kozłem ofiarnym zostanie pewnie na koniec okręt i jego załoga. Nie wiadomo, co się stało? Czy zawiodła wyrzutnia, czy sam pocisk (uchodzący dotąd za niezawodny)? W wszystko wskazuje jednak na jakieś systemy okrętu, przez które podawany jest rozkaz odpalenia. Oczywiście Rosjanie zaprzeczają, by na pokładzie doszło do tzw. sytuacji nadzwyczajnej. Oficjalna wersja jest taka, że start pocisku R–29R został po prostu anulowany. Tuż przed wystrzeleniem jednego z pocisków z okrętu K–44 Riazań zweryfikowano informację o stanie technicznym rakiety i podjęto decyzję o „nieużywaniu jej podczas uderzenia ćwiczebnego” – oświadczyło ministerstwo. Same zaś ćwiczenia były udane i rezygnacja z tego odpalenia nie wpłynęła na ich wyniki – dodano w oświadczeniu.

Rosyjski opozycjonista: Putinizm to kłamstwa, represje i wojna

Lider rosyjskiej partii opozycyjnej Jabłoko skrytykował prezydenta Władimira Putina i utrzymywany przez niego systemem rządów. Według Grigorija...

zobacz więcej


Rosyjska triada atomowa
Putin musiał mocno się zdenerwować, tym bardziej, że tegoroczne atomowe ćwiczenia były bez precedensu, jeśli chodzi o skalę i intensywność. Po wpadce z „Riazaniem” raczej nie uwierzy generałom, że rosyjskie siły strategiczne są w pełni gotowe do wojny – tej samej, którą wciąż straszy świat. Wyścig atomowych zbrojeń może tymczasem rozpędzić się na dobre już od 2021 roku, gdy wygasa układ rozbrojeniowy New START. Póki co, wciąż jeszcze obowiązuje, a więc Rosja i USA muszą co pół roku przedstawiać aktualny stan swoich arsenałów strategicznych. Ostatnie dane pochodzą z 1 września 2019 roku. Rosja zadeklarowała posiadanie 1426 głowic atomowych, 513 wyrzutni w służbie (łącznie 757 wyrzutni). Amerykanie mają obecnie mniej głowic niż Rosjanie (1376), za to więcej wyrzutni: 668 (800). Jest też jednak jeszcze arsenał taktycznej broni atomowej. Jego nie obejmują żadne międzynarodowe traktaty, więc można się tylko domyślać, jak dużo posiada takiej broni Rosja. Szacuje się, że to 1000–1600 głowic bojowych, w większości w centralnych magazynach.

Rosyjski strategiczny arsenał, podobnie zresztą jak amerykański, nie przypadkowo określa się mianem „atomowej triady”. Składa się bowiem z trzech komponentów, a podział ten wprowadzono według kryterium rodzaju środków przenoszenia głowic nuklearnych. Mamy więc części: morską, powietrzną i lądową. Część morska to atomowe okręty podwodne uzbrojone w międzykontynentalne pociski balistyczne (SLBM). Część powietrzna to lotnictwo strategiczne, bombowce dalekiego zasięgu przenoszące broń atomową. Trzecia część, największa, to międzykontynentalne pociski balistyczne (ICBM) wystrzeliwane z lądu – z wyrzutni mobilnych lub stałych (silosy). Taka atomowa triada umożliwia jednoczesne wykonanie uderzenia nuklearnego z lądu, powietrza i morza. Faktycznie uniemożliwia też wrogowi zniszczenie całych sił atomowych Rosji w pierwszym uderzeniu, dając możliwość jądrowej odpowiedzi.

Ćwiczenia Grom, organizowane co roku od 2012, są właśnie testem gotowości atomowej triady. Tegoroczne były największe, nie tylko dlatego, że trwały aż trzy dni (wszystkie poprzednie było jednodniowe). Po raz pierwszy zaangażowano okręty wszystkich czterech flot (Północna, Pacyfiku, Czarnomorska, Bałtycka) i Flotylli Kaspijskiej, operujące na morzach: Barentsa, Bałtyckim, Czarnym, Kaspijskim, Ochockim. Rok temu w ćwiczeniach Grom 2018 brały udział tylko dwie floty. Teraz zaangażowano rekordowe 12 000 żołnierzy oraz 20 okrętów, w tym pięć podwodnych. W tym roku padł również rekord, jeśli chodzi o liczbę wystrzeleń pocisków balistycznych i manewrujących. Było ich szesnaście. Tymczasem rok temu wystrzelono jedynie dwa pociski SLBM z okrętów podwodnych plus kilka manewrujących pocisków. W 2017 roku było tylko jedno wystrzelenie ICBM Topol oraz trzech SLBM. W 2016 roku wystrzelono tylko jednego ICBM Topol i jednego SLBM. Kolejną nowością w tym roku było użycie wyrzutni Kalibr i Iskander.

Stany grożą, Serbia i tak kupuje. Rosyjski Pancyr-S1 zostanie niedługo sprzedany

Rosja ma dostarczyć Serbii zaawansowany rakietowy system przeciwlotniczy, mimo ostrzeżeń ze strony USA dotyczących ewentualnych sankcji przeciwko...

zobacz więcej


Buławy i Kalibry
Rozkazy dla jednostek uczestniczących w Grom 2019 wydawano z moskiewskiego Centrum Zarządzania Obroną Narodową. Tego nowoczesnego obiektu używa się do bezpośredniej kontroli wystrzeleniami pocisków balistycznych i manewrujących w cele rozmieszczone w całej Rosji. To sam Putin osobiście odpalał rakiety, naciskając odpowiednie przyciski na superkomputerze głównodowodzącego w moskiewskim centrum dowodzenia, zbudowanym pięć lat temu na rozkaz ministra obrony Siergieja Szojgu.

W czasie ćwiczeń okręty podwodne wchodzące w skład Floty Północnej i Floty Pacyfiku wystrzeliły pociski balistyczne z Morza Barentsa i Morza Ochockiego w kierunku celów na poligonach Kura (Kamczatka) i Czyż (obwód archangielski). Pechowy „Riazań” wystrzelił jedną rakietę R–29R, ale pozostałe odpaliły już nowsze pociski: SLBM Buława (SS–NX–30) o zasięgu ponad 8 tys. km oraz SLBM Siniewa (SS–N–23) o zasięgu 11,5 tys. km. Ten drugi typ wystrzelono np. z okrętu Karelia (Delta–IV) na Morzu Barentsa. Jednocześnie okręty z Floty Północnej i Flotylli Kaspijskiej wystrzeliły pociski manewrujące dalekiego zasięgu 3M–14 Kalibr. Na Morzu Barentsa wystrzelono je z okrętu podwodnego Siewierodwińsk i nowej fregaty Admirał Gorszkow. Kalibr to manewrujący pocisk, rodzaj rosyjskiego morskiego Tomahawka, ma zasięg co najmniej 1500 km. Z miejsca wystrzelenia podczas ćwiczeń Grom 2019 Kalibry mogły sięgnąć wszystkich ważnych celów w północnej Skandynawii (np. wojskowe porty Bodø, Luleå i Rovaniemi) czy też wrogich grup okrętów w północnej części Morza Norweskiego. Bombowce dalekiego zasięgu Tu–95M wystrzeliły pociski manewrujące Kh–55 w cele na poligonie Pemboj (Republika Komi) i na poligonie Kura (Kamczatka). Z silosu na poligonie w Pliesecku (obwód archangielski) wystrzelono międzykontynentalny pocisk balistyczny RS–24 Jars w cel na poligonie Kura. Nowością było użycie systemów średniego zasięgu, szczególnie Iskander–M. Z tych wyrzutni wystrzelono pociski manewrujące 9M729 – to ich produkcja, testowanie i wprowadzenie do służby przez Rosję było dla USA głównym pretekstem do wycofania się z układu INF. Pociski te wystrzelono z poligonu Kapustin Jar (obwód astrachański) w cele naziemne w Południowym i Wschodnim Okręgach Wojskowych.

Oficjalnym celem manewrów było przećwiczenie działań na wypadek eskalacji sytuacji wokół granic Federacji Rosyjskiej. Co ważne, nie chodziło tylko o symulację uderzenia odwetowego – użyto też scenariusza, w którym to Rosja atakuje bronią jądrową jako pierwsza. Resort obrony zapewniał, że „scenariusz ćwiczeń nie przewiduje przeciwdziałania konkretnemu państwu lub grupie państw”. Oczywiście jednak chodzi o potencjalną wojnę atomową z USA. Tym bardziej, że Grom 2019 odbyły się przed przyszłorocznymi manewrami dowództwa strategicznego USA pod kryptonimem Global Thunder 2020. Ministerstwo obrony Rosji ogłosiło, że wszystkie pociski osiągnęły cel, a manewry Grom 2019 zakończyły się pełnym sukcesem. W rzeczywistości wpadka na okręcie Riazań (ta jest akurat znana, nie wiadomo, czy nie było innych, bo Rosjanie w tym roku starali się ujawnić jak najmniej) pozwala postawić pytanie o faktyczną gotowość Rosji do globalnej wojny nuklearnej.

źródło:
Zobacz więcej