RAPORT

Wojna na Ukrainie

Walka o symbol. Polacy płacili najwyższą cenę za pamięć o 11 listopada

Marszałek Józef Piłsudski był ojcem niepodległości (fot. IPN)
Marszałek Józef Piłsudski był ojcem niepodległości (fot. IPN)

11 listopada obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości. Data ta jest nierozerwalnie związana z osobą marszałka Józefa Piłsudskiego, ale warto spojrzeć na nią w szerszym kontekście. Przez dziesiątki lat okupacji nazistowskiej, a potem komunistycznej stała się również symbolem walki ze zbrodniczymi ideologiami i ich reżimami. Symbolem, za którym Polacy byli gotowi oddać życie i oddawali. Im również należy się pamięć i wieczna chwała.

Ojciec Niepodległości. Książę Lubomirski zapomnianym bohaterem

Józef Piłsudski nazywany jest Ojcem Polskiej Niepodległości i choć jego zasługi są niepodważalne, była jeszcze jedna postać zasługująca na to...

zobacz więcej

Tradycyjnie przyjmuje się datę 11 listopada 1918 roku jako dzień odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów. Tego dnia Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę nad podległym jej wojskiem. Sprawa była w zasadzie wygrana na terenie Kongresówki, gdyż dzień wcześniej rozbrojono niemiecki garnizon w Warszawie. Zajęci własnymi problemami zaborcy nie byli w stanie już nic zrobić.

Co najmniej równie ważny, a można się zastanowić, czy nie ważniejszy, był 14 listopada. Tego dnia Rada Regencyjna przekazała bowiem Piłsudskiemu władzę polityczną. Aby nie dopuścić do dyktatury wojskowej czy wręcz wojny domowej, książę regent Zdzisław Lubomirski zobligował Piłsudskiego do powołania w krótkim czasie rządu, w którym będą reprezentanci wszystkich liczących się ugrupowań politycznych, oraz do zwołania wyborów parlamentarnych.

Kluczowy element

Marszałek zlecił Ignacemu Daszyńskiemu utworzenie polskiego rządu. Wprawdzie misja nie powiodła się, pierwszy stały rząd stworzył Jędrzej Moraczewski 17 listopada, ale w tym przypadku kluczowe było, że funkcjonowała polska władza, niezależna od niedawnych zaborców. Piłsudski mógł wyznaczyć szefa rządu bez oglądania się na stolice innych państw.

Żeby lepiej zrozumieć znaczenie dnia, który dziś czcimy jako Narodowe Święto Niepodległości, warto się cofnąć dwa lata, do konferencji w Pszczynie, która odbyła się na przełomie października i listopada 1916 roku z udziałem przedstawicieli Niemiec i Austro-Węgier. Generalni gubernatorzy Hans Hartwig von Beseler i Karl Kuk ustalili, że w obliczu coraz większych strat na frontach I wojny światowej koniecznym jest skorzystanie z zasobów okupowanego Królestwa Kongresowego, szczególnie ludzkich.

Na podstawie ustaleń Beselera i Kuka cesarz Niemiec Wilhelm II i cesarz Austrii oraz król Węgier Franciszek Józef I ogłosili tzw. akt 5 listopada. Obiecano w nim budowę nowego państwa polskiego, tyle że w bliżej nieokreślonych granicach i o niejasnym statusie. W dokumencie wskazano, że monarchia nie będzie „niepodległa”, a „samodzielna”.

„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Legenda Pierwszego Ułana II RP

Birbant i hulaka, a jednocześnie bohater i postać tragiczna, jak cała ojczyzna. Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski jak w soczewce skupia w sobie...

zobacz więcej

Akt 5 listopada był pewnym etapem na drodze do niepodległości, pokazał, że Polacy mają się o co bić, że perspektywa zaistnienia Polski na mapie jest coraz bardziej realna. Ale sytuacja przerosła oczekiwania zaborców. 11 listopada 1918 roku miał pokazać światu, że powstaje nie kraj buforowy, źródło zasobów ludzkich dla państw ościennych, „samodzielny” – cokolwiek to miało znaczyć – tylko prawdziwie niepodległy.

Mit

Sam 11 listopada 1918 roku był jednak tylko epizodem, etapem w tworzeniu niepodległego państwa polskiego. Proces ten rozpoczął się znacznie wcześniej i miał jeszcze nieco potrwać. Każdy mit, szczególnie mit założycielski, potrzebuje jednak symbolu. Symbolu, który nada mu sens wykraczający poza codzienną politykę, będzie czymś wzniosłym, czymś ponad, czymś, co spaja tkankę i nie jest kwestionowane. Czymś co sprowadza skomplikowane procesy polityczne do prostej formuły, do czegoś, co ludziom będzie się kojarzyło jednoznacznie, będzie elementem tożsamości, oddzielającym nas od nich. Naszą sprawę, od „ich” sprawy.

Takim symbolem miał stać się i stał 11 listopada. Piłsudski doskonale zdawał sobie sprawę z konieczności budowania tożsamości narodowej w oparciu o symbole, dlatego już w czasach II Rzeczpospolitej kultywowano pamięć o tym dniu. W 1919 roku uroczystości się nie odbyły, gdyż wciąż trwały walki o ostateczny kształt granic niepodległej Polski. Od następnego roku organizowano już jednak obchody. Były to uroczystości o charakterze wojskowym, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę wydarzenia, które przywoływano w pamięci.

Oficjalne obchody organizowano zazwyczaj w pierwszą niedzielę po 11 listopada. O ich randze świadczy fakt, że podczas pierwszej takiej uroczystości, 14 listopada 1920 roku, uhonorowano Piłsudskiego jako zwycięskiego Wodza Naczelnego w wojnie polsko-bolszewickiej, wręczając mu buławę marszałkowską. W ten sposób budowano mit, którego podstawą były dwa symbole – właśnie 11 listopada oraz sama postać Piłsudskiego.

Co ciekawe, Adolf Hitler uważał, że silniejszym symbolem jest postać Piłsudskiego i pamięć o nim wśród Polaków, dlatego podczas okupacji Niemcy nie próbowali zbytnio z nim walczyć. 11 listopada był za to tępiony z całą stanowczością. Nie powstrzymywało to Polaków przed czczeniem tej daty, choć oczywiście na jawne świętowanie jakiegokolwiek święta państwowego nie było najmniejszej szansy.

11 listopada to data mityczna. Polskim Piemontem, już w październiku, był Cieszyn

11 listopada jest datą symboliczną, odzyskiwanie niepodległości to był długotrwały proces zakończony zwycięstwem nad bolszewikami. Polskim...

zobacz więcej

Ku pokrzepieniu serc

W dniach poprzedzających rocznicę odzyskania niepodległości, m.in. w ramach akcji Mały Sabotaż, na murach, ogrodzeniach czy płytach chodnikowych pojawiały się afisze, ulotki i napisy, jak „Polska żyje”, „Polska zwycięży”, „Polska walczy”, „Jeszcze Polska nie zginęła”, „11.11.1918” czy znak Polski Walczącej. Zdarzało się, że pomniki przystrajano biało-czerwonymi kwiatami i proporczykami czy wywieszano flagę narodową. Miało to na celu pokazanie Niemcom, że Polaków nie da się ujarzmić, ale również pokrzepienie żyjących pod brutalną okupacją. Wlanie otuchy, ale również wzmocnienie poczucia patriotyzmu.

Za tego typu manifestacje była w zasadzie jedna kara – śmierć bez wyroku sądowego. Polacy szybko dowiedzieli się, że Niemcy rozstrzeliwują, zamęczają w katowniach Gestapo czy wysyłają do obozów koncentracyjnych ze znacznie błahszych powodów, a nawet bez powodu. Ale w tym właśnie tkwiła siła symbolu, mitu – mobilizowała do stawiania własnego życia na szali dla działania, gestu, wystąpienia. Wykonanie napisu „11.11.1918” było równie heroicznym gestem, jak frontalne zaatakowanie uzbrojonego wroga. Czyniono tak w imię czegoś wyższego, bo tak trzeba. W tym tkwiła ogromna przewaga moralna Polaków, tak była budowana.

Dlatego 11 listopada powinniśmy pamiętać nie tylko o micie założycielskim niepodległej II Rzeczpospolitej, ale również wszystkich zamordowanych i prześladowanych za czczenie tego symbolu. Ta data jest nierozerwalnie związana z jednym z najtragiczniejszych epizodów niemieckiej okupacji – masakry harcerzy za pielęgnowanie pamięci o Święcie Niepodległości, dokonanej równo 80 lat temu.

W nocy z 10 na 11 listopada 1939 roku grupa harcerzy z 80 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej w okolicach stacji kolejowej w podwarszawskiej Zielonce rozwiesiła plakaty ze słowami „Roty” Marii Konopnickiej. „Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, nie damy pogrześć mowy. Polski my naród, polski lud, Królewski szczep Piastowy… Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ni dzieci nam germanił…” – przypomnieli harcerze.

Reakcja Niemców była błyskawiczna. Po południu przysłali do Zielonki żandarmów z Schutzpolizei, czyli policji porządkowej, a także żołnierzy Wehrmachtu z ciężarówką i wozem pancernym. Wieści o barbarzyństwie hitlerowców nie dotarły tu z odpowiednią mocą i wielu mieszkańców z ciekawości wyszło przyjrzeć się mundurowym. Ci nie zamierzali ograniczać się do demonstracji. Zatrzymali 11 osób, w tym harcerzy oraz przypadkowe osoby.

Z okazji Dnia Niepodległości MON zaprasza na pikniki „Służymy Niepodległej”

Ministerstwo Obrony Narodowej zaprasza na pikniki „Służymy Niepodległej”, organizowane w przeddzień Dnia Niepodległości. Resort zachęcający do...

zobacz więcej

Zatrzymani zostali wywiezieni. Z transportu zdołał uciec Zbigniew Czapiński, zaś tuż przd kaźnią skutecznie ucieczką salwował się Tadeusz Cieciera. W lesie Niemcy rozstrzelali harcerzy: 16-letnich Stanisława Golcza i Zbigniewa Dymka, 17-letniego Józefa Wyrzykowskiego, 25-letniego Józefa Kulczyckiego, 27-letniego Stanisława Stawiarskiego i 38-letniego Stanisława Jana Rudzkiego oraz trzech mieszkańców z Zielonki: Arona Kaufmana, Edwarda Szweryna i mężczyznę o nieustalonej tożsamości.

Po wojnie, 1 listopada 1946 roku, Cieciera złożył obszerną relację, dokładnie opisując przebieg tego mordu. Oddajmy zatem głos świadkowi (za portalem NaszRembertow.pl; pisownia oryginalna): „Protokół spisany z inż. Ciecierą Tadeuszem zamieszkałym w Warszawie na Pradze przy ulicy Małej 14/30 w sprawie mordu dokonanego przez Niemców w Zielonce k/Warszawy 11 listopada 39 r. Zeznaje inż. Cieciera Tadeusz:

Dzień 11 listopada 1939 roku był wyjątkowo słoneczny i ciepły, mieszkańcy Zielonki korzystając z pogody, a może i z powodu przypadającego na ten dzień Święta Niepodległości, wyszli w większej niż zwykle ilości na ulice i do kościoła wraz z dziećmi, a nawet z niemowlętami w wózkach. Około godziny 12-tej zajechały do Zielonki dwa samochody wojskowe niemieckie: jeden samochód ciężarowy marki Ford, drugi samochód pancerny. Na samochodzie ciężarowym było około 20-tu umundurowanych Niemców /Schupe/. Nie wszyscy mieszkańcy Zielonki orientowali się wtedy w oznakach wojskowych niemieckich i nie przypuszczali, że to są żandarmi.

Łapanka

Samochody zatrzymały się przed kawiarnią »Bellewue«. Do przybyłych przyłączyli się Niemiec zawiadowca stacji i jako tłumacz pracownik kolejowy, a późniejszy volkdeutsch Wdzięczkowski i w niewiadomym mi charakterze hauptman Zygmunt i Grams Gustaw, a następnie kasjerka kolejowa Biadeusz Weronika, Polka z poznańskiego, która starała się bronić aresztowanych – co udało się jej nawet w stosunku do zatrzymanego Leśnikowskiego Zdzisława.

Organizacje konspiracyjne wówczas w Zielonce jeszcze nie działały i nikt z mieszkańców Zielonki nie czuł się winnym w stosunku do Niemców, którzy do tej pory, poza Bydgoszczą, nie stosowali masowych mordów, jakie nastąpiły później. W poczuciu pełnego bezpieczeństwa dzieci, starsza młodzież, a nawet niektórzy dorośli, zbliżali się do przybyłych samochodów przez ciekawość dla obejrzenia. Do liczby ciekawych należałem i ja i mój kolega student Politech. Warszawskiej Zbigniew Czaplicki, gdyż nowy typ samochodu interesował nas jako sportowców. Obaj zostaliśmy zatrzymani jako pierwsi.

Środowiska niepodległościowe organizowały w PRL nielegalne obchody Święta Niepodległości (fot. IPN)
Środowiska niepodległościowe organizowały w PRL nielegalne obchody Święta Niepodległości (fot. IPN)

30 lat temu Sejm ustanowił 11 listopada Narodowym Świętem Niepodległości

30 lat temu, 15 lutego 1989 r., w trakcie obrad Okrągłego Stołu, Sejm PRL przyjął ustawę o ustanowieniu 11 listopada Narodowym Świętem...

zobacz więcej

Po pewnym czasie Niemcy przyprowadzili dalsze osoby: harcerzy Golcza Stanisława lat 16, Dymka Zbigniewa 16 lat, Wyrzykowskiego Józefa lat 17, Stawierskiego – hufcowego, studenta Rudzkiego oraz Kulczyckiego Józefa studenta SGH lat 25, Szweryna właściciela restauracji, który jak dowiedziałem się później, zatrzymany został z powodu handlu naftą kolejową, Żyda Kaufmana rzeźnika z Zielonki i nieznanego mi mężczyznę z Zielonki, którego nazwiska nie pamiętam i dwie nieznane mi osoby.

Dymek i Kaufman zostali przyprowadzeni z łopatami i fakt ten zaczął mnie i Czaplickiego niepokoić. Samochodem ciężarowym wywieziono nas na szosę w kierunku Rembertowa. Przypuszczalnie na drugim kilometrze od Zielonki kazano nam wysiąść. Zauważyłem już w samochodzie, że Czaplicki przygotowuje się do ucieczki, gdyż zrzucił pas i rozpiął kożuszek. Gdy prowadzono nas w głąb lasu, Czaplicki rzucił się do ucieczki, przebiegł obok mnie i oficera niemieckiego zrzucił po drodze kożuszek i znikł w lesie. Strzały doń kierowane chybiły, a pościg wrócił z niczym. Kolega Zbyszek ocalał. Po powrocie żandarmi wyładowali całą złość na pozostałych skazańcach, kopiąc ich i bijąc kolbami – najbardziej ucierpiał Rudzki. Dalej prowadziło nas każdego dwóch żandarmów, trzymając za kark.

Kaźń

Przy niewielkiej polanie, która miała być miejscem egzekucji, otoczono nas kołem, a oficer wyjął arkusz papieru na którym miał być napisany wiersz o treści patriotycznej i zapytał kto ten wiersz napisał, obiecując, że w razie przyznania się nam nic nie będzie. Nikt nie przyznał się a ja w międzyczasie podsłuchałem rozmowę Niemców, że nas rozstrzelają czy przyznamy się czy nie. Zdecydowałem uciekać, lecz przed tym chcąc ratować pozostałych, a będąc pewnym, że Zbyszek uciekł, oświadczyłem żandarmom, że wiersz napisał ten co uciekł. Nie odniosło skutku, a oficer przez tłumacza oświadczył nam, że będziemy rozstrzelani.

Zaczęła się tragedia i rozpacz. Golcz i Dymek harcerze z Zielonki płakali. Kulczycki zbladł i milczał, nikt nie prosił o litość ani o łaskę, jedynie Szweryn całował buty Niemca dla ratowania życia. Scena powyższa obezwładniła mój umysł i czułem że słabnę, lecz trwało to tylko chwilę. Uprzedziwszy Golcza i Kulczyckiego, że po spisaniu personalii i ostatnich słów do rodziców będę uciekał, gdy Niemcy ustawili się w szereg do wykonania egzekucji i kazali zdjąć czapki, rzuciłem się w bok, klucząc między drzewami i rowem melioracyjnym dostałem się do Zielonki, będąc cały czas pod strzałem. Działo się to około godziny czternastej.

Od Singapuru po Chile: na całym świecie świętowano z Polską stulecie niepodległości

Manila, Kuwejt, Zagrzeb, Helsinki, Tel Awiw, Santiago de Chile i oczywiście Dubaj, gdzie znajduje się najwyższy budynek świata, blisko kilometrowy...

zobacz więcej

Przenocowałem u pp. Dziedziców przy ulicy Piotra Skargi. Dnia następnego udałem się na tułaczkę. Do Zielonki powróciłem dopiero przed powstaniem warszawskim. Swoje ocalenie zawdzięczam przede wszystkim Bogu, zdecydowanej woli i śmiałej decyzji, którą zdobyłem w pracy harcerskiej, oraz zaprawie fizycznej, którą uzyskałem uprawiając sport.

/-/ inż. Cieciera Tadeusz. Zeznania te zostały złożone i spisane w naszej obecności, osobiście przez znanego nam inż. Ciecierę Tadeusza i przez niego własnoręcznie podpisane. /-/ Zygmunt Nowicki kol. Zosinek, Jaskłowski Józef Zielonka ul. Staszica dom Michlewicza. Własnoręczność podpisów i tożsamość osób ob. ob. Cieciery Tadeusza Nowickiego Zygmunta i Jaskłowskiego Józefa poświadczam: pieczęć podłużna Sołtys os. Zielonka Gmina Marki pow. warszawski /-/ Siwierski.”

Hołd dla pomordowanych

Była to jedna z pierwszych masowych egzekucji przeprowadzonych przez niemieckich okupantów. Hołd pomordowanym druhom złożyli harcerze, przygotowując film pt. „11 listopada”. W samym miejscu kaźni początkowo postawiono niewielki krzyż, zaś w latach 60. nieopodal stacji Zielonka Bankowa powstał większy pomnik.

Po zakończeniu II wojny światowej komuniści nie zamierzali kultywować pamięci o 11 listopada. Uznali, że Polakom wystarczy wdzięczność za „niepodległość” tylko wobec jednego środowiska – ich własnego. Wprawdzie jeszcze w 1944 roku zorganizowano obchody święta na terenach objętych władzą przez utworzony kilka miesięcy wcześniej Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, ale miało to służyć jedynie zdobyciu zaufania Polaków. Już w 1945 roku na 22 lipca – w rocznicę ogłoszenia Manifestu PKWN – wyznaczono Narodowe Święto Odrodzenia Polski i zniesiono przedwojenne Święto Niepodległości.

Co roku w listopadzie starano się przyćmić datę 11-ego obchodzonymi wcześniej rocznicami sowieckiej rewolucji październikowej z 1917 roku. PRL-owska propaganda dowodziła, że to bolszewicki zryw był kluczowy dla odbudowy polskiej państwowości. Naturalnie pomijano fakt, że to właśnie sowieci starali zniszczyć rzeczoną państwowość, wywołując w 1920 roku wojnę zakończoną upokarzającą klęską Armii Czerwonej.

Episkopat: Niepodległość została przez Polaków wymodlona, wypracowana i wywalczona

„Niepodległość została wymodlona, wypracowana i wywalczona przez Polaków, którzy stali się wewnętrznie wolnymi i ugruntowanymi w wierze” – napisali...

zobacz więcej

Wbrew intencjom komunistycznych władz, Polacy nie zapomnieli o 11 listopada. Świadczy to o sile tego symbolu, a także jego wyjątkowej żywotności. W czasach PRL data ta nabrała nowego znaczenia, stała się również symbolem oporu wobec władz z moskiewskiego nadania, niezwykle silnym wyznacznikiem tożsamościowym środowisk niepodległościowych. Organizowano wówczas nielegalne bądź półlegalne obchody, zwalczane przez bezpiekę.

Wsparcie Kościoła

W pielęgnowanie tradycji dotyczących 11 listopada aktywnie włączył się Kościół. Dbał o to szczególnie między innymi metropolita krakowski kardynał Karol Wojtyła. W całej Polsce w kościołach tego dnia odbywały się msze w intencji ojczyzny. Organizacje niepodległościowe, także piłsudczykowskie, mogły korzystać z pewnego parasola ochronnego roztaczanego przez Kościół, ale tworzyły się też spontaniczne obchody i manifestacje.

Tak było w 1978 roku, w 60. rocznicę przekazania Piłsudskiemu władzy nad wojskiem. Po wieczornej Mszy świętej w warszawskiej katedrze św. Jana pochód liczący około 2 tys. osób przeszedł Krakowskim Przedmieściem do Grobu Nieznanego Żołnierza. Przemarsze odbyły się również w Krakowie, Gdańsku i Łodzi.

Podobnie jak naziści, również komuniści ścigali organizatorów i uczestników obchodów, których także represjonowano. Andrzej Czuma, Jan Janowski, Bronisław Komorowski i Wojciech Ziembiński zostali zatrzymani w 1979 roku za wygłaszanie przemówień przed Grobem Nieznanego Żołnierza, po podobnym pochodzie, jaki odbył się rok wcześniej. Kolegium ds. wykroczeń skazało opozycjonistów na kary od 1 do 3 miesięcy pozbawienia wolności. Po odwołaniach, 22 stycznia 1980 roku wyroki zatwierdził zbrodniarz komunistyczny, sędzia Andrzej Kryże.

Mimo represji, 11 listopada był świętowany przez coraz większą liczbę Polaków. Na miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku – jak wynika z danych MSW – w obchodach wzięło udział około 100 tysięcy osób. Przedwojenny symbol coraz silniej wyrażał aktualne potrzeby wolnościowe Polaków.

101. rocznica odzyskania niepodległości. Jak świętujecie? [WIDEO]

W najbliższy poniedziałek będziemy świętować 101. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Na ulice naszych miast wyjdą tysiące Polaków,...

zobacz więcej

Próba monopolizacji

Władze PRL starały się ograniczyć siłę symbolu i zmonopolizować go. Z jednej strony walczyły z pamięcią o 11 listopada, z drugiej, pod wpływem „Solidarności” zaczęły organizować własne obchody. W latach 80. przedstawiciele władz państwowych składali wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie, miało to przekonać społeczeństwo, że władza od niego nie odstaje. Skuteczność takich zabiegów była znikoma, ale tak się dzieje, gdy ktoś próbuje szargać symbol.

Opozycja dalej organizowała własne obchody, również w trakcie stanu wojennego. Władze odpowiadały na nie, jak potrafiły – represjami. W 70. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości doszło do starć z milicją. Pochody utworzone po Mszach świętych w intencji ojczyzny w Katowicach, Gdańsku i Poznaniu zostały zaatakowane przez funkcjonariuszy ZOMO i Służby Bezpieczeństwa. Podczas pacyfikacji ranne zostały dziesiątki osób, wiele trafiło do aresztów. Równolegle propaganda próbowała wpisać 11 listopada do kalendarza świąt komunistycznych.

Oficjalnie 11 listopada, jako Narodowe Święto Niepodległości, do kalendarza świąt państwowych wszedł 15 lutego 1989 roku, w ostatnich podrygach Polski ludowej. Sejm PRL IX kadencji przyjął ustawę o treści: „Dla upamiętnienia rocznicy odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego oraz walk pokoleń Polaków o wolność i niepodległość stanowi się, co następuje: Art. 1. Dzień 11 listopada jest uroczystym Narodowym Świętem Niepodległości. Art. 2. Dzień 11 listopada jest dniem wolnym od pracy. Art. 3. Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia”.

11 listopada odzyskał należne miejsce. Warto tego dnia pamiętać nie tylko o odzyskaniu niepodległości po 123 latach zaborów i walkę o wolną Polskę, ale również o Polakach, którzy byli prześladowani i oddali życie za pielęgnowanie tradycji.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej