RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Czerwona pajęczyna wciąż oplata Bałkany

Rosja wciąż uważa Bałkany za swoją strefę wpływów (fot. Alexei Druzhinin\TASS via Getty Images)
Rosja wciąż uważa Bałkany za swoją strefę wpływów (fot. Alexei Druzhinin\TASS via Getty Images)

Bałkany pozostają terenem intensywnej rywalizacji Kremla z Zachodem. Moskwa stara się za wszelką cenę nie dopuścić do rozszerzenia się NATO i UE o ten region. Dlatego podsyca tam lokalne konflikty, prowadzi zaawansowaną infiltrację szpiegowską i stara się zacieśniać współpracę polityczno-militarno-gospodarczą. Polska tymczasem wspiera prozachodnie tendencje na Bałkanach, wypychając z nich wpływy rosyjskie.

Stany grożą, Serbia i tak kupuje. Rosyjski Pancyr-S1 zostanie niedługo sprzedany

Rosja ma dostarczyć Serbii zaawansowany rakietowy system przeciwlotniczy, mimo ostrzeżeń ze strony USA dotyczących ewentualnych sankcji przeciwko...

zobacz więcej

Zahamowanie przez Francję negocjacji akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią było ciężkim ciosem zarówno dla tych państw, jak i całego regionu Bałkanów. Aby wypełnić swoje zobowiązania, pierwszy z tych krajów zawarł porozumienie z Grecją i zmienił nazwę państwa, drugi zreformował zaś swoje sądownictwo.

Sposób, w jaki zostały one potraktowane przez Paryż, sprawia, że cała wspólnota traci na wiarygodności. Efektem może być nie tylko osłabienie opcji prozachodnich w całym regionie, ale też wzmocnienie wpływów Rosji i takich krajów jak Chiny i Turcja. Państwa te kuszą bałkańskie stolice propozycjami zacieśniania współpracy i wizją ogromnych inwestycji.

Wzmocnienie relacji gospodarczych wymaga jednak konkretnej postawy politycznej , co sprawia, że państwa tego regionu coraz częściej, zamiast jednoznacznie opowiadać się za opcją zachodnią, grają na „kilka” kierunków. Zachód przestał być przez nie traktowany jako jedyna alternatywa rozwoju.

Paryż tłumaczył swoją decyzję tym, że zanim kolejne państwa uzyskają członkostwo w UE, to powinna się ona zreformować. Tyle że żaden z krajów nie ma szans na wejście do wspólnoty do 2027 r., co daje UE dużo czasu na dokonanie potrzebnych zmian.

Francja jednak wykorzystuje sprawę rozszerzenia wspólnoty do tego, by zmusić pozostałe państwa członkowskie do debaty o reformie. Jak przekonuje w swoim komentarzu dla Ośrodka Studiów Wschodnich Marta Szpala, Paryż gra na czas, także domagając się nowego raportu Komisji Europejskiej o stanie reform w tych państwach, chociaż wcześniej instytucja ta rekomendowała rozpoczęcie z nimi negocjacji.

Podziękowania dla Putina. Niewykluczone, że Rosja chce zaangażować Serbię w konflikt

Prezydent Serbii Aleksandar Vuczić podziękował Władimirowi Putinowi za wzmocnienie zdolności bojowych sił zbrojnych kraju. Vuczić przemawiał w...

zobacz więcej

„Rząd francuski powołuje się także na opór społeczeństwa wobec przyjmowania nowych członków ze względu na zagrożenia związane ze zorganizowaną przestępczością płynące z Bałkanów. Partia prezydenta Emmanuela Macrona sama rozpalała te obawy podczas kampanii wyborczej, a zablokowanie otwarcia negocjacji raczej pogłębi odnośne problemy, ponieważ państwa bałkańskie nie będą miały motywacji do wprowadzania reform” – podkreśla w analizie Marta Szpala.

Decyzja Francji spotkała się z krytyką Polski, która jest zdecydowanym zwolennikiem rozszerzenia UE i NATIO na ten rejon Europy, zacieśniania z nim współpracy gospodarczej, a przy tym zmniejszania wciąż silnych tam wpływów rosyjskich.

Przedstawiciele państw uczestniczący w niedawnym IX Szczycie Przewodniczących Parlamentów Europy Południowo- Wschodniej uznali decyzję o wstrzymaniu procesu rozszerzania UE za błąd. Identyczne stanowisko zajmują przedstawiciele państw Grupy Wyszehradzkiej, którzy również wzięli udział w szczycie w Budapeszcie.

W swoim wystąpieniu marszałek Sejmu Elżbieta Witek powiedziała, że w interesie Polski oraz całego regionu stoi kontynuacja procesu integracji europejskiej.

– Uważamy, że jest to działanie zmierzające do zapewnienia w Europie pokoju, dobrobytu i stabilności. Stoimy na stanowisku, że UE musi wypełnić swoje jednoznaczne zobowiązanie do wspierania integracji europejskiej tego regionu – podkreśliła Elżbieta Witek.

Berlin zaprasza Moskwę na salony. Rosja pozostała Rosją

Władimir Putin nie ugiął się pod krytyką płynącą z Zachodu. Nie cofnął się nawet o krok. Nadal realizuje swoją agresywną politykę wobec Ukrainy,...

zobacz więcej

Zaznaczyła przy tym, że decyzja Paryża podważa wiarygodność UE na arenie międzynarodowej, a przystąpienie do Wspólnoty nie może być grą według zasad, które są stale zmieniane przez jedną ze stron.

– Wzmacnianie integracji europejskiej państw Europy Południowo-Wschodniej pozostanie jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej. Dołożymy także wszelkich starań, by kwestia ta pozostała priorytetem Unii – zapewniła Elżbieta Witek.

Polskie władze doskonale zdają sobie sprawę z tego, że pozbawienie państw bałkańskich szans wejścia do UE i NATO osłabia prozachodnie tendencje w tym krajach, a także pozwala na ich większą penetrację przez Rosję, Chiny i Turcję, które są szczególnie mocno zaangażowane w tym rejonie.

Szczególnie dużym zagrożeniem jest coraz bardziej asertywna polityka Kremla, który to obiecuje bałkańskim państwom ogromne inwestycje i wykorzystuje swoją silną pozycję eksportera energii i broni.

Najbardziej widać to w ostatnim czasie na przykładzie Serbii, która coraz intensywniej współpracuje z Moskwą. Ta ma w najbliższych miesiąca dostarczyć temu bałkańskiemu państwu zaawansowany rakietowy system przeciwlotniczy - Pancyr-S. Wcześniej do Serbii trafiły rosyjskie samoloty myśliwskie, śmigłowce bojowe i czołgi.

Berlin na usługach Gazpromu. Niemcy chcą unieszkodliwić dyrektywę gazową

Zgoda Danii na ułożenie gazociągu Nord Stream 2 w jej wodach nie jest zaskoczeniem. Kopenhaga i tak długo opierała się naciskom płynącym z Berlina...

zobacz więcej

Duże wojskowe zakupy w Rosji, a także deklaracje Moskwy, że będzie wspierać suwerenność Serbii, budzą uzasadnione zagrożenie jej sąsiadów, w tym, w szczególności Kosowa, z którym Belgrad w tym momencie ma „zamrożone” relacje.

Zakup Pancyr-S został ostro skrytykowany przez Waszyngton, który zagroził nałożeniem na Serbię sankcji. To jednak jak na razie nie wpływa na politykę Belgradu.

Serbia jest traktowana przez Kreml jako najważniejszy sojusznik w tym regionie mimo tego, że chociaż nie chce wchodzić do NATO, pozostaje oficjalnym kandydatem do wstąpienia do UE.

Wciąż jednak władze w Belgradzie starają się lawirować między UE i Rosją. W rezultacie zacieniania współpracy z Kremlem, Serbia nie poparła sankcji UE nałożonych na Rosję za agresję na Ukrainę. Pod koniec października popisała zaś umowę o wolnym handlu z Eurazjatycką Unią Gospodarczą (EUG), kierowanym przez Moskę projektem integracyjnym, pomimo tego, że Belgrad musi się liczyć, że utrudni mu to starania o wejście do UE.

Najwidoczniej jednak Serbia woli już teraz zwiększać swoje obroty handlowe na tym kierunku, niż liczyć na docenienie jej starań przez unijne instytucje w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Rosyjski gaz nie popłynie przez Ukrainę? Rozmowy ws. tranzytu zakończone fiaskiem

Kolejna runda rozmów między Rosją, Ukrainą i Komisją Europejską ws. tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę od 2020 r. zakończyła się fiaskiem....

zobacz więcej

Do podpisania umowy z EUG dochodzi w sytuacji, gdy UE pozostaje głównym partnerem handlowym Serbii, a handel dwustronny stanowi 63 proc. całkowitej wymiany Belgradu.

- Handel z Rosją stanowi mniej niż 10 proc. całkowitego handlu Serbii. Ponadto europejskie inwestycje w Serbii są ponad 10-krotnie wyższe niż rosyjskie - przypomniała rzeczniczka Komisji Europejskiej Maja Kocijanczicz, komentując decyzję Belgradu. Pozostało to jednak bez odpowiedzi.

Tak intensywna współpraca Serbii z Rosją jest prezentowana przez Kreml, jako przykład dla innych państw, mający świadczyć o jego atrakcyjności jako partnera biznesowego i politycznego.

Celem prowadzonej przez Moskwę polityki w tym rejonie jest rozgrywanie lokalnych konfliktów – tak jak w przypadku sporu Serbii z Kosowem i budowanie swojego bloku „sojuszniczych” państw. Stara się też ona wpływać na tamtejsze procesy polityczne – poprzez wspieranie części partii, czy też środowisk wykazujących prorosyjskie afiliacje, jak to miało miejsce w ostatnim czasie w Czarnogórze, gdzie próbowała zorganizować pucz, Macedonii Północnej, gdzie sprzeciwiała się zawarciu porozumienia z Grecją czy Bośni i Hercegowinie, gdzie wspiera separatystyczne tendencje tamtejszych Serbów.

Rosja nie rezygnuje też z „klasycznych” sposobów na wpływanie na politykę danego państwa. Dowodem na wciąż bardzo intensywną działalność szpiegowską w tym rejonie jest afera z rosyjskim dyplomatą w roli głównej, która ostatnio wybuchła w Bułgarii.

Czaputowicz: Chcemy, by Serbia była w pierwszej grupie państw przyjętych do UE

– Chcemy, żeby Serbia znalazła się w pierwszej grupie państw, które zostaną przyjęte do Unii Europejskiej – oświadczył minister Czaputowicz po...

zobacz więcej

W jej efekcie, z kraju wydalony został pierwszy sekretarz rosyjskiej ambasady Władimir Rosjaiew, który kierował rosyjską siecią wywiadu wojskowego na całych Bałkanach i do którego przybywali po instrukcje i na konsultacje pracownicy tej struktury z całego regionu.

Jak informował dziennik „24 czasa”, dyplomata prowadził swoją działalność ostentacyjnie, prawie w ogóle nie kryjąc się z próbami werbunku m.in. bułgarskich oficerów, którym obiecywał za współpracę pieniądze i awanse służbowe. Interesował się przy tym przede wszystkim sprawami militarnymi, także tymi dotyczącymi nowego uzbrojenia sojuszników.

Dziennik „24 czasa” napisał w tym kontekście, że w Sofii jest około 200 rosyjskich dyplomatów, których zadaniem „nie jest gwarantowanie bezpieczeństwa rosyjskich turystek na wybrzeżu czarnomorskim”.

„Należy zdać sobie sprawę, że Rosja jest wrogim krajem” - podkreślała gazeta i dodawała, że „wydalenie Rusjaiewa jest ważne również dlatego, że rosyjscy rezydenci powinni wiedzieć, że nie mogą czuć się bezkarnymi w Bułgarii”.

Władze w Bułgarii starały się przy tym wyciszać sprawę, gdyż prowadzą z Moskwą negocjacje gazowe.

I to właśnie kwestie energetyczne pozwalają Rosji na ciągłe trzymanie w szachu wielu krajów tego regionu. Uzależnienie to zwiększa się, także przez budowę Turkish Stream – drugiego gazociągu, obok Nord Stream 2, który, tym razem od południa, ma ominąć Ukrainę i dostarczać energię zachodniej Europie.

Biorąc pod uwagę zaangażowanie Rosji na Półwyspie Bałkańskim, polska dyplomacja intensywnie stara się przedstawiać tym krajom pozytywne aspekty wynikające ze wzmacniania współpracy zarówno z Zachodem, jak i w samym rejonie Europy Środkowo-Wschodniej.

Rozbudowa infrastruktury, wspieranie turystyki, tworzenie wspólnych projektów, także energetycznych, a przy tym zwiększenie wymiany handlowej, ma pokazać, że UE to nie tylko sceptyczna wobec ambicji tego rejonu Francja, czy też Niemcy, których polityka wobec niego również zabarwiona jest sporą dozą niechęci, ale także takie państwa jak Polska, czy Grupa Wyszehradzka, którym zależy na rozwoju tej części Europy.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.


Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej