Swędząca skóra i chore psyche

Naukowcy spekulują także na temat przyczyn możliwego związku świądu z depresją (fot. shutterstock/Voyagerix)

Pierwsze na świecie badania nad wpływem swędzącej skóry na nasz stan psychiczny wskazują, że z przyczyn dermatologicznych nasza sfera psychiczna może się bardzo rozchorować.

Dusi, gryzie w gardło, niszczy nam narządy wewnętrzne. Jak żyć z alergią?

Dzieci pochodzące z niedużych gospodarstw rolnych, gdzie nie stosuje się chemizacji, zanieczyszczenie środowiska bywa niższe, a zagrożenie...

zobacz więcej

Nic nas nie drażni bardziej niż swędzące miejsce, którego sami nie potrafimy sięgnąć, by podrapać – czyż nie? Nieustające, nawet krótkotrwałe odczucie świądu powoduje, że „wariujemy” – i tego doświadczył chyba każdy z nas. Jednak niektórym z nas, cierpiącym na schorzenia dermatologiczne, te różne alergie skórne, atopowe zapalenie skóry itd. świąd staje się codziennym dramatycznym towarzyszem.

A ponieważ takie schorzenia dotykają nawet noworodków i mogą się ciągnąć przez całe życie, naznaczają je niewyobrażalnym dla ogółu cierpieniem. I im bardziej tę chorą skórę się drapie, tym bardziej przysparza się potem sobie tak świądu podczas procesów gojenia czy nowych reakcji alergicznych, jak i ryzyka zakażenia rany oraz po prostu bólu.

Skóra jest nie tylko obficie, ale wręcz szczelnie unerwionym organem. Dotyk jest jednym z naszych zmysłów, niezmiernie istotnym tak dla naszego przetrwania (pozwala np. unikać niebezpiecznych ukłuć i oparzeń), jak i życia społecznego. Wszyscy wiemy, jak dramatyczne, zwane chorobą sierocą, są konsekwencje, gdy rozwijający się noworodek nie otrzymuje wystarczającej stymulacji dotykowej – nie jest przytulany. Mały człowiek funkcjonalnie staje się jak autysta, mimo że nie niesie żadnych predyspozycji genetycznych dla takiego stanu rzeczy.

Dzięki dotykowi przekazujemy sobie informację o wzajemnej więzi, to na skórze mają także miejsce stymulacje najistotniejsze dla aktywności seksualnej, mającej na celu przedłużanie naszego gatunku. Stąd wszelkie nawet przesuszenie skóry, a nie tylko zranienie, nasz mózg wychwyci i będzie musiał sobie z tym odczuciem jakoś poradzić. Czasami jednak – właśnie jak w przypadku chronicznych schorzeń przejawiających się dermatologicznie – tego typu stymulacji jest więcej, niż zdrowy mózg może znieść.

Według uczonych z 13 krajów europejskich pod kierunkiem pracującej w Szwecji Florence Dalgard (z Polski prof. dr hab. n. med. Jacek C. Szepietowski, Kierownik Katedry i Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Alergologii Akademii Medycznej we Wrocławiu), pojawiają się wtedy bardzo niekorzystne zmiany w psychice pacjenta.

Powiedz mi, jak jest twój styl życia, a powiem, jak cię zwalczyć

Mikrobiolodzy z Uniwersytetu w Pittsburgu (USA) oznajmili, że potrafią przewidzieć, w jaki sposób przebiegnie ewolucja bakterii, gwarantująca jej...

zobacz więcej

W swej wspaniałej, przedwojennej jeszcze książce „Historia medycyny filozoficznie ujęta” Władysław Szumowski, rozpoczynając rozdział o dermatologii, napisał coś bardzo przedziwnego i prawdziwego zarazem: „Dermatolodzy zdjęli z człowieka skórę i zaczęli ją leczyć”. Oznacza ono, że przyczyny zmian skórnych mogą być rozmaite i bardzo często niejasne, a jednak dermatolog musi to jakoś ogarnąć i zareagować objawowo. To jeden z ostatnich klinicystów, który na co dzień pracuje z atlasem pełnym zdjęć i porównuje z nimi to, co widzi u pacjenta.

Bardzo często nie ma innej możliwości. Jeśli np. przyczyną stanu zapalnego skóry i wynikłego z niego świądu jest alergia, a alergenu nie da się całkowicie uniknąć (bo to np. roztocza w kurzu czy jakiś związek chemiczny, zawsze obecny w farbach), pozostaje smarowanie skóry rozmaitymi środkami – od oleju lnianego po maść z wysokim stężeniem sterydów. Często przepisywanych niejako eksperymentalnie – trzeba spróbować wielu, i czasem nic może nie przynieść poprawy czy nawet ulgi.

W swojej pracy na łamach „Journal of Investigative Dermatology” międzynarodowy zespół analizuje dane 3530 pacjentów cierpiących na świąd skóry i porównuje je z danymi 1094 osób bez tych objawów. Grupy mają porównywalny rozkładach wieku i płci. Analizowano stan psychiczny tych wszystkich osób, korzystając ze stosownej skali (Hospital Anxiety and Depression Scale). Porównywano także m.in. ich dane socjo-demograficzne, poziom stresu wynikłego z wydarzeń w toku życia, sytuację ekonomiczną oraz ogólny stan zdrowia.

Co ma układ odporności do pamięci?

Nie chodzi tu o pamięć immunologiczną, ale taką zwykłą – gdzie ja wsadziłem te klucze? Na tak postawione, dość kuriozalne pytanie postanowili...

zobacz więcej

Wyniki wskazują na silny związek świądu skóry z kliniczną depresją, myślami samobójczymi i popadaniem w trudności ekonomiczne. Także ogólny stan zdrowia osób cierpiących dermatologicznie jest nieco gorszy niż osób bez chronicznego świądu.

Nie da się zatem uniknąć w świetle tych wyników konkluzji, że świąd u pacjentów dermatologicznych obciąża ich znacząco ryzykiem schorzeń sfery psychicznej. Wymagałoby to według autorów zapewnienia tym pacjentom dostępu do opieki specjalistów z innych dziedzin medycyny – psychologów i psychiatrów.

Autorzy badania spekulują również na temat przyczyn możliwego związku świądu z depresją. Otóż sam chroniczny stan zapalny skóry indukuje działanie sieci przekaźnictwa nerwowego w mózgu opartego o serotoninę. Ten zaś jest znany z uczestnictwa w powstawaniu stanów depresyjnych czy nadpobudliwości.

Brak jednak w tych wstępnych, jak przyznają sami autorzy, i co tu kryć – pionierskich badaniach szczegółowego przyjrzenia się kwestii terapii, którą na swoje skórne dolegliwości latami czasem przyjmowali „chorzy na świąd”. A są wśród stosowanych leków tak kortykosterydy – to hormony, więc mają w wyniku wielorakich powiązań nerwowo-endokrynnych wpływ na mózg, jak i ketotifen.

Ten ostatni lek antyhistaminowy stabilizuje błony komórek tucznych, z których uwalniają się pęcherzyki powodujące swą zawartością lawinową reakcję alergiczną. Jest powszechnie na świecie stosowany od lat i przez wielu pacjentów – całymi latami. Wśród jego działań ubocznych są jednak m.in. drażliwość i nerwowość. Może on także zwiększać skutki działania na organizm alkoholu, środków uspokajających, przeciwdepresyjnych i antylękowych.

Dzieje się tak dlatego, że ketotifen ma słabe – w kuracji jedynie tym lekiem nieistotne – właściwości hamowania receptorów cholinergicznych i serotonergicznych. A to oznacza, że w skojarzeniu z innymi lekami o takim działaniu może mieć wpływ na działanie układu nerwowego, gdzie te receptory pełnią kluczową rolę.

Moim zdaniem alergie są najważniejszymi chorobami chronicznymi poza całkowitą niepełnosprawnością ruchową, gdzie – i tu zgadzam się w pełni z autorami najnowszej publikacji na łamach „Journal of Investigative Dermatology” – pomoc psychologa byłaby wręcz niezbędna. Wiąże się bowiem z nimi, gdy mają objawy skórne, nie tylko sam efekt psychologiczny świądu skóry – jak opisano powyżej, znaczący.

Odra czyni nas bezbronnymi

Najprościej byłoby powiedzieć jednym zdaniem, że „odra powoduje immunologiczną amnezję”. Warto jednak rozłożyć tę niedawno sformułowaną naukową...

zobacz więcej

Rozdrapana skóra, zanim zacznie znowu swędzieć, strasznie boli. Jeśli rany są rozległe i głębokie, a dziecko maleńkie, ten ból może hamować prawidłowy rozwój. Mózg bowiem musi sobie najpierw z nim poradzić, a dopiero potem „skupia się” na poznawaniu języka, doświadczaniu dookolnego środowiska, zabawie.

Po trzecie wreszcie – skórę widać. Jest jak nasza wizytówka. Mówi wiele o naszym wieku, wykonywanej pracy, higienie, a nawet zamożności. Skóra chora wywołuje zupełnie automatycznie odruch wstrętu.

Ewolucyjnie to „zdrowe” – wiele zmian skórnych ma podłoże zakaźne i jako gatunek nauczyliśmy się unikać kontaktu z „trędowatymi”. To zjawisko w psychologii ewolucyjnej nosi nazwę behawioralnego układu immunologicznego (BIS). Dzięki niemu unikamy kontaktu z grupami postrzeganymi, a częstokroć stygmatyzowanymi, jako zbiorowiska akumulujące, czyli potencjalnie roznoszące choroby (imigranci, ludzie otyli, kalecy, alergicy, osoby z wyraźnym trądzikiem itp.).

Oczywiście większość chorób skóry nie jest zakaźna i my o tym wiemy, wiedza jednak rzadko hamuje uprzedzenia. Ten ewolucyjnie wybudowany lęk konkuruje w nas ze zwykłą przyzwoitością.

Tylko że ten odrzucony – np. dziecko z wyraźnymi i szpecącymi zmianami skórnymi w grupie rówieśniczej w przedszkolu – doświadcza w wyniku naszych odruchowych zachowań traumy, o której mamy nikłe pojęcie, jeśli sami nigdy nie byliśmy odrzuceni.

Skóra – jak powiedziałam wyżej – jest naszą wizytówką. Mamy wbudowany mechanizm oceniania ludzi po wizytówkach. Skóra to wielka powierzchnia, organ sprzężony z mózgiem miliardami zakończeń nerwowych. Skóra to nasza ochrona, granica ze światem zewnętrznym, od którego dosłownie nas ona oddziela. I najczęściej niestety nie da się jej z siebie zdjąć i wyleczyć, by przestała przynosić cierpienie.

źródło:
Zobacz więcej