Berlin na usługach Gazpromu. Niemcy chcą unieszkodliwić dyrektywę gazową

Nord Stream 2 zacznie najprawdopodobniej działać w połowie 2020 roku (fot. PAP/DPA/Stefan Sauer)

Zgoda Danii na ułożenie gazociągu Nord Stream 2 w jej wodach nie jest zaskoczeniem. Kopenhaga i tak długo opierała się naciskom płynącym z Berlina i Moskwy i opóźniała budowę rosyjsko-niemieckiego gazociągu. Czas, który Gazprom w ten sposób stracił jest bezcenny dla Polski, Ukrainy i państw naszego regionu, sprzeciwiających się monopolowi energetycznemu Kremla. Warszawa nie składa broni i będzie na bazie unijnego prawa zwalczać tę niebezpieczną dla całej Europy inwestycję. Niemcy tymczasem pracują nad obejściem dyrektywy gazowej utrudniającej ewentualne nadużycia Gazpromu.

Dania godzi się na budowę Nord Stream 2 na swoich wodach

Duńska Agencja Energetyki poinformowała, że wydała zgodę na ułożenie gazociągu Nord Stream 2 w duńskich wodach. Gazociąg ten ma przebiegać przez...

zobacz więcej

Wydanie zezwolenia przez Duńską Agencję Energetyki na budowę 147-kilometrowego odcinka rurociągu na południowy wschód od wyspy Bornholm było decyzją od dawna oczekiwaną w Moskwie i Berlinie.

Nord Stream 2 miał być początkowo gotowy do końca 2019 roku, co pozwoliłoby Rosji znacznie ograniczyć czy też całkowicie zatrzymać przesyłanie gazu tranzytem rurociągami biegnącymi przez terytorium Ukrainy. Ten liczący 1200 kilometrów, prowadzony przez Bałtyk, przebiegający przez wody Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii i Niemiec, gazociąg o mocy przesyłowej 55 mld metrów sześciennych surowca rocznie nie zostanie jednak wybudowany na czas.

Do jego otwarcia dojdzie zapewne dopiero w połowie przyszłego roku. To zaś zmusza Moskwę do tego, czego za wszelką cenę chciała uniknąć – negocjowania nowej umowy z Kijowem.

Obecny kontrakt wygasa bowiem 31 grudnia, a bez przedłużenia umowy Gazprom nie będzie mógł zrealizować zakontraktowanych już dostaw gazu dla zachodnioeuropejskich klientów. Dlatego też Kreml tak bardzo starał się wybudować NS2 do końca roku, by móc za jego pomocą omijać Ukrainę, a przy tym zwiększyć naciski na ten kraj, na którego części terytorium – Doniecku, zainicjował konflikt zbrojny i wciąż go podsyca, a inną część – Krym – anektował.

Nieodosobnione są przy tym głosy ekspertów wskazujące, że transport gazu przez Ukrainę na Zachód był i wciąż jest głównym elementem obrony tego państwa przed możliwością rozszerzenia przez Rosjan konfliktu z Doniecka na dalsze regiony.

Kreml jest więc zmuszony prowadzić w Brukseli, przy udziale Komisji Europejskiej, negocjacje z Kijowem, co jest pochodną stanowczej postawy Kopenhagi, która nie uległa jego i Berlina naciskom i domagała się spełniania przez budujący ten rurociąg Gazprom wszystkich wymogów środowiskowych. To zaś było skrupulatnie oceniane i komentowane przez państwa przeciwne inwestycji, jak m.in. Polska, Ukraina, USA i kraje bałtyckie.

Niemcy tymczasem wykazują ogromną determinację nie tylko, by doprowadzić do końca projekt NS2, ale także, by obejść dyrektywę gazową, która ma podporządkować gazociąg prawu europejskiemu i utrudnić ewentualne nadużycia Gazpromu.

Zielone światło dla Baltic Pipe. Duńczycy wydali pozwolenia

Ministerstwo energii i klimatu Danii wydało w piątek pozwolenia na budowę podmorskich odcinków gazociągu Baltic Pipe na Bałtyku, w Małym Bełcie i...

zobacz więcej

Według informacji, do których dotarł niemiecki dziennik „Bild”, partie koalicyjne CDU/CSU i SPD zaproponowały poprawkę do ustawy, której celem jest usunięcie jej kluczowego zapisu.

Znowelizowana w tym roku unijna dyrektywa gazowa zakłada, że operator gazociągu musi być niezależny od dostawcy gazu. Podlegają temu również spółki spoza UE, jak choćby Gazprom. „Powoduje to, że eksploatacja NS2 w warunkach rosyjskich jest właściwie niemożliwa” - ocenia niemiecki dziennik.

Dyrektywa nie obejmuje jednak gazociągów, których budowa została ukończona przed 23 maja 2019 roku. Ten właśnie zapis został jednak usunięty z projektu ustawy ratyfikacyjnej, przygotowanego przez partie tworzące niemiecki rząd (CDU/CSU i SPD), a słowo „ukończone” zamieniono tam na „trwające”.

W ten sposób niemiecki rząd będzie chciał wyłączyć NS2 spod unijnej dyrektywy. To zaś jest realizacją planów Gazpromu, który domaga się anulowania nowelizacji, stojąc na stanowisku, że ma ona charakter dyskryminujący. Spór ten jest obecnie rozpatrywany przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Redaktor naczelny BiznesAlert Wojciech Jakóbik przekonuje, że sytuacja ta jest „wyzwaniem” dla Komisji Europejskiej, która nadzoruje implementację dyrektywy gazowej w nowym kształcie i ma prawo odrzucić wniosek regulatora Bundesnetzagentur o wyłączenie dla NS2.

„Nowa Komisja Europejska ma śmiałe plany w zakresie polityki klimatycznej. Jednakże jej skuteczność będzie zależała od tego, czy obroni wiarygodność w sporze o Nord Stream 2. Jeżeli ulegnie dyktatowi Berlina i Moskwy w sprawie Nord Stream 2, co będzie można ocenić po jej reakcjach na wyżej wymienione wyzwania, trudno będzie jej oczekiwać podporządkowania się przez inne stolice bardziej ambitnej, unijnej polityce klimatycznej” – podkreśla Wojciech Jakóbik.

Rosyjski gaz nie popłynie przez Ukrainę? Rozmowy ws. tranzytu zakończone fiaskiem

Kolejna runda rozmów między Rosją, Ukrainą i Komisją Europejską ws. tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę od 2020 r. zakończyła się fiaskiem....

zobacz więcej

„Jeżeli Bruksela ustąpi Berlinowi i Moskwie, nie będzie mogła potem oczekiwać posłuszeństwa Budapesztu ani Warszawy. Byłaby to prosta recepta na faktyczną dezintegrację wspólnej polityki europejskiej w obszarze energii i klimatu oraz kolejny symptom kryzysu integracji unijnej” – zaznacza ekspert.

Dążenia Niemiec do zrealizowania projektu NS2 to dowód na to, jak kraj ten traktuje solidarność europejską, jak wykorzystuje swoją pozycję do realizowania niekorzystnych dla innych państw członkowskich planów.

Co więcej, wchodząc w tak bliską współpracę z Władimirem Putinem, w kwestiach kluczowych dla bezpieczeństwa Europy – czyli energetycznych – Berlin osłabia zachodnie sankcje i politykę UE wobec Rosji i tym samym daje swoją akceptację dla polityki prowadzonej przez Kreml. Pozwala też Moskwie na uzyskanie dodatkowych funduszy, które będzie ona mogła spożytkować m.in. na dalsze zbrojenia, walkę z opozycją, szpiegostwo i cyberataki wymierzone w Zachód.

Chociaż początkowo kanclerz Angela Merkel starała się wszem i wobec głosić, że NS2 to projekt jedynie gospodarczy, a jego budowa nie wpłynie negatywnie na bezpieczeństwo europejskie czy na osłabienie Ukrainy w jej konflikcie z Rosją, to jednak, ostatecznie, nie udało jej się w tej sprawie nikogo przekonać.

W końcu nawet władze w Berlinie musiały przyznać, że istnieje polityczne ryzyko wykorzystywania NS2 przez Rosję. Polska i cały region Europy Środowko-Wschodniej wielokrotnie w przeszłości doświadczali nacisków płynących z Kremla, który wykorzystywał swoją pozycję monopolisty, by w dowolnym momencie zakręcać kurek z gazem. Ta postawa Moskwy była głównym motywem (również wysoka cena) naszego kraju, by zdywersyfikować źródła energii.

„Niemcy czerpią korzyści ze wstrzymania tranzytu rosyjskiego gazu na Ukrainę”

– Niemcom zależy przede wszystkim na tym, żeby importować więcej gazu. Nie tylko na swoje potrzeby, gdyż te już mają zaspokojone i już teraz są...

zobacz więcej

W trakcie rządów PiS doszło do rewolucyjnych zmian w tej kwestii – otwarcia i rozbudowy terminala w Świnoujściu i transportu tam gazu skroplonego – LNG – głównie z USA, a także budowy Baltic Pipe, co, umożliwi nam po 2022 roku, gdy przestanie obowiązywać umowa z Rosją, a zacznie działać gazociąg transportujący surowiec z Norwegii, uzyskanie pełnej suwerenności energetycznej.

Zanim jednak do tego dojdzie, Polska, wraz z innymi krajami, rozumiejącymi zagrożenie płynące ze strony rosyjskiego monopolu energetycznej, będzie się starała hamować i ograniczać możliwości NS2.

Po informacji Danii o wyrażeniu zgody na jego budowę, europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski napisał na Twitterze, że sposobem na opóźnienie tej inwestycji jest potencjalne odwołanie Polski (PGNiG) od decyzji Danii. Do uruchomienia regulacji UE, dotyczącej kontroli inwestycji zagranicznych, może dojść, gdy taka prośba zostania zgłoszona przez przynajmniej dziewięć państw członkowskich.

W niedawnej rozmowie w PR24, Saryusz-Wolski zwrócił uwagę, że decyzję Danii można zaskarżyć na przestrzeni miesiąca. – Istnieje też groźba sankcji ze strony amerykańskiego Kongresu. Poza tym jest nowy unijny przepis dotyczący kontroli inwestycji zagranicznych z punktu widzenia bezpieczeństwa – a nie z punktu widzenia gospodarki energetycznej – podkreślił europoseł PiS.

Wciąż aktualny jest też temat nałożenia amerykańskich sankcji na firmy budujące NS2, co dotknęłoby biorące w tym udział zachodnie spółki. Waszyngton jest bardzo negatywnie nastawiony do tego projektu i podtrzymuje w całej rozciągłości stanowisko Polski w tej sprawie.

W lecie stosowną ustawę pozwalającą na zastosowanie restrykcji przegłosowała Komisja spraw zagranicznych Senatu USA. Aby weszła ona w życie, musi zostać przyjęta przez Senat, Izbę Reprezentantów, a następnie zostać podpisana przez prezydenta.

Co prawda Amerykanie na razie jedynie straszyli nałożeniem sankcji, ale postawa administracji Donalda Trumpa w sprawie restrykcji, jakie spadły na Iran, Wenezuelę czy Koreę Północną, dowodzi, że jest to środek, który USA mogą realnie zastosować.

Najbliższy czas pokaże, czy KE jest w stanie odrzucić naciski płynące w sprawie NS2 z Berlina i wykazać się niezależnością. Polska nie będzie się zapewne temu biernie przyglądać i – wraz z sojusznikami – będzie aktywnie zwalczać niemiecko-rosyjski sojusz.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej