„Wściekły Jack”. Komandos z pałaszem i kobzą

Jack Churchill walczył na wielu frontach II wojny światowej (fot. Imperial War Museum)

Każdy oficer udający się w bój bez miecza jest nieodpowiednio ubrany – mawiał brytyjski podpułkownik Jack Churchill. Sam świecił przykładem. Wprawdzie na frontach II wojny światowej teoretycznie ta broń była przestarzała, ale jednemu z najsłynniejszych komandosów w historii to nie przeszkadzało. Ze swoim pałaszem oraz łukiem siał popłoch w niemieckich szeregach. Tak uzbrojony potrafił podczas jednego rajdu wziąć do niewoli ponad 40 żołnierzy wroga...

Prawdziwy James Bond. Czaił się na Niemców z łukiem, szpiegował sowietów

James Bond jest nazywany ostatnim mężczyzną w Hollywood. Teza dość mocno naciągana, ale ciekawa, szczególnie w kontekście pierwowzorów 007. Jedną z...

zobacz więcej

II wojna światowa stała pod znakiem nowoczesnej broni, jakiej dotąd świat nie widział. Naukowcy i zakłady zbrojeniowe pracujące zarówno dla Osi, jak i aliantów prześcigały się w tworzeniu nowych urządzeń do łatwiejszego namierzania i likwidowania wrogów. Byli jednak żołnierze, którzy najlepiej czuli się z bardziej tradycyjnym orężem. Tak walczyli choćby polscy kawalerzyści uzbrojeni w piki i szable czy właśnie Jack Churchill, miłośnik miecza i łuku.

Nasz bohater urodził się 16 września 1906 roku w Kolombo na wyspie Cejlon (obecnie Sri Lanka), będącej wówczas częścią Korony Brytyjskiej. Został ochrzczony jako John Malcolm Thorpe Fleming Churchill. Pochodził z rodziny urzędniczej. Jego ojciec Alec Fleming Churchill z angielskiego Hove pracował w administracji, podobnie jak i jego ojciec. Monarchia zatrudniała w swoich koloniach dziesiątki tysięcy takich urzędników będących podporą imperium.

Generał brat

Wkrótce po narodzinach syna Churchillowie wrócili do Wielkiej Brytanii. Zamieszkali w Dormansland w hrabstwie Surrey, gdzie wkrótce na świat przyszedł ich drugi syn, późniejszy generał major Thomas Bell Lindsay Churchill. Służba urzędnicza ojca sprawiła, że 1910 roku rodzina przeniosła się do Hongkongu, gdzie Alec został dyrektorem Departamentu Robót Publicznych i członkiem rady zarządzającej prowincją. Tu też rok później urodził się drugi brat Jacka – Robert Alec Farquhar, późniejszy porucznik Royal Navy, który zginął w akcji w 1942 roku.

Na dobre Churchillowie wrócili do Anglii w 1917 roku. Pochodzący z wyższych sfer Jack uczył się prestiżowym King William's College na wyspie Man, zaś w 1926 roku ukończył Royal Military College w Sandhurst, podobnie jak później jego brat Tom. Po studiach dołączył do 2. Batalionu Regimentu Manchesterskiego stacjonującego w Rangunie w Birmie (obecnie Mjanma).

Od zawsze miał żyłkę poszukiwacza przygód. Służąc w Azji potrafił wybrać się na liczącą ponad 2 tys. km podróż po subkontynencie indyjskim na motocyklu marki Zenith. Wrócił do jednostki w jednym kawałku, choć po drodze przytrafiały mu się wypadki, zderzył się między innymi z wołem. Służąc w regimencie rozwinął również sztukę grania na kobzie, co było swoistym hołdem dla jego dziedzictwa, jego rodzina pochodziła bowiem z północnej Szkocji. Przodował też w strzelaniu z łuku.

Pierwowzór G.I. Joe. Z Biblią w plecaku odparł atak japońskiego regimentu

Obrona Wizny, bitwa pod Hodowem w 1694 roku, gdzie czterystu Polaków pokonało około 40 tys. Tatarów – w naszej historii nie brakowało starć...

zobacz więcej

Nie ma nic gorszego dla miłośnika adrenaliny niż nuda. W armii w czasie pokoju Churchill nie miał zbyt wielu atrakcji, odszedł więc ze służby w 1936 roku. Imał się różnych zajęć. Był między innymi dziennikarzem w Nairobi w Kenii. Otarł się również o show business, zagrał bowiem epizod w słynnym filmie „Złodziej z Bagdadu”, gdzie mógł się popisywać umiejętnościami łuczniczymi.

Łucznik kobziarz

Jego talent łuczniczy dał mu również przepustkę do reprezentacji Wielkiej Brytanii na mistrzostwa świata, które w 1939 roku odbyły się w Norwegii. Rok wcześniej wystartował także w zawodach kobziarzy w Aldershot i zajął w nich drugie miejsce.

W tym czasie Europa stała już na krawędzi wojny. Po niemieckim ataku na Polskę Churchill wraz ze swoim regimentem został wysłany w ramach Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych do Francji, która – jak oceniano – po upadku Polski miała stać się kolejnym celem Adolfa Hitlera.

Na wojowanie manchesterczycy musieli trochę poczekać, przez kilka miesięcy na Froncie Zachodnim trwała bowiem tzw. dziwna wojna, podczas której strony wstrzymywały się od ofensyw. Dopiero w maju 1940 roku Niemcy rozpoczęli kampanię francuską. Churchill brał udział w patrolach, na które wyruszał z mieczem i łukiem. Wiedział, że łuk może być niezwykle skuteczną i przede wszystkim cichą bronią na dystansie dwustu metrów. Za swoje podejście do wojowania otrzymał pseudonim „Wściekły Jack”.

Zdarzyło się, że jego kompania utknęła nieopodal miejscowości l’Epinette w okolicach Bethune w północnej Francji. Żeby się przebić, Anglicy musieli zaatakować znienacka. Sygnał do natarcia dał sam Churchill wznosząc miecz, jak robili to rycerze. Wokół tego starcia narodziła się legenda, że oficer zdjął pierwszego feldfebla strzałą. Sam jednak później przyznał, że jego łuk i kołczan zostały wcześniej zgniecione przez ciężarówkę.

Brytyjscy komandosi ćwiczą atak, pierwszy z prawej – Jack Churchill ze swoim mieczem (fot. Imperial War Museum)

Ostatnia szarża

Z wyjątkiem bombowców PZL-37 Łoś, które były nieszczególnie potrzebne, oraz karabinów przeciwpancernych UR wz. 35, których było za mało, polscy...

zobacz więcej

Operacja Dynamo

Wiadomo natomiast, że podczas bitwy niemiecka kula raniła go w ramię, mimo to zdołał przeprowadzić nocą swoją kompanię przez linie wroga. Podczas kampanii francuskiej szczególnie dużo się nie nawalczył, wkrótce został wraz ze swoim regimentem ewakuowany z Dunkierki w ramach Operacji Dynamo.

Dunkierka i norweski Narwik, z którego Brytyjczycy wycofali się kilka dni po upokarzającej ucieczce z Francji, były ostatnimi przyczółkami Royal Army w Europie. W tym czasie premier Winston Churchill planował już utworzenie sił specjalnych, do których nasz bohater był wręcz stworzony. Wygłaszając 4 czerwca przemówienie w parlamencie szef rządu przekonywał, że mimo poniesionych niepowodzeń, nie należy ograniczać się do obrony Wysp Brytyjskich i biernego wyczekiwania na niemiecką inwazję, tylko jak najszybciej przenieść działania wojenne z powrotem na kontynent.

„Należy przygotować operacje specjalnie wyszkolonych jednostek uderzeniowych, które mogą zaprowadzić rządy terroru na terenie zajmowanym przez wroga. Oczekuję, że Szef Sztabu przedstawi mi propozycję środków na prowadzenie energicznych i nieprzerwanych działań ofensywnych przeciwko całej linii brzegowej okupowanej przez Niemców, które pozostawią za sobą ślad niemieckich trupów” – napisał niezwykle obrazowo premier w liście do Szefa Imperialnego Sztabu Generalnego.

Już 4 czerwca wieczorem ppłk Dudley Clarke, oficer Imperialnego Sztabu Generalnego, opracował wstępny projekt utworzenia niewielkich, specjalnie wyszkolonych oddziałów, których zadaniem byłoby przeprowadzanie rajdów i operacji dywersyjnych na terenach zajętych przez III Rzeszę. Urodzony w Południowej Afryce Clarke nazwał takie jednostki „Commando”, co było adaptacją nazw burskich oddziałów partyzanckich z czasów II wojny burskiej, tzw. kommandos.

Jack Churchill szybko został skierowany do nowych wojsk. Nic dziwnego, jego odwaga i fantazja – do boju szedł przecież z pałaszem typu claymore, łukiem i kobzą – tworzyły z niego idealnego komandosa. Dowództwo nie mogło nie dostrzec takiego oryginała.

Szpieg w czepku urodzony. Zwodził NKWD, uratował setki jeńców i więźniów

Pilot bombowca, który został szpiegiem. Żołnierz, który pod przykrywką dyplomaty spenetrował niemieckie i sowieckie obozy i uratował około tysiąca...

zobacz więcej

Wprawdzie pierwszy rajd brytyjscy komandosi przeprowadzili jeszcze w czerwcu 1940 roku na Boulogne, ale miał on jedynie znaczenie propagandowe, militarnie – żadnego. Zabito dwóch Niemców, zaś straty własne to jedynie sam ppłk Clarke, którego kula trafiła w ucho. Na swój debiut w roli komandosa „Wściekły Jack” musiał jeszcze poczekać.

Rajd na Vagsoy

Po szkoleniu Churchill został zastępcą dowódcy 3. Commando, któremu wyznaczono rajd na niemiecki garnizon w norweskim Vagsoy. Operacja Archery została przeprowadzona 27 grudnia 1941 roku. Tu znów do legendy przeszło, że ruszył do ataku grając na kobzie. Nie jest to do końca zgodne z prawdą. Owszem, grał przed atakiem na tym instrumencie utwór „March of the Cameron Men”, ale było to, zanim otworzono rampę łodzi desantowej. Po tym już normalnie – wyskoczył z łodzi, rzucił granat i ruszył na Niemców ze swoim pałaszem. Zachowało się nawet nagranie wideo, uwieczniające ten moment.

Rajd zakończył się sukcesem. Przy stratach własnych wynoszących 21 zabitych Brytyjczycy zabili 120 Niemców, zaś 98 wzięli do niewoli. Atak przekonał Hitlera, że alianci chcą uderzyć na Norwegię i Szwecję, która dostarczała rudy żelaza, więc wysłał w ten rejon 30 tys. żołnierzy, osłabiając Front Wschodni. Churchill otrzymał za tę misję oraz starcie pod l’Epinette Krzyż Wojenny oraz awans.



Rajd na Vagsoy w brytyjskiej kronice wojennej

Jego zadaniem nie było jednak kolekcjonowanie medali, a misji. W następnym roku wziął udział w kolejnym rajdzie. Podczas trzytygodniowej misji z pięcioma komandosami tropił i chwytał Niemców, mając bazę wypadową w krzakach, w których drużyna żywiła się salami i marmite'em (drożdżowym smarowidłem, brytyjskim przysmakiem, do którego inne nacje jakoś nie potrafią się przekonać). Komandosi mieli wziąć do niewoli aż 300 Niemców.

W lipcu 1943 roku Churchill wziął udział w inwazji na Sycylię. Podczas lądowania (również przy dźwiękach swojej kobzy) w Katanii dowodził 2. Commando. W trakcie lądowania pod Salerno zlecono mu natomiast zdobycie niemieckiego punktu obserwacyjnego w pobliżu La Moliny, z którego Niemcy kontrolowali przełęcz prowadzącą do plaży w Salerno. Podczas wypadu z jednym kapralem zinfiltrował miasto i pojmał 42 Niemców oraz drużynę obsługującą moździerz. Jeńcom kazał wieść rannych na wózkach. Później komentował, że był to „obraz jak z wojen napoleońskich”.

Operacja Mincemeat. Jak trup wywiódł Hitlera w pole

Morze wyrzuca na brzeg zwłoki brytyjskiego oficera, który ma przy sobie ściśle tajne dokumenty zdradzające plany alianckiej inwazji. W Abwehrze...

zobacz więcej

Pałasz wsiąkł

Akcja zakończyła się sukcesem, ale sam bohater mógł być niepocieszony. Podczas walk twarzą w twarz zgubił bowiem swój pałasz. Musiał wracać. Po drodze natrafił na amerykański patrol, który się zgubił i kierował ku niemieckim liniom. Zasugerował sojusznikom, żeby się wycofali, zapytany, dlaczego sam się idzie do miasta, odpowiedział, że to jego sprawa i „za cholerę nie będzie chciał tam wracać trzeci raz”.

W nagrodę za rajd pod Salerno otrzymał Order za Wybitną Służbę. Odznaczenie jak najbardziej zasłużone, choć za tę misję został wyznaczony do Krzyża Wiktorii, najwyższego odznaczenia wojennego Imperium Brytyjskiego. Później fortuna jeszcze nie raz płatała Churchillowi figla.

W 1944 roku komandosi „Wściekłego Jacka” zostali skierowani na wyspę Vis na Adriatyku, skąd mieli wspierać walczącą z Niemcami Armię Wyzwolenia Jugosławii Josipa Broz Tito. W maju dowództwo nakazało mu odbicie z rąk Niemców wyspy Brac. Churchill poprowadził atak z udziałem 40. i swojego 43. Commando wraz 1,5 tys. partyzantów Tity. Lądowanie udało się bez problemów, ale w górach atakujący natrafili na gniazda karabinów maszynowych.

Akcję wstrzymano. Rano dowódca ponowił atak, dając sygnał grą na kobzie, ale i ten szturm przerwano po przypadkowym ostrzale przez myśliwiec Spitfire Królewskich Sił Powietrznych. Dopiero o świcie następnego dnia komandosi przeprowadzili atak, ale sami, partyzanci zostali w miejscu lądowania. Do wyznaczonego celu dotarło zaledwie sześciu Brytyjczyków, a po ostrzale moździerzowym jedynie Churchill był w stanie kontynuować walkę.

Krewny premiera?

W końcu i „Wściekły Jack” został pokonany. Padł ogłuszony po eksplozji granatu, gdy wygrywał na kobzie pieśń „Bonnie Charlie”. Przeszukujący go Niemcy odkryli, że nosi nazwisko takie jak brytyjski premier. Przypuszczając, że to może być krewny, oszczędzili oficera. Zapewne zamierzali darować mu życie także z szacunku dla jego odwagi, a może po prostu myśleli, że idący z kobzą pod ogień karabinów maszynowych postradał zmysły?

Z protezą nogi wodziła Gestapo za nos

Gestapo uważało ją za „najgroźniejszego alianckiego szpiega ze wszystkich” i bezskutecznie polowało na nią latami. Choć miała drewnianą protezę...

zobacz więcej

Churchill w niewoli miał duży potencjał propagandowy. Oficer został zabrany do Berlina na przesłuchanie, ale gdy okazało się, że z premierem łączy go jedynie nazwisko, a do tego jest uparty i nie chce przekazać żadnych wartościowych informacji, trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

„Wściekły Jack” nie miał zamiaru siedzieć za drutem kolczastym. We wrześniu 1944 roku wraz z kilkoma oficerami RAF-u podjął próbę ucieczki. Jego towarzysze to była śmietanka uciekinierów – Bertram James, Harry Day, Johnnie Dodge i Sydney Dowse wzięli kilka miesięcy wcześniej udział w „Wielkiej Ucieczce” ze Stalagu Luft III w Żaganiu, ale zostali schwytany i osadzeni w Sachsenhausen.

Oficerowie wykopali nożykami 110-metrowy tunel i przeczołgali się pod drutami obozu przez nieczynną rurę ściekową. Churchill uciekł na północ. Po pokonaniu dwustu kilometrów został schwytany w Rostocku, zaledwie kilka kilometrów od Bałtyku. W kwietniu 1945 roku, gdy klęska tysiącletniej Rzeszy była już tylko kwestią dni, Niemcy odesłali Churchilla wraz z grupą 138 prominentnych więźniów do Tyrolu. Operacja sama w sobie była jednym z ciekawszych epizodów II wojny światowej.

Zakładnicy Kaltenbrunnera

Szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy SS-Obergruppenfuhrer Ernst Kaltenbrunner chciał mieć zakładników, by negocjować z zachodnimi aliantami zawieszenie broni. Z obozu koncentracyjnego Dachau wywiózł 139 prominentnych więźniów, m.in. byłego kanclerza Austrii Kurta Schuschnigga, byłego premiera Węgier Miklosa Kallaya, a także uczestników zamachu na Hitlera z lipca 1944 roku – generała Wehrmachtu Franza Haldera, Fabiana von Schlabrendorffa oraz m.in. pastora Martina Niemollera czy angielskich szpiegów Sigismunda Payne'a Besta i Richarda Henry'ego Stevensa.

Zakładnicy, wśród których było trzech Polaków – Jan Iżycki, Stanisław Jensen i hrabia Aleksander Zamoyski, byli pod strażą oddziału SS, którego dowódca miał rozkaz zabraniający mu wydania żywych więźniów w ręce aliantów. W Tyrolu jeńcy przekazali napotkanym wyższym oficerom Wehrmachtu, iż obawiają się egzekucji.

„Wściekły Jack” był stworzony do roli komandosa (fot. Imperial War Museum)

Zabić kajzera. Ściśle tajna misja RAF-u

Ten atak miał zmienić bieg I wojny światowej i oszczędzić setki tysięcy ludzkich istnień. Dzięki francuskim materiałom wywiadowczym Anglicy...

zobacz więcej

Wojskowi wysłali do obrony jeńców oddział dowodzony przez kapitana Wicharda von Alvenslebena. Mniej liczni SS-mani wycofali się, zostawiając konwój. Von Alvensleben uwolnił jeńców. Churchill ruszył na południe i po przebyciu 150 km dotarł do Werony, gdzie natrafił na amerykańskich pancerniaków.

Mimo takich przygód, nie był to dla niego koniec wojny. Wciąż trwały walki na Pacyfiku i oficer został wysłany do Birmy, gdzie miał walczyć z Japończykami. Zanim jednak dotarł do Indii, Amerykanie zrzucili bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki, zmuszając Japonię do kapitulacji. „Wściekły Jack” był niepocieszony. „Gdyby nie ci przeklęci Jankesi, moglibyśmy pociągnąć tę wojnę przez następne dziesięć lat” – wypalił.

Spadochroniarz

Tacy ludzie jak Jack Churchill nie znoszą bezczynności. Mając przeszkolenie spadochroniarskie dołączył do regimentu Seaforth Highlanders. Razem z oddziałem szkockich górali z 1. batalionu Highland Light Infantry, w którym został zastępcą dowódcy, został skierowany do Mandatu Palestyny, gdzie trwała wojna domowa.

13 kwietnia 1948 roku wraz z dwunastoma żołnierzami stanął w obronie żydowskich lekarzy. Zdarzyło się, że konwój medyczny dla szpitala Hadassa należącego do Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie został zaatakowany przez Arabów. Churchill wynegocjował chwilowe zawieszenie broni, ale napastnicy złamali je podpalając autobusy z Żydami.

Incydent ten przeszedł do historii jako Masakra konwoju medycznego Hadassa i kosztował życie 79 Żydów. Gdyby nie Churchill, ofiar byłoby znacznie więcej. Po starciu oficer koordynował ewakuację około siedmiuset żydowskich lekarzy, studentów i pacjentów. Za swoją postawę został uhonorowany. Jego imieniem nazwano drogę prowadzącą do szpitala. Do dziś nosi ona nazwę Sderot Churchill – Bulwar Churchilla.

Seks, kłamstwa i szpiegowanie dla komunistów. Pasjonująca historia kuzynki Churchilla

– Komuniści są jak krokodyle, które kiedy otwierają paszcze, nie wiesz: albo się uśmiechają, albo chcą cię pożreć – powiedział kiedyś sir Winston...

zobacz więcej

Służba w Palestynie była epizodem. W międzyczasie „Wściekły Jack” imał się różnych zajęć, ot choćby można powiedzieć, że wrócił do aktorstwa. W 1946 roku wytwórnia 20th Century Fox rozpoczęła prace nad filmem „Ivanhoe” z Robertem Taylorem i Liz Taylor w rolach głównych. Taylor był przyjacielem Churchilla z czasów drużyny wioślarskiej, dziwne byłoby bowiem, żeby nasz bohater nie był także zapalonym wioślarzem. Amerykański gwiazdor porozmawiał z producentami i ci obsadzili komandosa, który pojawił się na ekranie jako łucznik strzelający z murów zamku w Warwick.

Surfer

W latach 50. Churchill pracował także jako instruktor wojskowy w Australii. Zapałał tam wielką miłością do surfingu, który postanowił zaszczepić w ojczyźnie. Po powrocie do Wielkiej Brytanii zaprojektował własną deskę i został pierwszym człowiekiem, który surfował po półtorametrowej fali przyboju rzeki Severn.

Na emeryturę przeszedł w 1959 roku jako Kawaler dwóch Orderów za Wybitną Służbę. Nawet jako stateczny mąż i ojciec dwójki dzieci (ślub z Rosamund Margaret Denny wziął 8 marca 1941 roku; ich dzieci Malcolm John Leslie i Rodney Alistair Gladstone urodziły się w 1942 i 1947 roku – przyp. red.) nie zrezygnował z ekscentrycznych zachowań. Codziennie, gdy wracał pociągiem do domu w hrabstwie Surrey, wyrzucał swoją walizkę przez okno wagonu, ku zdziwieniu współpasażerów i obsługi pociągu. Tłumaczył, iż wrzucał ją do swojego własnego ogrodu, by potem nie musieć jej nieść ze stacji.

Na emeryturze z lubością oddawał się jeździe motocyklem i żeglowaniu po Tamizie. Uwielbiał także zabawę modelami okrętów wojennych, sterowanych radiem. Jak wspominał jego syn, w domu był spokojnym, niepozornym i radosnym człowiekiem. „Jest mniejsza szansa, że ludzie będą do ciebie strzelać, jeżeli będziesz się do nich uśmiechał” – brzmiała jedna z ulubionych sentencji oficera. Można pokusić się o stwierdzenie, że wynikała z jego osobistego wojennego doświadczenia.

Jack Churchill, komandos z pałaszem, zmarł 8 marca 1995 roku w wieku 89 lat. Bez wątpienia był jednym z najbardziej ekscentrycznych żołnierzy służących podczas II wojny światowej. Trzeba zaznaczyć, że pod tym względem konkurencję miał sporą. Był przecież choćby jego rodak major Allison Digby Tatham-Warter, który zawsze szedł do boju z parasolem. Także ogromne poświęcenie, bohaterstwo i odwaga zapewniły „Wściekłemu Jackowi” poczesne i jak najbardziej zasłużone miejsce w historii.

źródło:
Zobacz więcej