Potężny impuls dla gospodarki. Szykuje się energetyczne uderzenie znad Bałtyku

Offshore zostanie włączone do bilansu elektroenergetycznego naszego kraju już w połowie przyszłej dekady (fot. Shutterstock/balipadma)

Najbliższe lata przyniosą ogromny boom inwestycyjny na polskich wodach Bałtyku. Nasze morskie farmy wiatrowe są obecnie w fazie projektów, ale w ciągu około 6-7 lat mają dostarczać energię do odbiorców. Ta inwestycja przyniesie ogromny impuls dla rozwoju całej gospodarki – m.in. przemysłu hutniczego i stoczniowego, a także stworzy dziesiątki tysięcy nowych miejsc pracy, zwiększy polski PKB i wpływy do budżetu.

W Niemczech za mało wiatraków, żeby wyłączyć elektrownie jądrowe

W Niemczech hamuje budowa infrastruktury odnawialnych źródeł energii. Jednak rząd wciąż obstaje przy decyzji o wyłączeniu reaktorów w 2022 r.

zobacz więcej

Z raportu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej – „Przyszłość morskiej energetyki wiatrowej w Polsce 2019” – wynika, że farmy wiatrowe, czyli offshore, na Bałtyku, pomogą w niedopuszczeniu do wzrostu cen dla odbiorców końcowych i zwiększą produkcję energii z OZE (Odnawialnych Źródeł Energii), dzięki czemu uda nam się wypełnić unijne wymogi.

Morskie farmy wiatrakowe przyczynią się również do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju i pomogą w walce z zanieczyszczeniem powietrza. Dlatego też program ten został wpisany w polski miks energetyczny – w ramach projektu „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku".

Zakłada on, że offshore zostanie włączone do bilansu elektroenergetycznego naszego kraju już w połowie przyszłej dekady. Do 2040 roku na Morzu Bałtyckim może być zainstalowanych nawet do 10 GW mocy wiatrowych.

Aby doszło do realizacji tego projektu, potrzebne jest wsparcie rządu – i to poważne, gdyż przed procesem stawiania wiatraków należy m.in. przeznaczyć odpowiednie miejsce na Bałtyku, przygotować infrastrukturę portową i naziemną, którą pozyskiwana będzie energia produkowana na morzu. Zainteresowana realizacją tego projektu branża oczekuje też od rządzących odpowiedniej ustawy, a także, jak podaje portal Energetyka24, systemu wsparcia, w tym gwarancji sprzedaży energii po odpowiedniej cenie. W dużym stopniu, to właśnie po stronie decydentów leży to, jak szybko będziemy uzyskiwać energię z wiatru.

Dlatego też na niedawnym Kongresie 590 wiceminister energii Krzysztof Kubów zapowiedział, że projekt ustawy offshorowej, nad którym prace trwają od początku roku, będzie gotowy za kilka tygodni.

Ustawa ma kompleksowo regulować m.in sposób wydawania pozwoleń na budowę. – Niektórzy z inwestorów takie pozwolenia na budowę sztucznych wysp na morzu posiadają, a inni jeszcze nie. My chcemy to kompleksowo rozwiązać w ustawie tak, aby nie była ona dedykowana tylko dla tych podmiotów, które je posiadają. Patrzymy w szerszej perspektywie, na to, co będzie po roku 2025, czy 2030 - wyjaśniał Krzysztof Kubów. Przepisy mają też regulować kwestie odbioru energii czy budowy sieci przesyłowych.

Światowi potentaci energetyki wiatrowej chcą budować z PGE farmy na Bałtyku

13 największych światowych deweloperów morskiej energetyki wiatrowej chce budować z Polską Grupą Energetyczną farmy wiatrowe w polskiej części...

zobacz więcej

Ministerstwo Energii jest również w trakcie rozmów z Dyrekcją Generalną ds. Konkurencji Komisji Europejskiej na temat utworzenia systemu wsparcia inwestycji w sektorze offshorowym, na przykład w postaci ulg lub dotacji.

Zainteresowani taką produkcją już są. Wśród nich PGE Baltica, PKN Orlen i Polenergia. Jak wskazuje Mariusz Witoński, prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej, firmy te są obecnie na najbardziej zaawansowanym etapie projektów budowy farm wiatrowych na Bałtyku.

W lipcu prezes PGE Baltica Monika Morawiecka zapowiedziała w Brukseli, że prąd stamtąd do polskich gospodarstw domowych może popłynąć już w latach 2025-2026. Spółka ta, posiadająca trzy koncesje na Bałtyku, chce do 2030 postawić na nim farmy o łącznej mocy 3,5 GW.

Z kolei PKN Orlen informuje o prowadzeniu badań środowiskowych i rozmów z potencjalnymi partnerami biznesowymi. Do końca roku ma zostać wybrany partner do realizacji projektów offshore. Spółka ta zamierza wybudować morskie farmy wiatrowe o łącznej mocy 1200 MW.

We wrześniu, w trakcie Forum Ekonomicznego w Krynicy PKN Orlen podpisało z Polską Grupą Energetyczną list intencyjny w sprawie organizacji współpracy na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej.

Ta zaś rozpoczęła właśnie rozmowy z duńskim Oersted, największym na świecie developerem w sektorze offshore, w sprawie sprzedaży połowy udziałów w dwóch projektach budowy morskich farm na Morzu Bałtyckim o łącznej mocy 2,5 GW. PGE chce, by pierwsze wiatraki były gotowe do budowy 2021 roku, a trzy lata później zaczęły dostarczać energię. Do 2030 roku spółka chce odpowiadać za jedną czwartą krajowej produkcji energii ze źródeł odnawialnych.

(fot. Shutterstock/balipadma)

„Trzymamy się harmonogramu”. Naimski o Baltic Pipe i zgodzie Danii

Władze Danii wydały pozwolenia na budowę podmorskich części gazociągu Baltic Pipe. To bardzo dobra wiadomość, trzymamy się harmonogramu –...

zobacz więcej

– Liczymy, że udział firm polskich będzie bardzo duży. Przeanalizowaliśmy już wszystkie porty pod kątem montażu dużych wiatraków na morzu. Wypożyczenie statku kosztuje 100 tys. euro za dzień, więc ta logistyka montażu musi być bardzo dobra. Przeanalizowaliśmy już także porty, które będą obsługiwały te wiatraki, ponieważ każdy element może się zepsuć, wiatraki również co jakiś czas trzeba serwisować – mówi portalowi BiznesAlert Ryszard Wasiłek, wiceprezes ds. operacyjnych PGE.

Polskie plany są bacznie obserwowane przez zagraniczne firmy. W piątek jeden z potentatów w tej branży, niemieckie RWE Renewables poinformowało, że kupiło udziały w czterech projektach budowy farm wiatrowych w polskiej części Bałtyku, o łącznym potencjale 1,5 GW. – Polska to bardzo atrakcyjny, wschodzący rynek morskiej energii wiatrowej o największym niewykorzystanym potencjale w Europie. RWE cieszy się z możliwości wczesnego wejścia na ten rynek i wykorzystania naszego globalnego potencjału morskiego oraz silnej pozycji lokalnej, aby wspierać budowę silnego sektora morskiej energetyki wiatrowej w Polsce – powiedział Sven Utermöhlen, Dyrektor Operacyjny RWE Renewables na Europę, Rynki Morskie i Nowe Rynki.

W ciągu czterech lat rządów PiS, Polska w dużym stopniu odzyskała suwerenność energetyczną, poprzez przeprowadzanie intensywnego procesu dywersyfikacji. Budowa i rozbudowa terminala LNG w Świnoujściu, kolejne kontrakty m.in. z USA, a także budowa Baltic Pipe, mają nas uniezależnić od dostaw z Rosji. Wszystko wskazuje na to, że po 2022 roku podziękujemy Moskwie za „współpracę” na tej płaszczyźnie.

Oprócz powyższych inicjatyw, rząd ma też szerokie plany produkcji energii z atomu – decyzja w sprawie budowy elektrowni jądrowej musi zapaść w najbliższym czasie. To samo dotyczy morskiej energetyki wiatrowej, która jest obecnie jednym z najintensywniej rozwijających się sektorów OZE w Europie. Doświadczenia innych państw wskazują, że warto podążać tą drogą, w szczególności, jeśli chce się produkować energię nieemisyjną – wymaganą przez uzgodnienia unijne.

Obecnie 11 państw na Starym Kontynencie wytwarza energię w ten sposób. Liderem jest Wielka Brytania, która w zeszłym roku zainstalowała na morzu ponad 1,3 tysięcy nowych wiatraków. Obecnie wytwarza z nich ponad 8 GW, a do 2030 chciałaby osiągnąć poziom 30 GW. Za Zjednoczonym Królestwem plasują się Niemcy, Dania, Belgia i Holandia.

Zielone światło dla Baltic Pipe. Duńczycy wydali pozwolenia

Ministerstwo energii i klimatu Danii wydało w piątek pozwolenia na budowę podmorskich odcinków gazociągu Baltic Pipe na Bałtyku, w Małym Bełcie i...

zobacz więcej

Plusy z zainwestowania w tę branżę są ogromne. Także dla innych działów polskiej gospodarki. Przyjrzyjmy się wyliczeniom McKinsey & Company. Według szacunków tej firmy budowa 6 GW na Bałtyku przyniesie 77 tysięcy nowych miejsc pracy i powiększy PKB o około 60 miliardów złotych, a z samych wpływów z podarków CIT i VAT budżet zostanie wzmocniony o 15 miliardów złotych. Na rozwoju tego sektora skorzystają porty, m.in. poprzez statki serwisujące farmy wiatrowe.

W raporcie Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW) - „Przyszłość morskiej energetyki wiatrowej w Polsce 2019” – podkreślono, że do produkcji jednej wieży potrzeba do 400 ton stali, a do jej konstrukcji wsporczej do 1200 ton. Zwiększy się również zapotrzebowanie na miedź. To zaś przełoży się, zdaniem ekspertów, na poważne zamówienia dla polskiego przemysłu hutniczego i stoczniowego.

Co więcej, przy produkcji morskich farm nie jesteśmy skazani na kupowanie jedynie zagranicznych technologii, gdyż, jak informuje PSEW w Polsce istnieje około stu firm, które mogłyby dostarczać komponenty pod budowę wiatraków na Bałtyku. To zaś, jak przekonuje prezes PSEW Janusz Gajowiecki, oznaczałoby nawet do 50 procent „polskich inwestycji”, w przyszłości zaś nawet do 90 procent.

Chociaż Polska jeszcze przez długi czas będzie pozyskiwać energię głównie z węgla, to jednak procent jego udziału w miksie energetycznym naszego kraju będzie stopniowo maleć. Coraz więcej energii będziemy pozyskiwać z innych źródeł. Jednym z nim będą – jak wszystko na to wskazuje – morskie firmy wiatrowe. Miejmy nadzieję, że Polska dobrze wykorzysta potencjał Bałtyku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, energia morska wpłynie na rozwój naszego kraju i pomoże chronić go przed atakami klimatycznych ideologów.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej