Rusza NBA. Zmiana sił w najlepszej koszykarskiej lidze świata

LeBron James i Anthony Davis mają poprowadzić Los Angeles Lakers do triumfu (fot. Sean M. Haffey/Getty Images)

Czy to koniec dominacji Golden State Warriors? Czy do chwil świetności wróci Los Angeles Lakers, napędzane przez LeBrona Jamesa i Anthony'ego Davisa? Jak poradzi sobie osłabiony, sensacyjny mistrz z minionego sezonu Toronto Raptors? Rozpoczynająca się rywalizacja w najlepszej koszykarskiej lidze świata zapowiada się na najbardziej wyrównaną od lat.

Fatalna kontuzja jednej z największych gwiazd NBA. Rokowania są złe

Menedżer Brooklyn Nets Sean Marks oświadczył, że nie spodziewa się powrotu na parkiet w nadchodzącym sezonie jednej z największych gwiazd...

zobacz więcej

Przez ostatnie lata powiedzenie, u kogo LeBron gra, ten finał ma, sprawdzało się co do joty. Drużyny z Jamesem regularnie meldowały w grze o mistrzowskie pierścienie w latach 2011-18. Niefart Jamesa polegał na tym, że Miami Heats i Clevland Cavaliers trafiali w tym czasie na fenomenalnie dysponowane Golden State. W związku z tym z ośmiu finałów James tylko trzykrotnie cieszył się z wygrania ligi.

Wydawało się, że na możliwość gry w finale najpopularniejszy koszykarz globu będzie musiał długo czekać. W czerwcu 2018 r. James przeniósł się do słabiutkiego Los Angeles Lakers, z którym nie zdołał nawet awansować do fazy play-off. 

Po kolejnym nieudanym sezonie w klubie doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi. Z funkcji prezesa zrezygnował Magic Jonhson, a nowy szkoleniowiec został znany z pracy w Indiana Pacers i Orlando Magic Frank Vogel.

Najważniejsze było jednak co innego. Lakersom udało się namówić na przenosiny Anthony’ego Davisa. Przyjście jednego z najskuteczniejszych zawodników ligi niesamowicie ucieszyło Jamesa. 

LeBron był tak podekscytowany transferem Davisa, że zaproponował mu oddanie swojej koszulki z nr 23. Weto postawił jednak Nike. Amerykański producent odzieży tłumaczył to wyprodukowaniem ogromnej liczby odzieży z nr 23 przypisanym Jamesowi.

„Kobieta znicz” na logo Igrzysk Olimpijskich Paryż 2024

Organizatorzy Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku zaprezentowali logo największej sportowej imprezy. Jedni widzą na nim kobietę, inni –...

zobacz więcej

Grający na pozycji silnego skrzydłowego lub centra Davis ostatecznie musiał zadowolić się koszulką z numerem 3. Wartościowym uzupełnieniem składu LAL powinien być także Danny Green. To solidny obrońca i przede wszystkim ekspert od rzutów za trzy. 

W sezonie regularnym mógł popisać się imponującą, ponad 45-procentową skutecznością w tym aspekcie gry. A do tego do drużyny Lakersów przybywa razem z mistrzowskim pierścieniem, wywalczonym w barwach Raptors.

Wysoko ocenia się także szanse innej ekipy z LA. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że Clippers dokonali latem najbardziej wartościowych transferów.

Wielkim wzmocnieniem powinien okazać się Kawhi Leonard. 28-letni skrzydłowy był wybrany MVP tegorocznego finału. Leonarda w swoich szeregach widziało wielu. Clippersi namówili go deklaracją, że ściągną do składu zawodników, których im wskaże.

Leonard zażądał transferu sześciokrotnego uczestnika Meczu Gwiazd Paula George’a. Negocjacje z Oklahomą City nie były łatwe, ale ostatecznie udało się spełnić Leonarda. W miejsce George’a z Clippers do Oklahomy powędrowali Shai Gilgeous-Alexander i Danilo Gallinari.

Ten sezon ma być jednak przede wszystkim końcem dominacji Warriors. Pierwszym tego objawem była porażka w tegorocznym finale z Toronto Raptors. Teraz niewiele wskazuje na to, aby ekipa z San Francisco zameldowała się w grze o mistrzowskie pierścienie. 

Spadochroniarz zakłócił mecz. Wylądował na środku boiska [WIDEO]

Do niecodziennego wydarzenia doszło podczas pierwszego niedzielnego meczu 8. kolejki ekstraklasy piłkarskiej Włoch między Sassuolo a Interem...

zobacz więcej

W lipcu drużynę opuściła największa gwiazda, Kevin Durant podpisał umowę z Brooklyn Nets. A jak wiele znaczył dla GSW, najlepiej niech świadczy fakt, że w latach 2017 i 2018 w jego ręce trafiała nagroda dla MVP finałów. W tegorocznej grze o pierścień nie miał już takiej szansy, bo przez większość rywalizacji z Raptors leczył kontuzję.

Durant rozstał z GSW w nie najlepszej atmosferze. Zawodnik miał pretensje do klubowych lekarzy, że ci zbyt szybko pozwolili mu na powrót do gry po urazie. Efekt był taki, że Durant od razu zerwał ścięgno Achillesa i jeszcze minie sporo czasu, zanim zobaczymy go na parkiecie w nowych barwach. 

Suchej nitki na GSW nie został Charles Barkley. – Winię Warriors za uraz Kevina Duranta i nie obchodzi mnie, co mówią na ten temat. Nie powinni pozwolić mu grać. Nawet jeśli zawodnik chciał wrócić, nie możesz zostawiać takiej decyzji graczowi – skomentował legendarny zawodnik Phoenix Suns.

A to niejedyna poważna strata. Najwcześniej w lutym przyszłego roku na parkiet wrócił Klay Thompson, który zerwał więzadła krzyżowe w meczu finałowym z Toronto. 

– Wiemy, kto jest w naszym zespole i bez wątpienia jego szkielet wciąż jest silny. Oczywiście wiele rzeczy będzie teraz wyglądać inaczej, do zespołu doszli nowi zawodnicy, a mecze będziemy rozgrywać w innym obiekcie. Mamy jednak mistrzowskie doświadczenie, na którym możemy polegać – odpierał pesymistyczne prognozy rozgrywający Stephen Curry.

Był o włos od upadku. Wyczyn hiszpańskiego motocyklisty [WIDEO]

Hiszpański motocyklista Alex Marquez podczas Grand Prix Japonii w spektakularny sposób uratował się przed upadkiem. Wideo z wyczynem zawodnika...

zobacz więcej

Jeszcze bardziej dosadnie historie o upadku potęgi z San Francisco skomentował Draymond Green.

– Myślenie, że nie będziemy się już liczyć w walce o mistrzostwo byłoby po prostu głupie. Nie wydarzyło się nic, co mogłoby zmienić moje oczekiwania – wypalił skrzydłowy.

Na powtórkę z tegorocznego sukcesu nie ma za bardzo co liczyć Raptors. Amerykańscy bukmacherzy ich szanse na tytuł szacują na poziomie 2,5 proc. Choć z drugiej strony patrząc, podobnie ich możliwości oceniano przed rokiem.

Z kanadyjskiego klubu odeszli dwaj liderzy. Oprócz Leonarda nowego pracodawcę znalazł także Green. Najlepszą wiadomością dla fanów Raptors było przedłużenie kontraktu z Kyle’m Lowrym i Pascale Siakamem. Kanadyjczycy postanowili nie oszczędzać, gwarantując temu duetowi roczną pensję przekraczającą 30 mln dolarów.

Wielkie nadzieje wiązane są zwłaszcza z Kameruńczykiem, który był jednym z odkryć poprzedniego sezonu. W 24 meczach fazy play-off Siakam zapisywał na swoim koncie średnio 19 punktów, 7,1 zbiórki i 2,8 asysty trafiając 47 proc. rzutów z gry.

74. sezon NBA zakończy się w środę 15 kwietnia 2020 r. Każda z 30 drużyn rozegra po 82 mecze, a to oznacza, że w sezonie zasadniczym rozegranych zostanie aż 1230 spotkań.

źródło:
Zobacz więcej