Zamieszki w Chile. Polscy karatecy zamknięci w hotelu

Przez ostatnich niemal 30 lat Chile było postrzegane jako „oaza spokoju” (fot. Twoje Info/Konrad Połtorzecki)

Do 11 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych społecznych protestów w Chile, które wybuchły trzy dni temu po tym, jak władze stolicy Santiago ogłosiły podwyżkę cen biletów na metro – poinformowała w poniedziałek burmistrz Santiago Karla Rubilar. W mieście przebywa młodzieżowa reprezentacja polskich karateków. Paweł Połtorzecki, prezes Polskiej Unii Karate, zapewnił w rozmowie z portalem tvp.info, że kadra jest bezpieczna.

Chile: nie będzie podwyżek cen biletów na metro. Stan wyjątkowy utrzymany

Po gwałtownych protestach społecznych prezydent Chile Sebastian Pinera cofnął w sobotę podwyżki cen biletów na metro. Utrzymał jednak wprowadzony...

zobacz więcej

– Liczba zgonów obecnie wynosi 11. Trzy osoby zginęły w sobotę, osiem w niedzielę – poinformowała Rubilar. Skorygowała w ten sposób wcześniejsze informacje, które mówiły o siedmiu ofiarach śmiertelnych. Wiadomo, że pięć osób zginęło w pożarze zakładu odzieżowego, natomiast dwie osoby straciły życie w pożarze supermarketu.

– Na ulicach jest wojsko, które tłumi zamieszki. Jesteśmy w hotelu, który jest zamknięty, nie można z niego wyjść ani do niego wejść – relacjonuje Paweł Połtorzecki z Polskiej Unii Karate.

– Przyjechaliśmy do Chile na Mistrzostwa Świata Karate Olimpijskiego WKF kadetów, juniorów i młodzieżowców, które mają rozpocząć się w środę. Grupa liczy 40 osób, w tym 31 zawodniczek i zawodników. Według oficjalnego komunikatu zawody mają się odbyć, we wtorek jest nasz dzień na rejestrację, wtedy podejmiemy decyzję, co dalej – opowiada Paweł Połtorzecki.

– Czekamy w hotelu na przebieg wydarzeń. Jesteśmy bezpieczni i w stałym kontakcie z ambasadą RP w Chile. Jeżeli sytuacja będzie zagrażała w jakikolwiek sposób naszym zawodnikom, to nie wystartujemy. Bezpieczeństwo jest najważniejsze – podkreśla prezes Polskiej Unii Karate.

W poniedziałek od rana studenci nawoływali do kolejnych protestów, a na ulicach pojawiło się wojsko. Agencje zauważają, że tak napięta sytuacja w tym kraju ma miejsce po raz pierwszy od zakończenia dyktatury generała Augusto Pinocheta (1973-90). Przez ostatnich niemal 30 lat Chile było w Ameryce Południowej postrzegane jako „oaza spokoju”.

Stan wyjątkowy w stolicy Chile. Gwałtowne protesty po podwyżce cen biletów na metro

Prezydent Chile Sebastian Pinera wprowadził stan wyjątkowy w stolicy kraju Santiago w wyniku ulicznych protestów przeciwko wzrostowi cen biletów na...

zobacz więcej

Godzina policyjna

Godzina policyjna, która obowiązuje między godz. 19 a 6 czasu lokalnego, już wcześniej sparaliżowała transport w całym mieście, a w niedzielę wieczorem doprowadziła do chaosu na międzynarodowym lotnisku w stolicy. Swoje loty odwołała linia Latam Airlines, która obsługuje połączenia z Limą i Madrytem, 11 kursów anulował tani chilijski przewoźnik JetSmart, a 20 połączeń odwołały Sky Airline.

Przez odwołane loty tysiące osób utknęło na lotnisku w oczekiwaniu na jakiekolwiek informacje. Pasażerowie odwołanych lotów pozbawieni są jedzenia i picia, bowiem z powodu godziny policyjnej nie działa wiele punktów usługowych. Pozamykane zostały także wyjścia z terminalu.

W poniedziałek nadal nie działało metro, które wcześniej przewoziło około 3 mln osób dziennie. Od piątku zniszczonych zostało 78 stacji kolejki podziemnej, a straty szacowane są na ok. 300 mln dolarów. Władze miasta poinformowały, że najbliższych godzinach otwarta być może zostanie tylko jedna z siedmiu linii metra.

Mieszkańcy Santiago, w obawie przed kolejnymi zamieszkami i dewastacjami, za zgodą policji sami zaczęli organizować patrole ochronne. Ubrani w żółte kamizelki pilnują sklepów i innych ważnych w mieście obiektów.

Do stłumienia niepokojów społecznych w kraju władze wysłały łącznie 10 tys. policjantów. Do tej pory aresztowano 1462 osoby, z czego 644 – w Santiago, a 848 w innych miastach. Policja używała armatek wodnych i gazu łzawiącego.

Prezydent Chile Sebastian Pinera zapowiedział w poniedziałek wieczorem w przemówieniu telewizyjnym spotkanie z przywódcami opozycji w celu wypracowania „nowego kontraktu społecznego”.

Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka Michelle Bachelet wezwała władze Chile do wszczęcia niezależnego śledztwa w sprawie ofiar śmiertelnych podczas protestów. Zdaniem Bachelet, która dwukrotnie była prezydentem Chile w latach 2006-2010 i 2014-2018, pojawia się zbyt wiele „niepokojących doniesień” o nadmiernym użyciu siły przez chilijskie służby bezpieczeństwa.

źródło:
Zobacz więcej