Rośnie liczba zabitych w zamieszkach w Chile. Wybuchły, gdy podrożały bilety na metro

Do 11 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych społecznych protestów w Chile, które wybuchły trzy dni temu po tym, jak władze stolicy Santiago ogłosiły podwyżkę cen biletów na metro – poinformowała burmistrz Santiago Karla Rubilar.

Chile: nie będzie podwyżek cen biletów na metro. Stan wyjątkowy utrzymany

Po gwałtownych protestach społecznych prezydent Chile Sebastian Pinera cofnął w sobotę podwyżki cen biletów na metro. Utrzymał jednak wprowadzony...

zobacz więcej

– Liczba zgonów wynosi 11. Trzy osoby zginęły w sobotę, osiem w niedzielę – powiedziała dziennikarzom Rubolar. Skorygowała w ten sposób wcześniejsze informacje, które mówiły o siedmiu ofiarach śmiertelnych. Wiadomo, że pięć osób zginęło w pożarze zakładu odzieżowego, a dwie osoby straciły życie w pożarze supermarketu.

W poniedziałek od rana studenci nawoływali do kolejnych protestów, a na ulicach pojawiło się wojsko. Agencje zauważają, że tak napięta sytuacja w tym kraju ma miejsce po raz pierwszy od zakończenia dyktatury generała Augusto Pinocheta (1973-90). Przez ostatnich niemal 30 lat Chile było w Ameryce Południowej postrzegane jako „oaza spokoju”.

Godzina policyjna, która obowiązuje między 19 a 6 czasu lokalnego, już wcześniej paraliżowała transport w całym mieście, a w niedzielę wieczorem doprowadziła do chaosu na międzynarodowym lotnisku w stolicy. Swoje loty odwołała linia Latam Airlines, która obsługuje połączenia z Limą i Madrytem, 11 kursów anulował tani chilijski przewoźnik JetSmart, a 20 połączeń odwołały Sky Airline.

Przez odwołane loty tysiące osób utknęło na lotnisku w oczekiwaniu na jakiekolwiek informacje. Pasażerowie odwołanych lotów pozbawieni są jedzenia i picia, bo z powodu godziny policyjnej nie działa wiele punktów usługowych. Pozamykane zostały także wyjścia z terminalu.

Stan wyjątkowy w stolicy Chile. Gwałtowne protesty po podwyżce cen biletów na metro

Prezydent Chile Sebastian Pinera wprowadził stan wyjątkowy w stolicy kraju Santiago w wyniku ulicznych protestów przeciwko wzrostowi cen biletów na...

zobacz więcej

W poniedziałek nadal nie działało metro, które przewozi ok. 3 mln osób dziennie. Od piątku zniszczonych zostało 78 stacji kolejki podziemnej, a straty szacowane są na ok. 300 mln dolarów. Władze miasta poinformowały, że najbliższych godzinach otwarta być może zostanie tylko jedna z siedmiu linii metra.

Mieszkańcy Santiago w obawie przed kolejnymi zamieszkami i dewastacjami, za zgodą policji sami zaczęli organizować patrole ochronne. Ubrani w żółte kamizelki pilnują sklepów i innych ważnych w mieście obiektów.

Do stłumienia niepokojów społecznych w kraju władze wysłały łącznie 10 tys. policjantów. Do tej pory aresztowano 1462 osoby, z czego 644 – w Santiago, a 848 w innych miastach. Policja używała armatek wodnych i gazu łzawiącego.

źródło:
Zobacz więcej