Fedorowicz tłumaczy się ze swoich słów. Nie przeprasza

„Jestem ostatni do grożenia komukolwiek” (fot.arch.PAP/ Marcin Obara)

Jestem ostatni do grożenia komukolwiek. Intencją moich słów było to, że osoba, która zdradza wyborców będzie miała poważne zmartwienie przez całe życie, albo będzie to miało wpływ na jej życie i życie trzech pokoleń – powiedział senator PO Jerzy Fedorowicz.

Groźby senatora Platformy. „To jakiś substandard”

Wciąganie członków rodzin do walki politycznej to jakiś substandard, to zejście głęboko poniżej przyzwoitości międzyludzkiej. Są granice stosowania...

zobacz więcej

Fedorowicz pytany był w piątek przez dziennikarzy, czy ktoś z senatorów opozycji może przejść na stronę PiS, aby zapewnić temu klubowi większość.

– Człowiek, który w tym momencie, w którym taka ważna rzecz się stała w polskiej polityce, nagle zmieni front i odejdzie od ludzi, którzy na niego głosowali, będzie obłożony anatemą do trzech pokoleń, to jest pewne. Jeżeli ktoś ma odwagę taką, żeby zaryzykować swoje życie, swoich dzieci i wnuków, to proszę bardzo. Ja takiego człowieka wśród ludzi wybranych przeciwko dzisiejszej władzy nie znam – odpowiedział senator.

Do tej wypowiedzi negatywnie odniosło się kilku polityków obozu rządzącego m.in. wicepremier, minister kultury Piotr Gliński, który napisał na Twitterze, że „nie ma zgody na szantaż dziećmi”. Z kolei zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel, ocenił, że słowa senatora PO są „niedopuszczalne w dyskursie politycznym”.

Fedorowicz proszony o komentarz do zarzutów polityków PiS powiedział, że „intencją i przekazem jego słów było to, że osoba, która zdradza swoich wyborców będzie miała poważne zmartwienie przez całe swoje życie, albo będzie to miało wpływ na jej życie i życie trzech pokoleń”. – Nie wiem, czemu to zostało tak rozdmuchane, ja to tłumaczyłem dziennikarzom – podkreślił senator.

Na uwagę, iż niektórzy odebrali to jako groźbę lub zastraszenie, Fedorowicz odpowiedział, że nie taka była jego intencja. – Przecież mój życiorys to jest walka z groźbami, z przestępczością. W ogóle takich intencji w sobie nie noszę – zadeklarował senator. – Ja tylko uważam, że zmartwienia te prawdziwe psychiczne i moralne będą towarzyszyć takiej osobie przez całe życie – dodał.

Fedorowicz tłumaczył, że mówiąc o życiu dzieci i wnuków chodziło mu o „znamieniu”, którym te pokolenia będą naznaczone. – Ja nikomu nie grożę, jestem ostatni do grożenia komukolwiek, bo raczej wyciągam ludzi z tarapatów, wielu ludzi niesłusznie skazanych wyciągnąłem z więzień – powiedział.

W Senacie dzięki tzw. paktowi senackiemu opozycji udało się zdobyć większość – 51 mandatów, włączając kandydatów startujących z własnych komitetów. „Pakt senacki” to porozumienie, które zawarły latem Koalicja Obywatelska (PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Zieloni), Lewica (SLD, Lewica Razem, Wiosna) i PSL - Koalicja Polska (m.in. PSL i Kukiz'15). W ramach „Paktu” w zdecydowanej większości okręgów opozycja wystawiła przeciwko PiS tylko jednego kandydata na senatora.

PiS uzyskał 48 mandatów w Senacie. Koalicja Obywatelska – 43 mandaty, PSL – trzy, a SLD – dwa. W Senacie zasiądą także startujący z własnych komitetów: obecna senator niezależna Lidia Staroń, b. prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, b. prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski oraz b. sekretarz generalny PO i b. wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski.

źródło:

Zobacz więcej