Opozycja rozpoczęła kampanię. „Strategia” w pięciu krokach

Tuż po wyborach parlamentarnych partie opozycyjne już ogłosiły start kampanii do wyborów w 2020 i 2023 roku (fot. PAP/Paweł Supernak)

Jeśli ktoś liczył na chwilę oddechu po wyborach i powrót do biesiadowania bez politycznych kłótni, to srogo się zawiedzie. Partie opozycyjne już ogłosiły start kampanii do wyborów w 2020 i 2023 roku. Jak zamierzają ją prowadzić, da się przewidzieć, patrząc na chwyty zastosowane w tygodniu powyborczym. Prawdopodobną strategię można ująć w pięciu punktach.

Senat z przewagą opozycji. Ale blisko remisu

Kandydaci popierani przez opozycję zdobyli większość 52 mandatów w Senacie – wynika z danych zaprezentowanych przez Państwową Komisję Wyborczą....

zobacz więcej

Po pierwsze – wybory wygrała opozycja

Po wyborach to zwykle podstawowy element przekazu, który strona przegrana stara się wpoić swojemu elektoratowi.

Przede wszystkim wynik w Senacie to „pierwszy realny sukces opozycji”. Tak przynajmniej interpretuje to w wywiadzie dla portalu wp.pl były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Na marginesie, ciekawe, czy wybrany właśnie do Sejmu poseł Sienkiewicz, zgodnie z obietnicą, po godzinach mozolnie pracuje nad wyjaśnieniem do końca sprawy podpalenia budki pod ambasadą Rosji w ramach prowokacji podczas marszu 11 listopada 2013 r. Zresztą może to był tylko kawał ówczesnego szefa CBA Pawła Wojtunika, którym do łez („ale jaja!”) rozbawił b. wicepremier Elżbietę Bieńkowską.

Opozycja jako „zwycięstwo” uznaje także swoją klęskę, która w końcu nie była aż tak sromotna jak cztery lata temu. No, może w Sejmie Platforma Obywatelska nawet straciła stan posiadania, ale nie można przecież nie docenić faktu, że PiS zaledwie powtórzył swój miażdżący wynik z liczbą mandatów, a to oznacza, że go nie zwiększył. Ergo zawiódł i przegrał.

Wiadomo przecież, że mimo bajań o zwycięstwie, opozycję budził w środku nocy koszmar o większości konstytucyjnej Zjednoczonej Prawicy. Ale już spokojnie. Złe sny minęły, można otrzeć zimny pot z czoła i wyjść na ulicę z miną zwycięzcy.

To przypomina przywódcę PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, który w lutym ub. roku stracił tylu posłów, że o mało nie zatopił parlamentarnego klubu. Szedł na dno i machał rękami, by trafić na jakiekolwiek koło ratunkowe. Znalazł je w „odpadach” po Platformie, czyli klubie Unii Europejskich Demokratów. Za cenę wątpliwych transferów lider PSL zaczerpnął haust powietrza, który pozwolił mu wskazać na PiS, dokąd uciekali mu posłowie, i histerycznie krzyknąć: Przegraliście!

Nitras: Banaś zrezygnował. Witek: To fake news

– Weszliśmy w posiadanie informacji, że na biurko marszałek Witek trafiła rezygnacja prezesa Banasia. Informacje są z wiarygodnego źródła i cieszą...

zobacz więcej

Po drugie – fakty to kwestia wyobraźni

Trzy dni po wyborach świeżo wybrany poseł Sławomir Nitras wraz ze swoim partyjnym kolegą Borysem Budką wyszli przed kamery i oznajmili światu, że rezygnacja prezesa NIK trafiła już na biurko marszałek Sejmu. Wygląda na to, że poseł Budka znał wiarygodność swojego przekazu, bo jednocześnie się zabezpieczał: – Gdyby jednak informacja o rezygnacji prezesa Banasia okazała się nieprawdziwa, to domagamy się jego dymisji – stwierdził.

Na tym jednak nie koniec, bo posłowie PO-KO zdążyli już powiadomić wyborców o spisku wynikającym z dymisji. Prawdziwej lub zmyślonej – nieważne. Według nich PiS postanowił wcisnąć wybór nowego prezesa w kalendarz obrad Sejmu i Senatu, zebranych jeszcze w starym składzie. Skonsternowana marszałek Elżbieta Witek musiała wyjaśniać, że nic na jej biurko nie trafiło. Za późno, fake news żył już własnym życiem, a posłowie Budka i Nitras zostali bohaterami, którzy właśnie uratowali kraj przed kolejną intrygą PiS.

Po trzecie – środki kontrowersyjne, ale skuteczne

Dzień później w TVN24 Monika Olejnik pytała już Władysława Kosiniaka-Kamysza: – Wierzy pan, że Sejm nie zbierze się jeszcze w starym składzie? Prezes PSL bezkompromisowo oznajmił, że opozycja twardo przeciwstawi się próbie postawienia tego wniosku na posiedzeniu w dotychczasowym składzie.

– I co wtedy będziecie robić? – dopytywała redaktor Olejnik, podrzucając odpowiedź: – Zablokujecie Sejm? Kosiniak-Kamysz chwycił ideę: – Nie wykluczam, że trzeba takich rozwiązań, które czasem są kontrowersyjne, ale skuteczne.

Prezes PSL dał tym samym sygnał Platformie i jej przystawkom, że w razie czego jest gotów przyłączyć się do powtórki blokady Sejmu. Pretekst nie jest ważny, coś się zawsze wymyśli. Nie wiadomo, co na to jego polityczny partner – „antysystemowy” Paweł Kukiz, który w 2016 r. trzymał się z daleka od zimowych zadymek, zapamiętanych ostatecznie z walki o demokrację Ryszarda Petru i Joanny Schmidt (obecnie Mihułka) na Maderze oraz z wokalnych popisów Joanny Muchy.

Senator KO o kolegach, którzy przeszliby do PiS: Ryzykują życie swoje, dzieci i wnuków

Politycy opozycji bardzo boją się, że któryś z senatorów może stanąć po stronie Prawa i Sprawiedliwości. Niektórzy, jak na przykład Jerzy...

zobacz więcej

Po czwarte - Senat, czyli maszynka do wetowania

Dotychczas opozycja zarzucała Senatowi, że jest jedynie maszynką do zatwierdzania PiS-owskich ustaw. Teraz, gdy opozycja odbiła z rąk reżimu izbę wyższą, wszystko ma się zmienić. Nie to, żeby zaraz Senat przestał być „maszynką”. W założeniu opozycji będzie jednak automatem do wetowania. Jeśli bowiem senatorowie starego składu „klepnęliby” machinalnie nowego prezesa NIK, to opozycja plus posłowie niezależni (wśród nich były sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski i działacz związany wcześniej z Nowoczesną – Wadim Tyszkiewicz) zadbają o to, by Sejm nie tak łatwo przeforsował nowego kandydata na szefa tej instytucji. W końcu przejęcie Senatu „miało być początkiem odsuwania PiS-u od władzy”, jak tego chciał Sienkiewicz.

Gdyby jednak znalazł się śmiałek, któremu przestaną odpowiadać opozycyjne porządki, lepiej byłoby dla niego, gdyby okazał się samotną i bezdzietną sierotą. A to dlatego, że jego potomkowie jeszcze w trzecim pokoleniu, powinni się obawiać o swoje życie. Takie subtelne przesłanie rzucił w piątek ewentualnym odszczepieńcom senator PO Jerzy Fedorowicz, człowiek kultury, kiedyś dobry krakowski aktor.

Szokujący wpis Schetyny. Porównał bł. ks. Popiełuszkę z samobójcą Piotrem Szczęsnym

Zaskakujący wpis Grzegorza Schetyny pojawił się na Twitterze. Szef PO porównuje w nim zamordowanego przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa bł....

zobacz więcej

Po piąte – przeszłość należy do nas

Przeszłość jest równie nieznana jak przyszłość i tylko od nas zależy, o kim i jak będziemy pamiętać. W taki sposób od kilku lat podchodzi do historii choćby Lech Wałęsa czy Władysław Frasyniuk z Aleksandrem Kwaśniewskim. Jednak w sobotę to Grzegorz Schetyna przeszedł sam siebie. Gdy cała uczciwa Polska wspominała zamordowanego przez esbeków 35 lat temu błogosławionego ks. Jerzego, przywódca Platformy Obywatelskiej wykreował „świętego” opozycji. Został nim Piotr Szczęsny, zagubiony mężczyzna, który dwa lata temu popełnił samobójstwo przed Pałacem Kultury w Warszawie w proteście przeciw nowym rządom. W końcu, jak tego chce koalicyjny lider, „obaj starali się poruszać nasze sumienia w czasach ciężkich”.

Trudno sobie wyobrazić, jak ciężkie musi być sumienie Grzegorza Schetyny po takim wpisie.

źródło:
Zobacz więcej