Gdzie trzech się kłóci, tam Rosja korzysta? [OPINIA]

Kurdyjscy żołnierze (fot. REUTERS/Goran Tomasevic)

Decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu amerykańskich żołnierzy i ofensywa turecka na Kurdów mogą głęboko przebudować układ sił w Syrii. Opuszczeni przez Amerykanów, osamotnieni Kurdowie będą zmuszeni szukać porozumienia z Damaszkiem. Damaszek nie może zaś pozwolić na zbyt duże sukcesy Turków. I tu pojawia się Rosja z ofertą mediacji.

Atak Turcji na Syrię. Pentagon grozi poważnymi konsekwencjami

Szef Pentagonu Mark Esper powiedział w piątek w rozmowie telefonicznej z ministrem obrony Turcji Hulusi Akarem, że inwazja w północno-wschodniej...

zobacz więcej

Wkroczenie Turków i ich sprzymierzeńców z Wolnej Armii Syryjskiej na obszary kontrolowane przez Kurdów spotkało się z ostrą międzynarodową krytyką. Od UE po państwa arabskie i Iran.

Oczywiście ostro zareagował też reżim Baszara el-Asada. Operację wojskową Ankary skrytykował też amerykański establishment, choć to przecież ruch Trumpa otworzył drogę do tureckiego najazdu. Decyzja o wycofaniu żołnierzy współdziałających z Kurdami w północno-wschodniej Syrii to porzucenie dotychczasowego sojusznika (który m.in. zdobył w 2017 roku „stolicę” Państwa Islamskiego, Rakkę) w obliczu Turcji, od dawna nie skrywającej, że zrobi wszystko, by zapobiec powstaniu kurdyjskiej autonomii w Syrii. Gdy tylko zniknęła przeszkoda w postaci obecności żołnierzy USA, Ankara uderzyła.

Ale ucieszył się nie tylko Recep Tayyip Erdogan. Zaskakujące dla niektórych wydarzenia w Syrii z zadowoleniem przyjęto również na Kremlu. Oto bowiem otwierają się nowe możliwości dla wzmocnienia wpływów rosyjskich w regionie. Po pierwsze, cieszy Kreml wizerunkowa klęska głównego rywala, USA. Po drugie, możliwe całkowite opuszczenie Syrii przez Amerykanów ułatwi działania Rosji i jej sojusznikom. Po trzecie, zdradzeni przez Trumpa Kurdowie będą bardziej skłonni dogadać się z Moskwą i jej sojusznikami. Po czwarte, Rosjanie mogę wzmocnić swoją rolę kluczowego „peacemakera” w Syrii, oferując mediacje różnym stronom tego skomplikowanego konfliktu. Kreml stara się występować jako bardziej pragmatyczny, przewidywalny partner niż USA. Dlatego wyraził zrozumienie dla działań tureckich, podkreślając jednocześnie konieczność poszanowania integralności terytorialnej Syrii oraz ograniczenia strat cywilnych. Już kilka godzin po tym, jak Trump zagroził „całkowitym zniszczeniem” tureckiej gospodarki, jeśli kraj ten jego zdaniem posunie się w Syrii za daleko, Moskwa zabrała głos – w zupełnie innym tonie. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził uznanie Rosji dla „prawa Turcji do zapewnienia sobie bezpieczeństwa”. Zaprzeczył, jakoby Putin i Erdogan omawiali plany Ankary przeprowadzenia operacji wojskowej w północno-wschodniej Syrii. Choć, jak dodał, „rosyjscy i tureccy wojskowi, jak też wywiady, utrzymują bliski kontakt”.

Resort obrony Turcji: Ruszyła faza lądowa ofensywy w Syrii. Dziś RB ONZ

Turcja ogłasza początek fazy lądowej swej ofensywy w Syrii – poinformowało na Twitterze tureckie ministerstwo obrony. Decyzja spotkała się z...

zobacz więcej

Cele Rosji

Prezydent Rosji Władimir Putin zaapelował 9 października do prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, by unikał w czasie ofensywy w Syrii wszelkich kroków, które mogłyby storpedować proces pokojowy w tym kraju. Następnego dnia doradca prezydenta Rosji ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow mówił, że Rosja ze zrozumieniem odnosi się do zaniepokojenia Turcji kwestią jej bezpieczeństwa narodowego, ale uważa, że należy przestrzegać zasady jedności i integralności terytorialnej Syrii. Jak dodał, prezydent Turcji zapewnił Putina w rozmowie telefonicznej, że jest zwolennikiem takiego podejścia. Również 10 października – czyli w dniu, w którym ruszyła lądowa ofensywa w Syrii – szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow powiedział, że Moskwa będzie nalegać na dialog między Turcją i Syrią, jak również wspierać kontakty między Syrią i ugrupowaniami kurdyjskimi, które – jak zaznaczył – „odrzucają ekstremizm i terrorystyczne metody działalności”. Podczas wizyty w Turkmenistanie zapewnił, że władze Syrii i przedstawiciele organizacji kurdyjskich sygnalizowali Moskwie, iż są zainteresowani tym, by Moskwa „wykorzystała swoje dobre stosunki ze wszystkimi stronami”. Rosja uważa za ważne, by nie dopuścić w północno-wschodniej Syrii do dalszej destabilizacji i wzywa wszystkie strony do „maksymalnej powściągliwości”, a także respektowania integralności terytorialnej Syrii – oświadczyło 11 października MSZ w Moskwie.

Jakie najważniejsze wnioski płyną z tych pierwszych reakcji Moskwy na operację turecką przeciwko Kurdom? Po pierwsze, kwestia „poszanowania integralności terytorialnej” Syrii. To oznacza, że Rosjanie tolerują wejście Turków, ale tylko jako rozwiązanie tymczasowe. Trwała okupacja, a tym bardziej aneksja zajmowanych terenów jest nie do przyjęcia. Ale o tym Ankara i tak wie. Wydaje się, że w tym kontekście ważniejsze jest oczekiwanie Kremla, że Turcja nie będzie dokonywała trwalszych zmian w Syrii. Co istotne, ta kwestia integralności terytorialnej jest też skierowana przez Rosjan do Kurdów. Oto Moskwa mówi im: jeśli nie chcecie być zupełnie zniszczeni przez Turków, musicie się z nami, a właściwie z Damaszkiem dogadać. Ale to oznacza rezygnację z autonomii, a więc i federalizacji Syrii. Drugi wniosek płynący z komunikatów rosyjskich, wiążący się zresztą z pierwszym: Moskwa chce być pośrednikiem między walczącymi stronami, ale nie tylko. Operacja turecka powoduje bowiem negatywne reakcje Asada, a więc i tu trzeba mediować na linii Damaszek-Ankara. Z punktu widzenia rosyjskiego wkroczenie Turków do Syrii jest o tyle dobre dla Moskwy, że zmusi Asada do szukania wsparcia rosyjskiego. Jeśli bowiem ktoś ma zatrzymać Turków, to nie będzie to Iran, ale właśnie Rosja, mająca ostatnio świetne relacje z Ankarą. W rywalizacji rosyjsko-irańskiej o wpływ na Asada, włączenie się Turcji do gry to raczej punkt dla Kremla.

„Dzieci Państwa Islamskiego – tykająca bomba zegarowa, która może eksplodować w Europie”

Rozmowa z Hoszyarem Siwailim, szefem Biura Zagranicznego Partii Demokratycznej Kurdystanu (rządzącej w Regionie Kurdystanu w Iraku).

zobacz więcej

Gra w trójkącie

Podczas gdy Kurdowie będą się zmagać z Turkami i bojownikami FSA na północy, na ich tyłach oddziały rządowe i szyickie proirańskie milicje będą mogły bez przeszkód przejść Eufrat i zająć złoża gazowe i naftowe w prowincji Dajr az-Zaur. Nie przeszkodzą im ani Amerykanie, ani Kurdowie. A przecież to właśnie tutaj w lutym 2018 roku Amerykanie sprawili krwawą łaźnię rosyjskim najemnikom, próbującym zająć obiekty naftowe. Teraz Asad i Rosjanie mają szansę zdobyć te tereny bez jednego wystrzału. Damaszek, Moskwa i Teheran nie chcą wojować z YPG. Zapewne z pobitymi przez Turków Kurdami zawrą jakieś porozumienie. Przedstawiciel kurdyjskich władz na obszarach północnej Syrii oświadczył jeszcze przed wkroczeniem Turków, że jeśli dojdzie do pełnego wycofania sił USA z obszarów przy granicy, możliwe będą rozmowy z Damaszkiem i Rosją, „żeby wypełnić próżnię lub zablokować turecki atak”.

Moskwa chce zająć pozycję mediatora między Damaszkiem a Kurdami, ale też między Damaszkiem a Ankarą. Niemal cały świat potępił turecką inwazję, od UE po reżim Asada. Mniej krytyczna jest Moskwa. Damaszek nazywa operację turecką agresją i będzie chciał pomóc Kurdom, przy okazji zwiększając swój wpływ na ten region kraju. Dla Asada i jego protektorów z Moskwy i Teheranu wyjście Amerykanów to szansa na kolejne zdobycze. Kurdowie nie mają teraz wyboru – muszą dogadać się z Damaszkiem. Asad odmawia jednak przyznania im regionalnej autonomii. 7 września podczas spotkania z przywódcami autonomii kurdyjskiej w Iraku Siergiej Ławrow powiedział, że możliwe jest polityczne, a nie zbrojne rozwiązanie kwestii kurdyjskiej w Syrii. Pod warunkiem, że tereny obecnie kontrolowane przez SDF znajdą się pod kontrolą Damaszku. Już wcześniej, w rejonie Kobane, atakowani przez Turków i ich sojuszników Kurdowie dochodzili do porozumienia z siłami rządowymi. W Afrin z kolei współpracowali z Rosjanami. Stojąc w obliczu tureckiej inwazji teraz też mogą wybrać mniejsze zło: uznanie zwierzchności Damaszku i mniejszą autonomię.

Rosja i podział Jemenu

Wojna w Jemenie, która trwa od 2015 r., nie zagroziła rządom Hutich w północnej części kraju, w tym w stolicy Sanie. Konflikt w koalicji...

zobacz więcej

Inwazja turecka jest Moskwie i jej sojusznikowi Asadowi na rękę, bo osłabia Kurdów i otwiera drogę na wschodni brzeg Eufratu. Pojawia się szansa zajęcia ważnych obszarów, przez które biegną główne drogi – część komunikacyjnego korytarza Iran-Irak-Syria-Liban. To ważne dla Teheranu, ale też Moskwy. Tutaj leżą złoża węglowodorów, to których jedną trzecią prawa ma Jewgienij Prigożin, rosyjski oligarcha, przyjaciel Putina, szef farmy trolli w Olgino, sponsor wagnerowców. Wspomniane osłabienie Kurdów – dotąd de facto niezależnych od Damaszku ze swą stutysięczną „armią” i wsparciem USA – nie może być jednak zbyt duże. Z punktu widzenia Moskwy, Damaszku i Teheranu, zupełna klęska Kurdów jest niepożądana z dwóch powodów. Po pierwsze, za bardzo umocni się Turcja. Po drugie, na zajęte przez nią tereny wrócą miliony syryjskich uchodźców – sunnitów i wrogów Asada. Jeśli połączymy te dwie rzeczy, okaże się, że Erdogan wyrasta na ważnego gracza przy stole, na którym ma się rozstrzygać powojenna przyszłość Syrii.

Aby zapobiec temu scenariuszowi, Moskwa będzie wpływała na Ankarę, by ta ograniczała skalę ofensywy. Dla Rosji lepsze jest utrzymanie stałego zagrożenia dla Turcji w postaci syryjskich Kurdów. Najgorsze byłoby zdecydowane zwycięstwo jednej ze stron. A tak Moskwa będzie mogła mówić, że uratowała zdradzonych przez Amerykę Kurdów przed rzezią. Jednocześnie przypisze sobie zasługi w procesie przywracania przez rząd w Damaszku zwierzchnictwa nad całą Syrią. Nie można też zapominać, że to będzie symboliczne zwycięstwo z USA na Bliskim Wschodzie. Zresztą Rosjanie liczą też na zaostrzenie konfliktu Turcji z Zachodem. Choć to decyzja Trumpa otworzyła drogę do operacji zbrojnej, niewykluczone, że USA nałożą sankcje na Turcję. Kreml może liczyć na to, że rozwój sytuacji w Syrii jeszcze mocniej popchnie Ankarę ku Moskwie. A wcześniej Rosja dostanie od Turków wolną rękę w Idlib – koalicja asadowsko-rosyjsko-irańska usiłuje od paru miesięcy ostatecznie zniszczyć ten ostatni bastion opozycji antyasadowskiej.

źródło:
Zobacz więcej