Sędzia Łączewski zrzekł się urzędu. Ziobro: podjął jedyną możliwą decyzję

Sędzia miał omawiać udział w antyrządowej kampanii z internautą podającym się za Tomasza Lisa (fot. arch.PAP/Leszek Szymański)

Znany z zaangażowania politycznego po stronie opozycji sędzia Wojciech Łączewski zrzekł się urzędu. Napisał, że ma to związek z „chyleniem się Polski ku upadkowi” z powodu prowadzenia przez rząd reformy sądownictwa. Zdaniem ministra Ziobry Łączewski podjął jedyną możliwą decyzję wobec grożących mu zarzutów.

Umorzenie nie zakończyło sprawy sędziego Łączewskiego. Jest zażalenie

Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych Piotr Schab skierował do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego zażalenie na postanowienie o...

zobacz więcej

– Pan sędzia Łączewski wie, co zrobił, wie, że grozi mu odpowiedzialność karna i chce wykonać tego rodzaju gesty polityczne tuż przed wyborami, uciekając od odpowiedzialności, która nieuchronnie wiąże się z popełnionymi przez niego czynami – oświadczył Zbigniew Ziobro.

Jak podała w piątek „Gazeta Wyborcza”, sędzia Łączewski w piśmie adresowanym do Zbigniewa Ziobry i prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie poinformował o zrzeczeniu się stanowiska.

„Z ogromną troską obserwuję kolejno wprowadzane przez partię rządzącą zmiany w wymiarze sprawiedliwości. W ich efekcie Rzeczpospolita Polska jako demokratyczne państwo prawne chyli się ku upadkowi” - napisał Łączewski.

Sędzia ocenił, że Krajowa Rada Sądownictwa jest ciałem „karykaturalnym, które nie dba o niezawisłość sędziów i niezależność sądów”. Swoją rezygnację nazwał znakiem sprzeciwu wobec „niszczenia wymiaru sprawiedliwości w imię partyjnego interesu”.

W opinii szefa resortu sprawiedliwości, sędzia podjął jedyną możliwą decyzję wobec grożących mu zarzutów. Ziobro ocenił, że ciążące na sędzim czyny polegające – jak mówił minister – na „okłamywaniu opinii publicznej, okłamywaniu mediów, składaniu fałszywych zeznań, składaniu fałszywego zawiadomienia o przestępstwie są dyskwalifikujące dla każdego, a zwłaszcza dla sędziego”.

Ziobro przypomniał, że prokuratura wystąpiła z wnioskiem o postawieniu sędziemu Łączewskiemu zarzutów polegających na tym, że „świadomie składał on fałszywe zeznania oraz złożył zawiadomienie o niepopełnionym przestępstwie polegającym na rzekomym włamaniu się na jego konta na Twitterze”.

Jak podkreślił minister sprawiedliwości, materiał dowodowy zebrany w śledztwie dowodzi, że to sam sędzia korespondował z osobą, którą odbierał jako Tomasz Lis i namawiał ją do działań mających na celu usunięcie od władzy Prawa i Sprawiedliwości.

Degrengolada sędziowska [OPINIA]

Środowisko sędziowskie toczy gangrena. To wiadomo od kilku dziesiątków lat. Dzisiejszym widomym tego znakiem jest jedna z najbardziej...

zobacz więcej

Dodał, że sędzia Łączewski zna ten materiał dowodowy. – Wie co robi, nie dziwię się mu w takiej sytuacji, wobec tak jednoznacznych miażdżących dowodów, które pokazują na jego niegodną, nielicującą z powagą urzędu sędziowskiego działanie, które wskazuje na przestępczy charakter – tłumaczył szef resortu sprawiedliwości.

Zdaniem Prokuratury Regionalnej w Krakowie, wbrew złożonemu przez sędziego Łączewskiego zawiadomienia o przestępstwie nie doszło do włamania do prowadzonych przez niego pod fikcyjnymi nazwiskami kont na Twitterze.

Jak wskazują również zgromadzone dowody, sędzia zeznał nieprawdę, że to rzekomy włamywacz namawiał w internetowej korespondencji osobę, którą wziął za redaktora naczelnego „Newsweeka” Tomasza Lisa, do prowadzenia antyrządowej kampanii, a także bez wiedzy sędziego zrobił i wysłał za pośrednictwem Twittera jego zdjęcie. Fotografia miała być dowodem, że właścicielem konta zarejestrowanego na fałszywe nazwisko „Krzysztof Stefaniak” jest właśnie sędzia Wojciech Łączewski.

Zlecona przez prokuraturę ekspertyza z zakresu informatyki jednoznacznie wykazała, że nikt poza sędzią Wojciechem Łączewskim nie miał dostępu do jego urządzeń elektronicznych i kont na Twitterze. Zeznania świadków przeczą zaś wersji zdarzeń przedstawionych przez sędziego.

W lutym 2016 r. sędzia Łączewski złożył w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie ustne zawiadomienie, że nieznana mu osoba włamała się na jego konta prowadzone pod fikcyjnymi nazwiskami na Twitterze i w jego imieniu prowadziła korespondencję.

źródło:

Zobacz więcej