Wybory z kilkoma niewiadomymi [OPINIA]

Najwięcej uwagi bardzo długo skupiali na sobie ludowcy i Kukiz’15 (fot. PAP/Wojtek Jargiło)

Wiele wskazywało na to, że kończąca się dziś kampania wyborcza przed wyborami do sejmu i senatu będzie wyjątkowo brutalna, być może nawet najbrutalniejsza w historii Polski po 1989 roku. Dla opozycji jest to przecież bój o wszystko, dla rządzących zresztą też. Kiedy poznaliśmy już wyniki eurowyborów, było oczywiste, że czeka nas przegrupowanie na scenie politycznej. PSL zaczął dystansować się od niedawnych partnerów z Koalicji Europejskiej, a Kukiz'15 i Konfederacja znalazły się pod progiem, spodziewano się więc jakiejś formy porozumienia tych dwóch bliskich sobie środowisk. Wszystko potoczyło się zupełnie inaczej.

„Dał słowo”. Sawicki zdradza plany Kukiza

– Paweł Kukiz dał słowo, że będzie z klubem PSL budował taki układ polityczny w Polsce, który pozwoli zrealizować nam najwięcej zapisów z naszego...

zobacz więcej

Najwięcej uwagi bardzo długo skupiali na sobie ludowcy i Kukiz’15, główne postacie wieloodcinkowego serialu „Osobno, czy w koalicji”.

Kukiz zastanawiał się tak długo, aż z pozycji równego gracza spadł do roli w pełni uzależnionego od bardziej cwanych kolegów petenta – bez większości sympatyków, bez sporej grupy posłów i bez swojej specyficznej, wynikającej z jego pozapolitycznej historii, wiarygodności.

Politycy PSL wyszli na tym wszystkim nieźle, przejmując cenioną markę „Kukiz” niemal za bezcen. Sami jednak nie są w najlepszej sytuacji. Stronnictwo od kilku miesięcy nie jest w stanie wyrobić sobie jednoznacznej identyfikacji ideowej. Po wyborach do PE, w których opozycja przegrała z PiS, zaś ludowcy stracili na rzecz tej partii wielu wyborców, doszli oni do wniosku, że zaszkodziło im powiązanie z trudnymi do przyjęcia dla wiejskiego elektoratu obyczajowymi wątkami przekazu innych sił opozycyjnych. Ogłosili więc, że z lewicą nigdzie już nie pójdą ani z Wiosną, ani nawet z SLD, z którym poszli przecież przed chwilą, wspólnie zdobywając upragnione fotele.

Przez kilka tygodni Polskie Stronnictwo Ludowe określało się w mediach jako partia centroprawicowa, w jej orbicie wyobrażano już sobie nie tylko Kukiza, ale nawet Marka Jurka, czasem wspominano też o części Konfederacji. Kiedy jednak Paweł Kukiz znalazł się już na pokładzie, słowo „prawica” z przekazów zniknęło, zostało tylko centrum, nieunikające jednak odniesień do chrześcijaństwa. Czasem nawet atakujące PiS z pozycji konserwatywnych, choćby w kwestii zakazu aborcji czy in vitro.

Z drugiej strony jednak ci sami ludowcy ogłosili już, że nie dopuszczają do siebie myśli o współpracy z Prawem i Sprawiedliwością (w pierwszych tygodniach tworzenia Koalicji Polskiej jej siłą miała być zdolność zawarcia koalicji z każdym z dużych graczy), a najbardziej naturalnym partnerem jest dla nich Sojusz Lewicy Demokratycznej. Z Robertem Biedroniem, dodajmy.

Czterogłowa koalicja anty-PiS? „To nie smok, tylko niegroźny smoczek”

Politycy Prawa i Sprawiedliwości od kilku dni mówią, że jedyną alternatywą dla obecnego rządu jest egzotyczny sojusz Platformy Obywatelskiej,...

zobacz więcej

Bo przecież i na lewicy doszło do czegoś w rodzaju trzęsienia ziemi, choć łatwość, z jakim ono się dokonało, każe pytać o spontaniczność tego zwrotu.

Oto bowiem, gdy tylko ludowcy odwrócili się od niedawnych koalicjantów, Grzegorz Schetyna nie mając już przeszkody, by do swojego centrolewicowego bloku zaprosić Wiosnę, wykonał ruch całkowicie odwrotny – podziękował Włodzimierzowi Czarzastemu za współpracę.

I kiedy tylko to zrobił, niemal natychmiast ogłoszono powstanie trójporozumienia SLD, Razem i Wiosny, które, oficjalnie z przyczyn formalnych, stało się szybko jedną listą pod szyldem największego ugrupowania. Od pewnego czasu słyszymy powtarzające się plotki, że przynajmniej jedna z nowych sił lewicowych po wyborach połączy się z Sojuszem już w pełni, rezygnując z szyldu i resztek samodzielności. Zapewne po lewej stronie poza SLD zostanie już tylko Razem, co zresztą prowokuje kolejne pytania. Co stanie się, jeśli opozycja zdobędzie, dajmy na to 231 mandatów, zaś Adrian Zandberg z kilkorgiem kolegów nie wejdą do jednego klubu z Czarzastym? Czy zdecydują się na wejście do koalicji, w której dominować będą liberałowie, zaś centrowi katolicy z PSL zablokują zmiany obyczajowe? Sondaże wskazują, że jest to problem czysto teoretyczny, ciekawi mnie jednak, czy ktoś już się nad nim zastanowił.

Maja Ostaszewska: PiS najprawdopodobniej zabierze nam dostęp do internetu

Ludzie coraz bardziej zaczynają sobie uświadamiać, że jeżeli chcą mieć nawet wolny dostęp do internetu, do social mediów, to to jest też polityka....

zobacz więcej

Platforma tymczasem nie zdecydowała się na powtórzenie strategii z wyborów do PE, polegającej na atakowaniu PiS kolejnymi skandalami, natychmiast rozbrajanymi przez rząd i parlament.

Zamiast tego wróciła strategia z lat 2007 i 2011, strategia dzielenia elektoratów i odwoływania się do strachu i pogardy. Również wobec własnych wyborców, co pokazały nam doskonale taśmy Sławomira Neumanna.

Na początku wydawało się, że jest to raczej domena wyborców, zwłaszcza kilku pań ze środowisk artystycznych, w tym najbardziej znanej, obok Krystyny Jandy, przedstawicielki Marii Nurowskiej, która tym razem zasłynęła wpisami o złym wyglądzie zwolenników i zwolenniczek prawicy. Później w ten nurt wpisał się, mówiący coś o zemście potomków pańszczyźnianych chłopów Jerzy Stuhr, na końcu zaś wszystkich zdeklasował Michał Cessanis, prywatnie partner Pawła Rabieja.

„Należę do intelektualnej elity tego kraju. I nigdy nie będę po stornie władzy ani żadnego prezesa. I będę czytał książki, jakie chcę. I będę myślał, tak jak chcę. Idźcie na wybory, bo inaczej stracicie wybór” – napisał Cessanis, po czym myśl tę usunął. Poza elitarnością mamy tu stare lęki, że PiS czegoś zabroni, a coś nakaże, czy to w kwestii lektur, czy choćby wyglądu, słyszeliśmy to już cztery lata temu.

W tym tygodniu Maja Ostaszewska zdążyła zmartwić się o swobodę dostępu do Internetu, choć to jej polityczni przyjaciele mieliby tu więcej do powiedzenia, choćby w sprawie kluczenia przy pierwszym ACTA i jednoznacznego poparcia drugiego.

Tymczasem Nobla otrzymuje właśnie Olga Tokarczuk i choć jest osobą wyznającą wybitnie inną wizję świata i polskiej historii od rządzących, maszyny drukarskie ruszają z drukiem nowych nakładów jej dzieł i obywa się bez aresztowań. Sama Tokarczuk zaś zbiera gratulacje od przedstawicieli władzy i dziennikarzy od lewa do prawa, pozostając autorką polską, nie – emigracyjną.

„Lech Wałęsa stał się Klaudią Jachirą tej konwencji”

– Negatywnie odbieram te słowa – powiedział w programie „Gość Wiadomości” Grzegorz Furgo z Platformy Obywatelskiej, kandydat KO do Sejmu. –...

zobacz więcej

Chociaż mieliśmy dostać nową, bardziej przyjazną Platformę z twarzą Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, niemal od razu show skradła jej reprezentująca całkowite zaprzeczenie tego stylu Klaudia Jachira ze swoimi żartami ze Smoleńska, parodiowaniem religii i obsesją na punkcie Jarosława Kaczyńskiego.

Zanim trochę ją w końcu schowano, mieliśmy okazję przypomnieć sobie praktykę rządów ekipy PO, utrwaloną na taśmach Sławomira Neumanna, później zaś swoje dołożył Lech Wałęsa zaproszony na ostatnią dużą konwencję Koalicji.

Wałęsa swój występ poświęcił głównie atakowaniu gospodarzy, przy okazji jednak rozbudził uśpionych sondażami przeciwników, poświęcając swoje dwie minuty nienawiści pochowanemu dzień wcześniej Kornelowi Morawieckiemu. I zapewne ta końcówka może wzmocnić PiS, choć to ponoć elektoratowi opozycji, zwłaszcza lewicy, determinacji przed tymi wyborami nie brakuje.

Sam PiS, na co już narzekałem, nie jest wdzięcznym tematem dla felietonisty. Sprawna kampania, odpowiednio dobrany przekaz i zręczne wyślizgiwanie się z potencjalnych kłopotów, a więc nuda, której to inni gracze mogą tylko pozazdrościć, lecz która osłabia czujność elektoratu.

Skoro bowiem tu jest tak dobrze, a po drugiej stronie mamy tylko chaos, wybory nie mogą na zdrowy rozum przenieść niczego nieupragnionego. Na samym końcu kampanii pojawił się jeszcze duży sukces, oddziałujący na istotny dla tej partii elektorat wiejski – wybór Janusza Wojciechowskiego na unijnego komisarza do spraw rolnictwa.

A jednak piłka jest w grze, krążąc wokół linii oznaczającej granicę samodzielnych rządów. Nasza ordynacja promuje największych, lecz tylko wtedy, gdy najmniejsi są naprawdę bardzo mali. Jeżeli tylko wychylą się ponad próg, dokonują też przemieszczeń między pierwszym a drugim miejscem.

Tymczasem na dzień przed wyborami trudno przewidzieć, jak potoczą się losy PSL i Konfederacji. Tak jak kilka miesięcy temu, podczas wieczorów wyborczych komentować będziemy pierwsze wyniki, z których już w nocy może zostać niewiele. W poniedziałek zaś obudzimy się w jeszcze innej sytuacji. Znów trzeba będzie pisać i analizować przyczyny wyborczych zwycięstw i porażek. I sytuację przed wyborami prezydenckimi.

źródło:
Zobacz więcej