Wojciech Nowicki: Medal na pocieszenie

Wojciech Nowicki pomimo rozczarowującego występu, wrócił do Polski z medalem (fot.PAP/EPA/ROBERT GHEMENT)

Miał walczyć o złoto z Pawłem Fajdkiem, ale zawiódł. Choć finał mistrzostw świata skończył na czwartym miejscu, do Polski przywiózł brązowy medal. O kulisach startu w Katarze i dyplomatycznej walce Tomasza Majewskiego i Krzysztofa Kęckiego opowiada w rozmowie z portalem tvp.info Wojciech Nowicki.

Nieoczekiwany obrót spraw. Nowicki jednak z medalem!

Miały być dwa medale Polaków w konkursie rzutu młotem podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata i są, choć na raty. Złoto wywalczył Paweł Fajdek,...

zobacz więcej

Nic tylko pozazdrościć ci zmartwień. Wróciłeś do Polski niezadowolony ze swojego startu, ale z brązowym medalem na szyi. Wielu sportowców chciałoby być na twoim miejscu.

Nie podobał mi się mój występ i przebieg całego konkursu. Czegoś mi brakowało, a wiem, że byłem bardzo dobrze przygotowany i gotowy na dalekie rzucanie. Na brązowy medal nie narzekam. Jestem po prostu bardzo rozczarowany swoim występem.

Wiesz już, co nie zagrało w finale? Może było coś nie tak w podejściu mentalnym, bo przecież cały sezon uzyskiwałeś świetne wyniki.

Zawiódł element w samej technice rzutu. Nie miałem czucia, które powinienem mieć. Psychicznie, fizycznie czy motorycznie byłem nastawiony bardzo dobrze. Kiedy jednak zawodzi technika, to wszystko zaczyna się walić.

Spora grupa sportowców narzekała na warunki panujące na stadionie w Dausze. Tobie też coś nie odpowiadało?

Mamy złoto na MŚ! Paweł Fajdek najlepszy w rzucie młotem

Paweł Fajdek znów najlepszy! Urodzony w Świebodzicach lekkoatleta po raz czwarty z rzędu zdobył złoty medal mistrzostw świata. Prowadził od...

zobacz więcej

Nie miałem takich problemów jak np. oszczepnicy, choć nie do końca poradziłem sobie z kołem. Było ono bardzo szybkie. Chyba nigdy w całej karierze takiego nie spotkałem. W eliminacjach nie miałem z tym problemu, ale gdy w finale chciałem jeszcze podkręcić tempo, to coś się nie udawało. Mistrzostwa skończyły się trochę szczęśliwie, trochę nieszczęśliwie. Gdyby wszystko poszło dobrze, medal zapewniłbym sobie na stadionie, a nie po protestach i weryfikacji. Najważniejsze jest to, żeby takie historie nie powtórzyły się w Tokio.

Opowiedz o kulisach całego zamieszania.

Wracając do hotelu już pogodziłem się z faktem, że jestem czwarty. Wtedy ktoś z naszej ekipy dostał SMS-a, że Tomek Majewski i Krzysztof Kęcki poszli do jury weryfikować rzuty. Nawet nie wiedziałem, o co chodzi. Później wyjaśnili mi, że Bence Halasz spalił pierwszą próbę, w której uzyskał najdalszą odległość. Nie chciałem nawet komentować ich słów, bo nie widziałem momentu jego rzutu. Nasza delegacja złożyła protest. O drugiej w nocy Tomek zadzwonił do mnie i powiedział mi, że jury faktycznie dopatrzyło się nieprawidłowości przy rzucie Halasza.

Telefon cię nie obudził?

Nie. Emocje dopiero zaczynały ze mnie schodzić. Zasnąłem, gdy było już grubo po czwartej. Strasznie byłem nabuzowany tym wszystkim. Tomek zadzwonił i powiedział, że Halasz spalił swój rzut. Rada IAAF podjęła, jak on to ujął, dyplomatyczną decyzję, żeby przyznać dwa brązowe medale, choć ja miałem przecież gorszy wynik od Węgra. Dziwne to wszystko, bo przecież Halaszowi uznano rzut, który nie powinien być zaliczony.

Na co dzień trenujesz razem z Joanną Fiodorow, która też z Kataru przywiozła medal. Ponoć każde zajęcia to dla was pretekst do różnych zakładów. Kto przeważnie wygrywa?

Zawsze wygrywam ja. Asia za to okazała się lepsza w najważniejszych zawodach sezonu, czyli mistrzostwach świata. Gratuluję jej. Fajnie, że udało jej się osiągnąć tak wielką rzecz - medal i rekord życiowy. Zazdroszczę jej, bo też chcę na wielkiej imprezie pobić „życiówkę”. Może uda mi się za rok w Tokio.

źródło:
Zobacz więcej