Joanna Fiodorow: Wreszcie wychodzę z cienia

Joanna Fiodorow wreszcie ma powody do uśmiechu (fot. PAP/EPA/ALI HAIDER)

To ona sprawiła, że ani przez chwilę nie zatęskniliśmy za Anitą Włodarczyk. Joanna Fiodorow odniosła pierwszy wielki sukces w swojej lekkoatletycznej karierze, zajmując drugie miejsce w konkursie rzutu młotem podczas mistrzostw świata. – Osiągnęłam coś naprawdę dużego. Wreszcie wychodzę z cienia i wiem, że mogę rywalizować z najlepszymi – mówi w rozmowie z portalem tvp.info.

Lekkoatletyczne MŚ. Mamy pierwszy medal! Sukces w rzucie młotem

76,35 m – na taką odległość na lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Dosze rzuciła młot Joanna Fiodorow. Tym samym zdobyła srebrny medal i...

zobacz więcej

Na początek wróćmy do najbardziej wzruszających dla Ciebie momentów. Finał mistrzostw świata i już w pierwszym rzucie poprawiasz rekord życiowy. Czy wiedziałaś już, że medal masz na wyciągnięcie ręki?

Taka myśl się pojawiła. Podium było pewne na jakieś 70 proc. Ale to są mistrzostwa świata. Dziewczyny rozkręcały się z rzutu na rzut. Mogło się wydarzyć wszystko. Ale wiedziałam, że będę walczyć jak szakal i wyszarpię miejsce na podium. Do końca konkursu kontrolowałam sytuację.

Poprawić wyniku Ci się nie udało. Co o tym zdecydowało, że kolejne próby nie były tak dalekie?

Cały czas marzyłam o tym, żeby zdobyć złoto, bo Amerykanka DeAnna Price była w moim zasięgu. Wiedziałam, że mogę to zrobić. Niestety, w kolejnych rzutach gubiły mnie błędy techniczne, które towarzyszyły mi niemalże przez cały sezon. Miewam tak, że za bardzo chcę, podchodzę zbyt pobudzona do koła i stąd robią się błędy.

Największą radość pewnie sprawia Ci fakt, że wreszcie odniosłaś poważny sukces. Podium mistrzostw świata to zupełnie inny kaliber niż brązowe medale mistrzostw Europy.

Masz rację. Włożyłam w to mnóstwo pracy. Nie tylko przez ten rok, ale od początku swojej kariery. Medal w Katarze utwierdził mnie w przekonaniu, że podejmuję dobre decyzje, a razem z trenerką idziemy w odpowiednim kierunku i osiągamy wyniki, na których nam zależy. Wiem, że za rok mogę śmiało pojechać na igrzyska i jeśli nie przytrafią mi się podczas przygotowań żadne problemy zdrowotne, włączyć się do walki o medale. Mogę śmiało rywalizować z najlepszymi. Wreszcie nie muszę być w cieniu, bo choć rekordy życiowe poprawiałam już od jakiegoś czasu, to jednak uzyskiwane odległości nie dawały mi szans na rywalizację z najlepszymi. Aż do teraz.

Kto po laury, kto do poprawki. Oceniamy Polaków po MŚ w lekkiej atletyce

Złoto Pawła Fajdka, srebro Joanny Fiodorow i żeńskiej sztafety 4x400 metrów, brąz Piotra Liska, Wojciecha Nowickiego i Marcina Lewandowskiego. Za...

zobacz więcej

Na co dzień trenujesz z Wojciechem Nowickim. Jak się dogadujecie?

Jest naprawdę super! Cały czas rywalizujemy. Nie ma praktycznie treningu, żebyśmy się o coś nie zakładali.

O co?

Różnie to bywa. Przeważnie o coca-colę albo o pudełko Kinder Bueno.

Masz w ogóle z nim szansę? Mężczyźni rzucają dużo dalej od kobiet.

W rywalizacji na metry Wojtek byłby lepszy, ale u nas wygrywa ten, który uzyska wynik najbardziej zbliżony do rekordu życiowego. Podobnie jest na siłowni. Kiedy Wojtek zbliża się ze sztangą do „życiówki”, to ja przecież nie mogę być gorsza. Napędzamy się i widać tego efekty.

Najdobitniej pokazałaś to w Katarze. Na treningach rzucasz jeszcze dalej niż 76,35 m?

Nie jestem zawodnikiem treningowym. Na ostatnich zajęciach przed mistrzostwami miałam rezultat w granicach 73-74 metrów. Trenerka była bardzo zadowolona, bo w konkursie zawsze daję z siebie coś ekstra. Jeśli chodzi o odległość, czasem jest to metr, czasem trzy. Tak działa na mnie adrenalina.

Gdzie jest Twój limit?

78–79 metrów, choć może jeszcze dalej? Nie jestem w stanie powiedzieć. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że nie będę w stanie uzyskać lepszych wyników niż 75 metrów.

źródło:
Zobacz więcej