Komunistyczna inwazja? Krwawy scenariusz dla Hongkongu

Trwające od czerwca demonstracje pogrążyły Hongkong w największym kryzysie politycznym od 1997 roku (fot. PAP/EPA/FAZRY ISMAIL)

Wielkie protesty w Hongkongu to największe wyzwanie dla Xi Jinpinga, od kiedy w 2012 roku przejął władzę w Chinach. Pekin nie zamierza ustępować, za to straszy bezpośrednią interwencją w autonomii. Nieoficjalnie podwoił wielkość garnizonu wojskowego w Hongkongu, a w pobliżu granicy skoncentrował duże siły zbrojne. Czy komunistyczny rząd posunie się do pacyfikacji protestów?

Władze Hongkongu nie wykluczają, że poproszą o pomoc chińskie wojsko

Szefowa władz Hongkongu Carrie Lam wyraziła we wtorek przekonanie, że region we własnym zakresie poradzi sobie z prodemokratycznymi protestami. Nie...

zobacz więcej

Hongkońska policja postrzeliła 1 października demonstranta ostrą amunicją. To pierwszy taki przypadek od początku masowych antyrządowych protestów w Hongkongu. Starcia policji z manifestantami przyjmują coraz brutalniejsze oblicze. Choć lokalna administracja wstrzymała prace nad ustawą ekstradycyjną, co było pierwotnym powodem protestów, nie uspokoiło to sytuacji.

Coraz częściej spekuluje się, że Pekin straci cierpliwość i wyśle na Hongkong wojsko lub Zbrojną Policję Ludową. Od początku sierpnia chiński rząd regularnie – choć nie wprost – grozi takim rozwiązaniem. Ta taktyka zastraszania niewiele jednak daje. Dalsza eskalacja kryzysu zwiększa ryzyko zbrojnej interwencji Pekinu.

„Jeden kraj, dwa systemy”

Autonomia byłej brytyjskiej kolonii kurczy się z roku na rok. Ograniczane są prawa i wolności demokratyczne, których przestrzegać obiecały komunistyczne Chiny, przejmując władzę nad Hongkongiem. Władze w Pekinie podczas rządów Xi Jinpinga stopniowo zacieśniają kontrolę nad regionem, po cichu zastępując kluczowych urzędników autonomii nienależących do partii komunistycznej chińskimi lojalistami. Zmieniane jest też prawo – Hongkong ma docelowo być jak najbliższy ustrojowo Chinom kontynentalnym.

Budzi to opór mieszkańców. W 2014 r. doszło do masowych protestów (tzw. rewolucja parasolek), w których domagali się powszechnych wyborów szefa hongkońskiej administracji. Jednak Pekin nie ustąpił. Carrie Lam została na to stanowisko wybrana przez lojalny wobec rządu komunistycznego komitet elektorów. Lam posłusznie wykonuje polecenia rządu centralnego i nie liczy się ze zdaniem Hongkończyków, co doprowadziło do obecnego kryzysu.

Iskrą zapalną był zgłoszony przez lokalny rząd projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego, który przewiduje możliwość odsyłania podejrzanych do Chin kontynentalnych. Krytycy uznają ten popierany przez Pekin projekt za zagrożenie dla praworządności Hongkongu i kolejny przejaw ograniczania jego autonomii. Początkowo wyrażali swój sprzeciw w dużych, pokojowych marszach, co jednak nie przekonało władz Hongkongu do wycofania projektu. Dopiero po okupacji okolic siedziby parlamentu i starciach z policją 12 czerwca, w których obrażenia odniosło co najmniej 81 osób, lokalny rząd ogłosił bezterminowe wstrzymanie prac nad projektem nowelizacji.

Hongkong. Policjanci dostali szersze uprawnienia do użycia siły

Policja w Hongkongu zmniejszyła ograniczenia dotyczące użycia broni przez funkcjonariuszy przed wtorkowymi starciami, w których postrzeliła...

zobacz więcej

Lam oświadczyła później, że projekt „jest martwy”, ale odmówiła jego całkowitego wycofania, czego domagają się demonstranci.

Protesty w Hongkongu trwają niemal bez przerwy od czerwca. Z czasem do postulatu wycofania projektu prawa ekstradycyjnego dołączyły żądania niezależnego śledztwa w sprawie działań policji, uwolnienia zatrzymanych w związku z protestami oraz powszechnych, demokratycznych wyborów władz regionu.

Wycofanie projektu nowelizacji ustawy o ekstradycji nie zakończyło kryzysu. Agencja Reutera podała 30 sierpnia, powołując się na trzy anonimowe źródła zbliżone do sprawy, że administracja Hongkongu przekazała rządowi centralnemu ChRL propozycję zmierzającą do zmniejszenia niezadowolenia społecznego w regionie, ale Pekin nie zezwolił na ustępstwa wobec protestujących.

Chiński reżim z pewnością nie zgodzi się na żadne rozwiązania, które zwiększyłyby wolność i prawa obywatelskie mieszkańców Hongkongu. Szefowa władz Hongkongu Carrie Lam nie wyklucza możliwości skorzystania z przepisów o stanie kryzysowym. To mogłoby otworzyć drogę do bezpośredniej interwencji Chin.

Reguła „zhibaozhiluan”

Na początku sierpnia, przemawiając w Shenzhen do kilkuset lojalnych wobec Pekinu liderów społecznych z Hongkongu, minister Zhang Xiaoming (szef Biura ds. Hongkongu i Makao przy Radzie Państwa ChRL) ostrzegł, że protesty w autonomii mają charakterystyczne cechy kolorowej rewolucji. Więc najwyższym priorytetem dla Pekinu i dla władz autonomii powinno być „zhibaozhiluan”, tzn. „powstrzymać zamieszki i kontrolować chaos”. Warto pamiętać, że podobnego argumentu używali chińscy przywódcy wysyłając czołgi na plac Tiananmen w 1989 r.

Choć Zhang nie wspomniał nic o użyciu armii, to jednak cytował Deng Xiaopinga, który swego czasu mówił, że wojsko w Hongkongu jest dla obrony przez zewnętrznym zagrożeniem, ale „jeśli są próby przekształcenia Hongkongu w bazę przeciwko Chinom kontynentalnym pod pozorem demokracji”, to Pekin nie ma wyboru – musi interweniować. Biuro ds. Hongkongu i Makau jest najwyższym chińskim organem rządowym odpowiedzialnym za zarządzanie tymi byłymi europejskimi koloniami, obecnie specjalnymi regionami administracyjnymi ChRL. Kiedy latem doszło do eskalacji wydarzeń w Hongkongu, biuro z konferencji na konferencję zaostrzało retorykę. Pod koniec lipca rzecznik biura wyraził poparcie dla policji i szefowej administracji Hongkongu, na kolejnej porównał protesty do „kolorowej rewolucji”, ocenił, że stoją za nimi antychińskie siły i ostrzegł, że „kto igra z ogniem, zostanie poparzony”. Wreszcie na trzeciej konferencji dopatrzył się w demonstracjach „oznak terroryzmu”.

Bójka w parlamencie w Hongkongu. Cztery osoby z obrażeniami [WIDEO]

Co najmniej cztery osoby mają obrażenia po sobotniej bójce między prorządowymi i opozycyjnymi deputowanymi w parlamencie w Hongkongu. Polityków...

zobacz więcej

Ale na ten temat ostro wypowiadają się też inni przedstawiciele komunistycznego państwa. Ambasador ChRL w Wielkiej Brytanii Liu Xiaoming oskarżył 15 sierpnia „obce siły” o sianie zamętu w Hongkongu. W rozmowie z dziennikarzami ocenił, że jeśli sytuacja będzie dalej pogarszać się, Pekin nie będzie tylko „siedział z założonymi rękami i obserwował”.

- Mamy wystarczające możliwości i wystarczające uprawnienia w ramach prawa podstawowego, by szybko stłumić niepokoje – oświadczył Liu. Pięć dni później znany z prokomunistycznych poglądów poseł parlamentu Hongkongu Michael Tien przestrzegł - powołując się na „wiarygodne źródło” - że rząd centralny może przysłać wojsko, jeśli lokalne władze nie poradzą sobie z protestami. Tien twierdził, że albo szefowa administracji regionu Carrie Lam sama wystąpi z formalnym wnioskiem o pomoc Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ChAL-W), albo Pekin jednostronnie ogłosi stan kryzysowy i wyśle tam żołnierzy.

Kiedy 29 lipca dziennikarze zapytali rzecznika Pekinu ds. Hongkongu, Yanga Guanga o perspektywę wprowadzenia wojska do autonomii, odpowiedział: „Ustawa Zasadnicza jest w tej kwestii jasna i nie mam nic do dodania”. Artykuł 14. Ustawy Zasadniczej mówi, że garnizon chiński stacjonujący w Hongkongu (plus oddziały stacjonujące tuż za granicą, w Shenzhen) jest tam „dla obrony” i „nie ingeruje w sprawy lokalne regionu”. Prawo pozwala jednak rządowi Hongkongu „prosić o pomoc garnizonu w utrzymaniu porządku publicznego i pomocy humanitarnej”, ale mówi, że w takich sytuacjach armia musi działać zgodnie z prawem autonomii.

Artykuł 18. precyzuje z kolei, że prawo ChRL nie ma zastosowania w Hongkongu, z ograniczonym wyjątkiem ustaw wymienionych w Aneksie III do Ustawy Zasadniczej, a odnoszących się głównie do symboli państwowych, narodowości, dyplomacji (takie wyjątki muszą być zatwierdzone przez władze autonomii przed wejściem w życie).

Ale art. 18. ma jeden ważny wyjątek. Jeśli Komitet Stały Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych „decyduje o ogłoszeniu stanu wojny lub, ze względu na zamieszki w Hongkońskim Specjalnym Regionie Administracyjnym, które zagrażają narodowej jedności lub bezpieczeństwu i wymkną się spod kontroli Regionu, decyduje o stanie wyjątkowym w Regionie, wówczas rząd centralny może wydać rozkaz zastosowania odpowiednich ustaw narodowych w Regionie”. Pekin może ogłosić stan wyjątkowy, ale wojsko może wejść do Hongkongu tylko na wniosek władz autonomii. Ale to żadna przeszkoda. Bo te są zdominowane przez lojalistów.

Największe demonstracje w historii. Hongkong przeciw ekstradycjom do Chin

Tysiące ludzi wyszły w nocy z wtorku na środę na ulice Hongkongu. Protestują przeciw rozpatrywanemu przez Radę Legislacyjną tej enklawy projektowi...

zobacz więcej

Zbrojne aktywa Pekinu

Pierwszą poważną demonstracją siły były ćwiczenia Zbrojnej Policji Ludowej (ZPL) – formacji wchodzącej w skład sił zbrojnych ChRL – w mieście Shenzhen przy granicy z Hongkongiem, w połowie sierpnia. Setki umundurowanych funkcjonariuszy ćwiczyły na stadionie piłkarskim. Zdjęcia satelitarne pokazywały w tym rejonie, kilkadziesiąt kilometrów od granic Hongkongu, około pół tysiąca pojazdów opancerzonych i ciężarówek wojskowych.

Ruchy chińskich uważnie śledziły amerykańskie agencje wywiadowcze: CIA, DIA i NSA. Ostrzeżenie pod adresem Pekinu wystosował nawet wtedy Donald Trump. Jednak był to tylko element wojny psychologicznej prowadzonej przez Chiny.

- Te ćwiczenia są nieodłączną częścią dobrze skoordynowanej próby wywarcia przez Pekin presji na protestujących i na społeczeństwie, by natychmiast zrezygnowali ze swoich pięciu postulatów, w tym żądania powszechnych wyborów – komentował Dixon Ming, politolog z Uniwersytetu Nauki i Techniki.

Gdyby doszło do chińskiej interwencji w Hongkongu, uderzenie nastąpiłoby nie tylko z kontynentalnej części kraju. Drugi, być może nawet ważniejszy dla takiego scenariusza, komponent sił chińskich już znajduje się wewnątrz autonomicznego rejonu. Szacuje się, że obecnie w Hongkongu znajduje się nawet około 70 tys. chińskich wojskowych i funkcjonariuszy służb specjalnych i sił bezpieczeństwa. Wspierają oni lokalne siły policyjne.

Po wydarzeniach z 2014 r. („rewolucja parasolek”) Pekin rozmieścił dyskretnie w Hongkongu policję i członków paramilitarnej Zbrojnej Policji Ludowej. Liczącą 30 tys. ludzi policję hongkońską zasilili funkcjonariusze z kontynentu, z sąsiedniej prowincji Guangdong, mówiący dialektem kantońskim (jak Hongkończycy). Najważniejszy jest jednak wojskowy garnizon. Jego dowódca generał Chen Daoxiong powiedział pod koniec lipca, że nie będzie tolerował „brutalnej taktyki protestujących”.

USA i Chiny ustaliły nowy termin negocjacji handlowych

Negocjacje handlowe Stanów Zjednoczonych i Chin zostaną wznowione na początku października w Waszyngtonie – poinformowało w czwartek chińskie...

zobacz więcej

Po raz pierwszy od 1997 r. dowódca garnizonu w Hongkongu wydał ostrzeżenie skierowane do opinii publicznej, mówiąc też, że wojsko jest „zdeterminowane, by bronić suwerenności kraju oraz bezpieczeństwa, stabilności i dobrobytu Hongkongu”. Na początku sierpnia opublikował promocyjny klip, na którym żołnierze ćwiczyli m.in. rozganianie ulicznych protestów.

Do niedawna w mocy pozostawały instrukcje Deng Xiaopinga, który negocjował z Londynem zmianę statusu Hongkongu: w Specjalnym Regionie Autonomicznym stacjonuje stale garnizon liczący ok. 6 tys. chińskich żołnierzy. Jednak po ostatniej rotacji (29 sierpnia) ta liczba może być nawet dwukrotnie wyższa. W ubiegłym roku w komunikacie na temat rotacji napisano, że siły i środki stacjonujące w Hongkongu pozostają bez zmian. Teraz jednak takie sformułowanie się nie pojawiło.

- Uczestnicy protestów w Hongkongu muszą szanować prawo – oświadczył 29 sierpnia rzecznik chińskiego ministerstwa obrony Ren Guoqiang. Dodał, że hongkoński garnizon chińskiej armii jest zdeterminowany, by ten region chronić. Nie odpowiedział na pytanie, czy po rotacji zwiększyła się liczba żołnierzy stacjonujących w Hongkongu.

Od początku protestów wojskowi starają się nie rzucać w oczy, pozostają za murami. Dopiero 6 października po raz pierwszy doszło do bezpośredniej interakcji garnizonu z demonstrantami. Na dachu jednego z budynków kompleksu wojskowego przy Waterloo Road na półwyspie Koulun pokazano żółty transparent z ostrzeżeniem, skierowanym do protestujących, że mogą być zatrzymani za kierowanie promieni laserowych wskaźników w stronę bazy.

Żandarmeria po chińsku

Jeśli Pekin zdecyduje się jednak na siłowe rozwiązanie, nie będzie raczej sięgał po regularne wojsko, ale po Zbrojną Policję Ludową (ZPL). Zbrojna Policja Ludowa jest częścią chińskich sił zbrojnych i podlega Centralnej Komisji Wojskowej (CKW), a nie ministerstwu bezpieczeństwa publicznego, które zarządza siłami policyjnymi. Jej podstawowym zadaniem w czasie pokoju jest ochrona bezpieczeństwa wewnętrznego, w tym ochrona budynków rządowych, oraz egzekwowanie prawa, szczególnie w przypadku zamieszek czy zagrożenia terrorystycznego. Pełni też funkcję żandarmerii, a w czasie wojny może służyć jako wsparcie dla wojsk lądowych.

Trump: Ukraina i Chiny powinny wszcząć dochodzenie w sprawie Bidenów

Prezydent Donald Trump wezwał Chiny i Ukrainę do wszczęcia śledztw w sprawie powiązań biznesowo-politycznych byłego wiceprezydenta USA Joe Bidena i...

zobacz więcej

Chińscy komuniści mają własną formację paramilitarną od lat 20. XX w. Ale obecnego kształtu Zbrojna Policja Ludowa nabrała na początku lat 80. XX w. pod rządami Deng Xiaopinga. Początkowo ZPL była słabą formacją, i pod względem wyszkolenia i gotowości, jak też posiadanego wyposażenia. Pokazały to wydarzenia na placu Tiananmen w czerwcu 1989 r., gdy władze musiały sięgnąć po regularne wojsko, by spacyfikować protesty.

Deng, jak i jego następca Jiang Zemin, używali ZPL jako swego rodzaju przechowalni dla wojskowych jednostek wycofywanych ze służby oraz byłych żołnierzy. W szeregi ZPL przeniesiono też straż graniczą, zaś w latach 90. XX w. formację tę zasiliło aż 14 dywizji wycofanych z regularnej armii. Mimo to wciąż Zbrojna Policja Ludowa nie spełniała oczekiwań władz w roli „wojsk wewnętrznych” – co potwierdziły tragiczne wydarzenia w Lhasie (marzec 2008), po których zamieszki ogarnęły cały Tybet. W ciągu dwóch tygodni lokalna policja i ZPL straciły kontrolę nad sytuacją. Znów trzeba było sięgać po wsparcie regularnego wojska.

1 stycznia 2018 r. w ramach wielkiej restrukturyzacji chińskich sił zbrojnych dokonanej przez Xi Jinpinga Zbrojna Policja Ludowa znalazła się pod wyłącznym dowództwem Centralnej Komisji Wojskowej. Wcześniej ZPL odpowiadała jednocześnie i przed komisją, i przed ministerstwem bezpieczeństwa publicznego. Sama formacja też przeszła poważną reformę. Związano z nią Chińską Straż Przybrzeżną, zaś część jednostek (te najmniej zmilitaryzowane) oddano cywilnym resortom lub lokalnym władzom.

Jednostki szybkiego reagowania można znaleźć we wszystkich prowincjach i dużych miastach. W Pekinie są na przykład cztery takie mobilne oddziały, zaś w prowincji Xinjiang – pięć. Te jednostki są częścią większych „kontyngentów” Sił Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Podczas gdy większość prowincji ma po jednym takim kontyngencie, w Xinjiang są dwa plus nowo sformowana jednostka antyterrorystyczna (ze względu na problemy z Ujgurami).

Tysiące sztabek złota w domu byłego sekretarza komunistycznego. Wpadł podczas kontroli

13,5 ton złota o wartości sięgającej do 520 mln funtów zostało znalezionych w domu chińskiego urzędnika w prowincji Hajnan, na wyspie na Morzu...

zobacz więcej

Dodatkowo w 2018 r. sformowano dwa duże „kontyngenty mobilne”, jeden na północy Chin, drugi na południu. Zastąpiły one 14 zlikwidowanych dywizji regularnego wojska. Te „mobilne kontyngenty” posiadają oddziały kontr terrorystyczne, transportowo-inżynieryjne i helikopterowe. Większą mobilność ZPL zapewnia też wyposażenie tej formacji w bardziej zaawansowaną broń i sprzęt, np. lekkie śmigłowce wielozadaniowe Z-11WB czy transportery opancerzone. Z roku na rok zwiększane są też nakłady finansowe na ZPL. Po ostatnich reformach szacuje się ich liczebność na ok. 1 mln – to połowa liczebności regularnej armii.

Choć Pekin mógłby wysłać do Hongkongu wojsko, większy sens, wydaje się, miałoby użycie właśnie ZPL. Brały już udział w pacyfikacji kilku kryzysów wewnętrznych w sąsiedniej prowincji Guangdong. Na przykład w grudniu 2005 r., wezwana przez lokalne władze partyjne do pacyfikacji zamieszek w Shanwei, Zbrojna Policja Ludowa zabiła 20 cywilnych demonstrantów.

Zbyt duże ryzyko?

Wodzem naczelnym Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej jest, pełniąc funkcję przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej, prezydent Xi Jinping. Czy zdecyduje się wysłać wojsko na Hongkong? Taka interwencja byłaby obciążona ogromnym ryzykiem dla wizerunku ChRL, ale także dla gospodarki chińskiej i relacji Pekinu z innymi krajami.

Pekinowi na razie to się nie opłaca. ChRL bardzo skorzystała na autonomii Hongkongu, zapisanej we Wspólnej Deklaracji Chińsko-Brytyjskiej z 1984 r. i w Ustawie Zasadniczej z Hongkongu z 1990 r., która ustanowiła formułę „mieszkańców Hongkongu rządzących Hongkongiem”. Umożliwiło to miastu stać się czołowym centrum finansowym Azji i ważnym ogniwem łączącym Chiny ze światową gospodarką.

Utrzymywanie fasady autonomii Hongkongu odpowiada interesom Pekinu, zwłaszcza przy obecnym spowolnieniu ekonomicznym. Należy pamiętać, że choć wciąż rośnie znaczenie Szanghaju jako regionalnego centrum finansowego, chińska gospodarka wciąż jest zależna od Hongkongu, jeśli chodzi o pozyskiwania środków na ambitne programy modernizacyjne. W 2018 r. aż 71,5 proc. bezpośrednich inwestycji zagranicznych zaabsorbowanych przez Chiny wpłynęło poprzez Hongkong. Chińskie spółki są dziś największymi inwestorami w autonomii. Na koniec 2018 r. odpowiadały za 67,5 proc. wartości rynkowej na giełdzie w Hongkongu.

Szefowa władz Hongkongu: Pekin nie planuje wysłania wojska

Szefowa hongkońskich władz Carrie Lam zapewniła, że rząd ChRL nie zamierza wysyłać wojska na ulice Hongkongu. Fragmenty jej wypowiedzi, nagranej...

zobacz więcej

Wysyłając wojsko, Pekin, a szczególnie Xi, straciłby twarz, pokazując, że po 22 latach rządów ChRL nie zdołała zdobyć serc i umysłów większości z 7,5 mln mieszkańców Hongkongu. Brutalne stłumienie protestów i wejście sił rządowych do autonomii miałoby bardzo negatywny wpływ na globalną gospodarkę. Krach na lokalnych giełdach byłby nieunikniony, doszłoby do eskalacji relacji chińsko-amerykańskich, zaś Tajwan mógłby podjąć kroki mające zabezpieczyć jego niepodległość. Ostro zareagowałaby administracja Trumpa, na przykład przestając uznawać prawo z 1992 r. (Hong Kong Policy Act) gwarantujące Hongkongowi status odrębnego od Chin kontynentalnych terytorium celnego.

Bezpośrednia interwencja w Hongkongu niesie również poważne ryzyko dla długoterminowego planu chińskich władz dotyczących pokojowego zjednoczenia Chin kontynentalnych z Tajwanem. Użycie wojska przeciwko demonstrantom mogłoby znacznie zwiększyć popularność partii proniepodległościowej przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi na wyspie, zaplanowanym na początek 2020 r.

Według związanego z Komunistyczną Partią Chin anglojęzycznego propagandowego dziennika „Global Times” pacyfikacja protestów przy użyciu wojska jest możliwa, ale nie będzie przypominała wydarzeń z 1989 r., ponieważ rząd dysponuje obecnie bardziej zaawansowanymi metodami niż 30 lat temu.

„Pekin nie zdecydował się jeszcze na siłową interwencję, by stłumić zamieszki w Hongkongu, ale taka opcja jest wyraźnie do jego dyspozycji. Zgromadzenie Zbrojnej Policji Ludowej w Shenzhen to jasne ostrzeżenie dla uczestników zamieszek w Hongkongu” - napisano w artykule redakcyjnym. Zdaniem politologa z Uniwersytetu Chińskiego w Hongkongu Willy’ego Lama Pekin mógłby użyć bardziej zakamuflowanych metod, by wysłać do regionu swoich żołnierzy czy policjantów.

– Nosiliby mundury policji Hongkongu, więc nie byłaby to formalna misja – powiedział Lam. Już zdemaskowano fakt, że policjanci z Chin kontynentalnych biorą udział w pacyfikacji protestów. Kamery dziennikarzy zarejestrowały, jak oficer dowodzący oddziałem rozpraszającym protest zwracał się do kolegów słowem „towarzysze” – w Hongkongu nikt tak nie mówi. Tymczasem morale wśród hongkońskich funkcjonariuszy „sięgnęło dna”, ponieważ stali się oni jedynym punktem kontaktu między rozgniewanymi tłumami a rządem, który jest niemal zupełnie nieobecny.

Xi Jinping: Chińska armia zawsze musi być gotowa na wojnę

Świat przechodzi zmiany, których nie widziano od stu lat, a Chiny muszą wykorzystać każdą okazję – powiedział podczas spotkania z wojskowymi w...

zobacz więcej

Napięcie dodatkowo podsycają napływające z Pekinu sygnały, że jest on gotowy do bezpośredniej interwencji. Wejście ZPL może doprowadzić do tego, że część policji hongkońskiej wręcz przejdzie na stronę demonstrantów. Już teraz mówi się nieoficjalnie, że sympatyzuje z protestami nawet co czwarty funkcjonariusz. Miejscowa policja składa się z osób mówiących dialektem kantońskim, zaś interwenci z kontynentu mówią po mandaryńsku.

Na razie Pekin nie zamierza wysłać wojska do Hongkongu. Ale wciąż szuka pretekstu, by w razie potrzeby ogłosić stan wyjątkowy. Należy pamiętać o potężnych wpływach Biura Łącznikowego Pekinu w Zachodnim Dystrykcie Hongkongu. Ten instrument kontroli KPCh nad autonomią nie musi nawet interweniować na najwyższych szczeblach lokalnego rządu. Ma bowiem rozbudowaną sieć kontaktów i zaufanych ludzi głęboko we wszystkich 18 dystryktach Hongkongu.

Do każdej rady dystryktu jest przypisane lokalne biuro Biura Łącznikowego i każdy dystrykt ma reprezentantów w Biurze Łącznikowym. Zajmują się oni budowaniem poparcia dla kandydatów Pekinu w wyborach. Biuro koordynuje też działalność komórek KPCh w Hongkongu – gdzie nie ma ona legalnego statusu. Nawet policja Hongkongu de facto słucha się nie Carrie Lam, a szefa Centralnego Biura Łącznikowego, członka KC KPCh, Wanga Zhimina.

W dłuższej perspektywie Pekinowi najłatwiej będzie spacyfikować Hongkong, zmieniając jego strukturę demograficzną. Od 1997 r. ok. 1,5 mln Chińczyków z kontynentu otrzymało prawo stałego pobytu i prawo głosu w rejonie autonomicznym. Jednocześnie rząd centralny i lokalna administracja zachęcają ulgami podatkowymi absolwentów i młodych specjalistów z Hongkongu do budowy karier w Delcie Rzeki Perłowej i innych aglomeracjach na kontynencie.

źródło:
Zobacz więcej