Dominik Furman po latach wraca do reprezentacji

Dominik Furman przyjechał na zgrupowanie w miejsce kontuzjowanego Karola Linetty'ego (fot. PAP/Paweł Supernak)

Ponad sześć długich lat minęło od ostatniego występu Dominika Furmana w koszulce z orłem na piersi. Wobec kontuzji Karola Linetty’ego selekcjoner Jerzy Brzęczek zdecydował się wysłać nominację do rozgrywającego Wisły Płock. I słusznie. Bo 27-latek to obecnie najlepszy pomocnik PKO BP Ekstraklasy.

Trzy miesiące poza bramką. Poważna kontuzja Fabiańskiego

To nie jest dobra wiadomość dla kibiców i selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski, Jerzego Brzęczka. Bramkarz Łukasz Fabiański wróci do gry...

zobacz więcej

Gdy późną jesienią 2012 roku Waldemar Fornalik pierwszy raz powoływał Furmana do kadry, wielu widziało w nim przyszłego lidera drużyny narodowej.

Dominik miał niewiele ponad 20 lat, pewną pozycję w Legii i wydawało się, że wielką karierę u swych stóp. Minęło sześć lat. Piłkarz zdołał „odbić się” od poważnej piłki we Francji i Włoszech, wracając z podkulonym ogonem do polskiej ligi.

W Legii, która ukształtowała go jako piłkarza, nie został przyjęty z otwartymi ramionami. Nie minęło dużo czasu, a bez żalu oddano go do Wisły Płock. Dla Furmana to był kolejny cios i następny krok wstecz. Ale teraz zła karta ma się wreszcie obrócić.

- Nie uważam, że zmarnowałem swoją karierę, choć na pewno wyobrażałem sobie samego siebie w innym miejscu niż jestem teraz. Nie spodziewałem się, że tak potoczy się moja kariera, że szybko wrócę do polskiej ligi, później że tyle czasu spędzę w Wiśle Płock. Ale nie ma co tego rozpamiętywać. Czuję, że wreszcie nadchodzi mój czas. Strzelam gole, zaliczam asysty, zbieram dobre opinie. Ile czasu czekałem na taką formę? Jak powiem, że cztery lata, to nie zabrzmi to dobrze. Choć nie da się ukryć, że odczuwam boom na moją osobę. Teraz już nie czytam o sobie, że jestem ble, tylko cacy. A wcześniej po wielu zawieruchach zawsze byłem tym najgorszym – mówi 27-letni piłkarz.

Faktycznie, jeszcze do niedawna gołym okiem widać było bijącą z Furmana frustrację. A to kłócił się z trenerami, a to zbierał bezsensowne kartki. Patrzono na niego jako obciążenie a nie wartość dodaną do drużyny. Pomogły dopiero spotkania z psychologiem. – Nauczyłem się wyciszać negatywne emocje. Jestem innym człowiekiem niż byłem kilka lat temu. Siedziało we mnie mnóstwo frustracji, bo nie tak wyobrażałem sobie piłkarską karierę – opowiada pomocnik.

Przed Furmanem teraz nowe otwarcie. W czerwcu przyszłego roku kończy się jego kontrakt z Wisłą Płock. Na Mazowszu raczej nie zostanie. Gdy jest w formie, to przerasta poziomem nie tylko swoją drużynę, ale i całą ligą. Efektem tego jest powołanie do reprezentacji Polski. Jak twierdzi sam piłkarz, dość niespodziewane.

Elimnacje ME. Kontuzje wybawieniem dla Brzęczka

Jerzy Brzęczek ogłosił nazwiska piłkarzy powołanych na eliminacyjne mecze Euro 2020 z Łotwą (10 października) i Macedonią Północną (13...

zobacz więcej

– Nie nastawiałem się na to, że trener Jerzy Brzęczek do mnie zadzwoni, ale bardzo ucieszyłem się, że selekcjoner dostrzegł moją dobrą formę i zaprosił mnie na zgrupowanie. Jeszcze nie mieliśmy okazji porozmawiać. Zresztą, nie wiem, czy to jest potrzebne. No bo, co miałby mi powiedzieć trener? Że liczy na to, że wejdę w którymś meczu na 5 czy 10 minut? Przecież to nie ma większego sensu – uważa piłkarz.

Wraz z nominacją dla Furmana rozległy się głosy, że to kolejny dowód na forowanie piłkarzy z Płocka. Mniej lub bardziej regularnie powołania dostawali m.in. Adam Dźwigała, Damian Szymański czy Arkadiusz Reca. Furmana nie ruszają takie spekulacje.

- Powołania po znajomości? To jest nośne, dobrze się czyta i sprzedaje w internecie. Ale te pytania trzeba kierować do selekcjonera. To on decyduje, komu wysyła nominację. Słyszałem, że rozważał moją kandydaturę albo Janusza Gola z Cracovii. Czemu wybrał mnie? Nie wiem. Jestem zdania, że przynależność klubowa nie ma wielkiego znaczenia, jeśli ktoś dobrze gra w piłkę – dodaje Furman.

Przed kadrą mecze z Łotwą i Macedonią Północną. Przy korzystnym ułożeniu wyników już w niedzielę możemy sobie zapewnić przepustki na przyszłoroczne Euro. – Jaka będzie moja rola w reprezentacji? Chciałbym, aby jak największa. Ucieszę się z każdej minuty spędzonej na boisku. Najważniejsze dla mnie jest to, aby zrobić na tyle dobre wrażenie, żeby znaleźć się w kadrze także na kolejne – kończy wychowanek Szydłowianki Szydłowiec.

Mecz eliminacji Euro 2020 Łotwa – Polska w czwartek o godz. 20.45. Transmisja w TVP 1.

Zobacz więcej