Wypadek pod Warszawą. OSP chwali Biedronia, policja dementuje

W mediach pojawiła się informacja o wypadku samochodowym, którego poszkodowanych miał uratować lider Wiosny (fot. FB/OSP REGUT)

W mediach pojawiła się informacja o wypadku samochodowym, którego poszkodowanych miał uratować lider Wiosny Robert Biedroń. Informacje te w rozmowie z portalem tvp.info zdementował rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak.

Biedroń: Koalicja Obywatelska to oszustwo

zobacz więcej

„Trzeba pochwalić postawę tego Pana, który przed przyjazdem straży pożarnej udzielił pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach na DK 50 w miejscowości Tabor. Poszkodowanego kierowcę wraz ze swoim dwuletnim synem wydostał z płonącego samochodu i schronił w swoim Volkswagenie i jak prawdziwy strażak ruszył na płonący samochód z gaśnicą. Przed odjazdem pochwalił strażaków za bardzo szybki przyjazd i całą akcję” – napisano na profilu Ochotniczej Straży Pożarnej w Regucie. Do posta załączono zdjęcie, na którym w towarzystwie strażaków widać Roberta Biedronia.

Skontaktowaliśmy się z Komendą Stołeczną Policji. Rzecznik prasowy nadkom. Sylwester Marczak poinformował, że do zdarzenia doszło w poniedziałek o 18:40 w miejscowości Tabor w powiecie otwockim. Powiedział, że poszkodowany kierowca jest policjantem. To właśnie on, podróżując z 2-letnim synem, spowodował kolizję, wymuszając pierwszeństwo.

– Gdy doszło do kolizji, kierowca od razu wyszedł z samochodu i wyjął synka z fotelika. Kiedy upewnił się, że dziecku nic się nie stało, przekazał dziecko pod opiekę kobiecie, która widząc zdarzenie, zatrzymała się i zaproponowała pomoc - mówił Marczak.

Wysiadł sam, bez niczyjej pomocy

Jak powiedział rzecznik, z samochodu zaczęły się wydobywać kłęby prawdopodobnie pary wodnej, dlatego kiedy kobieta opiekowała się dzieckiem, kierowca wyjął gaśnicę i zaczął nią gasić auto.

- W pewnym momencie chłopiec zaczął płakać, dlatego policjant, stawiając dobro dziecka ponad samochód, przerwał gaszenie i wziął chłopca od kobiety, by go uspokoić. Wtedy świadkowie zdarzenia zasugerowali, żeby mężczyzna razem z synem zaczekali na przyjazd służb w jednym z samochodów, które się zatrzymały, ponieważ było zimno - wyjaśniał Marczak. - Policjant z synkiem wsiedli do jednego z aut. Jak się okazało, był to samochód pana Biedronia - dodał.

Rzecznik KSP podkreślił, że, wbrew temu, co napisano na profilu OSP Tabor, nikt nie pomagał kierowcy i jego synkowi w wydostaniu się z samochodu. – Wysiadł sam, sam wydostał synka, bez niczyjej pomocy – zaznaczył.

Nadkom. Marczak wyraził również podziękowania w imieniu swoim i policjanta uczestniczącego w zdarzeniu. - Wielkie podziękowania w imieniu policjanta i moim dla wszystkich, którzy nie byli obojętni w obliczu zdarzenia, szczególnie dla pani, która zajęła się dzieckiem. Wzorowa postawa - powiedział.

Sprawca kolizji został ukarany mandatem karnym. W jej wyniku nikt nie ucierpiał.

źródło:
Zobacz więcej