RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wietnamski smok i dobre duchy

W całym Wietnamie jest ponad 20 tysięcy rzek (fot. Agnieszka Wasztyl)

Nalewkę z martwego węża strach wypić. Za to wino z kokosa smakuje wyśmienicie. Wietnam – kraj wielu smaków, krajobrazów, niezwykłej historii i wielu kultur. Mieszkają tu aż 54 grupy etniczne, ale wszystkich łączy jedno: wiara w smoki i dobre duchy.

Realna walka z mitycznymi małpoludami. „Były niemal wszędzie”

UFO, foo fighters, trójkąt bermudzki – w historii wojen nie brakowało dobrze udokumentowanych zdarzeń, które z powodzeniem możemy określić mianem...

zobacz więcej

Swoją przygodę z Wietnamem rozpoczynam od niezwykłej Delty Mekongu. To rozległy na 35 tys. kilometrów kwadratowych region w południowej części kraju, w którym czas się zatrzymał… Jeszcze 300 lat temu, oprócz dzikiej dżungli i bagien, nie było tu nic. Dziś jest to jeden z najludniejszych regionów w kraju. Mekong żywi mieszkańców, jest też ich miejscem pracy i domem. Mieszkańcy doliny od wieków żyją na wodzie. Rytm wyznaczają tu wylewy rzeki, które są ściśle powiązane z monsunami. A rzeka bywa kapryśna.

– Mekong, to nasze być albo nie być. Kiedyś te ziemie należały do Khmerów, ale większość terenu była dzika i niezamieszkana. Dziś mieszka tu 17 milionów ludzi. To ważny szlak handlowy, ale nie tylko. Do wielu miejsc można dotrzeć tylko łodzią. Zwłaszcza do małych wiosek – wyjaśnia Nam Nguyen przewodnik i właściciel lokalnego biura podróży.

Mekong jest najdłuższą rzeką południowo-wschodniej Azji. Ma 4300 km i płynie przez sześć krajów. Żyje w niej ponad tysiąc gatunków ryb. Przez Wietnamczyków nazywana jest Matką Wszystkich Rzek, a także rzeką Dziewięciu Smoków.

– Delta dzieli się na dziewięć głównych odnóg. Oczywiście oprócz nich są setki kanałów, rzek i małych rzeczek. Kto byłby w stanie je zliczyć? – wyjaśnia z uśmiechem przewodnik.

W całym Wietnamie jest ponad 20 tysięcy rzek. Z czego zdecydowana większość – właśnie w Delcie Mekongu.

Z powodu ASF w Wietnamie wybito 2,5 mln sztuk trzody chlewnej

W związku z afrykańskim pomorem świń (ASF) od początku lutego wybito w Wietnamie łącznie 2,5 mln sztuk trzody chlewnej – poinformowało tamtejsze...

zobacz więcej

Wsiadamy do łodzi, którą rozpoczynamy rejs po Mekongu. Rzeka jest ogromna, dziś trochę wzburzona i ma brązowy kolor. Dopływamy do pierwszej wysepki. Lokalna ludność żyje tu nie tylko z połowu ryb i handlu, ale coraz częściej z turystyki. Małe dłonie wietnamskich kobiet szybko i zwinnie zawijają kwadratowe cukierki kokosowe w papierki ryżowe. Można także skosztować lokalnych alkoholi – moim ulubionym przysmakiem okazało się wino kokosowe – czegoś tak dobrego nie piłam chyba nigdy w życiu! Żałowałam, że nie kupiłam, bo nigdzie indziej w Wietnamie go nie znalazłam. Na spróbowanie wina wężowego nie starczyło odwagi. Nalewka powstaje przez zalanie alkoholem ryżowym martwych węży, następnie napój fermentuje przez kilkadziesiąt dni.

– To bardzo mocny alkohol – podkreśla miejscowy przewodnik.

Zdarza się, że oprócz węży, których czasem jest nawet kilka w jednej butelce, zalewane alkoholem są także owady, mniejsze gady i skorpiony. Z przewodnika dowiaduję się, że preferowane są gatunki jadowite… Mięso węża – może nie jest najsmaczniejsze, ale jest chętnie jedzone i wykorzystywane w kuchni. Wietnamczycy wierzą, że wpływa pozytywnie na zdrowie i pozwala długo zachować młody wygląd.

Rejs kanałami Mekongu przypomina amazońską dżunglę z folderów biur podróży. Wioślarz pokazuje odciski na dłoniach. Pracuje tu właściwie cały rok przez siedem dni w tygodniu. Po krótkim rejsie oczekuje, ba nawet domaga się napiwku. Choć w zasadzie nie wolno mu tego robić, bo wszystko opłacone jest w cenie wycieczki. Trzeba uważać, by nie dać się naciągnąć.

Życie w Delcie Mekongu toczy się bez pośpiechu. Mulisty brzeg i żyzne ziemie sprzyjają uprawom ryżu. To właśnie ten region nazywany jest spichlerzem kraju. Zbiory ryżu odbywają się aż trzy razy w roku. Stąd pochodzi ponad połowa wietnamskiego ryżu, z czego większość trafia na eksport.

Przeżyły piekło, zanim zostały uratowane

Przez lata przetrzymywane były w małych, ciemnych klatkach. Nie mogły się ruszać. Większość z nich na stałe miała włożoną w brzuch rurkę. W ten...

zobacz więcej

Targi na wodzie

Mieszkańcy Delty kładą się wcześnie spać, a wstają czasem w środku nocy. Pływające targi wodne zaczynają się o godz. 2 nad ranem i trwają do świtu – czasem nawet do południa. Targi na łodziach odbywają się w całym regionie. Cai Rang Floating Market to jeden z trzech najpopularniejszych i największych pływających targów w delcie rzeki Mekong. Otwarty jest przez cały dzień. Sprzedaż kokosów, owoców, warzyw i rzeczy codziennego użytku odbywa się prosto z łodzi.

– Kupcie kokosy, świeże kokosy, melony i mango – zachęca na łódce starsza uśmiechnięta Wietnamka. Upał daje się we znaki, mam wrażenie jakbym siedziała w saunie. Kupuję dwa kokosy i przez dłuższą chwilę delektuję się ich smakiem. Pycha!

Lokalna ludność żyje w rachitycznych domkach na drewnianych palach. Konstrukcje sprawiają wrażenie, jakby zaraz miały się zawalić. W środku znaleźć można wszystko – od desek, czasem połamanych krzeseł, po stare telewizory. Kobiety w brunatnej wodzie myją naczynia i robią pranie. Wokół piętrzą się śmieci.


Gdy łódka dobija do brzegu wypożyczamy na jednej z wysp rower. Przejeżdżamy przez wioskę. Pozdrawiają nas uśmiechnięci mieszkańcy, którzy chyba jeszcze nie zdążyli przyzwyczaić się do widoku turystów. Mężczyźni leżą w hamakach i chronią się przed upałem. Roześmiane dzieciaki biegną za rowerem i pozdrawiają wołając „hello” – to prawdopodobnie jedyne angielskie słowo, jakie znają. Odmachuję im radośnie i wracam na łódź. W Can Tho – największym mieście Delty Mekongu, w lokalnych restauracjach można spróbować potraw z węży, żab i szczura – gryzoń podobno smakuje jak kurczak.

Władze stolicy Wietnamu: Nie jedzcie psów ani kotów, bo umrzecie na wściekliznę

Władze stolicy Wietnamu Hanoi wezwały mieszkańców tego miasta, aby zaprzestali jedzenia potraw przyrządzanych z mięsa psów i kotów – poinformowała...

zobacz więcej

Mekong i pradawny smok

Rzeka Mekong owiana jest tajemnicą. Lokalna ludność wierzy, że jej wody zamieszkuje smok Phaya Naga. Oczywiście nikt go nie widział, ale powiadają, że może mieć postać węża. Smok jest symbolem Wietnamu, bo według pradawnych sag ochronił kraj przed chińskimi najeźdźcami.

Rzekę zamieszkuje także ciężarna Wietnamka, która ludziom pokazuje się pod postacią delfina. Kobieta miała utopić się we wzburzonych wodach Mekongu po porzuceniu jej przez kochanka. Teraz podobno, gdy widzi samotnych mężczyzn mści się, wywołując duże fale na rzece. Kobieta-delfin cieszy się, gdy utonie w nich mężczyzna. Dlatego młodzi chłopcy rzadko pływają sami po Mekongu.

Wietnamczycy ogromną wagę przywiązują do legend. Przekazują je od wieków z pokolenia na pokolenie – i naprawdę w nie wierzą. Mimo że kraj dynamicznie się rozwija, postęp dociera powoli nawet tutaj, to przywiązanie do wiary w przodków nie zanika – i bardzo dobrze. Przez to Delta Mekongu jest jeszcze bardziej tajemnicza i intrygująca.

Mi nie udało się spotkać smoka. Rzeka okazała się dla mnie łaskawa. Mekong skrywa wiele tajemnic, których zazdrośnie strzeże przed przybyszami. Może następnym razem odkryje przede mną chociaż część z nich...

źródło:
Zobacz więcej