Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Puchar Świata. Polska lekcja siatkówki

Są powody do radości. Polacy wygrali czwarty mecz w Pucharze Świata (fot. PAP/Panoramic)

Czwarte zwycięstwo w piątym meczu i to do tego bez starty seta. Reprezentacja Polski bez najmniejszego wysiłku pokonała Włochów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22) w kolejnym spotkaniu rozgrywanego w Japonii Pucharu Świata. Po raz kolejny najskuteczniejszym zawodnikiem na parkiecie był Wilfredo Leon, choć tym razem kroku dotrzymywał mu Aleksander Śliwka. Obaj zdobyli po piętnaście punktów.

Puchar Świata. Cztery sety z Argentyńczykami

20 punktów Wilfredo Leona, w tym te najważniejsze, zdobyte w końcówce czwartego seta, zapewniły Polakom wygraną 3:1 w meczu czwartej kolejki...

zobacz więcej

Włosi nie przyjechali do Japonii w najmocniejszym składzie. Zdając sobie sprawę z tego, że sukces w Pucharze Świata nie gwarantuje tym razem przepustki na igrzyska olimpijskie, trener Gianlorenzo Blengini dał odpocząć największym asom. W domu zostali m.in. Osmany Juantorena czy Ivan Zajcew. Włosi kiepsko rozpoczęli turniej, ale później odnieśli dwie wygrane z rzędu, pokonując 3:0 Tunezję i 3:2 Argentynę. Dobre wrażenie zostawił po sobie niezwykle skuteczny Gabriele Nelli.

Z kolei Vital Heynen, który do Japonii zabrał aż 24 zawodników znów zaskoczył składem. – Każdy za każdego wskoczyłby w ogień, więc nie ma większego znaczenia, kto przebywa na parkiecie. Nie miałem najmniejszego problemu, aby odnaleźć się w drużynie – mówił po meczu Marcin Komenda, który wskoczył do wyjściowej szóstki. Skład uzupełniali Leon, Aleksander Śliwka, Bartosz Kurek, Karol Kłos i Jakub Kochanowski.

W pierwszym secie szybko uzyskaliśmy bezpieczną przewagę. Od stanu po 4 zdobyliśmy sześć punktów z rzędu, tracąc zaledwie jednego. Bardzo pewnie w ataku czuł się Kurek, w bloku dobrze pracował Komenda, a Leon straszył przeciwników zagrywką. Od stanu 10:5 więcej emocji na parkiecie już nie było. W pamięci kibiców zapaść mógł kapitalny atak Kłosa ze środka, świetne zbicie Leona z drugiej linii czy pojedynczy blok Kochanowskiego. Seta zakończył, zapisując punkt na swoim koncie Kurek.

W drugiej partii Włosi stawiali opór do stanu po 10. Wtedy w mgnieniu oka zdobyliśmy trzy punkty, a po asie serwisowym Kurka Blengini poprosił o przerwę. Nie pomogło, a gdy w końcówce podkręciliśmy tempo, Włosi mogli tylko przyglądać się naszym popisom. Najładniejszym zagraniem tej części meczu popisał się Ślwika, kiwając tuż za opadającym włoskim blokiem (22:17). Ta akcja kompletnie podcięła skrzydła rywalom. Za chwilę Nelli został zatrzymany na siatce, a atakujący bez bloku Antonow nie potrafił umieścić piłki w boisku. Po raz kolejny wygraliśmy do 18.

PŚ: Przebłyski nie wystarczyły. Polacy przegrali z USA

Pierwszy poważny test i pierwsza porażka. Polacy, choć wystąpili w niemal najmocniejszym składzie, w czterech setach przegrali z reprezentacją USA...

zobacz więcej

Trzeci set był najbardziej wyrównany. Włosi objęli nawet dwupunktowe prowadzenie – 12:10 i 13:11. Jednak Polacy szybko doprowadzili do remisu i znów na słowa pochwały zasłużył Śliwka. Jego sprytna „kiwka” dała remis po 13. Polacy, chcąc szybko zakończyć mecz, wrzucili piąty bieg w końcówce. Piorunujące ataki Leona, świetna gra blokiem Komendy czy efektowne zbicia Kłosa ze środka sprawiły, że szybo mieliśmy piłkę meczową (24:21). Mecz skończył najlepszy tego dnia w polskiej ekipie Śliwka. Trzeciego seta wygraliśmy do 22, a całe spotkanie 3:0.

- Cieszymy się z 3:0, zachowujemy siły, bo turniej jest bardzo długi i wyczerpujący. Nie można powiedzieć, że dziś nam wychodziło wszystko, wystarczyło spojrzeć na naszego trenera, który cały czas żył przy linii. W każdej chwili rozprężenia przywoływał nas do porządku – komentował po meczu Śliwka.

Uśmiech nie schodził też z twarzy Kurka, który z meczu na mecz demonstruje coraz wyższą formę - Po wyniku można stwierdzić, że wstaliśmy z łóżka prawą nogą. A to ważne, bo czasem w porannych meczach (spotkanie rozpoczęło się o godz. 12.30 czasu miejscowego – przyp. red.) jest problem z koncentracją. Co do mojej dyspozycji, to z każdym dniem czuję się lepiej. Co najważniejsze nie mam najmniejszych problemów fizycznych, a to istotna kwestia po tak długiej przerwie – opowiadał Kurek.

Teraz drużynę Heynena czeka dwa dni przerwy i przenosiny z Fukuoki do oddalonej o niespełna trzysta kilometrów Hiroszimy. Mistrzowie świata na parkiet wracają w środę. O godz. 8 gramy z Rosjanami. Transmisja w TVP Sport.

źródło:
Zobacz więcej