Puchar Świata. Cztery sety z Argentyńczykami

W niedzielę wczesnym rankiem Polska zmierzy się z Włochami (fot. arch.PAP/EPA/YOAN VALAT)

20 punktów Wilfredo Leona, w tym te najważniejsze, zdobyte w końcówce czwartego seta, zapewniły Polakom wygraną 3:1 w meczu czwartej kolejki Pucharu Świata z Argentyną. Młody zespół z Ameryki Południowej był w stanie nam się przeciwstawić tylko w pierwszej i sporej części czwartej partii. W pozostałych fragmentach meczu dominacja Biało-Czerwonych mistrzów świata nie podlegała dyskusji. W niedzielę wczesnym rankiem mecz z Włochami. Transmisja w TVP.

PŚ w siatkówce. Zaczynamy od zwycięstwa!

To było dobre wejście w turniej. Grająca w rezerwowym składzie reprezentacja Polski w trzech setach rozprawiła się z Tunezją w pierwszym meczu...

zobacz więcej

Dobrze się stało, że Polakom udało się wygrać w czterech partiach. Wygrana 3:0 i 3:1 dają w tabeli trzy punkty, a to szczególnie istotne, jeśli chodzi o klasyfikację w Pucharze Świata. – No i przede wszystkim im mniej mamy w nogach rozegranych setów tym lepiej. Turniej jest niezwykle długi i wyczerpujący – mówił po meczu Bartosz Kwolek.

Argentyńczycy, choć przylecieli na drugą półkulę w mocno odmłodzonym składzie, to w Japonii spisują się powyżej oczekiwań. W poprzednich spotkaniach potrafili ograć w pięciu setach Amerykanów i w czterech Tunezję. Z kolei w minionej kolejce prowadzili już 2:0 z Włochami, by ostatecznie przegrać 2:3. Wyniki robiły wrażenie, biorąc pod uwagę fakt, że trener Marcelo Mendez zabrał do Japonii odmłodzony skład bez dwóch największych gwiazd – Facundo Contego i Luciano De Cecco.

Pierwszy set rozgrywanego bladym świtem polskiego czasu meczu był niezwykle wyrównany. W jego decydujących momentach dobrą robotę wykonał Jakub Kochanowski. Najpierw zablokował zbicie rywali, a chwilę później skończył ze środka nasz atak. Szkoda, że za niezłą grą w pod siatką nie poszła skuteczna zagrywka. Wszystko, co zdołaliśmy wywalczyć, oddawaliśmy przez zepsute serwisy. Od stanu po 20 źle zaserwowaliśmy piłkę trzy razy z rzędu, a gdy zatrzymany na bloku został Artur Szalpuk, rywale mieli piłkę setową (24:23).

Po zaciętej wymianie piłkę w górze miał Bruno Lima, ale nie potrafił skończyć prostej akcji. Rozpoczęła się gra na przewagi. Kilkadziesiąt sekund później Lima zrehabilitował się za niepowodzenie, dając Argentyńczykom drugą piłkę setową. Setball został przez nas obroniony za sprawą skutecznego zbicia Macieja Muzaja. Cały czas znajdowaliśmy się pod presją, ale potrafiliśmy wychodzić z niej obronną ręką. Zabawa skończyła się, gdy Bieniek zaserwował w siatkę, a my nie poradziliśmy sobie z przyjęciem zagrywki. Pierwszy set dla Argentyńczyków (29:27).

W drugiej partii dość szybko uzyskaliśmy przewagę. Od stanu 7:5 do czasu wziętego przez Argentyńczyków zdobyliśmy pięć punktów, tracąc zaledwie dwa. Wynik 12:7 dawał nam już dość spory komfort. Zdecydowała o tym decyzja Vitala Heynena, który posadził na ławce Artura Szalpuka, do gry posłał Wilfredo Leona. Gdy Leon zbił piłkę na pole punktowe rywali prowadziliśmy 14:9. Co jednak zwracało uwagę to niesamowita wysokość, na której Kubańczyk z polskim paszportem trafił w piłkę. Było to 336 centymetrów nad ziemią. Nie ma na świecie wielu zawodników, którzy atakują z tak wysokiego pułapu.

W końcówkę seta wchodziliśmy z dużym zapasem punktowym i jedyną kwestią do rozstrzygnięcia pozostał fakt, w jakim czasie doprowadzimy do remisu 1:1. Poszło jak z płatka. Wygraliśmy do 17 po ataku Kwolka.

Puchar Świata: drugi mecz, druga wygrana Polaków

Po ograniu na początek turnieju w trzech setach Tunezyjczyków, Polacy rozprawili się z gospodarzami turnieju Japończykami 3:1. Po dwóch kolejkach...

zobacz więcej

Trzecia partia miała podobny przebieg do drugiej. Jeszcze przed pierwszą przerwą techniczną uzyskaliśmy kilkupunktowy zapas, nie pozwalając rywalom wrócić do gry. Na drugą przerwę techniczną schodziliśmy z wynikiem 16:11, po sprytnej zagrywce Mateusz Bieńka prowadziliśmy już 18:11, a w końcową fazę setą wchodziliśmy z przewagą aż ośmiu punktów (20:12).

Duża w tym zasługa skutecznych serwisów i przede wszystkim gry blokiem. O polską ścianę ze szczególną regularnością obijał się Lima, który na początku meczu napsuł nam sporo krwi. Trzecią partię wynikiem do 18 skończył atakiem Bartosz Kurek.

- Hej panowie, do roboty, mecz się jeszcze nie skończył – mówił Heynen podczas wziętej przerwy. Faktycznie, był powód do niepokoju. Polacy dobrze weszli w czwartą partię, już na początku uzyskali przewagę, ale zamiast powiększać ją tak jak w poprzednich setach, dali dojść do głosu Argentyńczykom, którzy objęli prowadzenie 12:11. Słowa naszego trenera nie znalazły odbicia w rzeczywistości, bo nie byliśmy w stanie prześcignąć drużyny z Ameryki Południowej. Brakowało nam zwłaszcza punktów zdobytych przy własnej zagrywce.

Na szczęście przełamaliśmy się w najlepszym ku temu momencie. Najpierw atak skończył niezwykle skuteczny w czwartej partii Kwolek, a później rywale pomylili się przy przyjęciu zagrywki. Mieliśmy remis po 22.

Wprawdzie gdy Jan Martinez Franchi przedarł się przez nasz podwójny blok Argentyńczycy mieli piłkę setową (24:23), ale ostatnie słowo należało jednak do naszych. Jeden cios zadał Kurek, a dwa kolejne Leon, kończąc seta i cały mecz wynikiem 26:24.

Kubańczyk z polskim paszportem zaliczył świetne zawody. Choć na parkiecie przebywał tylko przez trzy sety, to i tak zdołał zdobyć najwięcej punktów spośród wszystkich zawodników. Niesamowite wrażenie zrobiła jego skuteczność w ataku. Leon skończył aż 17 z 21 wystawionych w górę piłek. Pochwały należą się także solidnemu Kwolkowi oraz mającym przebłyski błyskotliwej gry Kochanowskiemu i Bieńkowi.

Polska - Argentyna 3:1 (27:29, 25:17, 25:18, 26:24)
Polska:
Fabian Drzyzga (4), Maciej Muzaj (6), Bartosz Kwolek (13), Artur Szalpuk (3), Jakub Kochanowski (12), Mateusz Bieniek (12), Paweł Zatorski (libero) oraz Wilfredo Leon (20), Bartosz Kurek (3), Marcin Komenda, Łukasz Kaczmarek.
Argentyna: Matias Sanchez (3), Bruno Lima (14), Jan Martinez Franchi (13), Ezequiel Palacios (6), Agustin Loser (17), Martin Ramos (3), Santiago Danani (libero) oraz Joaquin Gallego (3), German Johansen (1), Matias Giraudo, Nicolas Lazo.

źródło:
Zobacz więcej