Daesh 2.0 i protesty w Iraku

„Rośnie pokolenie Daesh 2.0 i jest to problem całego świata” – pisze Repetowicz (fot. REUTERS/Wissm al-Okili)

Nie ma pomysłu na skuteczną deradykalizację członków Państwa Islamskiego (Daesh) oraz ich rodzin, znajdujących się pod jurysdykcją Iraku i Syrii Północno-Wschodniej (NES). Europa Zachodnia, skora do krytyki, sama uchyla się od odpowiedzialności. Rośnie pokolenie Daesh 2.0 i jest to problem całego świata. To wnioski z debat, z udziałem przedstawicieli Iraku i Regionu Kurdystanu w Iraku, jakie miały miejsce na tegorocznym Warsaw Security Forum. W tym samym czasie w Iraku trwały krwawe protesty.

Zamachy przy użyciu noży i samochodów. Wpadł bojownik Państwa Islamskiego

Hiszpańska policja zatrzymała w sobotę 51-letniego mężczyznę, który planował zamachy terrorystyczne. Dżihadysta był członkiem samozwańczego Państwa...

zobacz więcej

Spór o wieszanie terrorystów

Problem deradykalizacji po pokonaniu militarnym Państwa Islamskiego w Iraku oraz Syrii był tematem dwóch debat Warsaw Security Forum (WSF), w których uczestniczył m.in. wiceminister spraw zagranicznych Iraku Muajad Salih oraz szef Biura Zagranicznego Partii Demokratycznej Kurdystanu Hoszjar Siwaili. Wnioski nie są jednak optymistyczne, zamiast deradykalizacji następuje bowiem proces radykalizacji nowego pokolenia Daesh. Europa Zachodnia ponosi za to współodpowiedzialność, gdyż nie tylko chowa głowę w piasek, ale od czasu do czasu ją wystawia tylko po to, by krytykować Irak.

Jednym z budzących największe emocje aspektów deradykalizacji jest, że tak to ujmę, deradykalizacja permanentna, która polega na skazywaniu na śmierć terrorystów winnych okropnych zbrodni. I co ważne, wykonywaniu tych wyroków. Jedno z drugiego w sposób oczywisty nie wynika, o czym zresztą mówił minister Salih. Wspomniał on o skazaniu na śmierć winnych zamachu w bagdadzkiej Karadzie, który miał miejsce 3 lipca 2016 r. Zginęło tam ok. 350 niewinnych Irakijczyków.

Zamach ten prawdopodobnie wywołał jednak mniejsze zainteresowanie międzynarodowej opinii publicznej, a zwłaszcza różnych organizacji pozarządowych zajmujących się prawami człowieka, niż planowane egzekucje sprawców. Salih przyznał, że zostały one wstrzymane pod naciskiem międzynarodowym. Dotyczy to zresztą również winnych wielu innych zbrodni. Nikt nie pamięta o ofiarach Karrady, Camp Speicher, gdzie Państwo Islamskie jednego dnia wymordowało 1700 osób itp., ale wielu pamięta o tym, by protestować przeciwko wieszaniu przez Irak sprawców. – Te bestie, które zarzynały dziesiątki osób nie okazują żadnej skruchy i mówią, że jeśliby mogły, to by to znów zrobiły – oznajmił na WSF minister Salih, dodając, że dziś w więzieniach mają lepsze warunki niż niejeden Irakijczyk np. prąd przez cała dobę, ochronę.

Państwo Islamskie zmienia front. Pierwszy atak w Demokratycznej Republice Konga

Dżihadyści z Państwa Islamskiego wydali w piątek komunikat, z którego wynika, że po raz pierwszy przeprowadzili akcję zbrojną na terenie...

zobacz więcej

Niech krytycy egzekucji wezmą sobie terrorystów do siebie

W czasie dyskusji padło interesujące porównanie procesu deradykalizacji Daesh do denazyfikacji Niemiec po II wojnie światowej. Nieco wbrew intencji pytającej o to przedstawicielki jednej z niemieckich organizacji pozarządowych, dyskusja szybko zeszła na problem egzekucji. Czyż bowiem setki nazistowskich zbrodniarzy nie trafiło na szubienicę? I tak można czasem odnieść wrażenie, że wielu niesłusznie uniknęło stryczka. Ale teraz nie mamy już tutaj kary śmierci i z pozycji wyższości Europa poucza inne kraje, że nie powinny robić tego, co ona sama robiła kilka dekad temu. Czy bez powieszenia wielu nazistów można byłoby mówić o denazyfikacji i sprawiedliwości?

Ze strony pakistańskiego eksperta Muszarafa Zajdiego, deklarującego zresztą raczej negatywny stosunek do kary śmierci, padła wówczas propozycja, że skoro Niemcy nie chcą by Irak (czy też inne kraje mające problem z terrorystami np. Pakistan) kogoś wieszał, to może zabiorą tych ludzi do siebie. Dodał wprawdzie, że żartuje, ale nie jestem pewien czy należałoby to uznać za żart. Zwłaszcza, że wśród terrorystów Daesh są też obywatele niemieccy (a także francuscy, brytyjscy, belgijscy i pochodzący z wielu innych krajów Europy Zachodniej). Wprawdzie większość z nich nie znajduje się pod jurysdykcją Iraku, lecz NES, ale to jeszcze gorzej. NES nie jest państwem i nie ma żadnej jurysdykcji, nie może przeprowadzić żadnych procesów.

Chodzi o setki foreign fighters i tysiące członków ich rodzin. Państwa europejskie nie chcą jednak brać tych ludzi, a w debatach na ten temat obecne są tylko dwa punkty widzenia – sprzeciw ze względu na słuszne obawy o bezpieczeństwo i domaganie się ich repatriacji, „bo to mimo wszystko nasi obywatele”. Na myślenie o tym, jakim problemem są dla tych, którzy ich trzymają, nie ma już zbyt wiele miejsca.

Pentagon alarmuje. Państwo Islamskie wzmacnia struktury konspiracyjne

Tak zwane „Państwo Islamskie” zbudowało w Syrii i Iraku struktury konspiracyjne, informuje Pentagon. Ich liczebność może sięgać 18 tysięcy...

zobacz więcej

Odpowiedzialność za ruinę Iraku

Irak jest zrujnowany. Najpierw, po przejściu pod knut Saddama, przez całe lata 80-te prowadził bezsensowną wojnę z Iranem, która doprowadziła go do bankructwa. Później, w latach 90-tych, został dobity sankcjami. Wojna w 2003 r. zniszczyła w dużej mierze infrastrukturę, resztę dopełniła wojna domowa w 2006 r., no i wreszcie wojna z Daesh w latach 2014-2017.

W 2018 r. władze tego kraju oszacowały, że potrzebują 88 mld dolarów na odbudowę. W lutym ub. r. odbyła się w Kuwejcie międzynarodowa konferencja nt. odbudowy Iraku, na której ponad 20 państw zadeklarowało pomoc o wartości około 30 mld dolarów. Jednak jak stwierdził minister Salih, obietnice pozostały głównie na papierze, a realnej pomocy nie ma.

Tymczasem niektóre państwa ponoszą współodpowiedzialność za to, co stało się w Iraku. Minister Salih, choć nie chciał wymienić konkretnych państw, stwierdził, że wielu nie podobało się to, że po 2003 roku zaczął powstawać demokratyczny Irak. Nic dziwnego skoro w regionie dominują systemy autorytarne i totalitarne albo despotyczne monarchie. Irak jest jednym z nielicznych krajów w całym świecie arabsko-muzułmańskim, w którym dochodzi do pokojowej zmiany władzy i mają miejsce uczciwe wybory, w których nie wiadomo z góry kto wygra. Dlatego też ostatnim wyborom towarzyszyła zmasowana propaganda mediów regionalnych, w tym Al Jazeery, które rozpisywały się o fałszerstwach i niskiej frekwencji. Ponowne przeliczenie głosów, pod nadzorem ONZ, wykluczyło fałszerstwa. Zresztą, kto miał ich dokonać skoro w wyborach przepadło wielu prominentnych polityków, a blok ówczesnego premiera zaliczył porażkę? Frekwencja 45 % była relatywnie niska, ale chyba jest to poziom nam znajomy. Natomiast w wielu krytykujących Irak państwach regionu nie ma żadnej frekwencji, bo nie ma po prostu wyborów.

Państwo Islamskie coraz groźniejsze w Afryce. Dzieci wśród ofiar ataku

Mimo pokonania Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie, terroryści z tej organizacji wciąż są aktywni w Afryce. W ataku na wieś w Mozambiku...

zobacz więcej

O co chodzi w protestach?

Nie można od tych faktów abstrahować burzliwych protestów, które od kilku dni mają miejsce w Iraku. Nie są to zresztą pierwsze tego typu demonstracje. Wybuchają one już od 2015 r. i jeśli ktokolwiek stał na ich czele, to były to grupy lewicowe, takie jak iraccy komuniści oraz wpływowy duchowny szyicki Muktada as-Sadr (to z jego ludźmi Polacy walczyli w Karbali w 2004 r.). Blok Sadra i komunistów (Sairun) wygrał zresztą wybory, ale nie zdołał przejąć inicjatywy w tworzeniu nowego rządu. Ostatecznie, w wyniku bardzo długich negocjacji, osiągnięto kompromis i premierem został Adel Abdul Mahdi. Jego rząd został zaprzysiężony niespełna rok temu, a obsada stanowisk ministra spraw wewnętrznych i obrony nastąpiła dopiero kilka miesięcy temu.

Protestujący oczywiście mają słuszne powody do frustracji, a nawet wściekłości. W Iraku (dotyczy to również Kurdystanu) panuje korupcja, szwankują usługi takie jak dostęp do elektryczności czy nawet wody pitnej i jest wysokie bezrobocie (choć jednocześnie do Iraku napływa masa gastarbeiterów z Azji Południowej). Nie wszystko można zwalić na czynniki niezależne od władz, choć trzeba o nich pamiętać. Minister Salih wspominał o tym, że w czasie wojny z Daesh w Iraku było ponad 6 mln uchodźców wewnętrznych (IDP), natomiast Hoszjar Siwaily dodał, że w Kurdystanie wciąż jest ponad 1 mln IDP. Jest też bardzo dużo ofiar Daesh, w tym rodziny poległych żołnierzy, którym pomoc należy się w pierwszej kolejności, bo w końcu uratowali ten kraj przed terrorystami.

Już można zauważyć, że irackie protesty wywołują satysfakcję wśród tych, którzy życzą Irakowi źle, a irackiej demokracji jeszcze gorzej. Tylko jaka jest alternatywa? Właściwie to jej nie ma, gdyż każda próba sięgnięcia po władzę dyktatorską przez kogokolwiek, doprowadzi do wojny domowej na gigantyczną skalę, a wtedy również Państwo Islamskie może skorzystać z okazji. Wielu terrorystów zapewne będzie też uciekać z więzień i kierować się do Europy, która w żadnym wypadku nie jest na ich przybycie przygotowana. W zgodnej opinii moich irackich rozmówców, chowanie głowy w piasek nie uchroni naszego kontynentu przed problemem, z którym niektórzy chcą pozostawić Irak samotnie. Ten problem po prostu prędzej czy później przyjdzie do nas.

Seria ataków islamistów w Syrii. Państwo Islamskie wciąż groźne

35 żołnierzy syryjskiej armii i sprzymierzonych z nią bojowników zginęło od czwartku w atakach Państwa Islamskiego – poinformowało Syryjskie...

zobacz więcej

Groźba odrodzenia Daesh

O ile protesty są zrozumiałe i trudno się dziwić niezadowoleniu ludzi, to nie można wykluczyć, że ofiary śmiertelne są wynikiem prowokacji innych państw. Arabia Saudyjska czy Katar, po 2003 r., przez ponad dekadę, podjudzały irackich sunnitów przeciwko nowym władzom, gdyż chciały, by Irak był slaby. Al Jazeera i wiele innych mediów rozsiewało (i nadal to robi) fake-newsy, by siać w Iraku chaos i przynajmniej pośrednio wspierać Al Kaidę i Daesh. Minister Salih powiedział, że Irak od samego początku przemian dokonanych w 2003 r. starał się o przyjazne stosunki ze wszystkimi sąsiadami, mimo że wiedział, że wiele państw regionu podejmuje wrogie działania przeciw niemu, np. od razu wysłany został iracki ambasador do Arabii Saudyjskiej. Na wzajemność trzeba było jednak czekać wiele lat.

Jeśli komuś się wydaje, że protesty doprowadzą do dezintegracji Iraku to jest w grubym błędzie i powinien przyjrzeć się temu, jakie flagi powiewają na demonstracjach. Jeśli natomiast celem ma być upadek rządu to trzeba pamiętać, że nie jest to żadna prowolnościowa rewolucja. Nowy rząd może zostać powołany tylko przez iracki parlament pochodzący z wolnych wyborów. Mogą też zostać zorganizowane nowe wybory, ale to raczej tylko pogłębi problem. Na upadku rządu Adela Abdul Mahdiego mogą też stracić Kurdowie, gdyż tekę ministra finansów i zarazem wicepremiera piastuje w nim przedstawiciel Partii Demokratycznej Kurdystanu Fuad Husajn. Niestety niektóre media kurdyjskie zdają się o tym kompletnie zapominać.

Irak potrzebuje stabilności politycznej tak samo jak potrzebuje uporania się z problemami z korupcją i złym zarządzaniem. Irak może się też stać bardzo szybko krajem bogatym, gdyż ma potężne zasoby nie tylko ropy, ale i gazu, którego zresztą póki co nie eksploatuje, gdyż dekady zaniedbań spowodowały brak odpowiedniej infrastruktury. Irak to jednak też bomba demograficzna i co roku przybywa około miliona Irakijczyków, a setki tysięcy wchodzi na rynek pracy i jest to kolejne wyzwanie dla władz. Irak mając takie problemy nie będzie więc karmił na dodatek tysięcy terrorystów w swoich więzieniach tylko dlatego, że na Zachodzie niektóre organizacje mają takie widzimisię. To zbyt duże obciążenie finansowe i zbyt wielkie ryzyko, że pewnego dnia tysiące tych bestii ucieknie z więzienia i rozpoczną się nowe zmagania militarne.

Iracka stabilność jest również w interesie Europy, bo jeśli ruszy z tego kraju fala uchodźców lub migrantów, to prawdopodobieństwo, że wśród nich znajdą się dzieci Daesh będzie ogromne. A dzieci te, dojrzewające u boku swoich fanatycznych matek i nie znające żadnego normalnego świata, spowodują, że Daesh 2.0, będzie groźniejszy od oryginalnego Daesh.

źródło:
Zobacz więcej